Obława przed obławą

Jest szansa na wznowienie umorzonego niedawno śledztwa w sprawie sowieckiej operacji w Domuratach. Wszystko za sprawą nowych świadków, do których dotarł „Nasz Dziennik”

W połowie czerwca 1945 r., niedługo przed rozpoczęciem obławy augustowskiej, NKWD aresztowało w Domuratach (niedaleko Suchowoli) siedmiu żołnierzy Armii Krajowej. Wszystkich przetransportowano w konwoju do Chodorówki i tam rozstrzelano. Co najmniej trzech Sowieci zabili w trakcie próby odbicia więźniów.

Na temat zbrodni sowieckiej popełnionej na polskich żołnierzach aresztowanych w Domuratach nie ma żadnych opracowań historycznych. Władze PRL skazały sprawę na zapomnienie.

Teraz, dzięki relacji, jaką przekazał „Naszemu Dziennikowi” kpt. Bronisław Karwowski, o przebiegu tych tragicznych wydarzeń wiemy więcej. – Historię dotyczącą śmierci wielu moich kolegów z AK, walczących w drużynach w Domuratach i okolicy, znam głównie z relacji Jana Borysa, żołnierza AK, który brał udział w nieudanej akcji odbicia więźniów z sowieckiego konwoju jadącego z Domurat – mówi Karwowski. – Od lat gromadzę materiały dotyczące działalności AK w naszych stronach. Poprosiłem więc Jana Borysa, aby spisał tę relację. Zrobił to. Niedługo po tym zmarł (pół roku temu) – dodaje.

Relacje Borysa potwierdzają świadectwa innych, również już nieżyjących, żołnierzy.

Jan Borys opisuje, że w połowie czerwca 1945 r. żołnierze NKWD przyjechali do Domurat kilkoma krytymi samochodami ciężarowymi. Tak jak podczas obławy augustowskiej mieli przy sobie listę członków terenowej konspiracyjnej siatki Armii Krajowej sporządzoną przez konfidenta z Urzędu Bezpieczeństwa. Na podstawie tej listy w Domuratach aresztowano siedem osób. Na liście nie było jednak wszystkich nazwisk żołnierzy miejscowych struktur formacji niepodległościowych, dlatego uniknęli aresztowania. Ocaleńcy postanowili odbić kolegów z sowieckiego konwoju.

– Dowódca operującej w okolicy wsi Horodnianka drużyny sierż. Władysław Markiewicz ps. „Limba” skrzyknął swoich chłopaków. Byli nieźle uzbrojeni, mieli m.in. rkm – ręczny karabin maszynowy – relacjonuje Karwowski, który 6 lat był w AK, a po wojnie 4 lata spędził w komunistycznym więzieniu we Wronkach.

Przed akcją, z braku czasu, nie przeprowadzono jednak należytego rozpoznania. Jej uczestnicy nie spodziewali się, że w okolicy gromadzone są już tysiące sowieckich żołnierzy, przygotowywanych do operacji obławy augustowskiej.

Niedługo po rozpoczęciu ostrzału konwoju z więźniami, który jechał drogą z Domurat w kierunku Szczuczyna, na pomoc sowieckim konwojentom ruszyli czerwonoarmiści. Rozpoczęła się nierówna walka, a później obława na Polaków, którzy chcieli odbić konwojowanych.

– Trzech z nich poległo. Ten, który był przy rkm, bronił się najdłużej, nie chciał się poddać. Sowieci zadźgali go bagnetami – mówi Bronisław Karwowski.

Innym, m.in. Janowi Borysowi, udało się ukryć i przeżyć. Zmasakrowane bagnetami ciało żołnierza Sowieci próbowali zidentyfikować.

– To była niedziela. Sowieci położyli przy wejściu do kościoła w Sztabinie tego, którego zabili bagnetami, i pytali wychodzących po Mszach św., czy go nie rozpoznają, kto to jest, bo oni nie wiedzieli – opowiada Karwowski. Dowódcę drużyny, Władysława Markiewicza ps. „Limba”, który zorganizował próbę odbicia więźniów, aresztowali funkcjonariusze UB. Wydano na niego wyrok śmierci, który wykonano.

Z relacji spisanej przez Borysa wynika, że śmierci nie uniknęło też siedmiu ujętych w Domuratach. Konwój z aresztowanymi miał dotrzeć do nieodległej Chodorówki (trasa na Suchowolę i Augustów) Tu, jak relacjonuje Borys, enkawudziści rozstrzelali więźniów. Rodziny pochowały ich ciała na cmentarzu parafialnym w Chodorówce.

Fakt zgrupowania w czerwcu 1945 r. dużych sił żołnierzy Armii Czerwonej w okolicy Suchowoli (niedaleko leżą Domuraty) potwierdza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” pani Janina Chomiczewska, świadek tamtych wydarzeń. – W czerwcu 1945 jechałyśmy z mamą wozem do Suchowoli. Zatrzymali nas Sowieci. Były ich setki, może nawet tysiące. Jakby się do czegoś szykowali. Siedzieli na polach i przy drodze. Wszędzie było pełno broni. Po dokładnym sprawdzeniu zawartości wozu puścili nas dalej – wspomina.

Relacja Jana Borysa rzuca na wydarzenia w Domuratach zupełnie nowe światło. Do tej pory istniał jedynie ustny przekaz, anonimowego autorstwa, według którego Sowieci mieli aresztować 30 żołnierzy AK i prowadząc ich drogą do Suchowoli, po kolei wszystkich rozstrzelać. Świadczyć o tym miały przydrożne krzyże.

Tę wersję wydarzeń, na wniosek obywatelski, który już kilka lat temu wpłynął do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Białymstoku, sprawdzali prokuratorzy. Śledztwu nadano gryf zbrodni komunistycznej i zbrodni przeciwko ludzkości „polegającej na dokonaniu w okresie czerwca 1945 roku na drodze prowadzącej z miejscowości Domuraty do Suchowoli, pow. Sokółka, województwo podlaskie, przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego, pozbawienia życia 30 mężczyzn zatrzymanych we wsi Domuraty”.

Prokuratorzy próbowali ustalić okoliczności zdarzenia i przesłuchać żyjących świadków. Przeprowadzono kwerendy materiałów archiwalnych przechowywanych w Oddziałowym Biurze Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów w Białymstoku.

Sprawę niestety umorzono, bo w archiwach nie odnaleziono materiałów na temat zbrodni popełnionych na żołnierzach z AK z Domurat. Natomiast przesłuchani świadkowie nie potwierdzili wersji wydarzeń o 30 zabitych przez NKWD osobach na drodze z Domurat do Suchowoli.

Ujawnione „Naszemu Dziennikowi” przez kpt. Bronisława Karwowskiego nowe fakty dotyczące sowieckiej zbrodni wskazują na zupełnie inny niż dotychczas znany przebieg wydarzeń i liczbę zabitych. Nowe są informacje dotyczące nieudanej próby odbicia więźniów. Dlatego białostocki pion śledczy IPN zapowiada podjęcie sprawy na nowo.

– Poproszę pana Bronisława Karwowskiego o dostarczenie relacji dotychczas nam nieznanych, dotyczących zbrodni sowieckiej na żołnierzach AK z Domurat – mówi prok. Zbigniew Kulikowski, szef pionu prokuratorskiego IPN Białystok. – Jeżeli stwierdzimy, iż jest to nowy materiał dowodowy, będzie możliwe podjęcie umorzonego śledztwa – zapowiada prokurator.

Adam Białous

„Nasz Dziennik”

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz