Narodziny separatyzmu w obwodzie kaliningradzkim

Wielotysięczne strajki, do jakich doszło w poprzednim roku na terenie obwodu kaliningradzkiego, do dnia dzisiejszego pozostają największymi akcjami protestacyjnymi, jakie miały miejsce w Rosji na przestrzeni minionego dziesięciolecia. O tym, jak dziś w tym regionie rozwijają się wzajemne stosunki między władzą a jej oponentami, a także czy wraz z pojawieniem się kolejnej fali kryzysu ekonomicznego istnieje zagrożenie ponownego wybuchu niezadowolenia społecznego, w wywiadzie dla portalu Rosbalt.ru opowiedział jeden z liderów kaliningradzkiej opozycji, deputowany Kaliningradzkiej Dumy Obwodowej, prezes Fundacji społeczno-gospodarczych i politycznych analiz „Strategia regionalna” Solomon Ginzburg.

— Jaka jest dziś społeczno-polityczna sytuacja w regionie? Jak wyglądają relacje opozycji
z administracją obwodu kaliningradzkiego?

— Przypomnę, że pod koniec 2009 i na początku 2010 roku przez Kaliningrad przelała się fala protestów. Największy z nich, w styczniu zeszłego roku, zebrał ok. 12 tys. osób. Hasła tych akcji maiły charakter polityczny – wyrażały nieufność wobec gubernatora obwodu kaliningradzkiego Gieorgija Boosa, a także wobec premiera Rosji. Następnie Boos zmienił zdanie i nawiązał dialog z opozycją, ale najwidoczniej elita rządząca nie zdołała mu wybaczyć tego, że dopuścił do podobnych wystąpień. Na miejscu Boosa pojawił się jego „towarzysz broni”, przywódca frakcji „Jedna Rosji” w obwodzie kaliningradzkim Nikołaj Cukanow. Jednak nie jest ważne kto będzie rządzić w naszym regionie, nawet jeśli będzie to sam Dalajlama, Kofi Annan, czy Władimir Putin, tak czy inaczej ruszyć z miejsca nam się nie uda. Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że na dzień dzisiejszy władza centralna nie rozumie do końca misji jaką pełni obwód kaliningradzki wobec Rosji, a także że nie ma jasno wyznaczonych kierunków rozwoju tego specyficznego regionu, który, co więcej, graniczy jedynie z krajami Unii Europejskiej (z Polską i Litwą).

Po drugie, sposób w jaki rządzi się dzisiaj obwodem kaliningradzkim, wpływa na niego całkowicie destrukcyjnie. Nie przynosi korzyści ani dla regionu, ani dla Federacji Rosyjskiej. Władimir Putni jeszcze dziesięć lat temu zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa FR w całości poświęcone obwodowi kaliningradzkiemu. Wtedy też podjęto decyzję, aby opracować plan rozwoju naszego regionu, lecz do tej pory nikt tego planu na oczy nie widział. I wcale nie dlatego, że jest on tajemnicą, ale dlatego, że go po prostu nie ma. Wszystkie rozmowy prowadzi się jedynie dla PR-u. Sprawy najbardziej istotne są pomijane.

— Jaki wpływ na sytuację w obwodzie miało odwołanie gubernatora?

— Po tym jak odwołano byłego gubernatora Gieorgija Boosa we wrześniu 2010 roku, władza centralna jedynie symulowała, że udało jej się wyciągnąć z całej tej sytuacji jakieś wnioski dla Kaliningradu. W rzeczywistości nic się nie zmieniło. Nasz główny problem to wcale nie wizy i tranzyt (kaliningradczycy, którzy chcą wjechać, na przykład do centralnej Rosji, podobnie jak mieszkańcy innych regionów tego kraju, którzy chcą przyjechać do obwodu kaliningradzkiego, muszą otrzymać wizę tranzytową – Roslbalt.ru), ale zwiększające się różnice społeczno-gospodarczego rozwoju i poziomu jakości życia między obwodem a naszymi sąsiadami – Litwinami i Polakami, ale także w stosunku do wielu regionów Rosji. Te kosmetyczne, udawane działania, które dziś podejmuje Moskwa nie zmieniają sytuacji w obwodzie, nie likwidują różnic jakie dzielą nas od naszych sąsiadów, lecz wywołują jeszcze większe niezadowolenie wśród mieszkańców obwodu kaliningradzkiego wobec władzy centralnej.

— Czy te niezadowolenia mogą przerodzić się w jeszcze bardziej radykalne nastroje?

— U nas w regionie nie może być mowy o separatyzmie na tle etnicznym, czy religijnym. Ale jako deputowany Kaliningradzkiej Dumy Obwodowej, historyk z wykształcenia, widzę, że nasze antybiurokratyczne nastroje przeradzają się najpierw w antymoskiewskie, a następnie w antyfederalne. Takiego modelu separatyzmu do tej pory nikt jeszcze nie zbadał. Można tutaj przytoczyć analogię do popkultury. W znanym amerykańskim filmie „Obcy” potwory rosną w ciałach astronautów, po czym rozrywają je od wewnątrz. Tak też jest z naszym kaliningradzkim separatyzmem – znajdując się w sytuacji „zamrożenia”, w każdym momencie może on wyjść na światło dzienne.

— Ale przecież władza centralna bierze pod uwagę specyfikę regionu, w obwodzie kaliningradzkim utworzono specjalną strefę ekonomiczną…

— Dziś jest wielką naiwnością wierzyć, że nasz obwód będzie się pomyślnie rozwijać w ramach tej specjalnej strefy ekonomicznej bez zawarcia globalnego porozumienia dotyczącego strategicznego partnerstwa między Rosją a Unią Europejską. W takim porozumieniu powinien znaleźć się oddzielny rozdział – blok problemów „kaliningradzkich”: wizy, tranzyt, swoboda podróżowania, walka ze zorganizowaną przestępczością itd. Przy czym obwód rzeczywiście powinien pozostać w składzie naszego kraju – żadnego uchylania się od zwierzchnictwa rosyjskiego być nie powinno.

Z naszego punktu widzenia również koniecznym jest, aby przyjąć specjalną ustawę konstytucyjną, która będzie przewidywać przekształcenie obwodu kaliningradzkiego w oddzielny okręg federalny podporządkowany bezpośrednio prezydentowi i by jego gubernator stał się jednym z zastępców szefa administracji kremlowskiej, tak, aby nie być zależnym od różnych federalnych ignorantów, którzy szukają Kaliningradu na mapie obwodu moskiewskiego. Taki człowiek powinien być także przedstawicielem prezydenta podczas negocjacji prowadzonych z UE, ponieważ obwód kaliningradzki znajduje się poza granicami Rosji i to na zawsze. A przynajmniej na dziesięciolecia. Tak więc negocjacje z UE będą również prowadzone paralelnie przez taki okres czasu. Oto w dwóch słowach to co należy zrobić, aby nasz region nie wegetował, ale rozwijał się.

— I wciąż wydaje się, że antyfederalne nastroje, o których Pan mówi, to przede wszystkim odbicie społeczno-gospodarczych problemów obwodu kaliningradzkiego. Czy mógłby Pan wymienić te problemy?

— Nasz region traci inwestycje, zmniejsza się ilość miejsc pracy, rośnie bezrobocie. Wysokość zarobków u nas jest znacznie mniejsza, niż średnia zarobków w Rosji, a bezrobocie wyższe. W ogóle mamy szalone taryfy na ciepło i energię elektryczną. Są one wyższe, niż w północnych regionach kraju.

A do tego, aby zarówno rosyjskie jak i zagraniczne inwestycje były u nas opłacalne, potrzebna jest polityczna stabilność i pewne zasady funkcjonowania obwodu. Ale ani jednego, ani drugiego dziś nie posiadamy. Mam wrażenie, że władza centralna nijak nie może się określić, czym właściwie jest obwód kaliningradzki – oknem na Europę, czy ambrazurą.

— A gdyby Pan sam miał odpowiedzieć na to pytanie…

— Z mojego punktu widzenia jedno nie wyklucza drugiego. Można być jednocześnie i zasłoną i wolną strefą ekonomiczną. Dlatego, że jesteśmy drugą Rosją. Mamy rozerwaną z pozostałą częścią kraju gospodarczą jedność. Na przykład, ceny biletów lotniczych, czy kolejowych do Petersburga lub Moskwy dochodzą do 40 tys. rubli. Do Tokio można taniej dolecieć. Ceny energii elektrycznej są u nas znacznie wyższe, niż średnia w kraju. Dlatego są nam potrzebne specjalne gwarancje od państwa – potrzeby jest nam taki mechanizm gospodarczy, który można zastosować do oddalonych terytoriów, lub do terytoriów znajdujących się poza granicami. Na przykład Finlandia posiada gwarancje od państwa wobec Wysp Alandzkich, położonych na Morzu Bałtyckim. Tam nie ma żadnych przejawów separatyzmu, pomimo że 95% mieszkańców to nie Finlandczycy, ale Szwedzi. I chodzi właśnie o to, że poziom życia nie jest tam niższy, niż w Helsinkach, czy Turku. Taką samą sytuację mamy na Alasce i w drugich eksklawach. Tylko my w Rosji jesteśmy wyjątkiem, choć na świecie jest wystarczająco podobnych przykładów.

Sytuacja społeczno-gospodarcza w obwodzie kaliningradzkim nie będzie miała żadnych perspektyw bez zmiany sposobu rządzenia regionem, obniżenia barier administracyjnych, złamania barier wizowych. Region będzie się gospodarczo oddalać od Rosji i kraj utraci Kaliningrad w wymiarze politycznym. Potrzebujemy rekompensaty za to, że Kaliningrad jest oderwany od reszty kraju.

Władza Rosji obawia się, że żądania obwodu kaliningradzkiego spowodują niewspółmierność i zazdrość ze strony mieszkańców innych regionów kraju. Ale ta niewspółmierność istnieje i dzisiaj. Na przykład, żadnemu z mieszkańców pozostałych regionów Rosji nie jest potrzeby paszport, alby odwiedzić Moskwę, Petersburg, czy krewnych, powiedzmy w obwodzie woroneskim. A my go mieć musimy.

— Co w Kaliningradzie myśli się na temat idei przywrócić miastu dawną nazwę?

— Uważam, że Królewca już nigdy nie będzie. Przeszedł on do historii. Oprócz tego, jestem głęboko przekonany, że dziś nie ma społecznej potrzeby, aby przywrócić dawną nazwę obwodowi i jego stolicy. W listopadzie 1991 roku 8,5 % respondentów opowiedziało się za przywróceniem dawnej nazwy Kaliningradowi. Ale był to raczej protest przeciwko ówczesnemu głodowi, przeciwko byłej KPZR. W kwietniu 1993 roku ideę tę poparło około 10 % mieszkańców. Myślę, że nie trzeba sztucznie drążyć tego tematu. Można do niego powrócić w 2024 roku, kiedy będziemy obchodzić 300-lecie urodzin, pochodzącego z Królewca, Immanuela Kanta, który swego czasu występował za jednością Europy. I wtedy właśnie można powrócić do tej dyskusji.

— Wróćmy do obecnej sytuacji politycznej w obwodzie kaliningradzkim. Jakby Pan scharakteryzował dzisiejsze stosunki między władzą a opozycją?

— Wewnętrznie – władza obwodu po wspomnianych wydarzeniach wyciągnęła z tej nauki określone wnioski. Jednak współdziałanie owej władzy z opozycją bardziej udaje dialog, niż takim w rzeczywistości jest. Utworzono Radę Polityczną przy gubernatorze, do której weszły także siły opozycyjne. Również gubernator często bywa w Obwodowej Dumie. Lecz jeśli zwołujemy zebrania Rady, to powinny funkcjonować one tak, aby podejmować konkretne decyzje, a nie po to, żeby odsiedzieć swoje.

Jeśli chodzi o nastoje protestacyjne w obwodzie, to one niestety nie zniknęły. Jednym z detonatorów wybuchu nowego społecznego niezadowolenia może stać się kwestia budowy Bałtyckiej Elektrowni Atomowej. Przecież nikt się ludzi nie pytał – czy jest ona faktycznie potrzebna, czy też nie…

Dla Agencji Informacyjnej „Rosbalt” wywiad przeprowadził Aleksandr Żelenin

Tłumaczenie: Justyna Matyjek, redakcja: twg

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz