Jakiś czas temu znany historyk ukraiński mieszkający od wielu lat w USA, Roman Szporluk pytany przeze mnie o geopolityczne plany Rosji wobec Ukrainy po ostatnich wyborach prezydenckich, rozważał możliwość zawiązania sojuszu polsko-ukraińsko-rosyjskiego.

Szporluk rozwijał myśl dyrektora moskiewskiego oddziału Carnegie Centre Dmitrija Trenina, który uważa, iż Rosja nie może się utrzymać jako ekspansywna potęga między Chinami, krajami islamskimi i Europą, musi więc ograniczyć swoje apetyty mocarstwowe, i z którymś z wymienionych podmiotów geopolitycznych się porozumieć.

Tydzień temu, niezależnie od Szporluka i Trenina, podobny obraz sytuacji przedstawił na naszym portalu Rafał Ziemkiewicz. Jego zdaniem, Rosja zaczyna działać racjonalnie – wybiera partnerstwo z Zachodem, ponieważ za niebezpieczeństwo dla swojego istnienia uznaje Państwo Środka i świat islamu. Kreml – twierdzi publicysta „Rzeczpospolitej” – wykorzystuje fakt, że prezydentem USA jest Barack Obama, który nie zamierza rywalizować z Rosją o wpływy w Europie Środkowej i Wschodniej. Polska więc będąc członkiem NATO „nie jest już postrzegana jako pole konfrontacji, lecz jako kraj, w którym można uzyskać i zachowywać wpływy w sposób pokojowy. Tak jak to robią Niemcy”.

Czy to oznacza, że wizja Szporluka jest tylko naiwną geopolityczną utopią? Na problem należy spojrzeć z szerokiej perspektywy historycznej. Tym, co określa rosyjską politykę w ogóle jest rewolucja modernizacyjna XVI wieku. Pierwszym bowiem modernizatorem Rosji był Iwan Groźny. Modernizował on przy pomocy opryczniny. Uświadomił on sobie, że podporą rządzenia nie są dla cara bojarzy, powołał więc sprawną, bezwzględną, „demokratyczną” w sposobie rekrutacji swoich funkcjonariuszy policję polityczną. Dziedzictwo opryczniny dawało o sobie znać na przestrzeni 400 lat dziejów Rosji, niezależnie od tego czy był to carat, czy komunizm, czy „suwerenna demokracja”. Tak działające państwo nigdy nie upodobni się do demokracji europejskich. Może z nimi współpracować w wielu dziedzinach, ale z tego nie powstanie trwała wspólnota geopolityczna.

Jeśli więc Rosja miałaby z innymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej budować wspólnie przedmurze cywilizacji europejskiej, musiałaby się głęboko wewnętrznie zmienić. Chodzi o proces analogiczny do niemieckiego „przezwyciężania przeszłości” po drugiej wojnie światowej. Zmiana polityki historycznej byłaby tego niezbędnym elementem. Tyle że i to nie zniosłoby sprzeczności dzielących interesy geopolityczne poszczególnych krajów. Ale kto powiedział, że mamy ulegać złudzeniom?

Filip Memches

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz