Đukanović kontra „spiskowcy”

Wybory parlamentarne w Czarnogórze jak zwykle od 25 lat nie przyniosły specjalnych niespodzianek. Jak zwykle zwyciężyła w nich Demokratyczna Partia Socjalistów Czarnogóry, tak więc premierem tego kraju ponownie zostanie Milo Đukanović oskarżany od dawna o tendencje autorytarne. Od samego przebiegu wyborów ciekawsza była jednak informacja o zatrzymaniu 20 Serbów podejrzewanych o chęć dokonania zbrojnych ataków już po zamknięciu lokali wyborczych.

Parlamentarzystów w Czarnogórze wybiera się na takich samych zasadach co w Polsce, jednak próg wyborczy wynosi tam jedynie 3 proc., a dla list mniejszości narodowych 0.7 proc. Na uwagę zasługuje zwłaszcza wysoka frekwencja – tym razem do urn poszło blisko 72 proc. wszystkich uprawnionych. Mniej ciekawy jest natomiast sam rezultat wyborów, ponieważ nie różni się on znacząco od wyników sprzed czterech lat. Według wstępnych wyliczeń jak zwykle najwięcej głosów zebrała Demokratyczna Partia Socjalistów Czarnogóry (Demokratska Partija Socijalista Crne Gore, DPS) w koalicji z Partią Liberalną (Liberalna Partija, LP). DPS i LP zebrały w sumie 41 proc. głosów i będą miały swoich 35 przedstawicieli w 81-osobowym parlamencie. Drugi wynik tradycyjnie uzyskała koalicja Frontu Demokratycznego (Demokratski Front,DF). Na listę prawicowych ugrupowań opowiadających się za odnowieniem unii z Serbią, zagłosowało 20.6 proc. Czarnogórców, stąd będzie miała ona 18 posłów. Na trzecim miejscu uplasowała się inna koalicja czyli Ključ, którą tworzą ugrupowania opozycyjne wobec rządów DPS i przeciwne integracji z NATO, jednak opowiadające się jednocześnie za przystąpieniem do Unii Europejskiej. W parlamencie znajdą się również: centrowa Demokratyczna Czarnogóra (Demokratska Crna Gora, DCG), Socjaldemokratyczna Partia Czarnogóry (Socijaldemokratska Partija Crne Gore, SDP), Socjaldemokratyczna Czarnogóra (Socijaldemokrate Crne Gore, SDCG) oraz przedstawiciele partii mniejszości boszniackiej, albańskiej i chorwackiej.

„Spiskowcy” zatrzymani

Dużo ciekawsze rzeczy od przebiegu wyborów, których rezultaty od wielu lat są w gruncie rzeczy te same (na czele z całkowitą dominacją DPS) działy się poza lokalami wyborczymi. Już po ich otwarciu czarnogórska prokuratura poinformowała o zatrzymaniu 20 serbskich obywateli, podejrzewanych o utworzenie na początku października organizacji przestępczej o charakterze terrorystycznym. Po zakończeniu wyborów mieliby oni próbować zająć budynek parlamentu oraz zaatakować policjantów i inne placówki administracji publicznej. Gwoździem programu przygotowanego przez rzekomych „spiskowców” miało być natomiast pozbawienie wolności premiera Milo Đukanovicia, a w tym celu do Czarnogóry dzień wcześniej miał przybyć Bratislav Dikić, były oficer serbskiej armii i tamtejszych służb specjalnych. Wszystkie osoby rzekomo planujące zamach zostały zatrzymane (i wymienione później w komunikacie rządowym z imienia i nazwiska), kiedy udawały się do miejsca ukrycia broni i amunicji potrzebnej do przeprowadzenia zarzucanych im ataków. Komentując to wydarzenie wicepremier Duško Marković stwierdził, że Czarnogóra potwierdziła, iż jest dojrzałym demokratycznym państwem z silnymi i niezależnymi instytucjami gwarantującymi pokój i stabilność.

ZOBACZ TAKŻE: Pożegnanie z Dayton?

Serbski premier Aleksandar Vucić proszony o komentarz na temat zatrzymania obywateli swojego kraju stwierdził, że nie posiada żadnych informacji o aresztowaniu czynnego oficera służb specjalnych, bowiem Dikić jest emerytowanym żandarmem, a cała sprawa odbywa się w „dziwnym dniu” i nie chce on jej szerzej komentować. W powyborczy poniedziałek Vucić był dużo bardziej wylewny. Podczas konferencji prasowej stwierdził, iż jest ciekaw oficjalnych zarzutów wobec serbskich obywateli, ponieważ jak na razie nie wierzy w zarzucane im czyny. Szef rządu Serbii dodał, iż służby wywiadowcze jego kraju nie posiadają informacji na temat terrorystycznej działalności Dikicia i jego ludzi. Vucić podejrzewa natomiast, że Czarnogórcy postanowili aresztować byłego serbskiego żandarma z powodu wyssanych z palca zarzutów stawianych mu przez jednego z dowódców albańskiej policji. Aresztowanie Dikicia skrytykowała proserbska opozycja w Czarnogórze, a DF uważa tę informację za kolejny element brudnej kampanii mającej kompromitować w oczach całego społeczeństwa przeciwników obecnego układu rządowego. Co ciekawe, opozycyjne media dość szybko przypomniały, iż Dikić był dobrze znany obecnemu szefowi czarnogórskiej policji, który ogłaszał sensacyjną wiadomość o zatrzymaniu serbskich obywateli. Slavko Stojanović w 2010 r. miał nawet uhonorować Dikicia dyplomem za współpracę w sprawach szkolenia, o czym informuje nawet dziennik urzędowy ministerstwa spraw wewnętrznych Czarnogóry.

Awantura o NATO

Najważniejszym tematem kampanii wyborczej była jednak kwestia integracji Czarnogóry z zachodnimi strukturami, a w szczególności z NATO. Spory na ten temat toczą się już od ponad roku, chociaż zachodnie media nie do końca rzetelnie relacjonowały przebieg protestów, które rozpoczęły się pod koniec września ub.r. Od początku mówiono o nich jako o manifestacjach prorosyjskich przeciwników NATO, tymczasem cieszyły się one sporą frekwencją przede wszystkim z powodu postulatów dotyczących walki z korupcją i przeprowadzenia wolnych wyborów w państwie rządzonym coraz bardziej autorytarnie. Kwestia przystąpienia Czarnogóry do NATO pojawiła się dużo później, bowiem pierwsza manifestacja na ten temat odbyła się blisko trzy miesiące później. Liderzy DF od początku domagali się przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum, w którym Czarnogórcy mieliby wyrazić swoje zdanie na temat ewentualnego wejścia swojego kraju do NATO, przy czym sam Front opowiada się w tej kwestii za neutralnością Czarnogóry na arenie międzynarodowej. Rządzący socjaldemokraci dość szybko uruchomili propagandowy mechanizm, mający na celu utożsamienie całej opozycji z prorosyjskimi postawami, tymczasem spora część ugrupowań wcale nie uczestniczyła w demonstracjach skierowanych przeciwko NATO.

ZOBACZ TAKŻE: Serbowie coraz mniej prounijni

Ugrupowanie premiera Đukanovicia w swojej propagandzie używa wciąż retoryki doskonale znanej z Polski. Osoby zgłaszające wątpliwości wobec integracji z zachodnimi strukturami, a nawet po prostu opowiadające się jedynie za przeprowadzeniem referendum w tej sprawie, są oskarżane o hamowanie postępu w Czarnogórze, popieranie polityki Putina, czy też o otrzymywanie pieniędzy z Rosji. Kampania mająca na celu dyskredytację głosu opozycji nasiliła się w maju, kiedy ministrowie spraw zagranicznych NATO oficjalnie podpisali protokół o przystąpieniu Czarnogóry do Sojuszu. Od tego czasu socjaldemokraci oskarżają swoich przeciwników o kompromitowanie własnego kraju, wobec którego zachodnie struktury mają jak najbardziej szlachetne intencje, ponieważ postanowiły specjalnie dla Czarnogóry przyspieszyć cały proces jej akcesji do NATO. Jednocześnie Đukanović w lipcu przestrzegał Zachód przed coraz poważniejszym rosyjskim zagrożeniem w regionie Bałkanów, bowiem Rosja ma zacieśniać w nim współpracę ze wszystkimi przeciwnikami NATO. Czarnogórski premier zwrócił jednocześnie uwagę Unii Europejskiej, iż powinna ona przyspieszyć swoje działania na rzecz poprawy sytuacji materialnej mieszkańców Bałkanów, szczególnie tych najbiedniejszych, którzy obawiają się negatywnych skutków reform wymaganych chociażby przez Brukselę.

Autokrata Đukanović

Szef rządu Czarnogóry powinien cieszyć się, że zachodnie struktury są tak zainteresowane pozyskaniem jego kraju, iż nie przykładają specjalnej wagi do kształtu jego systemu politycznego. Đukanović od wielu lat jest bowiem oskarżany o autorytaryzm, a także używanie swojego stanowiska do prowadzenia ciemnych interesów. Lider DPS swoją polityczną karierę zaczynał jeszcze w socjalistycznym systemie w Lidze Komunistów Jugosławii i już jako socjaldemokrata w latach 90. XX w. był bliskim sojusznikiem ówczesnego jugosłowiańskiego prezydenta Slobodana Milosevicia. W tamtym czasie Đukanović jako premier autonomicznego rządu Czarnogóry zwalczał pro-zachodnich polityków, doprowadzając chociażby do wypędzenia z kraju poety Jevrema Brkovicia, który z powodu swojej politycznej aktywności schronił się na terytorium Chorwacji. W 1998 r. lider socjaldemokratów został prezydentem Czarnogóry dzięki czemu mógł umocnić władzę swojej partii, która dzięki wyborczym zwycięstwom kontrolowała już niemal każdą dziedzinę życia społecznego kraju. Po upadku Milosevicia Đukanović przeprosił Chorwatów za swoje poparcie dla oblężenia Dubrownika w czasie wojny w byłej Jugosławii, a także otwarcie zaczął opowiadać się za zerwaniem unii z Serbią i utworzeniem niepodległego państwa czarnogórskiego.

ZOBACZ TAKŻE: Chorwackie déjà vu

Po sukcesie w referendum z 2006 r. (55 proc. głosujących opowiedziało się za niezależnością) Đukanović musiał zrezygnować z pełnionej już wówczas funkcji szefa rządu z powodu wzrostu niezadowolenia wewnątrz swojego ugrupowania. W czasie trwającego dwa lata formalnego rozbratu z polityką, Đukanović założył pięć prywatnych firm i miał w tym czasie zgromadzić majątek wart kilku milionów euro. Lider czarnogórskich socjaldemokratów ponownie przeszedł na polityczną emeryturę w 2010 r., jednak po dwóch latach wycofał się z tego taktycznego manewru. W trakcie swoich rządów zbudował on państwo przesiąknięte korupcją, powiązaniami biznesmenów i polityków, a także pobłażliwe dla struktur mafijnych. W tej ostatniej kwestii Đukanović musiał zresztą tłumaczyć się przed włoskimi śledczymi, którzy już w 2002 r. oskarżyli go o udział w grupie przestępczej zajmującej się przemytem papierosów w latach 1994-2002, bowiem warto przypomnieć, iż w tym czasie Czarnogóra była bardziej znana właśnie z tego procederu, niż z turystycznych atrakcji. Wiele do życzenia pozostawia też niezależność mediów. Największy czarnogórski dziennik „Vijesti” wielokrotnie spotykał się z szykanami ze strony rządzących, pobiciami swoich dziennikarzy przez „nieznanych sprawców”, czy nawet z próbami podpalenia swojego biura po artykułach obnażających ciemne interesy prozachodniej władzy. Nic więc dziwnego, że w najnowszym rankingu wolności prasy przygotowanym przez Reporterów Bez Granic, Czarnogóra plasuje się na 106 miejscu pomiędzy Nepalem i Ukrainą… Przy okazji każdych wyborów pojawiają się natomiast doniesienia o nieprawidłowościach, jednak najczęściej są one szybko zagłuszane przez pozytywne opinie ze strony OBWE i Rady Europy.

Đukanović po raz siódmy?

Wszystko wskazuje na to, że w Czarnogórze obędzie się bez zmian. Đukanović tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów ogłosił, iż będzie w stanie utworzyć stabilną większość ze swoimi dotychczasowymi partnerami (czyli liberałami i mniejszościami narodowymi), a jego celem podczas siódmej kadencji na stanowisku szefa rządu będzie zakończenie negocjacji akcesyjnych z UE i NATO. Rozczarowanie z powodu wyników głosowania wyraziła opozycja, a szczególnie DF liczący na odsunięcie socjaldemokratów od władzy. Liderzy Frontu oskarżyli jednocześnie władze o oszustwa wyborcze i powtórzenie się tych samych nieprawidłowości, co przed czterema laty. Spośród nich opozycyjne media najczęściej wymieniają problemy z elektroniczną identyfikacją wyborców, kupowanie głosów za pieniądze, agitację ze strony działaczy DPS przed lokalami wyborczymi, a także wpisywanie do rejestru wyborców nieboszczyków.

Czy w Czarnogórze cokolwiek się zmieni będzie można ocenić za kilka tygodni, bowiem opozycja nie zamierza przechodzić do porządku dziennego nad wynikami głosowania. W poniedziałek wieczorem cztery największe ugrupowania sprzeciwiające się rządom socjaldemokratów ogłosiły, iż nie uznają wyborów z powodu próby przeprowadzenia zamachu stanu. Informacja o zatrzymaniu serbskich obywateli ma bowiem oznaczać, że wybory nie były w pełni wolne i demokratyczne. Najbliższe dni na ulicach Podgoricy mogą więc być wyjątkowo gorące.

Marcin Ursyński

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz