Ekspert Centrum Studiów Polska-Azja Paweł Behrendt w swojej nowej analizie przygląda się złożonej sytuacji w Azji Południowo-Wschodniej po niekorzystnym dla Chin werdykcie trybunał w Hadze ws. roszczeń na Morzu Południowochińskim. Zwraca uwagę na „powrót starych mocarstw” do tego regionu, analizuje reakcje poszczególnych „graczy” i stara się odpowiedzieć na pytanie: co dalej?

Ogłoszony 12 lipca werdykt Stałego Trybunału Arbitrażowego w Hadze przekroczył najśmielsze oczekiwania Filipin i chyba wszystkich obserwatorów. Wyrok ma wprawdzie bardziej charakter opinii prawnej, jednak podważył wszelkie roszczenia Chin na Morzu Południowochińskim i dał wszystkim przeciwnikom Pekinu prawną podstawę do dalszych działań. Z drugiej strony nie należy jeszcze oczekiwać większych zmian sytuacji w regionie, z wyjątkiem możliwego przyspieszenia dotychczasowych działań przez ChRLpisze w swojej analizie Ekspert Centrum Studiów Polska-Azja, Paweł Behrendt– doktorant na Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Wiedeńskiego.

PRZECZYTAJ: Chiński strzał w stopę

„Założona w styczniu 2013 przez Filipiny sprawa przeciwko chińskim roszczeniom w filipińskiej wyłącznej strefie ekonomicznej od początku była źródłem gorącej debaty prawnej i politycznej. Spory wokół legalności sprawy i prawomocności wyroku toczyły się praktycznie do chwili jego ogłoszenia. Chiny od samego początku deklarowały, że nie uznają werdyktu, podważając nawet kompetencje Trybunału.

JednocześniePekin prowadził ofensywę dyplomatyczną wymierzoną w ASEAN.Celem było oczywiście utrzymanie organizacji z dala od sprawy Morza Południowochińskiego. Pomimo sporych sukcesów działania te w końcu odbiły się rykoszetem i obecnie wśród członków ASEAN pojawia się coraz więcej głosów, że organizacja może być dobrym narzędziem do rozwiązania sporu, przynajmniej pomiędzy zrzeszonymi państwami. Płonne okazały się również nadzieje wiązane w Chinach z nowym prezydentem Filipin Rodrigo Duterte.

Spór na Morzu Południowochińskim przyciąga coraz więcej graczy z zewnątrz. Oprócz Stanów Zjednoczonych, Japonii i Australii w konflikt zaczynają się angażować również Rosja i Francja.Moskwa i Paryż prowadzą własne rozgrywki obliczone na wzmocnienie swojej pozycji globalnej oraz odpowiednio względem Chin i w ramach Unii Europejskiej.

Reakcje na wyrok nie były zaskoczeniem, dużo istotniejsze pozostaje pytanie „co dalej?”. Tak naprawdę sytuacja nie uległa zmianie. Co więcej, Chiny wydają się pogodzone ze stratami wizerunkowymi i konsekwentnie prą do realizacji swoich „strategicznych interesów”.Sytuacja, w której przeciwnicy ChRL nie mają środków, ani pomysłów na realną kontrakcję pozostaje bez zmian. Z drugiej strony same Chiny nie do końca wiedzą jeszcze, co chcą osiągnąć i są dopiero na etapie budowy swojego modelu polityki zagranicznej”.

Behrendt zwraca również uwagę na powrót starych mocarstw do gry w Azji Południowo-Wschodniej:

Konflikt na Morzu Południowochińskim przyciąga uwagę coraz większej liczby państw spoza regionu.W ostatnich miesiącach swoje działania w Azji Płd-Wsch. zintensyfikowały Rosja i Francja. Kreml poparł stanowisko Chin w sprawie rozstrzygnięcia sporu na drodze dwustronnych rozmów, bez umiędzynarodowiania sprawy, a swój zwrot w stronę Azji przedstawia, jako równoważenie amerykańskich wpływów. Wiele jednak wskazuje na to, że Moskwa skrzętnie wykorzystuje wszelkie potknięcia Chin, ażeby wzmocnić swoją pozycję względem Pekinu. Zrażenie do siebie przez ChRL państw regionu, z których wiele od lat utrzymuje przyjazne stosunki z Rosją (Wietnam, Malezja, Indonezja), stworzyło bardzo korzystną dla Moskwy sytuację. (…) Rosja zaczęła także przedstawiać się, jako państwo szczególnie predysponowane do roli mediatora w konflikcie.Osobną sprawą pozostaje wiarygodność Kremla w roli „uczciwego brokera” w sytuacji, kiedy popiera chiński sposób rozwiązania sporu, odrzucany przez pozostałe państwa. (…)

Swój wielki powrót do Azji świętuje także Francja. Na początku maja z kurtuazyjną wizytą do Cam Ranh zawinął francuski śmigłowcowiec desantowy Tonerre. Niecałe dwa tygodnie później Francja podpisała porozumienie o zacieśnieniu współpracy wojskowej z Filipinami. Umowa przewiduje zacieśnienie współpracy pomiędzy siłami zbrojnymi obydwu krajów w postaci wizyt na wysokim szczeblu, wspólnych ćwiczeń, wymiany informacji, konsultacji dotyczących polityki obronnej oraz rozwój kooperacji sił morskich. Oprócz tego Francuzi są zainteresowani promocją dwustronnej współpracy w zakresie wyposażenia, logistyki i przemysłu zbrojeniowego, czyli udziale w ambitnym planie modernizacji filipińskich sił zbrojnych. Podobne deklaracje zacieśnienia współpracy politycznej i wojskowej podpisano w ostatnim czasie także z Wietnamem”.

Ekspert CSPAstara się także odpowiedzieć na pytanie, co dalej:

„Werdykt Trybunału Arbitrażowego jest wielkim sukcesem Filipin, ale poza nadaniem prawnej podstawy działaniom przeciwników Chin na Morzu Południowochińskim niewiele zmienia. Pekin poniósł porażkę propagandową i prestiżową, jednak nic nie wskazuje, aby miało to wpłynąć na podejmowane decyzje. Bardziej prawdopodobne wydaje się przyspieszenie dotychczasowych działań. Szczególne miejsce zajmuje tutaj możliwość ogłoszenia przez Chiny Strefy Identyfikacji Obrony Powietrznej (ADIZ). Według przecieków z szeregów chińskich sił zbrojnych przygotowania do ogłoszenia strefy są już bardzo zaawansowane, a decyzja o jej deklaracji będzie zależeć od czynników bezpieczeństwa i politycznych. W tym miejscu wojskowi wymieniają przede wszystkim postawę Stanów Zjednoczonych. Z kolei według kanadyjskiego magazynu Kanwa Defence Review podstawą do wytyczenia ADIZ będą sztuczne wyspy i pokrywać się ona będzie z wyznaczoną w oparciu o niewyłączną strefą ekonomiczną. Jednocześnie rośnie prawdopodobieństwo, że w odpowiedzi swoje strefy identyfikacji wytyczą przy wsparciu USA Wietnam, Filipiny i Malezja.

Motorem działań Waszyngtonu jest obawa, że ChRL dąży do przekształcenia Morza Południowochińskiego w swoisty odpowiednik Morza Karaibskiego, a w konsekwencji nawet ogłoszenia własnej wersji Doktryny Monroe. Takie podejście do sprawy skrytykował premier Australii Malcolm Turnbull. Stwierdził on, że na Karaibach i w Ameryce Łacińskiej USA podporządkowywały sobie „rozklekotane byłe europejskie kolonie”, natomiast w Azji Płd-Wsch. Chiny mają do czynienia z dość mocnymi państwami, do tego sytuacja w regionie wzbudza zainteresowanie innych potęg i dlatego nie osiągną swoich celów, jakiekolwiek by one nie były. To właśnie okazało się największą wadą chińskiej polityki na Morzu Południowochińskim. (…)

Przeciwnicy Chin zdają się nie mieć pomysłu na kontrakcję, jednak czy same Chiny są pewne swoich celów. Zastosowana na Morzu Południowochińskim polityka przynosi zamierzone cele, jednak są to cele stosunkowo wąsko pojęte, nawet po umieszczeniu ich w kontekście nowego jedwabnego szlaku. (…)

Amerykański politolog Feng Zhang na podstawie rozmów z chińskimi dyplomatami, politykami, naukowcami i zwykłymi ludźmi postawił tezę, że koncepcja spójnej polityki zagranicznej jeszcze się nie wykrystalizowała.Na przykładzie Morza Południowochińskiego można wyróżnić trzy frakcje:

1. radykałowie, dążący do realizacji roszczeń terytorialnych za wszelką cenę,nawet jeżeli groziłoby to pełnoskalowym konfliktem ze stanami Zjednoczonymi;

2. realiści, frakcja odpowiadająca za obecną politykę, zdają sobie sprawę z mocnych oraz słabych stron ChRL i szukają granic, do jakich można się posunąć;

3. umiarkowani, którzy zdają sobie sprawę z reperkusji obecnych roszczeń i działań, ich zdaniem należy przyjąć bardziej pojednawczą postawęi z czasem porzucić „9-dash line”, która w ich opinii jest niepotrzebną przeszkodą na drodze do konsensu”.

PRZECZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ.

Polska-azja.pl / Kresy.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz