Pamięci powstańców styczniowych w Kijowie

„Okrzyk bojowy Rusinów ‚Sława Bohu” przed którym w roku 1831 pierzchała Moskwa, rozlega się znowu tak u mogił Ukrainy jak i wśród nieprzebytych puszcz Polesia. Na sztandarach powstańczych obok Orła powiewa Michał Archanioł, okrywający swemi skrzydły świeżo uzbrojone hufce.” – donosiło entuzjastycznie powstańcze pismo sprzed półtorej wieku.

Piękny to opis, optymistyczny, porywający dusze. Ale w rzeczywistości niestety nie było już tak dobrze. Owszem kierownictwo powstania, nauczone doświadczeniem insurekcji sprzed 30-tu laty wiedziało, że nie powiedzie się on bez udziału chłopstwa. A chłopstwo na Ukrainie było szczególne, z wielowiekowymi tradycjami walki z pańskim uciskiem i z bardzo ostrożnym do posiadaczy nastawieniem. Przygotowano zatem „Złota Hramotę”, która nadawała chłopom ziemię i inne dobra. Jednak bardzo różnie została ona przyjęta przez włościan. W jednych regionach pozytywie, w innych chłopi nie dali nawet jej doczytać do końca emisariuszom powstańczym, którzy do nich przyjechali. Powstanie na Rusi miało zatem nieco inny charakter niż w innych częściach dawnej Rzeczpospolitej. Nie mniej jednak Serce Rusi – Kijów zdało egzamin powstańczy. Zorganizowano tam kilka oddziałów liczących w sumie ponad 600 powstańców. To one zapewne brały udział w potyczkach „w lasach Wasilkowskich (o kilka mil od Kijowa) nad brzegami dalekiego Irpenia i w okolicach Terepczy” – to znów cytata z powstańczego pisma. Szybko niestety zostały rozbite i wybudowana niedawno kijowska twierdza zapełniła się powstańcami-więźniami. Było ich grubo ponad 1000. Przetrzymywani byli głównie w tzw. Kosym Kaponierze. Pięciu „zaćinśćikow”, dowódców powstańczych oddziałów, rozstrzelano pod murem przy wejściu do paterny. Stoi tam obecnie krzyż z tablicami po polsku i ukraińsku. Byli to: Adam Zieliński, Władysław Tadeusz Rakowski, Płaton Krzyżanowski, Romuald Olszański, Adam Drużbacki.

To właśnie te smutne wspomnienia sprzed 150 laty sprawiły, że będąc w Kijowie udałem się do miejsca gdzie byli przetrzymywani i rozstrzelani nasi rodacy. Niesamowicie pomocny w zorganizowaniu wizyty w Narodowym Muzeum Historyczno-Kulturalnym „Kijowska Twierdza” był jak zwykle niezastąpiony we wszystkich moich ukraińskich wyprawach Iwan Parnikoza, pracownik tegoż Muzeum. Zabrałem ze sobą niezbędny ekwipunek na wszystkie powstańcze wyprawy … nie, nie kosy i samopały, a znicze i flagi narodowe. Poza tym przygotowaliśmy także herb Powstania z podpisem po polsku i ukraińsku „Za wolność Waszą i Naszą”. Jako dar dla Muzeum wziąłem także bardzo ciekawy album wydany u nas z okazji tej okrągłej rocznicy. Na miejscu czekała już na nas Pani Oksana Nowikowa-Wigran, wicedyrektor do spraw naukowo-edukacyjnych kijowskiego muzeum oraz Pani Walentyna Melnykkierowniczka wydziału naukowo-edukacyjnego – jak się okazało kopalnia wiedzy o powstańcach w Twierdzy i nie tylko. W towarzystwie obu Pań udaliśmy się do Kosego Kaponieru. Tam pod murem, gdzie rozstrzelano przywódców Powstania na Ziemi Kijowskiej zapaliliśmy znicz i ustawiliśmy polską flagę. Następnie pochyłą paterną weszliśmy do kazamatów, w których przetrzymywano powstańców. Tutaj w oknie celi, którą zrekonstruowano na postawie rysunku jednego z powstańców, ustawiliśmy powstańczy herb z flagami Polski i Ukrainy i zapaliliśmy znicze. A następnie Pani Walentyna przyciszonym głosem, jakby nie chcąc naruszyć atmosfery miejsca opowiadała nam o ekspozycji poświęconej powstaniu i oprowadzała po niej. W gablotach znalazły się liczne pamiątki: broń, fotografie dowódców powstania a nawet Złota Hramota. Na ścianach wisiały sztandary z napisem w dwóch językach „W Imię Boga za nasza i waszą wolność”. W ekspozycji znalazły się modlitewniki, krzyże, różańce, a nawet śpiewnik powstańczych pieśni. Pod ścianą stała okuta na sztorc kosa. Osobliwe wrażenie wywarła ekspozycja „więzienna”. Stoi w niej dorożka-więźniarka do przewożenia zatrzymanych (taki pierwowzór czarnego „worona”), kozioł z karabinami, wieszak i solidne biurko. Z jednej strony owego biurka stoi wygodne krzesło, z drugiej drewniany stołek. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni by zobaczyć umęczonego więźnia pewnie w białej, poplamionej koszuli, skutego, którego przywodzą i sadzają na owym drewnianym stołku przed oblicze dobrze odżywionego, wąsatego carskiego prokuratora, który choć człowiek „obrazowany” nie może pojąć co to takiego wolność i dlaczego te „poliaki” to wieczne „buntowszcziki”. Przecież, jak swego czasu żartował Edward Dziewoński w Kabarecie Dudek „Miłościwy Pan przygarnął do serca bratni naród, to nie ma się co pytać czy ty mu wierzysz, trza wierzyć i już!”. Odpędzam od siebie smutne wyobrażenia.

Zwiedzamy, a w moim przypadku pielgrzymujemy, jeszcze trochę po tych piwnicach. Jeszcze chwila modlitwy i wracamy do biura. Tutaj przy doskonałym zielonym „czajku” rozmawiamy z Panią Oksaną o Powstaniu, Twierdzy i rocznicy. Nie będę relacjonował tutaj tej rozmowy (zwłaszcza jej części dotyczącej obchodów rocznicy Powstania), ale zabrzmiało w niej wiele gorzkich akcentów, bardzo gorzkich. I myślę, że osoby, które jak to się mówi „są w temacie” dobrze o tym wiedzą. Byłoby bardzo pożytecznym by jednak zastanowiły się trochę na swoim postępowaniem, bo jak powiedział wojewoda Kisiel „ja tu nie siebie ja tu majestat Rzeczpospolitej reprezentuję” – one również.

Warto zaznaczyć, że Muzeum włączyło się aktywnie w obchody powstania. Przyjmowano polskie delegacje, rządowe i inne. Zaś pracownicy Muzeum wykonali kwerendę w archiwach dzięki czemu udało się znaleźć informację o kilkuset przetrzymywanych tu powstańcach.

Trzeba podkreślić, że ekspozycja dotycząca Powstania Styczniowego w Kijowskiej Twierdzy jest doskonale przygotowana, widać troskę o to miejsce i ten kawałek przecież niewielki historii kijowskiej fortecy. Widać zaangażowanie i profesjonalizm a także wielką wiedzę pracowników Muzeum. Warto o tym wszystkim pamiętać i warto to docenić. Myślę, że każdy, kto bywał, lub będzie w Kosym Kaponierze zgodzi się ze mną. Warto też pamiętać, jakby to nie brzmiało, że Powstanie Styczniowe było bardziej polskim niż ukraińskim, w naszej historii zajmuje zdecydowanie ważniejsze miejsce niż w historii Ukrainy i dlatego tym bardziej warto docenić troskę pracowników Muzeum o jego upamiętnienie. Zwłaszcza, że robią to z własnej woli, z wielką pasją i oddaniem. A czasami tak niewiele trzeba by docenić i pomóc…

Chciałbym raz jeszcze serdecznie podziękować Pani Wicedyrektor Oksanie Nowikowej-Wigran, za serdeczność i wszystko co robi dla upamiętnienia Powstańców Styczniowych i naszych Rodaków w Kijowskiej Twierdzy, Pani Kierownik Walentynie Melnykza wspaniała opowieść o powstańcach oraz Iwanowi Parnikozie, bez którego ta wizyta nie doszłaby do skutku.

Krzysztof Wojciechowski




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz