Taras Woźniak walczy z potworem Frankensteina

Od wielu, wielu lat, ze szczególną intensywnością w okresie prezydentury Wiktora Juszczenki intelektualiści ukraińscy, zwłaszcza galicyjscy, w szczególności skupieni wokół Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu, przekonywali społeczeństwo i wpajali młodzieży, że nacjonalizm to coś pozytywnego i szlachetnego, że antydemokrata i faszysta Bandera (opinia amerykańskiego historyka Timothy Snydera) to romantyczny bohater, krwawy morderca ludności żydowskiej, białoruskiej, polskiej i ukraińskiej Szuchewycz to ideał niezłomności w walce o ojczyznę.

Gdy wreszcie osiągnęli sukces i zbierają plon swojej pracy dydaktycznej – wpadli w przerażenie i konsternację. Oto gdy młodzież galicyjska uwierzyła w oferowane prawdy i przyswoiła w pełni propagowane ideały – w środowisku wyrafinowanych intelektualistów wykarmionych na zagranicznych grantach zapanowała trwoga i panika. Wyhodowali potwora, który teraz kładzie im szpony na szyi i powoli zaciska…

Czyżby zapomnieli, że młodzież jest przyszłością narodu, przyszłością kraju? Dlaczego więc karmili ją kłamliwą propagandą, fałszywą historią? Każdy ma prawo wybrać źle? Wychowywanie młodzieży ukraińskiej w kulcie Bandery i Szuchewycza bardzo się neonazistom przydało.

Teraz krótkowzroczni pedagodzy ruszyli do walki z potworem Frankensteina własnego chowu. Gorączkowo demaskują związki „Swobody” z NSDAP i SS. Niestety, Bandera, Szuchewycz, SS „Galizien”, „Nachtigall”, OUN i UPA wciąż należą do panteonu „bohaterów” zarówno „Swobody” jak i nieudaczników – intelektualistów.

Dopóki nie przyznacie się do błędu i nie potępicie ludobójców – dobrze wam tak. A razem z wami – waszym pomocnikom w propagandzie kłamstwa spoza Ukrainy. Jeśli staniecie się ofiarami wypielęgnowanego przez was totalitaryzmu, otrzymacie to, na co zasłużyliście.

http://zaxid.net/blogentry/92481/

Blog Tarasa Woźniaka

Mówiąc precyzyjnie: „liberaści”!

12.05.2011 21:33

Żyjemy w czasach wszechogarniającego zalewu imitacji. Nasze supermarkety zawalone są podróbkami produktów spożywczych. Trudno znaleźć prawdziwe mleko, a nie mieszankę z kokosowego masła. Trudno znaleźć prawdziwe masło, zrobione z krowiego mleka. Wszędzie dominują namiastki, które są produkowane nie wiadomo z czego. Trudno znaleźć ser, a nie produkt seropodobny.

Dlatego powinniśmy dobrze przyglądać się temu, co celowo zostało napisane drobnym druczkiem, abyśmy nie dali rady przeczytać. Musimy nosić z sobą okulary, aby nas nie oszukano. I musimy dobrze się pilnować, aby nie karmić swoich dzieci całym tym ohydztwem.

Te same uwagi mają zastosowanie również w politycznym supermarkecie. Towary, jakie nam tam usiłują wcisnąć, wcale nie odpowiadają etykietkom, które są na nich nalepione. Taka sytuacja powoduje zupełną dezorientację konsumentów politycznego produktu.

I tak partia jednego regionu z jakiegoś powodu nazywa się Partią (wielu) Regionów. Dlaczego – nie wiadomo.

Partia praktycznie już tylko jednego człowieka z jakiegoś powodu nazywa się „Naszą Ukrainą”, zamiast „Jego Ukrainą”.

Oczywisty „zawsze przegrany” i „chłopiec do bicia” nie wiadomo dlaczego nazwał swoją partię „Silna Ukraina”.

Królik w okularach z jakiegoś powodu nazwał swoją partię „Frontem zmian” – a jaki tam z niego frontowiec?

Komu czego brakuje, widać od razu. Głodnemu chleb na myśli. Może jest jak w teorii Freuda – są to próby kompensacji tego, czego im brakuje?

Odpowiednio – za uczciwych należy uznać tych, którzy nie próbują ukryć, czym w istocie jest proponowany produkt. Tak oto BJT uczciwie nazywa się Blokiem Julii Tymoszenko. Chociaż bardziej precyzyjnie byłoby stosować nazwę Blok DLA Julii Tymoszenko. A partię powinni nazwać „Moja Ojczyzna”.

Zjawisko oszukiwania konsumenta kiełbasy czy politycznego produktu stało się powszechne.

Jednak najbardziej zdumiewają mnie zwolennicy prawicowego projektu politycznego, jaki obecnie nazywa siebie Wszechukraińskim Zjednoczeniem „Wolność”.

W swoim czasie ten twór polityczny nazywał się Socjalistyczno-Narodową Partią Ukrainy (SNPU). Jednak przyjemna zamiana miejscami dwóch pierwszych członów nazwy partii nawet we Lwowie nie zdołała nikogo oszukać. Członków i zwolenników tego nurtu politycznego pieszczotliwie nazywali i dotychczas nazywają „nazikami”. Jest oczywiste, że dla nikogo nie było sekretem, że w istocie oni nie tyle są socjalistycznymi nacjonalistami, co narodowymi socjalistami – narodowe składowe, biorąc pod uwagę ich ideologię i ich praktykę polityczną, bez wątpliwości są na pierwszym miejscu. A składniki socjalne – to raczej parawan – danina na rzecz populizmu i lumpenproletariatu, na który oni liczą. Takie sobie „lewy interesik” na boku.

Po tym, jak partia „Swoboda” (przy poparciu władzy) osiągnęła przekonujące zwycięstwo w wyborach samorządowych w trzech galicyjskich obwodach, „naziki” wyrośli z krótkich spodenek i teraz mają pełne prawo nazywać się „nazistami”.
I to wszystko byłoby tylko żartem, gdyby to nie zaczynało stawać się naszą coraz bardziej wyraźną polityczną rzeczywistością.

Niestety, część swobodowców, świadomie czy nie, coraz bardziej zmierza w swoich politycznych orientacjach i nawet w swojej praktyce politycznej do narodowo-socjalistycznej ideologii i praktyki. Wydarzenia 9 maja we Lwowie pokazały, z jakim zjawiskiem (my czyli przede wszystkim narodowi demokraci, skoro nimi jesteśmy), mamy do czynienia. Kto nie widział, ten niech po prostu wyłączy dźwięk zapisu telewizyjnego i przyjrzy się obliczom młodzieży, która maszerowała w kolumnie pałając chęcią bicia kogoś po twarzy. O ich przeciwnikach nawet nie ma co mówić – jeśli chodzi o te bandyckie formacje, wszystko jest oczywiste.

Pewnie, że wiele elementów w agitacyjnym jazgocie „Swobody” jest imitacją. Jednak są także symptomy, które świadczą o zadawnionej, zaawansowanej chorobie.

O tym, co się wyrabia w chorych umysłach skrajnie radykalnych ideologów partii „Swoboda” społeczeństwo może zapoznać się (szczególnie polecam!) na sympatycznej stroniczce internetowej „Centrum badań politycznych im. J. Jungera” – http://nachtigal88.livejournal.com/ . Jest jeszcze wiele podobnych grup i grupek. Przy tym wcale nie wszystkie one znajdują się we Lwowie, dlatego nie miejmy złudzeń, że to tylko galicyjska choroba. Równie przyjemny jest Narodowo – Robotniczy Dziennik „STRAJK” http://ntz.org.ua/. Szczególnie interesujące są „opracowanka” z zakresu teorii rasowej.

Wcale nie mniej interesujący jest, jakżeby inaczej, „niezależny” ruch „autonomicznych nacjonalistów”, który skonsolidował się przy portalu informacyjnym niezależnych nacjonalistów http://opir.info/2011/03/15/aksiomy-sotsial-natsionalizmu/ . Właśnie te strony internetowe są obecnie głównym środkiem służącym do mobilizacji kolumn nastolatków, a właśnie nastolatkami w wieku od 15 do 17 lat, i to jest najstraszniejsze, była większość uczestników wydarzeń w dniu 9 maja, aby prowadzić ich na „zabawę”, na „wyeliminowanie”. To ich właśnie partia „Swoboda, niby stojąc z boku, z wielkim sukcesem wykorzystuje. Właśnie tacy spragnieni chwały junacy, teraz już 28-letni „wodzowie” stoją na czele różnego rodzaju marszów z pochodniami we Lwowie. Oto tu można zobaczyć, w co może przekształcić się uczczenie pamięci bohaterów Krut http://opir.info/2011/01/31/smoloskypnyj-marsh-na-chest-herojiv-krut/ a ponadto jeszcze w zapisie wideo http://maidanua.org/lviv/news/1296229153.html .

Należałoby tu przypomnieć czysto stylistyczną mimikrę polegającą na upodabnianiu do stylistyki nazistowskiej – zaczynając od obecnie już mniej, lecz jednak wciąż używanego w krypto-swobodowskich uroczystościach symbolu starej SNPU – imitacji nazistowskiej stylistyki – graficznego przedstawienia sloganu „Idea Nacji”, gdzie ukraińskie „H” pisze się nie po naszemu jak „N” (można domniemywać, że to z języka niemieckiego). Aby tylko mieć coś choć odrobinę podobnego do nazistowskiego „Hakenkreuza”.

Na literę „I” nałożyli łacińskie „N”. A w rzeczywistości jest to replika starego niemieckiego symbolu „Wolfsangel” (wilczy hak), który był jednym z emblematów Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Robotniczej Partii (NSDAP) Adolfa Hitlera w pierwszych latach jej istnienia. Oto w jaką stronę ciągnie tych chłopców, to wszystko wyjaśnia. Co więcej, był to także emblemat pancernej dywizji SS „Das Reich” (SS-Panzer-Division Das Reich). Oprócz tego ten znak w różnych wariantach był wykorzystywany w innych pododdziałach SS, w szczególności w 4-ej grenadierskiej dywizji SS (emblemat), 23-ej ochotniczej pancerno-grenadierskiej dywizji SS „Niderlandy” (odznaka), 34-ej ochotniczej brygadzie „Landsturm Niderlandy” (emblemat dywizyjny i odznaka) i w wielu innych.

Obecnie symbol nadal jest wykorzystywany przez organizacje neofaszystowskie – „Biały Aryjski Opór” (szwedzki Vitt Ariskt Motstånd), „Wiking-Jugendt” i inne.

Znak „Idea Nacji” był wykorzystywany przez struktury partyjne i przez członków partii do IX Zjazdu SNPU (14 lutego 2004 roku), kiedy to partia zmieniła nazwę stając się od tej chwili Wszechukrainskim Zjednoczeniem „Swoboda”.

Czy to – jak u Freuda – kompensacja jakichś zastarzałych przeżyć i urazów z dzieciństwa? Może neuroza dziecięca? Czy świadoma prowokacja? A może to dostarczanie argumentów wrogom Ukrainy – ciągłe dorabianie naszej Matce-Ojczyźnie gęby nazistowskich kolaborantów? A może to zwykła głupota? Zdziwicie się, ale ja twierdzę, że to tylko głupota. Taka dziecinada, zahamowanie w rozwoju niektórych ideologów SNPU-Swobody – którzy ciągle nie wyrośli z tych samych krótkich spodenek.

Jednak oprócz stylistycznego naśladownictwa jest jeszcze praktyka polityczna, na przykład prześladowanie demokratycznej inteligencji greko-katolickiej i Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu. Jest rozegrana razem z inspiratorami i na ich zamówienie oraz z „Ruską Jednością”, „Ojczyzną” i KPU błyskotliwa prowokacja przy pomnikach poległych żołnierzy. Twarzyczka przestraszonego dziecka w oknie autobusu, do której rwą się diaboliczne wujki – swobodowcy dzięki życzliwej pomocy rosyjskich kolegów znalazła się w programach bodajże wszystkich stacji telewizyjnych świata.

Są próby przejęcia całej przestrzeni politycznej Galicji, dosłowne wypchnięcie partii demokratycznych z instytucji samorządowych.

Jest aktywny udział w tworzeniu nowej europejskiej „Czarnej Międzynarodówki” poprzez współpracę z neonazistowskimi i skrajnie prawicowymi partiami i ruchami Belgii (National Front), Wielkiej Brytanii (British National Party), Węgier (Jobbik, the Movement for a Better Hungary), Hiszpanii (Republican Social Movement), Włoch (Fiamma Tricolore), Portugalii (National Renovator Party), Francji (Front National) i Szwecji (National Democrats). 24 października 2009 roku partia „Swoboda” z sukcesem weszła do grona tych sił politycznych, które zjednoczone są w „Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych” (Alliance of European National Movements (AENM)). A to już jest bezpośrednia kompromitacja Ukrainy jako kraju, który pragnie dołączyć do europejskiej wspólnoty narodów demokratycznych.

Nie zapominajmy o cynicznych i korzystnych dla „Swobody” rozgrywkach inicjowanych przez władze. Jak na przykład w czasie wyborów samorządowych 2010 roku. No i 9 maja 2011 roku, naturalnie.

Powróćmy jednak do dzisiejszej „marki” wspomnianego powyżej politycznego tworu. Dzisiaj nazywa się on Wszechukraińskie Zjednoczenie „Swoboda”. I tutaj znowu czuję się zagubiony, gdy słucham płomiennych mów jego liderów. Czyż najbardziej ulubionymi zwrotami retorycznymi „słowików” „Swobody” nie są filipiki przeciwko jakimś tajemniczym „liberastom”? Jest oczywiste, że ten wynalazek swobodowskich retorów jest wynikiem połączenia dwóch słów i pojęć – „liberałów” i liberalizmu jako ideologii oraz „pederastów” – tego tematu nie będę rozwijać z przyczyn zrozumiałych.

Mogłoby się wydawać – doskonałe określenie. Ale panowie swobodowcy – przecież słowo „swoboda” to w języku łacińskim „libertas”, w języku francuskim „liberté”, w angielskim „liberty” – dla szczególnie wyrafinowanie wykształconych swobodowskich intelektualistów podaję bliższą im wersję rumuńską – „libertatea”.

Termin liberalizm „libéralisme”, dla waszej, panowie swobodowcy, wiadomości, pochodzi od francuskiego „liberté”. Dlatego nazywając swoją partię „Swoboda” i nazywając siebie „swobodowcami” chcąc nie chcąc, sami wykryliście straszną tajemnicę, że , jak się okazuje, to wy jesteście tymi mitycznymi „liberałami” czy „liberastami”. Przecież „swobodowiec” to jest to samo co „liberasta”, wybaczcie użycie tego słowa. A może ja czegoś tu nie rozumiem…

Rzecz jasna, to wam się nie spodoba, bo wy nie jesteście zwolennikami haseł Wielkiej Rewolucji Francuskiej – „Wolności, Równości i Braterstwa” (Liberté, Égalité, Fraternité).

Ale wtedy – „albo krzyż zdjąć, albo majtki włożyć” – okaże się, kim jesteście naprawdę – zwolennikami wolności („swobody”), czy zwolennikami niewoli.

Okaże się również, czy jesteście opozycją demokratyczną czy anty – demokratyczną.

Dowiemy się także, czy jesteście opozycją w stosunku do obecnej władzy, czy ich sparring-partnerem, który uczestniczy we wszystkich projektach politycznych Partii Regionów, jak o tym rozpowiadają wasi „wrogowie” i „oszczercy”.

Niedawno jednemu z waszych zwolenników w ferworze dyskusji wyrwały się słowa prawdy – „my nie jesteśmy demokratami, my jesteśmy nacjonalistami”. Tym samym przeciwstawił nacjonalizm, taki, jak on go rozumie, demokracji. A to nie zawsze jest prawdą.

Naturalnie, jego pojmowanie nacjonalizmu jest powierzchowne i prymitywne, chociaż w ogóle jest to dobry chłopiec. Jednak jego, choć nie tylko jego, pojmowanie nacjonalizmu w istocie sprowadza się do jakichś postnazistowskich czy neonazistowskich ekscesów. W żaden sposób nie może zrozumieć, co to jest patriotyzm, a co nacjonalizm i czym się różnią od zwykłego faszyzmu.

W takim razie, opowiadając się po stronie antydemokratycznej, totalitarnej ideologii, socjalistycznego nacjonalizmu czy też nacjonalistycznego socjalizmu, nie deklarujcie, że jesteście, tak jak już zmarły lider Austriackiej Partii Wolności (w języku niemieckim – Freiheitliche Partei Österreichs (FPÖ)) Jorg Hajder, zwolennikami prawdziwej wolności, która jest ściśle i bezpośrednio związana z demokracją.

Z drugiej strony, my, konsumenci politycznego produktu, musimy doczytać do końca, co jest napisane na etykietce tej czy innej politycznej marki w naszym politycznym supermarkecie. To pomoże nam ustrzec się przed nabyciem jakiegoś fałszywego politycznego towaru. Przecież i tak nasze społeczeństwo nie jest w pełni zdrowe – po co więc dodatkowo ryzykować i eksperymentować na sobie? Tym bardziej, że socjalistyczny nacjonalizm czy też nacjonalistyczny socjalizm to już nie tyle „towar z drugiej ręki”, co mocno przeterminowany bubel z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Co prawda niektórzy mówią, że w ukraińskich wioskach go kupią. Daremne nadzieje…

Mimo to nie uda się nam uniknąć następnej prowokacji, która już została zapowiedziana przez szereg prorosyjskich jastrzębi – obchody rocznicy napaści hitlerowskich Niemiec na stalinowski ZSRR 22 czerwca. Partia „Swoboda” im pomoże.

tłumaczenie: Wiesław Tokarczuk

Czytaj kolejny artykuł

Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz