Stabilność przekleństwem Azji Środkowej

Środkowoazjatyccy autokraci lubią chwalić się stabilnością. Jednak to tylko usprawiedliwianie rozkładu.

Azja Środkowa znana jest ze zmienności. Od czasu upadku Związku Radzieckiego w 1991 region ten określany jest mianem „siedliska” destabilizacji, niestabilności, przemocy, islamskiego ekstremizmu i innych niepożądanych cech, które skłoniły Zbigniewa Brzezińskiego do nazwania Azji Środkowej „eurazjatyckimi Bałkanami”. Obserwatorzy z całego świata przedstawiają opłakany stan infrastruktury, brutalne dyktatury i gospodarki oparte na transferach pieniężnych jako dowody na rychłą katastrofę w regionie. Wskaźniki prześladowań i korupcji są coraz gorsze. Żaden reżim z takimi problemami nie jest w stanie przetrwać.

Jednak rok za rokiem, dyktaturom Azji Środkowej się to udaje.

Powolne, bolesne staczanie się tego regionu to coś, na co wszyscy powinniśmy zwrócić uwagę – nie dlatego, że nieuchronnie dojdzie do jego upadku, ale dlatego, że może się tak jednak nie stać. Azja Środkowa pokazuje, że kraj (Tadżykistan) może przez dziesięciolecia dryfować w stronę ruiny, ale jednak nigdy tam nie dotrzeć. Pokazuje jak przemoc na masową skalę może doprowadzić do śmierci setek ludzi, tak jak było w Uzbekistanie w 2005 r., jednocześnie nie wpływając w żaden sposób na układ polityczny, który do niej doprowadził. Co najważniejsze, Azja Środkowa pokazuje jak ciche prześladowania mogą być bardziej niszczące w skutkach niż gwałtowny konflikt – a także trudniejsze do powstrzymania czy przeciwstawienia się. Największym problemem Azji Środkowej nie są konflikty, ale stagnacja: niezmienność korupcji, nieosiągalność zmiany.

Część ekspertów uważa, że 2013 mógłby być rokiem transformacji. Jak informuje International Crisis Group, która umieściła Azję Środkową na liście monitorowanych konfliktów, w 2013 r. możliwe, że Tadżykistan podda się separatyzmowi (siły narodowe uczestniczyły w brutalnych walkach z uzbrojonymi bojówkami), w Kirgistanie rozpoczną się walki na tle etnicznym (rząd nigdy nie wziął odpowiedzialności za zamordowanie Uzbeków w znajdującym się na południu mieście Osz w 2010 r.), w Uzbekistanie nastąpi przewrót (jest on państwem policyjnym kierowanym przez starzejącego się tyrana, którego następca jest nieznany), a Kazachstan zostanie rozerwany przez niezadowolenie z powodów socjoekonomicznych (pieniądze pochodzące z ropy zostały tylko w małym stopniu wykorzystane w celu przeciwdziałania ubóstwu w regionach wiejskich).

Problemu nie stanowi jedynie fakt, że tak można opisać stan Tadżykistanu, Kirgistanu, Kazachstanu i Uzbekistanu w 2012 r. Opis ten pasował do nich także w 2007, 2002 i 1997, co czyni z nich stały element w prognozowanych konfliktach. Eksperci wydają się nie przywiązywać wystarczającej uwagi do tego jak długo naród może stać na krawędzi.

Wytrzymałość środkowoazjatyckich dyktatur przypomina nam, że upadek autokracji nie jest z definicji bliski, bez względu na to jak nisko stoczy się ona pod względem finansowym czy moralnym. Korupcja, przemoc i cenzura niekoniecznie są znakami słabości, a jedynie pokazują jak daleko rząd jest w stanie się posunąć by zachować władzę kosztem obywateli. Przetrwanie środkowoazjatyckich dyktatur nie jest efektem przypadku, jak uważają niektórzy eksperci, ale terroru.

Stabilność to wartość ceniona przez większość mieszkańców Azji Środkowej, a ci, którzy przeżyli upadek ZSRR i powiązane z nim gospodarczą zawieruchę i bezprawie są zwykle nieufni wobec politycznych zmian. „Pokój”, albo „spokój” (tinch w tureckich językach, tinji po tadżycku) jest bardzo ceniony, szczególnie w miejscach takich jak Tadżykistan, które przetrwały krwawe konflikty wewnątrzpaństwowe – zauważa socjolog John Heathershaw. Kluczowym elementem tinji – dodaje – jest „silna niechęć do sfery politycznej”. Wszystkie polityczne działania – dołączenie do partii, promowanie idei – mogą zostać odebrane jako atak na spokój; w Azji Środkowej wszystkie działania mogą zostać upolitycznione, a wszyscy politycy ukarani. W efekcie presja społeczeństwa na zachowanie tinji – i strach przed rządowymi represjami, które mogą odbić się na całej społeczności – jest wystarczająco silna, że obywatele wybitnie niezadowoleni ze swojego położenia i tak niechętnie o tym mówią.

Środkowoazjatyckie elity pielęgnują i wykorzystują to zamiłowanie do „spokoju”. W Kazachstanie, najlepiej prosperującym z krajów regionu, rządowa kontrola jest uznawana za dobrodziejstwo. „Stosowane przez państwo paternalistyczne i autorytarne metody nie są w tej wizji świata postrzegane [przez Kazachów] jako mechanizmy duszące prawa i autonomię jednostki,” – pisze kazachska antropolog Alima Bissenowa – „lecz jako mechanizmy umożliwiające istnienie tych praw i przywilejów”. W rzadkich przypadkach gdy Kazachowie się buntują, jak to miało miejsce w Żangaözen w 2011 r., państwo reaguje agresją. Pod powierzchnią wyrzeczenia się praw w zamian za „spokój” leży strach, że wobec tych, którzy ośmielą się go zakłócić użyta zostanie siła.

Trudno powiedzieć czy promocja „spokoju” jest sposobem w jaki obywatele radzą sobie z latami represji, czy może tym co umożliwiło reżimom podtrzymanie stagnacji. Część środkowoazjatyckich przychyla się do tej drugiej opcji i uważa mieszkańców regionu za zbyt pasywnych obarczając ich częścią winy za nieszczęścia. Uzbecki poeta Dadahon Hasanow, piosenkarz wciąż popularny w Uzbekistanie pomimo zakazu rozpowszechniania jego dzieł, regularnie gani swoich fanów za ich tchórzostwo. „Uzbecy wciąż śpią/ topiąc się w strachu/ a ich dyktatorzy wciąż strzelają” – słyszymy w jego nielegalnie wydanym hicie „W Andijon była masakra” opisującym ostrzelanie demonstrantów w 2005 r. Uzbekom zainspirowanym jego tekstami wystarczy spojrzeć na życie Hasanowa pełne aresztowań i pobić by zobaczyć konsekwencje wyrażenia swojego zdania.

Analitycy szukający znaków rozluźnienia w regionie często wskazują na Kirgistan, który jako jedyny ze środkowoazjatyckich krajów miał w ciągu ostatnich dwudziestu lat więcej niż dwóch prezydentów. (Uzbekistan i Kazachstan są wciąż rządzone przez swoich przywódców z czasów sowieckich; prezydent Tadżykistanu jest u władzy od 1994 r.; a sowiecki dyktator Turkmenistanu został zastąpiony przez podobnego autokratę w 2006 r. po śmierci tego pierwszego). Powstaniami z lat 2010 i 2005 Krigistan zyskał sobie uznanie Zachodu, jednak w liczących się sferach wciąż tkwi on w stagnacji. Jedna z satyrycznych kirgiskich stron z wiadomościami wyśmiewa rotację stałego zestawu rządzących elit, większość z których doszła do władzy w latach 90. Analityk Noah Tucker zauważa, że bez reform zwiększających liczbę nowych graczy w rządzie rewolucja wróci do punktu wyjścia dając władzę tylko tym, którzy już ją mieli.

Azja Środkowa jest od dawna przedstawiana jako radykalna i niebezpieczna, który to obraz dyktatorzy wykorzystują w celu usprawiedliwienia swoich drakońskich metod. Jednak pomimo faktu, że środkowazjatycka polityka jest kształtowana przez straszenie niebezpieczeństwem to strach przed państwem, a nie terrorystami, kształtuje zachowanie zwykłych obywateli. Radykalizacja jest spotykana o wiele rzadziej niż aklimatyzacja do autokratycznych rządów. Można to uznać za przejaw przystosowania się, albo rezygnacji. Kiedy priorytetem jest przetrwanie różnice między tymi dwoma zacierają się.

Co więc należy zrobić? Każdego roku eksperci zadają to pytanie i każdego roku nie da się znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Być może dlatego tak wielu jest skłonnych spisać ten region na straty. Kiedy naród dotknięty zostaje przemocą albo rewolucją konieczna wydaje się jakaś odpowiedź. Upadek wzywa postronnych do zaangażowania się, interwencji, troski.

Problem z wyczekiwaniem upadku w Azji Środkowej jest taki, że kryzysy wyglądające na zapowiedzi zmiany często wcale do niej nie prowadzą. W 2012 r. walki w tadżyckim mieście Chorog wzbudziły strach przed destabilizacją na szerszą skalę, a po zamieszkach w Żangaözen w 2011 r. wielu przewidywało nadejście „Kazachskiej Wiosny” – jednak od tamtego czasu zaobserwowano niewiele przejawów niepokoju. Po masowej rzezi Uzbeków w Kirgistanie w 2010 r. spodziewano się odwetu; jednak większość Uzbeków wolała cierpieć w ciszy i żyć dalej, aby uniknąć dalszych krzywd.

Nie oznacza to, że problemy zostały rozwiązane. Wręcz przeciwnie – są one wciąż dostrzegalne pod powierzchnią podczas gdy ludzie starają się utrzymać „spokój”. Jednak spokój obecnie panujący nie jest oparty na równości czy sprawiedliwości. Środkowoazjatycki spokój opiera się na strachu. Taki spokój może trwać bardzo długo. Pytanie tylko czy powinien.

Azji Środkowej należy poświęcić uwagę nie gdy upadek doprowadzi do narodzin „kryzysu”, ale teraz. Przemoc istniejąca za zamkniętymi drzwiami i wykorzystywana przez środkowoazjatycką policję od dziesięcioleci to nadal przemoc. Cierpienie znoszone w ciszy przez ludzi zbyt przerażonych by się odezwać albo zbyt odgrodzonych od zewnętrznego świata by go dosięgnąć, to nadal cierpienie. Dla Azji Środkowej stałość to właśnie kryzys.

Sarah Kendzior

„Foreign Policy”

tłumaczenie: Mateusz Truszkiewicz

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz