Rusini oskarżają Ukrainę o etnobójstwo

Zakarpaccy Rusini mają zamiar zwrócić się do sądów międzynarodowych z pozwem przeciwko Ukrainie, którą oskarżają o etnobójstwo – pisze Tatiana Iwżenko w rosyjskiej „Niezawisimoj Gaziecie”.

Przedstawicieli tej grupy narodowej, oficjalnie nie uznawanej na Ukrainie, popierają siły prorosyjskie. Obie są zwolennikami federalizacji państwa. Podkreślają, że liderzy Partii Regionów, będąc w opozycji, obiecali przeprowadzenie odpowiedniej reformy administracyjnej, jednakże gdy doszli do władzy zapomnieli o tym i kontynuują drogę twardej centralizacji władzy.

Problem samookreślenia się Rusinów, żyjących w obwodzie zakarpackim zaostrzył się w 2008 roku, tuż po konflikcie w Gruzji, który zakończył się oderwaniem się od niej Abchazji i Osetii Południowej. Organizacja obywatelska Sejm Rusinów Podkarpackich ogłosiła wówczas, że dąży do utworzenia samorządnego administracyjno-narodowego terytorium z konstytucyjną nazwą Podkarpacka Ruś, które będzie znajdować się pod kontrolą międzynarodową. Zwrócono się do Unii Europejskiej, USA oraz Rosji z prośbą o poparcie tej idei. Jednakże jedyną odpowiedzią udzieloną miejscowym aktywistom była sprawa karna wszczęta przez SBU (Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy) przeciwko liderowi organizacji, prawosławnemu duchownemu Dmitrijowi Sydorowi – z artykułu o zamach na terytorialną jedność Ukrainy.

W marcu tego roku użgorodzki sąd skazał Sydora na karę trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Lider Rusinów uważa, że sprawa skierowana przeciwko niemu była wszczęta z przyczyn politycznych – w czasie gdy stosunki władzy rosyjskiej z prezydentem Wiktorem Juszczenko pogorszyły się niemal do stanu zimnej wojny: „Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko mścili się na Moskwie, dając SBU prostą wskazówkę, aby przeprowadzać na przekór Moskwie antyrosyjskie akcje: to były również wyimaginowane akcje łapania rosyjskich szpiegów na Krymie, sfabrykowane sprawy karne przeciw „separatystom”, którzy niby to są finansowani przez Rosję, by podzielić Ukrainę”.

Prawdę mówiąc, Ukraina popełnia przestępstwo względem Rusinów– uważa ojciec Dmitrij. Przypomniał, że podczas referendum przeprowadzonego 1 grudnia 1991 roku 78 proc. mieszkańców Zakarpacia wystąpiła za samokreśleniem. Ale Kijów nie tylko nie daje Rusinom takiego prawa, ale odmówiono nawet uznania istnienia narodowości rusińskiej. „Sędzia wyznaczył moją narodowość; Ukrainiec, nie Rusin!”- oburza się Sydor, który poinformował „NG” o zamiarze złożenia pozwu przeciwko Ukrainie do sądów międzynarodowych.

Na Ukrainie Rusinów publicznie popiera partia Blok Rosyjski. Lider Partii Gienadij Basow wyjaśnił „NG”: „Rusini to nasz bratni naród. Uważamy ich dążenia za sprawiedliwe i prawomocne, walczą o swoje prawa, o swój język, kulturę w warunkach ostrej ukrainizacji”. Polityk zaznaczył, iż Blok Rosyjski popiera ideę federalizacji Ukrainy: „Spójrzcie jak bardzo różne są regiony. Wschód, południe i zachód: język, wartości kulturowe, religia – wszystko jest różne, bardzo mało wspólnego. To rodzi wiele problemów, jakie można by rozwiązać jedynie w ramach federacji. I do rzeczy, Partia Regionów jeszcze przed przejęciem władzy podzielała nasze poglądy, potem jednak zapomniała o przedwyborczych obietnicach”.

Politolodzy uważają, że Kijów nie może pójść tą drogą, ponieważ państwu zagrażać będą kolejne linie podziału. Z jednej strony, jeśliby pójść na rękę Rusinom, to należałoby postawić pod znakiem zapytania te zapisy z ubiegłego stulecia w następstwie których Ukraina formowała się w dzisiejszych granicach. W takim wypadku nie tylko Zakarpacie, ale także Galicja, Bukowina i Krym mogą wnieść o samostanowienie. Z drugiej strony, zgadzając się z Rusinami, należałoby nadać autonomię rumuńskiej i węgierskiej mniejszości narodowej, które coraz aktywniej zaznaczają swoją obecność na zachodniej Ukrainie.

Socjolog, kierownik Fundacji Inicjatywy Demokratyczne Iryna Bekeszkina jest przekonana, że większość Ukraińców popiera ideę państwa unitarnego. „Dążenia Rusinów budzą śmiech. Chociaż ich polityczni liderzy występują w imieniu 800 tysięcy ludności, jedynie koło 10 tysięcy spośród mieszkańców regionu widzi się w tej grupie. Jeśli by policzyć tych którzy wbrew prawu otrzymali rumuński lub węgierski paszport nie rezygnując z obywatelstwa ukraińskiego, to nawet ich będzie już więcej. Ale oni niczego nie żądają, żyją sobie na Ukrainie i swobodnie jeżdżą za granicę korzystając z drugiego paszportu. Jeśli na zachodniej Ukrainie odbyły by się jakieś zamieszki, zawieruchy, a nie sądzę by miało to miejsce w najbliższej przyszłości, to raczej nie z powodu nawoływań Dmitrija Sydora. Ludzie na całej Ukrainie są niezadowoleni z polityki społecznej, decyzji ekonomicznych, nie podoba im się władza, ale nie dadzą się wciągnąć w prowokacje tych, którzy chcieliby się pobawić w politykę” – uważa Bekeszina.

Odpowiadając na pytanie, dlaczego Kijów nie zezwolił grupie narodowej chociażby nazywać się Rusinami, nie uznaje ich jako odrębnej narodowości, profesor Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, dyrektor naukowy Szkoły Analityki Politycznej Ołeksij Harań wskazał na terminologiczną plątaninę: „Za czasów Imperium Austro-Węgierskiego wszystkich Ukraińców nazywano Rusinami. Oficjalnie Rusinami było wielu klasyków ukraińskiej literatury oraz liderów ukraińskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego. Po rozpadzie Imperium i przyłączeniu zachodniej Ukrainy do Ukrainy większość zaczęła nazywać się Ukraińcami. Mniejsza część, która mieszka w krajach Europy Wschodniej, zaczęła identyfikować się jako Rusini. Rusińskie stowarzyszenia działają w USA i Kanadzie, gdzie ich przodkowie wyjeżdżali jeszcze za czasów Imperium Austro-Węgierskiego. Wiadomo, że za czasów radzieckich służby specjalne wykorzystywały rozbieżności w nazewnictwie by podzielić ukraińską emigrację i osłabić ruchy nacjonalistyczne w zachodniej Ukrainie”.

Ekspert zaznaczył, że podczas ostatniego spisu ludności przeprowadzonego na Ukrainie w 2001 roku, w ankiecie nie było osobnej rubryki dla narodowości rusińskiej, ale istniała możliwość określenia się jako członka grupy etnograficznej – Rusinów, Hucułów, Łemków, Wołyniaków, Poliszczuków. „Za Rusinów uznało się około 10 tys. osób. Rodzi się więc pytanie – na jakiej podstawie rozmawiamy o autonomii, o wydzieleniu jednostki administracyjnej? Nad tą kwestią spekulują zarówno poszczególni działacze na Zakarpaciu, jak również siły zewnętrzne zainteresowane wprowadzeniem sztucznego napięcia w regionie, i osłabieniem Ukrainy” – powiedział Ołeksij Hrań.

Ekspert uważa, że Kijów może i powinien sprzyjać zabezpieczaniu potrzeb kulturalnych i oświatowych osób, które zaliczają się do mniejszości narodowych. „Dyskusja o tym czy istnieje samodzielny język rusiński, czy też jest dialektem języka ukraińskiego trwa nadal. Ale nikt przecież nie zabrania druku książek czy też gazet po rusińsku. Można otwierać szkoły i centra kultury. Ale nagle skądś pojawiają się bardziej radykalne i separatystyczne hasła oraz dążenia. Powstała kwestia autonomii, świadcząca o upolitycznianiu problemu, wygodna jedynie dla poszczególnych kół i osób (w tym i spoza Ukrainy), nie mieszkańców” – uważa politolog.

Źródło: Niezawisimaja Gazieta

Tłumaczenie: Karolina Hendrys

7 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. marcin1988
    marcin1988 :

    Przecież narzucanie przymusem „narodowości ukraińskiej” było właśnie podstawą utworzenia tej zrodzonej tylko i wyłącznie z ideologii „narodowości”. Przypomnijmy, że na Bukowinie rodzice posyłający dzieci do szkół po zakończeniu nauki dostawali kompletnie odmienione pociechy, które wyzywały własnych ojców od „duraków” i „ruskich”. Austriacy po prostu zarażali te dzieci indoktrynująca ideologią, zwaną ukrainizmem (jest to termin używany od XIX/XX wieku) i mieszkajace cały rok szkolny w bursach dzieciaki miały zrobioną wodę z mózgu. Cieszę się, że Pan Zaleski zaczął – wprawdzie w temacie Rusi Zakarpackiej – przypominać tego typu fakty. Poza tym, wykładowca Akademii Mohylańskiej nie ma racji – „Po rozpadzie Imperium i przyłączeniu zachodniej Ukrainy do Ukrainy większość zaczęła nazywać się Ukraińcami.” – nieprawda. Nie „zaczęła się”, a zaczęli robić to wbrew woli większości Austriacy na mocy reskryptu Karola I. I wrzaski o „ukrainofobii” nie przykryją tego faktu.

  2. parnikoza
    parnikoza :

    No trza Baciku odrabiac pienendz co na cierkiew mu wydali, i tak we zie nic z tego nie bede ale cierkiew w Uzgorodzie mu wybudowali z Moskwy, jak kto nie wierzy niech u ludzi w Uzgorodzie spyta)) No moze tylko panstwu przypomnic obudzenje njeakiego spolonizowaniego narodu goralskiego przy Hansu Franku, wiece przrczez o co chodzi?

  3. tutejszy
    tutejszy :

    Ojca Dmitrija mam okazję znać osobiście, obrotny, komunikatywny, taki bardzo otwarty jak na prawosławnego duchownego, wraz ze swoją żoną i rodziną nagrywają płyty z muzyką cerkiewną itd., brał udział w konferencji ekologiczno – ekumenicznej w ubiegłym roku, bez problemu daje się zapraszać na takie spotkania (i jeszcze z sensem potrafi przygotować jakieś wystąpienie), Tam go właśnie poznałem i nawet w miłej atmosferze międzynarodowego wieczoru śpiewaliśmy ukraińskie pieśni ludowe i nasze … ułańskie : ).
    Do wspólnej ekumenicznej modlitwy również nie trzeba go specjalnie namawiać.
    Jednocześnie w Użgorodzie otwarcie mawiają o nim „biznesmen”, wg opinii miejscowych prowadzi jakieś interesy ze Słowacją, Rumunią, a w samym mieście buduje olbrzymi Sobór Chrystusa Zbawiciela za pieniądze cerkwi moskiewskiej i w ogóle tego nie ukrywa. Owszem, zaraz usłyszę głosy, że przecież nic takiego, otóż wydaje mi się, że tak nie jest – a poparcie znajdziecie w obecnych wydarzeniach i stosunku cerkwi prawosławnej PM do tego co się dzieje obecnie w Rosji (powiem tylko, że jest on diametralnie różny od tego, jaki reprezentował Kościół katolicki w trudnych dla Polski czasach). W świetle toczących Ukrainę problemów związanych z kształtowaniem się jej tożsamości i obecnymi bandyckimi działaniami panujących, działania ojca Dmitrija należy uznać za dywersyjne, ja go widzę w roli takiego ukraińskiego RAŚ-u. Bo to dokładnie tak jest – tak jakby Kaszubi albo Ślązacy żądali autonomii.
    Mam tylko cichą nadzieję, choć zdaję sobie sprawę z tego, że może być ona płonna, że te wszystkie działania tak naprawdę motywowane są jak zwykle względami materialnymi – wiadomo, że we wszystkich sąsiadujących z Zakarpaciem krajach (a sąsiadują z nim 4 i każdy jest w UE) żyje się znacznie lepiej i może do tego dążą zakarpaccy Rusini. I łudzę się, że to jednak nie moskiewscy zwierzchnicy cerkiewni taką a nie inną „politykę” o. Dimitrija wymuszają.
    To Rumunów, Węgrów czy Słowaków uważa się tam za mniejszość narodową. Rusinów można za nią uważać na takiej samej zasadzie jak u nas Kaszubów czy Ślązaków.

    Podróżując po Zakarpaciu w roku ubiegłym (polecam wszystkim ten region Ukrainy, drogi koszmarne, ale krajobrazy i mieszanka kulturowo etniczno religijna niespotykana) nie zauważyłem jakichś objawów tego, że chcą się od Ukrainy oddzielić. Ot jak wszędzie, narzekają na władzę, zwłaszcza obecnie rządzącą Partię Regionów, która poparli, a która ich oszukała (jak nic kojarzy mi się tutaj p. Kolesniczenko nasz „sojusznik”, ale tylko w kwestiach OUN-UPA : ) i teraz ma ich gdzieś. Widzą, że za granicą (którąkolwiek z 4 jakie mają – Polska, Słowacja, Węgry i Rumunia) żyje się lepiej i chcą do lepszego jak to ludzie. Ot i wszystko.

    A dla równowagi powiem, że właśnie wchodzi na ekrany w Ukrainie film o Ukrainie Zakarpackiej, gdzie wiele osób, którzy uważają się za Rusinów i Ukraińców (tak jak górale za Polaków), wypowiada się w zupełnie innym od o. Dmitrija duchu. I są to duchowni, naukowcy, literaci i inni. Jako przykład podam choćby prof. Stefana Stojko 92-letniego już zakarpackiego górala z Chustu, nestora ochrony przyrody na Ukrainie, doctora honoris causa Uniwersytetu w Zwoleniu na Słowacji, nagrodzonego też przez KE Orderem Linne i Nagrodą Ministra Środowiska przez naszego ministra.

      • tutejszy
        tutejszy :

        Oprócz tych miejsc, które Pan wskazał (nie wiem dlaczego pisząc ich nazwy w węgierskiej wersji) proponuję Irszawę, Chust (z piękną doliną narcyzów – właśnie kwitną), Winogradów, Rachów, Izę (z tradycja plecionkarską), poza tym wiele jest ciekawie położonych cerkwi (jeszcze wiele drewnianych) i klasztorów do których trudno dotrzeć nawet lokalnymi drogami, kiedy człowiek jedzie drogami bardziej na północy obwodu co i rusz na takie trafia, choć i trasa na Mukaczewo i wzdłuż Cisy ma swoją urodę poza brudem płynącym Cisą.
        Rarytasem dla przyrodników są pralasy bukowe w karpackim zapowiedniku najpiękniejsze są w okolicach Małej i Wielkiej Uholki, no i oczywiście Użański Park Narodowy przy naszej granicy z kultura Bojków a w okolicy z najstarszym dębem na Ukrainie w Stużycy.
        Jest bardzo ciekawy przewodnik po tym terenie „3 szlaki Zakarpacia”, w ramach serii przewodników, która opisywałem już u nas:
        http://www.kresy.pl/zobacz-kresy,porady?zobacz/grani-t-owe-przewodniki