Problemem jest nie “Swoboda” ale Janukowycz

Zewnętrzne przejawy kojarzone z nacjonalizmem, antydemokratyczna kultura, nietolerancja rasowa, antysemityzm i ksenofobia – są większym problemem we wschodniej i południowej Ukrainie oraz na Krymie niż w zachodniej części państwa – pisze Taras Kuzio.

Zachodni uczeni jak np. Iwan Kaczanowski –

[link=http://kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/w-sprawie-swobody-trzeba-bic-na-trwoge]

– mylą się koncentrując się na skrajnie prawicowej partii „Swoboda” (“Wolność”) jako na nowym i istotnym zagrożeniu ukraińskiej demokracji. Uważam tak z trzech powodów.

Po pierwsze, od czasów wyboru na prezydenta neosowieckiego i prorosyjskiego Wiktora Janukowycza w 2010 roku, popularność partii „Swoboda” nie zwiększyła się – a nawet według niedawnych sondaży, zmalała. Wbrew temu co przedstawia w swojej analizie Kaczanowski, Swoboda nie ma większych szans by przekroczyć 5 procentowy próg w październikowych wyborach parlamentarnych, a nawet jeśli członkowie tej partii zostaną wybrani, stanie się tak jedynie w jednomandatowych okręgach [a nie według zasad ogólnokrajowej reprezentacji proporcjonalnej]. Etniczny nacjonalizm na zachodzie Ukrainy jest słaby, a poparcie dla „Swobody” pozostaje porównywalnie niższe w stosunku do nacjonalistycznych i populistycznych ugrupowań w Europie i Eurazji.

Po drugie, neosowiecki i rosyjski nacjonalizm jest dużo poważniejszym zagrożeniem dla ukraińskiego systemu demokratycznego i europejskiej integracji niż etniczny ukraiński nacjonalizm. Partia Regionów Janukowycza jest dużo bardziej brutalną, antydemokratyczną i zdeprawowaną maszyną polityczną niż „Swoboda” mogłaby kiedykolwiek być.
Po trzecie, głównym powodem istnienia „Swobody” jest stworzenie sztucznego stracha na wróble zaprojektowanego po to, by skierować głosy wyborcze z dala od autentycznych „pomarańczowych” partii demokratycznych i by zmobilizować wschodnioukraińskich rosyjskojęzycznych wyborców przeciw rzeczywistemu „nacjonalistycznemu złemu duchowi”. Są podstawy by sugerować, że Partia Regionów miała swoją bezpośrednią rolę w finansowaniu „Swobody” (jednak tak jak finansowanie wszystkich partii nie jest jasne na Ukrainie, tak samo i w tym przypadku nie ma wyraźnych dowodów).

Wielu zachodnich uczonych i dziennikarzy postrzega nacjonalizm na Ukrainie jako wyraz sentymentu żywego jedynie wśród etnicznych obywateli Ukrainy oraz jako dominującą siłę polityczną tylko w zachodniej części kraju. Prawda jest inna. Zewnętrzne przejawy kojarzone z nacjonalizmem – antydemokratyczna kultura, nietolerancja rasowa, antysemityzm i ksenofobia – są większym problemem we wschodniej i południowej Ukrainie oraz na Krymie niż w zachodniej części państwa. Przeciek telegramów z amerykańskiej ambasady ujawnił, że neonaziści są najbardziej aktywni w regionach Kijowa, Charkowa, Chersonia, Sumy, Doniecka, Dniepropietrowska, Winnicy, Odessy i Żytomierza, z których większość znajduje się we wschodniej części kraju.

Według niedawnego sondażu przeprowadzonego przez Razumkov Centre – ukraińską organizację od badań ekonomicznych i politycznych – obywatele zachodniej części Ukrainy są nieco bardziej skłonni do protestów przeciw rasowej i etnicznej dyskryminacji niż ich wschodni sąsiedzi (3,9 procent przeciw 3,3. procent). Zarówno w opozycji jak i przy władzy od czasu wyborów w 2010 roku kiedy to przejęła kontrolę nad parlamentem i prezydenturą, Partia Regionów reprezentuje zdecydowanie najbardziej agresywną i brutalną siłę polityczną na Ukrainie. Widoczne jest to w przypadkach gdy pełne przemocy kary wymierzane były zarówno wewnątrz jak i poza parlamentem przeciw opozycyjnym deputowanym i dziennikarzom. Widać to także w kampanii politycznej represji przeciwko byłej premier Julii Tymoszenko, członkom gabinetu podczas gdy ona sprawowała rządy w latach 2007-2010 oraz przeciw partii „Batkiwszczyna” (“Ojczyzna”), której przewodniczy.

W wyborach w 2004 roku, kampania Janukowycza zastosowała strategię wyborczego oszustwa i „kontrolowanego chaosu”, który niebezpiecznie zbliżył kraj w kierunku wojny domowej. Wyciek informacji dokumentujących tą strategię podczas kampanii wyborczej Janukowycza przedstawił zarys planów zaognienia konfliktu „między każdą z głównych linii podziałowych – Galicją (na zachodzie), wschodem i południem, zachodem (USA, Europa) i Rosją; rosyjskim językiem, zagrożeniem rosnącym ekstremizmem itd”. Kampania Janukowycza planowała zorganizować ruchy we wschodniej Ukrainie, które postawiłyby opór przeciw przystąpieniu Juszczenki do władzy, opisanego jako kandydata „reakcjonistę, popierającego politykę proamerykańską, ze skłonnościami do radykalizmu”. Zgodnie z ich intencją, w 2004 roku kampania Janukowycza podburzyła ukryte antyamerykańskie odczucia przeciwko Juszczence i jego ukraińsko-amerykańskiej żonie.

Od czasu wyborów w 2006 roku, Partia Regionów współpracowała z rosyjskimi nacjonalistami na Krymie i wspólnie z nimi stworzyła ruch o nazwie „Za Janukowycza!”. Ówczesny premier Krymu, Anatolij Mogiljow, jest szczególnie znany ze swoich ksenofobicznych przekonań. Pisząc dla lokalnej gazety “Krymskaja Prawda”, wyraził słowa poparcia dla stalinowskich czystek wobec Tatarów Krymskich w latach 1940-tych, podpisując się pod tłumaczeniem Stalina jakoby Tatarzy byli współpracownikami nazistowskimi.

Nie są to pojedyncze poglądy, a uprzedzenia rasowe są regularnie podsycane w tej gazecie oraz w innych mediach regionu. Na kanale telewizyjnym „Inter” należącym do oligarchy i Pierwszego Deputowanego Premiera Waleriego Horoszkowskiego, kontrowersyjny prezenter Jurij Perszkow, również z Krymu, od długiego czasu prowadzi ksenofobiczne i antytatarskie reportaże.

Partia Regionów od dawna wykorzystuje nacjonalizm dla swojej politycznej korzyści. W 2001 roku reżim ówczesnego prezydenta Kuczmy używał neonazistowskich skinheadów w atakach przeciw opozycji. Jak również nam wiadomo z ‘taśm Melnyczenki’ – które w ukryciu w biurze Kuczmy nagrał strażnik prezdyencki – Mykoła Melnyczenko – były prezydent był zarówno antysemitą jak i ksenofobem. Na taśmach słychać jak rozmawia z ówczesnym premierem Mykołą Azarowem o ukraińsko-żydowskim oligarsze Heorhiju Surkisie. – “K**wa” – mówi Kuczma – „po co nam pieprzony Żyd?” W innym fragmencie nagrania Azarow prosi prezydenta Kuczmę o pozwolenie na nielegalny układ, dzięki któremu mógłby zamienić swoje 50 metrowe mieszkanie w Kijowie na mieszkanie trzy razy większe w dużo bardziej atrakcyjnym budynku, kosztem eksmisji żydowskiej rodziny zamieszkującej je. Wykorzystując antysemityzm Kuczmy, Azarow mówi – „No cóż, Żydów trzeba by było usunąć…”. Prezydent Kuczma daje Azarowi swoje błogosławieństwo w sprawie wyrzucenia Żydów i zamieszkania w ich apartamencie.

Ukraiński antysemityzm z pewnością wywodzi się z dwóch politycznych tradycji. Z jednej strony, rzeczywiście narodził się z nacjonalizmu na zachodniej Ukrainie. Jednak przytłaczająca większość przypadków rasizmu, ksenofobii i antysemityzmu na Ukrainie ma swoje korzenie w nacjonalizmie z Eurazji oraz neosowieckim antysyjoniźmie na wschodniej Ukrainie gdzie Partia Regionów ma monopol na władzę.

Obecny antysemityzm na Ukrainie, Białorusi i Rosji wywodzi się z długotrwałych sowieckich kampanii przeciw „syjonizmowi”. W 1963 roku, książka autorstwa Trofima Kiczko zatytułowana “Judaizm bez upiększeń” została opublikowana przez Sowiecko Ukraińską Akademię Nauk; cztery lata później, kampania propagandy, atakująca tak zwany „kosmopolityzm” i „talmudyzm” połączyła syjonizm z nazizmem. Antysyjonizm stał się synonimem antysemityzmu. Dziś, sowiecko-białoruska nacjonalistyczna ideologia reżimu białoruskiego prezydenta Łukaszenki nadal szerzy antysyjonistyczną propagandę.

Wschodnioukraiński antagonizm w stosunku do „ukraińskiego nacjonalizmu” i ukraińskiej tożsamości ma z kolei swoje podstawy w sowieckim dziedzictwie ‘antynacjonalistycznych’ tyrad przeciw ukraińskim nacjonalistom z czasów drugiej wojny światowej, dysydentom i emigrantom politycznym. Umniejszenie roli języka i kultury ukraińskiej zostało tradycyjnie przedsięwzięte wspólnie z szerzeniem antytatarskich i antymuzułmańskich stereotypów. Mychajło Baharew, edytor popularnej gazety Krymskaja Prawda, kilkakrotnie stwierdził, że język ukraiński nie istnieje, gdyż jest to „język sztuczny” używany przez niewykształconą sferę społeczeństwa, wymyślony w XIX wieku przez barda Tarasa Szewczenko i innych. Bacharew wierzy, że nie istnieje żaden ukraiński naród a kraj ten nie ma przyszłości.
Jako ostateczny punkt porównawczy można przytoczyć morderstwo dwóch ukraińskich aktywistów zabitych przez rosyjskich nacjonalistów. Ofiarami byli kompozytor Ihor Bilozir zamordowany 8 maja 2000 roku i student odesskiego uniwersytetu, członek młodzieżowego ruchu patriotycznego Sicz, Maksym Czajka, zamordowany w Odessie 17 kwietnia 2009 roku. Dla kontrastu, żaden prorosyjski nacjonalista czy aktywista nie umarł z rąk ukraińskich nacjonalistów w postsowieckiej Ukrainie.

„Swoboda” przyciąga więcej uwagi na zachodzie niż Partia Regionów i inne prorosyjskiej i neosowieckie nacjonalistyczne ugrupowania na wschodniej i południowej Ukrainie, która stanowi dużo większą groźbę dla ukraińskiej demokracji, międzyetnicznego porozumienia i europejskiej integracji. Iwan Kaczanowski ma rację krytykując kooperację między demokratycznymi partiami opozycji i partią „Swoboda”, jednak wyłącznie ten punkt nie powinien odwracać głównej uwagi od najważniejszego źródła problemów – prezydenta Janukowycza i jego neosowieckich i nacjonalistycznych kohort.

Taras Kuzio

źródło: “openDemocracy” / opendemocracy.net
tłumaczenie: Edyta Romańczuk

Autor jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Waszyngtonie, USA. W latach 1985-1992 był dyrektorem Towarzystwa Badań nad Narodowościami Sowieckimi i Ukraińskiej Agencji Prasowej w Londynie.

forma płatności