Polacy jak żywe tarcze

Średnia wieku trzystu Polaków zamordowanych w sierpniu 1943 r. na wołyńskim tzw. trupim polu to… 7 lat.

Takie są najnowsze ustalenia polskich naukowców, którzy prowadzili w tym miejscu ekshumacje. O wynikach ich prac poinformował szef ekspedycji Olaf Popkiewicz z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.



„Trupie pole” to miejsce leżące między wsiami Ostrówki i Wola Ostrowiecka. 29 sierpnia 1943 r. Ukraińcy zamordowali większość mężczyzn z Ostrówek. Kobiety, dzieci i starców najpierw zamknęli w kościele, później oddział UPA zagnał ich na pole, które wkrótce przybrało nazwę trupiego.

– Gdy do tej wsi wszedł patrol niemiecki i wywiązała się strzelanina, Ukraińcy gnali przed sobą Polaków, zasłaniając się nimi jak żywymi tarczami. Z zeznań świadków wynika, że osoby zapędzone na „trupie pole” obserwował niemiecki samolot zwiadowczy rejestrujący aktywność oddziałów UPA. Zaniepokoiło to Ukraińców, którzy postanowili zabić swoje ofiary na miejscu – relacjonuje Popkiewicz. Początkowo robili to za pomocą bagnetów i siekier. Później za zgodą dowódcy strzelali do bezbronnych osób. Nie pomógł ani płacz dzieci, ani błagania matek. Oprawcy nie mieli litości dla nikogo.

Medaliki na korzeniach

Z relacji świadków wiadomo, że ciała porzucono na polu, w sierpniowym słońcu, gdzie niepochowane leżały przez 2 tygodnie.

Kiedy odór stał się tak niemożliwy, że w oddalonym o 1,5 km Sokole Ukraińcy zaczęli narzekać, dowódca oddziału nakazał ukraińskim kobietom i dzieciom zakopać zwłoki będące w bardzo zaawansowanym stadium rozkładu. Za pomocą bosaków i wideł wciągnięto je do płytkiej jamy grobowej.

„Trupiego pola” poszukiwano od 1992 r., w tym czasie prowadzono na tym terenie badania. Ale bez skutku. Mieszkańcy nie potrafili precyzyjnie wskazać miejsca egzekucji, bo po latach 70. jego krajobraz diametralnie się zmienił, naoczni świadkowie odeszli, a mogiłę porósł lasek. Nic nie wniosły sondażowe odwierty geologiczne ani rekonesans z georadarem.

Z pomocą przyszły dopiero źródła kartograficzne. – Dysponowaliśmy mapą Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w skali 1:100 000, która pozwoliła nam zorientować się w obrazie terenu. Założyłem, że w miejscu egzekucji będzie duże skupienie łusek amunicji karabinowej i pistoletowej. Przydał się wykrywacz metali, za pomocą którego w ciągu godziny dało się zlokalizować miejsce dużego rozrzutu łusek, ok. 10 m na 3 m – tłumaczy kierujący pracami. Tuż przy miejscu rozrzutu łusek wykonano pierwszy wykop sondażowy, który ujawnił fragment jamy grobowej.

Niestety, okazało się, że bardzo silna filtracja wód opadowych, stan bardzo przyspieszonego rozkładu zwłok i penetracja korzeni roślin spowodowały, że szczątki ofiar uległy prawie całkowitemu rozłożeniu. – Jeden z Ukraińców, który przyszedł z Sokoła, żeby zobaczyć nasze ekshumacje, spojrzał na te wykopy i powiedział: „Co wy tutaj robicie? Przecież tu są tylko korzenie drzew”. Tylko że na tych korzeniach wisiały medaliki. Stwierdziliśmy, że jest to rzeczywiście mogiła kryjąca szczątki Polaków – relacjonuje Popkiewicz.

„Trupie pole” leży na stoku pomiędzy bagnem a rowem melioracyjnym. Gdy badacze otworzyli wykop i zeszli na głębokość pół metra, pojawił się strumień wody, który uniemożliwił preparowanie szczątków w układzie anatomicznym na całej powierzchni jamy grobowej. Po konsultacji z antropolog dr Iwoną Teul zaczęto osobno ekshumować każde ciało.

System korzeniowy zniszczył czaszki, głównie młodszych ofiar. Korzenie przerastały nawet kości długie. Szczątki dzieci praktycznie się rozpuściły, zostały fragmenty kości i pojedyncze zęby.

W sumie ekshumowano szczątki 231 osób, przy których znaleziono bardzo dużo przedmiotów osobistych, również wartościowych. Ukraińcy w obawie przed atakiem Niem- ców nie zdążyli obrabować ofiar. Łuski znalezione na miejscu były różnorakiej produkcji: rosyjskiej, niemieckiej, polskiej, francuskiej, kalibru 7,62 mm lub 8 milimetrów. – Ta zbieranina świadczy o tym, że to nie była żadna armia, tylko oddział o charakterze partyzanckim, co potwierdza, że zbrodni dokonali nacjonaliści UPA – konkluduje archeolog.

Szkielet matki z dzieckiem

W tym samym czasie, kiedy dokonano egzekucji na „trupim polu”, UPA mordowała Polaków w Woli Ostrowieckiej. Ludzie ginęli na terenie gospodarstwa najbogatszego gospodarza. Wcześniej przetrzymywano ich w budynku szkoły, który miano obrzucić granatami.

Jednak według innego przekazu upowcom zabrakło czasu na zabarykadowanie drzwi i okien szkoły, a uciekający z płonącego budynku Polacy ginęli od ciosów siekierami oraz pchnięć bagnetami i od kul.

Istnieje relacja żołnierza AK, który widział to miejsce po egzekucji; ciała leżały wiankiem wokół spalonej szkoły. Prawdopodobnie pochowano je później w zgliszczach budynku. I w tym przypadku nie było łatwo odnaleźć to miejsce.

W 1992 r. w Woli Ostrowieckiej prowadzono prace ekshumacyjne, ale bez udziału archeologów. Przy użyciu koparki udało się dokopać do masowej mogiły, kryjącej głównie szczątki mężczyzn, położonej na terenie dawnego gospodarstwa. Ze znalezieniem śladu szkoły było trudniej. W latach 50. teren zrekultywowano, teraz jest to orne pole. Cały grób został rozorany, a kości rozwłóczone.

Ekipie Olafa Popkiewicza udało się jednak do nich dotrzeć. Wyznaczono duży obszar badawczy, który starannie przeczesano. Podczas eksploracji udało się odkryć bardzo zniszczoną warstwę szkieletów.

– Dokonaliśmy tam szokującego odkrycia szkieletu matki trzymającej w ramionach dziecko. Dostała postrzał w lewą łopatkę, prosto w serce. Pocisk zniszczył też czaszkę dziecka – mówi archeolog.

W wykopie natrafiono na bardzo małą ilość rzeczy osobistych, co może świadczyć, że ciała zostały obrabowane. Znaleziono jednak dużo okuć ze stolarki okiennej, fragmenty szkła, które nosiły ślady nadtopienia, a także dzwonek szkolny, co ewidentnie wskazuje na to, że archeolodzy odkryli miejsce po spalonej szkole.

Piotr Czartoryski-Sziler

„Nasz Dziennik”

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz