Powrót do źródeł czy krok ku przyszłości?

„Po co uczysz się polskiego?”– pytam siedmioletniego chłopaka. „Chcę zrozumieć niektóre słowa mojej prababci” – odpowiedział na moje pytanie. Powody dla których mieszańcy Doliny i całego regionu uczą się polskiego są bardzo różne.

We miejscowości położonej 20 km od Doliny odwiedziłem mego kolegę, dyrektora tamtejszej szkoły. W czasie wycieczki po szkole, która jest dumą dyrektora, weszliśmy do jednej z klas, gdzie odbywała się akurat lekcja polskiego. Byłem zdziwiony. Wspominając swoje szkolne lata w głębi duszy zazdrościłem tym dzieciom, bo sam takiej możliwości nie miałem. Jedynym językiem obcym był dla nas język rosyjski, a angielskiego czy niemieckiego uczono nas tak, aby nikt się niczego nie nauczył. O nauce polskiego nawet nie marzyliśmy. Tymi wspomnieniami podzieliłem się z dyrektorem Igorem Sajką. Nawet nie przypuszczałem, że dotknę bardzo złożonego tematu.

Dyrektor Igor Sajko uczy w szkole fizyki i matematyki. W jego gabinecie można znaleźć sporo książek o historii wioski. Streścił mi historię miejscowości, gdzie znalazł się przed 20 laty.

Witwica jest malowniczo położoną wsią, leżącą pomiędzy porośniętymi lasem górami na brzegu rzeki Łużanki. Założona została około 600 lat temu. Jak wynika z dokumentów, tereny zostały nadane przez króla Władysława III Warneńczyka szlachcicom, potomkowie których do dziś zamieszkują wieś. Są to rodziny Jankowskich, Krechowieckich, Tyszkowskich, Witwickich, Hoszowskich, Janiszewskich, Kraszewskich. Kolejne pokolenia przekazywały informację o swoich korzeniach. Do dziś we wsi istnieje niewidoczna granica, która dzieli wieś na szlachecką i rustykalną (wiejską). Nawet w świątyni „wiejska szlachta” staje po lewej stronie, a „chłopska” ludność – po prawej. Obecnie, opowiada dyrektor Sajko, granica pomiędzy tymi społecznościami została prawie zatarta, ale we wsi, która dziś jest dumna ze swych nacjonalistycznych tradycji ukraińskich, do dziś są zachowane wspomnienia o polskich korzeniach większości mieszkańców. Obecnie wszyscy czują się Ukraińcami i już nikt nie pamięta z jakich okolic Polski przybyli ich przodkowie. Jednak samo wspomnienie, że „byli polską szlachtą” zachowało się do dziś.

Zgodnie z decyzją Ministerstwa Oświaty uczniowie szkół średnich od 5 klasy przeszli na nowy program, gdzie obowiązkowa jest nauka drugiego języka obcego. Program daje możliwość wybrania na życzenie rodziców innego języka niż te proponowane w programie. I tu pojawiają się trudności z kadrą nauczycielską i podręcznikami. Do szkoły w Witwicy przed kilku laty przyjechała delegacja z woj. opolskiego i jako prezent przywiozła podręczniki do nauki polskiego. Po konsultacji z rodzicami podjęto decyzję o nauczaniu języka polskiego. Przed dwoma laty po raz pierwszy od 1939 roku w wiejskiej szkole zabrzmiał język polski.

Minął pierwszy rok nauki i, z wielką przykrością dla dyrekcji szkoły, nauczycielki i samych uczniów, kontynuacja nauki w klasie 6 była niemożliwa. Zabrakło podręczników do dalszej nauki. W ubiegłym – 2013 roku – dyrekcja szkoły wspólnie z rodzicami podjęła decyzję wznowienia nauki polskiego w 5 klasie. Podręczniki ściągano z internetu, z innych źródeł i mam nadzieję, że w kolejnym roku lekcje polskiego w witwickiej szkole będą kontynuowane.

W Witwicy brakuje wszystkiego. Nie można uczyć języka bez czytania literatury, lekcji kultury, polskiej muzyki, geografii Polski. Częściowo w doposażeniu szkoły pomoże ks. Krzysztof Panasowiec z Doliny. Ma przy kościele podręczniki i literaturę, polskie symbole państwowe i inne rzeczy. Część rzeczy przywiezie z Polski. Dyrektor pokazał nam wielką klasę, gdzie można prowadzić lekcje polskiego.

Po wizycie w Witwicy udaję się do wydziału oświaty, młodzieży i sportu administracji rejonowej w Dolinie. Z uzyskanej informacji wyłania się raczej smutna wizja: języka polskiego jako drugiego obcego z 46 szkół rejonu uczą się dzieci w szkole w Wygodzie; jako fakultatywne zajęcia są prowadzone w szkole nr 6 w Dolinie i liceum matematyczno-przyrodniczym, oraz w szkole w Witwicy. Razem daje to ponad 1,5% wszystkich uczniów rejonu.

Problemem są seminaria, szkolenia czy treningi dla nauczycieli języka polskiego z okolic Doliny. Wynikają też dodatkowe utrudnienia: wpływ nauczania języka jako ojczystego, pierwszego obcego, różnice fonetyczne, gramatyczne i ortograficzne trzech języków. Jednak podstawowym problemem w realizacji programów nauczania pozostaje brak materiałów dydaktycznych, podręczników, materiałów wideo. W całym regionie na potrzeby chętnych jest tylko ok. 4-5 podręczników „Język polski. Klasa 5” (autorzy Ł. Biłeńka-Świstowicz, E. Kowalski, M. Jarmoluk. Wyd. „Bukrek”, 2013 rok). Dochodzi do tego brak nauczycieli oraz bierność i konserwatyzm dyrekcji szkół i brak informacji wśród rodziców i dzieci. Zawsze łatwiej jest iść już przetartą drogą. W rejonie jest jedynie ośmiu nauczycieli polskiego, ale i oni nie są zatrudnieni w pełnym wymiarze godzin.

Zapotrzebowanie na naukę języka jest dość duże. Po pierwsze: języka polskiego chcą się uczyć nie tylko osoby pochodzenia polskiego, ale i duża część Ukraińców, dla których polski jest językiem sąsiada, partnera w biznesie, językiem przyszłych studiów w Polsce czy kontaktów z przyjaciółmi. Sporo osób stale jeździ do Polski, młodzi ludzie studiują w Polsce.

Jednym z ośrodków nauczania języka polskiego jest parafia rzymskokatolicka w Dolinie. Przy kościele od ponad 20 lat działa szkoła niedzielna. W tym roku uczyło się tu 105 dzieci i 15 dorosłych w ośmiu grupach.

– Uczymy polskiego na lekcjach – opowiada ks. Krzysztof Panasowiec – podczas imprez dzieci wykonują polskie piosenki, tańce, przygotowują przedstawienia teatralne. Na zawodach sportowych, w których biorą udział dzieci z Polski, na obozach letnich i koloniach przy kościele też rozmawiamy po polsku. Wszystko to sprzyja lepszemu opanowaniu języka.

Wszystko to nie rozwiązuje problemu. Czy jest wyjście? Należy przełamać świadomość Ukraińców w stosunku do Polski. Mieszkańcy Ukrainy marzą o życiu w Europie. Ale myśmy już tam byli – w składzie państwa trzech narodów – w Rzeczypospolitej. Może warto o tym mówić.

Dmytro Wesołowski

„Kurier Galicyjski”

Tekst ukazał się w nr 12 (208) za 3-17 lipca 2014.

Reklama



3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz