Był na audiencji u papieża, wizytował narodowe siły zbrojne i popisywał się pozłacanym pistoletem przed prezydentem Rosji.

W żadnym wypadku Nikołaj Łukaszenka – lub Kola, jak jest częściej nazywany – nie jest przeciętnym 6-cio latkiem. Ale tego akurat można spodziewać się w przypadku, gdy twoim ojcem nie jest przeciętny rodzic, ale Aleksander Łukaszenka, „ostatni dyktator” Europy i przeciwnik zmian demokratycznych w jego post-sowieckim kraju.

Poważny, jasnowłosy Kola stał się regularnym obrazem w białoruskiej telewizji, gdzie pokazywany jest jako towarzysz Łukaszenki podczas pełnienia przezeń licznych obowiązków prezydenckich – wliczając doradczą wycieczkę do urny wyborczej podczas wzbudzających emocje wyborów grudniowych, które przesądziły o kontrowersyjnej, czwartej kadencji Łukaszenki.

„Idziemy do kabiny wyborczej, a on bierze kartę do głosowania i zaczyna czytać” – relacjonował następnego dnia dumny prezydent, podczas gdy kraj wciąż żył nocną, brutalną przemocą wymierzoną w protestujących opozycjonistów. „Zabrało mu dużo czasu, żeby dotrzeć do dołu strony, a potem powiedział „o, tata – tutaj jest Aleksander Łukaszenka!”, Zapytałem go, na kogo chciałby zagłosować, a on odpowiedział „powinieneś zagłosować na siebie”. No i tak zrobiłem – pierwszy raz w moim życiu! A to wszystko dzięki dziecku”.

,,Zupełnie, całkowicie samotny’’

Taki oto czuły dialog wystarczył, żeby wzbudzić burzę oklasków ze strony białoruskich biurokratów zgromadzonych właśnie w tym celu. Ale świadkom krwawych następstw głosowania, podczas których setki opozycjonistów zostało pobitych i uwięzionych – włączając większość rywali Łukaszenki o fotel prezydencki, burzyła się krew.

Nieważne. Dla Łukaszenki, długo kultywującego publiczny wizerunek „Baćki”, ojca narodu, Kola okazał się cennym atutem, na równi z drugim, który, jak potwierdzają obserwatorzy, jest prawdziwy – czułą relacją ojca z synem.

56-letni prezydent Białorusi, który sam wychowywał się bez ojca, ma dwoje dorosłych synów – Wiktora i Dymitra, z żoną Haliną, z którą pozostaje w separacji. Ale to Kola – pozamałżeński potomek z obecnie ujawnionego romansu z byłym osobistym lekarzem Łukaszenki – Iriną Abelskają – jest tą osobą, z którą białoruski dyktator cieszy się tym, co analityk polityczny Uładzimir Padhol nazywa „pierwszym naprawdę udanym związkiem w jego życiu”.

,,Łukaszenka jest bardzo samotny. Zupełnie, całkowicie samotny” – twierdzi Padhol, który w swojej rozprawie doktorskiej (nieobronionej) opracował analizę porównawczą mentalności Łukaszenki i Adolfa Hitlera. „Zdystansował się od wszystkich, bo obawia się każdego. Nie ufa nikomu. Nawet swoich starszych synów postrzega jako rywali, którzy potencjalnie mogliby planować odsunięcie go od władzy”.

Określa Kolę „rodzajem kompensacji psychologicznej za własną samotność”.

„Ponieważ go kocha, ufa mu. Kochają się i ufają sobie wzajemnie” – stwierdza Padhol. „Jego syn jest jedyną osobą, której może zaufać, bo jest jeszcze mały i nie stanowi żadnego zagrożenia”.

Publiczny, ale prywatny

Zgodnie z tradycją, białoruscy politycy ukrywają swoje relacje rodzinne przed okiem społeczeństwa. Tak więc istnienie Kolii wyszło na jaw dopiero gdy chłopiec miał 2 lata. Jednakże od tego czasu znajduje się w centrum publicznej uwagi, wypełniając taki rozkład zajęć, który wyczerpałby nawet doświadczonych dyplomatów.

Mały odbył spotkanie twarzą w twarz z prezydentem Armenii, wizytował białoruskie siły zbrojne ubrany w miniaturowy mundur wojskowy, a jego główkę pogłaskał sam papież Benedykt XVI podczas szeroko nagłaśnianej wizyty Łukaszenki w Watykanie. („Papież wzruszył się z radości na widok mojego syna” – oświadczył później przywódca Białorusi).

Telewizyjne migawki z Kolą w roli głównej rzadko ukazują go mówiącego albo bawiącego się z innymi dziećmi. Ale pewne szczególiki dotyczące jego życia jako prezydenckiego potomka, zarówno te zwyczajne jak i uprzywilejowane, wyciekały od czasu do czasu. Na jednym z nagrań przedstawiających świętowanie dnia pierwszego maja w Parku Gorkiego w Mińsku, widzimy Kolę mocno trzymającego w ręku błyszczącego, nowego iPhone’a. W następnym dowiadujemy się, że jest uczulony na czekoladę. W jeszcze kolejnym, ojciec przypomina mu, aby podziękował prezydentowi Rosji Dmitrowi Medwiediewowi za schowany w kaburze pozłacany pistolet.

W dużej części materiałów filmowych – ukazujących na przykład rozmowy z przywódcą Armenii Serż Sarkisjanem, które Kolia spędza na kolanach taty – wychodzi na cichego, dobrze wychowanego, troszkę oszołomionego chłopca. Ale jak twierdzi dziennikarka Aleksandra Dynko, za mało wiemy o Koli. Zaaranżowane pokazy rodzinnej przyjaźni, kontynuuje Alaksandra, zawsze w większym stopniu podkreślały osobę ojca niż syna.

„Mężczyzna z małym dzieckiem wydaje się być duży i silny, a będąc ojcem, dodaje sobie uroku i wymaga szacunku”, mówi Dynko, która zajmuje się kwestiami opieki nad dziećmi. „Sam prezydent wykorzystywał swojego małego syna do ukazania ludzkiej strony własnej osoby. Zwraca się do niego „Maluszek”. Opowiada, jak spędzili Sylwestra, jak wspólnie oglądali telewizyjne debaty kandydatów na fotel prezydencki w czasie kampanii wyborczej. Dla prezydenta jest to sposób przedstawienia siebie samego w sposób jasny i prosty społeczeństwu. Ale znowu, nikt nie zwraca tak naprawdę uwagi na samą osobę dziecka. Opinia publiczna nie ma żadnego definitywnego zdania na jego temat”.

Już wystarczy?

Ostatnio Kolia towarzyszył ojcu w styczniowej uroczystości objęcia przez niego urzędu. Odziani w dobrane do siebie garnitury, przebyli ręka w rękę dłuższy odcinek wzdłuż Pałacu Republiki w Mińsku zanim Kola wrócił na swoje miejsce, a Łukaszenka, już w pojedynkę, podążył dalej w stronę podium.

Właściwie to każdy uważa, że Łukaszenka nie szczędzi wysiłku w zabezpieczeniu trwałości swojej prezydencji, fałszowaniu wyborów, tłamszeniu mediów i zagorzałej eliminacji oponentów. W depeszach ujawnionych przez głośną stronę WikiLeaks, dyplomaci amerykańscy w Mińsku opisywali białoruskiego przywódcę jako człowieka, który „zamierza utrzymać się przy władzy przez dłuższy okres czasu i nie widzi żadnego powodu dla zmiany swojego kursu”.

Jednakże nikt nie jest nieśmiertelny i Łukaszenka podkreślił podniesieniem brwi sugestię, że przygotowuje Kolię do ewentualnego objęcia po nim stanowiska. Taki przykład przekazywania władzy wydaje się być mniej zadziwiający w centralnej Azji albo w państwie pokroju Azerbejdżanu – gdzie obecny przywódca Ilham Alijew przejął przywództwo po swoim ojcu Hejdarze i otwarcie przygotowuje syna (również o imieniu Hejdar) do kolejnej sukcesji. Ale na Białorusi niewielu ludzi traktuje wizję prezydenta Koli – albo „czasu Baćki”, który byłyby nieuchronnym jej następstwem, na poważnie.

W rzeczy samej, jak twierdzą obserwatorzy, nawet wierni zwolennicy Łukaszenki nie okazują zbytniego entuzjazmu wobec prezydenckiego oddania, jakie okazuje on synowi.

Walery Karbalewicz, autor nowej biografii Łukaszenki „Portret polityczny” twierdzi, że doradcy naciskali na lidera Białorusi, aby ograniczył do minimum sceny z Kolą, ponieważ obecność sześciolatka na uboczu prezydenckiej polityki jest nieco żenująca dla rangi urzędu.

„Białoruska opinia publiczna reagowała bardzo negatywnie, gdy Kola pojawiał się z ojcem w telewizji, a w szczególności, gdy jest on pokazywany podczas oficjalnych wizyt. W ujęciu Public Relations, Kolia okazał się być bardziej „minusem” niż „plusem” dla Łukaszenki”, stwierdza Karbalewicz. „I jeśli początkowo widywaliśmy prezydenta z synem dość często, od tamtego czasu Kola pojawia się na ekranach dużo rzadziej. Najwyraźniej ktoś wyjaśnił Łukaszence, że to posunięcie nie działało na korzyść jego notowań”.

Dwoje dzieci, dwa dzieciństwa.

Ojcowska miłość Łukaszenki nie przysłużyła się również innym dzieciom na Białorusi. Na początku roku Łukaszenka wywołał międzynarodową burzę, gdy jego rząd groził zatrzymaniem w areszcie trzyletniego syna kandydata na prezydenta Andreja Sannikau i dziennikarki Ireny Chalip, obojga uwięzionych podczas fali aresztów będących następstwem powyborczych demonstracji w grudniu. (Sannikau mógł sprowadzić na siebie gniew Łukaszenki komentarzem do sprawy wizytacji sił zbrojnych przez Kolę, zauważając sarkastycznie, że widok sędziwych generałów zmuszonych do paradowania przed dzieckiem w mundurku „bo tak życzył sobie jego tata-dyktator” zawstydził go).

Ostatecznie interweniowały organizacje działające na rzecz dobra dzieci, ogłaszając, że maluch mógłby ostatecznie zostać z babcią, a Chalip została zwolniona i powróciła do syna, w dalszym ciągu oczekując na proces. Jednak rządowa groźba przechwycenia opieki nad chłopcem wywołała dreszcz wśród opozycyjnej społeczności Białorusi, sygnalizując, że bez znaczenia, czy jest to Kola czy też nie, Łukaszenka jest najwyraźniej przygotowany do wprowadzenia dzieci jako nowych pionków w trwającym impasie ze zwolennikami demokracji.

Sytuacja ta czyni jego widoczne przywiązanie do syna tym bardziej zawiłym – i, zdaniem pewnych specjalistów ds. opieki na dzieckiem, niepokojącym.

Sondra Smith-Adcock, specjalistka ds. doradztwa dziecięcego na Uniwersytecie Floryda w USA twierdzi, że materiały filmowe z Kolą ukazują dziecko, które może być izolowane i odgrodzone od normalnych ścieżek przebiegu dzieciństwa. Co gorsza, jak mówi, może być też rodzajem nieświadomego narzędzia używanego przez własnego ojca do osiągania własnych celów.

„To dziecko przypomina osłonę” – kontynuuje. „To jest tak, jakby Łukaszenka myślał „jeżeli będę miał to śliczne dziecko tutaj, jeśli pokażę siebie jako troskliwego i kochającego ojca, to wtedy ludzie się ode mnie odczepią”.

„Już samo wykorzystanie dziecka jako tarczy, albo fakt, że będzie ono silnie wprzęgnięte w ojcowski świat – kończąc na wykluczeniu jakiejkolwiek innej relacji z innymi osobami – jest dla mnie czymś zupełnie smutnym. Ja widzę kogoś, kto używa dziecka, aby chronić samego siebie. Przy czym jest prawdopodobnie tak samo wystraszony, jak jego syn”.

Daisy Sindelar

Źródło: http://www.rferl.org/content/father_son_childhood_kolya_lukashenka/2325080.html

Tłumaczenie i opracowanie: Anna Rewekant




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    simon :

    Jeżeli w jakiejś przyszłości Kolia miałby zostać prezydentem Białorusi, to wydaje mi się, że byłby jeszcze większym tyranem od ojca, gdyż poza przekazywaną wiedzą i skrzywionym wychowaniem wyniesie przekonanie, że nawet swoich najbliższych może całkowicie wykorzystywać do osiągnięcia własnych celów i nie będzie miał żadnego względu na żadne osoby. Choć nie ukrywam, że oczekuję iż w nie bardzo odległej przyszłości jednak dojdzie do jakiejś zmiany polityczno-ustrojowej na Białorusi.

  2. Avatar
    simon :

    Jeżeli w jakiejś przyszłości Kolia miałby zostać prezydentem Białorusi, to wydaje mi się, że byłby jeszcze większym tyranem od ojca, gdyż poza przekazywaną wiedzą i skrzywionym wychowaniem wyniesie przekonanie, że nawet swoich najbliższych może całkowicie wykorzystywać do osiągnięcia własnych celów i nie będzie miał żadnego względu na żadne osoby. Choć nie ukrywam, że oczekuję iż w nie bardzo odległej przyszłości jednak dojdzie do jakiejś zmiany polityczno-ustrojowej na Białorusi.