Rumuńska wieś się wyludnia

Doniesienia o rekordowym wzroście gospodarczym w Rumunii przysłaniają prawdziwe problemy kraju, którego obywatele podziwiają rosnące PKB głównie na papierze, zaś na co dzień mierzą się z korupcją i biedą. Jak można się spodziewać, największą ofiarą socjalno-ekonomicznej degradacji Rumunii są jej obszary wiejskie oraz małe miasteczka.

Portal internetowy niezwykle popularnej telewizji Digi241 twierdzi wręcz, że Rumunię można porównać do Syrii, pod względem tempa w którym jest ona opuszczana przez własnych obywateli, poszukujących lepszego miejsca do życia. Nie chodzi przy tym jedynie o emigrację z kraju, związaną z otwarciem przed czterema laty zachodniego rynku pracy, ale też o wewnętrzne migracje. Oficjalne dane mówią bowiem o blisko 400 tysiącach osób, które w 2016 roku zmieniły swoje miejsce zamieszkania, przenosząc się do miasta lub na wieś.



Przeciętne rumuńskie miasteczko

Dziennikarze rumuńskiej stacji pokazują ten proces na przykładzie okręgu Teleorman, będącego odpowiednikiem polskiego województwa. Ten właśnie region, znajdujący się przy granicy z Bułgarią, wyludnił się najbardziej w ciągu ostatniego ćwierćwiecza – opuściła go blisko jedna czwarta mieszkańców. Najbiedniejszą miejscowością w okręgu jest Zimnicea, która od końca lat ubiegłego wieku straciła blisko jedną piątą swojej populacji.

Zimnicea przedstawiona jest przez Digi24 jako miasto duchów, w którym już dawno zamknięta została stacja kolejowa, zaś nawet pasażerowie miejskiego autobusu mówią o miejscowości w kontekście „biedy rodem z Korei Północnej”. Emerytowany wojskowy pytany o ewentualne rozrywki w miasteczku stwierdza, że jedynym jego plusem jest panujący w nim spokój, a dla zabicia czasu można jedynie pójść łowić ryby, bo w przeciwnym razie nie ma nic innego do roboty.

Obecną kondycją całego okręgu nie jest zdziwiony Liviu Dragnea, kontrowersyjny i uwikłany w korupcję lider rumuńskich socjaldemokratów, który w połowie lat dziewięćdziesiątych zaczynał swoją polityczną karierę jako przedstawiciel rządu w Teleorman, a następnie szef rady regionu. Jego zdaniem z powodu braku perspektyw ludzie wyjechali szukać lepiej płatnej pracy „i tyle”. Dodatkowo rozwój Zimnicei zahamowało trzęsienie ziemi jeszcze za czasów dyktatury Nicolae Ceaușescu, a wspomnieniem po tym okresie są niedokończone bloki mieszkalne szpecące centrum miejscowości. Po upadku komunizmu przez pewien czas dobrze płatną pracę zapewniała firma Interagro, zajmująca się szeroko pojętą branżą rolno-spożywczą oraz turystyką. Kariera jej założyciela Ioana Niculae jest zresztą historią typową dla postkomunistycznej Rumunii. Ten były oficer służb bezpieczeństwa dorobił się dzięki prywatyzacji, a następnie trafił za kratki z powodu nielegalnego finansowania wieloletniego lidera postkomunistów, Mircei Geoană. Przedsiębiorstwo stało się wówczas niewypłacalne i tak skończył się okres względnego dobrobytu w Zimnicei, okupionego i tak wielomilionowymi stratami spowodowanymi sprzeniewierzeniem funduszy na modernizację lokalnej infrastruktury.

Wsi spokojna, wsi (nie)wesoła…

Jeśli spora część mieszkańców kilkunastotysięcznej miejscowości Zimnicea mieszka w glinianych domach, co w takim razie dzieje się na obszarach wiejskich? Kolejnym celem podróży redaktorów Digi24 jest wieś Haidar, którą dzieli od Morza Czarnego zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Znajduje się ona w okręgu Tulcza, dziewiątym najbardziej wyludniającym się regionie Rumunii.

Godzien jest robotnik zapłaty swojej (1Tm 5, 18)

Przekaż 50 zł

Zasłużyliśmy na Twoje wsparcie?

Mieszkańcy Haidaru wspominają czasy, kiedy we wsi działał jeszcze sklep, a sześć lat temu mieszkało w niej jedenaście osób. Dzisiaj zajęte są tylko dwa domy, a ich właściciele trudnią się rolnictwem. Kilkanaście kilometrów na północ od Haidaru znajduje się Cișmeaua Nouă, kolejna wymierająca wieś, w której przestała działać nawet farma wiatrowa, podczas gdy przed laty miejscowość wręcz tętniła typowo rolniczym życiem.

Jeden z napotkanych mieszkańców wsi przebył drogę życiową nietypową dla współczesnej Rumunii. Wyjechał z wioski do miasta, aby znaleźć tam lepszą pracę, a następnie w tym samym celu udał się poza granice kraju. Powrócił jednak na wieś, ponieważ mimo czekającej go tu ciężkiej pracy nie mógł przystosować się do życia w mieście. Portal Digi24 przytacza też wypowiedź osoby urodzonej w Bukareszcie, która zdecydowała się opuścić stolicę i mogłaby do niej wrócić, ale tylko w wypadku rozwiązania problemów korków, zanieczyszczeń i ruchu rowerowego – czyli stworzenia miasta „przyjaznego ludziom”. Na przeprowadzkę z miasta na wieś mogą pozwolić sobie jednak tylko przedstawiciele niektórych zawodów, dlatego nieprzypadkowo ów były mieszkaniec Bukaresztu pracuje jako informatyk, a akurat w tej branży rumuńscy pracodawcy niemal dosłownie biją się o pracowników.

Rzadki przyrost

Podobne historie są jednak mimo wszystko rzadkością, ale nie wszędzie. Według danych Rumuńskiego Instytutu Statystycznego w ciągu ostatnich dziesięciu lat spadła populacja 2,3 tysiąca wsi, w 900 przybyło mieszkańców, a w kilku sytuacja pozostała bez większych zmian. Wzrost liczby ludności na obszarach wiejskich odnotowano tymczasem w trzynastu powiatach, czyli w sąsiedztwie dużych miast takich jak Bukareszt, Jassy, Kluż-Napoka, Chajna, Timisoara, czy też Braszów. Oznacza to, że w dużych rumuńskich miastach albo brakuje już mieszkań, albo część ich mieszkańców postanowiła wybrać spokojniejsze miejsca do życia i tylko dojeżdża do pracy w mieście.

Jest też osobna kategoria wsi, które zyskały mieszkańców. Węgierski dziennik „Magyar Nemzet”2 omawiając rumuńskie statystyki zwraca uwagę na fakt rosnącej populacji miejscowości znajdujących się przy granicy rumuńsko-mołdawskiej. Mołdawianie nie tyle jednak rzeczywiście osiedlają się po drugiej stronie Prutu, lecz meldują się w miejscowościach przygranicznych, aby łatwiej otrzymać pozwolenie na prace na terytorium Unii Europejskiej. Burmistrz jednego z takich miasteczek mówi wprost, że spośród oficjalnej liczby ośmiu tysięcy mieszkańców na co dzień żyje w nim zaledwie dwa tysiące osób.

Rumunia się kurczy

Wyludnianie się rumuńskiej prowincji nie jest jednak tylko efektem migracji. Rumunia tak jak właściwie wszystkie środkowoeuropejskie państwa przeżywa problemy demograficzne, dlatego szacuje się, że liczba mieszkańców Rumunii zmniejszy się do 2060 roku z obecnych 19,8 miliona do 16 milionów, a zdaniem pesymistów wyniesie nawet zaledwie 13 milionów.

Problemem jest nie tylko sytuacja ekonomiczna kraju, ale także jego zła struktura administracyjna. Specjaliści cytowani przez Digi24 twierdzą, że obecny kształt rumuńskiego samorządu jest nie do utrzymania, szczególnie w kontekście wyludniania się wielu obszarów, stąd też wiele gmin powinno zostać połączonych. Ich fragmentaryzacja powoduje bowiem nie tylko większe wydatki na administrację, lecz jest też korzystna dla nieudolnych samorządowców, którzy mogą w spokoju zarządzać niewielkimi obszarami.

Drenaż Europy Środkowej z jej najzdolniejszych mieszkańców i nieudolność miejscowych polityków trwa więc w najlepsze. Wydaje się jednak, że Rumunia coraz bardziej oddala się od normalności, a społeczeństwo jest już zmęczone kolejnymi „ulicznymi rewolucjami”, które odbijają się szerokim echem w Europie, ale jak na razie nie przełożyły się na jakąkolwiek zmianę w rumuńskiej polityce.

Marcin Ursyński

1 https://www.digi24.ro/special/campanii-digi24/romania-furata/exodul-intern-care-macina-romania-857322

2 https://mno.hu/gazdasag/egyre-tobb-az-elneptelenedo-telepules-romaniaban-2440313

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz