Z byłym ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej na Ukrainie dr. Jerzym Kozakiewiczem rozmawia Marcin Skalski (Kresy.pl).

– Panie Ambasadorze, jaki jest główny interes narodowy Polski na Ukrainie?

Po pierwsze i najważniejsze, to wspieranie Polaków zamieszkujących państwo ukraińskie: wspieranie ich wszystkimi siłami, przy użyciu wszystkich dostępnych państwu narzędzi. Przede wszystkim, okazywanie im stałego wsparcia politycznego w ich relacjach z ukraińskim państwem. Także udzielanie im pomocy materialnej, pamiętając, że Polacy zamieszkujący na Ukrainie, to w przeważającej mierze grupa etniczna pozostająca od dziesiątków lat w sytuacji opresji najpierw państwa sowieckiego, potem – ukraińskiego. Grupa znajdująca się na bardzo niskim poziomie społecznego uwarstwienia Ukrainy – od dziesiątków lat cierpiąca zwyczajną nędzę, cierpiąca utrudnienia w dostępie do systemu lecznictwa, do systemu edukacji, do języka narodowego, do narodowej kultury, do rynku pracy. To właśnie bieda i niski poziom życia sprawia, że Polacy zamieszkujący państwo ukraińskie są grupą społeczną, której aktywność skierowana jest głównie na przetrwanie, co oznacza także przetrwanie biologiczne, przeżycie. Wspieranie Polaków na Ukrainie nie jest wyborem elit władzy, lecz ich obowiązkiem, zapisanym w Konstytucji RP art. 6, pkt. 2.

Polskie elity polityczne obowiązane są ponadto za wszelką cenę uchronić polską grupę mniejszościową zarówno przed traktowaniem jej jako instrumentu politycznego w sferze dwustronnych, polsko-ukraińskich, jak również przed wciąganiem jej w wewnątrz-ukraińskie konflikty polityczne. To jest elementarz politycznej pragmatyki, wynikający z prostego, znanego powszechnie faktu, iż mniejszości narodowe są grupami najbardziej bezbronnymi, narażonymi na represje lub bezkarny zazwyczaj odwet państwa, w którym się znajdują. Zwłaszcza w okresach wewnętrznych kryzysów, takich jak obecny. Warto zwrócić uwagę na zdecydowane reakcje w obronie własnych mniejszości narodowych, podejmowane przez władze państwowe Rumunii, Węgier, Turcji (w kwestii Tatarów Krymskich), Federacji Rosyjskiej. Nie potrafię zrozumieć przyczyny milczenia polskich elit władzy.

Innym polskim interesem narodowym w sferze relacji polsko-ukraińskich jest bez wątpienia bezpieczeństwo państwa polskiego i bezpieczeństwo narodowe. Gwarantem bezpieczeństwa są zazwyczaj stabilne relacje wzajemne, wyposażone w system stosownych umów dwustronnych. Nie muszę chyba podkreślać, że z tego punktu widzenia (i z wielu innych powodów) niedopuszczalne jest wspieranie przez przedstawicieli polskich elit politycznych tych sił ukraińskich i poza-ukraińskich, które dążą do destabilizacji ukraińskiego porządku prawno-ustrojowego i dekompozycji państwa ukraińskiego.

– Czy alternatywa – albo Ukraina nacjonalistyczna, albo Ukraina prorosyjska – jest prawdziwa?

Według mnie jest całkowicie fałszywa. Ukraina – jak Pan określił – „prorosyjska” jest zarówno politycznym faktem (istniejącym w rzeczywistości od momentu proklamowania suwerennego państwa ukraińskiego, do dziś), jak jednocześnie jest całkowicie uprawnionym ukraińskim geopolitycznym wyborem. Chcę zwrócić uwagę, że ci, którzy powiadają iż nie jest to geopolityczny wybór lecz wynik przemożnej rosyjskiej presji na Ukrainę, kwestionują tym samym suwerenność państwową Ukrainy. Należy się więc zdecydować: jeśli Ukraina jest suwerennym państwem, to podejmuje suwerenne wybory geopolityczne. Także takie, które nie muszą odpowiadać oczekiwaniom innych, na przykład niektórych Polaków albo niektórych Amerykanów. Jeśli jednak uznamy, że nie jest państwem suwerennym, to raczej powinniśmy sprawy ukraińskie rozwiązywać nie z Kijowem, ale z suwerenem Kijowa, nieprawdaż?

Alternatywą prawdziwą dla Ukrainy „prorosyjskiej” jest w sposób oczywisty Ukraina neo-liberalna, jak się dziś określa: „europejska”. To alternatywa historyczna, będąca równoważnikiem relacji okcydentalizm – zapadnictwo. Od 1992 roku wszystkie – bez reszty – ukraińskie elity władzy stosowały w retoryce politycznej deklaracje o „kierunku integracji z Europą”, o „geopolitycznym priorytecie” Kijowa, o „szlaku rozwojowym, z którego Ukraina nigdy nie zejdzie”, etc., etc.

Jednakże równocześnie, polityczna pragmatyka kierowała główne ukraińskie działania nieodmiennie w kierunku Moskwy. Z wielu ważnych powodów, których źródłem niekoniecznie i nie zawsze była presja Moskwy. Taka ukraińska wieloletnia geopolityczna schizofrenia (i z Zachodem i z Rosją równocześnie), jest właśnie – w mojej opinii – jednym głównych źródeł dzisiejszego wewnętrznego i międzynarodowego kryzysu, w którego centrum znalazła się Ukraina.

Przyszłość geopolityczna i prawno-ustrojowa Ukrainy musi być zdecydowana przez samych Ukraińców, przy zastosowaniu procedur i instytucji ustrojowych, demokratycznych. No, chyba że międzynarodowa społeczność uzna, że to wielkie państwo jest jedynym europejskim terytorium, na którym cywilizowane metody rozstrzygania wewnętrznych konfliktów i sporów musza zostać – dla jakiegoś powodu – zawieszone i zastąpione instrumentami przemocy. Wtedy, każdy wariant będzie możliwy, choć uważam, że „nacjonalistyczny” najmniej.

– W jakim stopniu odpowiada rzeczywistości twierdzenie o prorosyjskości obecnego prezydenta i rządu?

Państwo ukraińskie, czyli jego elity władzy i klasa polityczna, ale także – co mogę powiedzieć z pełna odpowiedzialnością za słowa – większość ukraińskiego narodu i społeczeństwa nie traktuje Rosji i Rosjan, jako wrogów. W sferze relacji dwustronnych Ukraina prowadzi od 25 lat szereg skomplikowanych gier politycznych i gospodarczych z Rosją, pozostając – rzecz jasna – partnerem zawsze słabszym wobec Rosji. Jedni to nazwą „prorosyjskością”, inni bezalternatywnym politycznym realizmem. W tym sensie, obecny rząd i prezydent Ukrainy nie są w żadnej mierze bardziej „prorosyjscy”, od wszystkich swoich poprzedników. Pamiętajmy przy tym, że CAŁA klasa polityczna ukraińska ukształtowała się w rosyjskim (sowieckim) kontekście imperialnym, albo post-imperialnym. Nie jest więc w stanie wyjść ze swojej skóry. Nie zapominajmy także, iż Ukraina jest bardzo ważnym segmentem systemu kompradorskiego. I nie dlatego, że jest w tym systemie przemocą utrzymywana, lecz samochcąc, bo tak się potoczyła historia.

– Jaki jest najbardziej korzystny stan stosunków politycznych na Ukrainie w obecnej sytuacji Polski?

W obecnej sytuacji Polski i Ukrainy w polskim interesie leży status quo ante na Ukrainie. A więc, takie państwo ukraińskie, jakie istniało w listopadzie 2013. Znajdujące się w strefie wpływów rosyjskich, ale posiadające szereg sfer niezależności, wewnętrznej i zewnętrznej. To wydaje się być oczywiste dla każdego, kto poważnie myśli o polskich interesach na Wschodzie. Inne opcje, to albo idealistyczne mrzonki, albo wręcz projekty dla Polski groźne.

– Czy dochodziły do Pana jako ambasadora w Kijowie bezpośrednie sygnały o wzroście nastrojów nacjonalistycznych na Ukrainie? Polacy na Ukrainie mają się czego obawiać?

To oczywiste, że mają poważne powody do obaw. Zapowiadana (np. przez Irynę Farion, deputowaną partii Swoboda do Rady Najwyższej Ukrainy) „banderyzacja” Ukrainy przywołuje jak najgorsze skojarzenia i wspomnienia. Nic dziwnego, że obaw nie ukrywają zamieszkujący Ukrainę Węgrzy, Żydzi, Rumuni, Tatarzy i oczywiście wielu Ukraińców. Nie rozumiem, dlaczego wolni od obaw mieliby być właśnie Polacy, którzy doświadczyli banderowskich zbrodni na ludobójczą skalę w latach 1941-1947.

– Który model polityki polskiej na Ukrainie byłby najbardziej adekwatny w stosunku do wyzwań stojących przed Polską na tym odcinku? Czy dotychczasową politykę należy przedefiniować, czy też kontynuować dotychczasową linię kolejnych rządów III RP?

Nie wiem, jaki konkretnie model polityki wobec Ukrainy realizuje dziś Polska. Jako badaczowi i pracownikowi nauki, znajdującemu się poza sferą polityki czynnej – wydaje mi się raczej, że Polska nie prowadzi żadnej polityki na kierunku Kijowa. Ani krótko- ani – tym bardziej – długofalowej, opartej o przemyślany i zdefiniowany zespół interesów narodowych. Obawiam się, że jeśli tak właśnie mają się sprawy, to nie ma czego ani kontynuować, ani modyfikować. Myślę, że źródłem słabości polskiej polityki wobec Ukrainy jest żałosny stan polskiego państwa, jako takiego. Dopiero naprawa państwa polskiego może przynieść dobre skutki dla polskiej polityki wschodniej, w tym także na kierunku ukraińskim.

Rozmawiał: Marcin Skalski

Dr Jerzy Kozakiewicz– historyk, politolog i dyplomata. W 1991 został przedstawicielem dyplomatycznym RP w Kijowie jako specjalny wysłannik rządu, następnie zaś Ambasadorem RP. Funkcję tę sprawował do roku 1996. W kolejnych latach powrócił do pracy naukowej. Od 1997 do 2004 roku był pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych PAN. Od 2004 r. jest wykładowcą w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Gościnnie wykładał w uczelniach polskich i zagranicznych. Zajmuje się problematyką transformacji politycznej w postsowieckich krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz