O. Andrzej Walenty Tokar

Brat Mniejszy z Prowincji św. Michała Archanioła na Ukrainie, zajmujący się formowaniem kandydatów do kapłaństwa w Postulacie w Miastkówce.

Pochodzi z Husiatynia nad Zbruczem, urodził się w 1978 r. w rodzinie Kazimierza i Walentyny Sorokatej. Ochrzczony został w cerkwi prawosławnej, z wiarą chrześcijańską długi czas nie miał jednak wiele wspólnego. Kiedy na wakacje jechał do babci, ta zabierała go do cerkwi, owszem, zaglądał czasem z chłopakami do zrujnowanego kościoła, ale bynajmniej nie po to, żeby się tam modlić. Dopiero, gdy w Husiatyniu zaczęła odradzać się parafia, zainteresował się nią bliżej. Miał wtedy 13 lat i uczył się w szkole średniej. Pierwszy raz przyszedł na Mszę św. zaproszony przez kolegę, który już był ministrantem. On też postanowił nim zostać. Służąc do Mszy św. uczył się jednocześnie wiary i Kościoła, wtedy także po raz pierwszy został misjonarzem. Przyprowadził do świątyni rodziców, którzy stali się bardzo gorliwymi katolikami i wręcz filarami parafii. Gdy ojcowie franciszkanie dojeżdżali do Husiatynia ze Zbaraża, to u nich się zatrzymywali.

,,Jako nastolatek złożyłem wraz z grupą innych chłopców rzymskokatolickie wyznanie wiary” – mówi o. Walenty. ,,Już wtedy myślałem o wstąpieniu do zakonu, ale postanowiłem odbyć najpierw służbę wojskową, by wypróbować swoje powołanie. Po półtorarocznym pobycie w armii pracowałem jeszcze dorywczo imając się różnych zajęć. Powoli dojrzewałem do podjęcia ostatecznej decyzji. Przyspieszyło ją moje wstąpienie do utworzonej przy parafii w Husiatyniu grupy modlitewnej. Ojciec Longin Koloczek z Zabrza był wtedy proboszczem w naszej husiatyńskiej parafii. Wraz z nim uczestniczyliśmy w wielu wyjazdowych spotkaniach, rekolekcjach i dniach skupienia, które organizował on dla młodzieży. Grupa ta niewątpliwie wzmocniła mój duchowy fundament i utwierdziła w zamiarze wstąpienia do zakonu Braci Mniejszych. Jedynego zresztą, jaki wówczas znalazłem. W 1999 r. rozpocząłem postulat, który wówczas mieścił się w Szepetówce. Następnie odbyłem nowicjat w Baranówce i studia w Wyższym Seminarium Duchownym oo. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wyświęcono mnie na kapłana w 2007 r., przez dziewięć miesięcy pracowałem jako wikary w parafii w Sadowej Wiszni, a następnie przeniesiono mnie do Miastkówki na magistra postulatu. W związku bowiem z nominacją o. Herkulana na biskupa pomocniczego diecezji odessko – symferopolskiej, w prowincji trzeba było dokonać przesunięć kadrowych, w związku z czym ja, mimo młodego wieku, objąłem obowiązki formatora postulantów, czyli kandydatów na zakonników.

Obecnie o. Walenty ma pod opieką czterech kandydatów. Wcześniej było ich sześciu, ale dwóch postanowiło odejść. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, postulat to bowiem swoiste sito mające odsiać tych, którzy do życia wspólnotowego się nie nadają. Ma im ułatwić zrozumienie tego. W postulacie kandydaci nie mają jeszcze żadnych praw ani obowiązków, wynikających z przynależności do zakonu. Ten nie ma tez żadnych obowiązków wobec nich. Dla kandydata pobyt w postulacie to coś w rodzaju dłuższych rekolekcji. W czasie ich trwania poznają zakon, życie klasztorne, sami mogą stwierdzić, czy się do niego nadają czy nie.

,,Moja rola polega na towarzyszeniu im w codziennym życiu, modlitwie i obowiązkach”- mówi o. Tokar. ,,Przerabiam z nimi też program, który można by nazwać propedeutyką życia zakonnego. W jego toku kandydaci poznają życiorys św. Franciszka, jego pisma, podstawy liturgii i katechizmu, modlitwę brewiarzową. Większość z nich nie jest już surowymi, którzy nie mają za sobą żadnych doświadczeń religijnych. Pochodzą z reguły z katolickich rodzin z franciszkańskich parafii. Znają naszych ojców i pociągnięci ich przykładem, postanowili pójść w ich ślady.”

Warunki, w jakich o. Tokar formuje swych podopiecznych, nie są niestety łatwe. Klasztor w Miastkówce, będący połączeniem starej plebani i dobudówki nie za bardzo nadaje się na dom formacyjny. Kandydaci śpią w jednej wieloosobowej sali, służącej niegdyś pielgrzymom, przybywającym do Miastkówki za miejsce noclegu. Planowany jest remont całego obiektu, ale na razie to muzyka przyszłości.

,,Miejsce to ma jednak swoje genius loci” – podkreśla o. Walenty. ,,To nasza Porcjunkula i zawsze powinna w nim rozbrzmiewać modlitwa kandydatów, którzy chcą pójść w ślady św. Franciszka, jak uczynił to twórca ducha Miastkówki o. Martynian Darzycki.”

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz