1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. combat56
    combat56 :

    ,,Władze Indii, których siły zbrojne już są silniejsze niż u Pakistanu, a może nawet Chin dzięki myśliwcom Su-30MKI”
    Budżet MON Indii to ponad 30 MLD $ Chin oficjalnie 90MLD $ nieoficjalnie, co najmniej 100MLD $(dla porównania Polski 30MLD Zł Niemiec 40 MLD $ a Pakistanu jakieś 5 $ plus bezzwrotna pomoc z USA).Trzeba wziąć pod uwagę, że Chińska broń(kupują ją też Pakistan) jest tańsza od uzbrojenia importowanego przez Indie a ponieważ pieniądze te trafiają do rodzimych zakładów można sobie pozwolić na większe wydatki.Chińska zbrojeniówka góruje nad Indyjską pod każdym względem to jest powód, dla którego Indie wyprzedziły Chiny w imporcie uzbrojenia, po prostu Chiny produkują już same większość potrzebnych systemów.
    Jeśli chodzi o samoloty, produkowane i użytkowane operacyjnie są FC-1 w Pakistanie nazywany JF-17 Thunder.Chińczycy nazywają go pierwszym chińskim myśliwcem, choć połowę kosztów badań pokrył Pakistan projektowanie zaczęli uwaga amerykanie skończyli Rosjanie, radar jest z Włoch silnik znowu z Rosji, itd..Dużo bardziej chiński jest J-10.Bazuje on, co prawda na Izraelskim myśliwcu Lavi(lwiątko), ale można go nazwać Chińskim.Historia jego powstania jest dość ciekawa.Izrael rozwijając swoje lotnictwa chciał dysponować dwiema maszynami jedną myśliwską miały nimi być amerykańskie F-15 drugą bardziej bombową.Korzystając ze wcześniejszych doświadczeń w budowie samolotów Nasher(zbudowany na podstawie francuskich projektów wykradzionych przez Mossad) i Kfir oraz amerykańskich pieniądzach zaczęto budować samolot Lavi. W pewnym momencie Amerykanie uznali jednak, że może być on konkurencją dla ich F16 i postanowili częściowo sfinansować zakup tych ostatnich dla Izraela finansowanie programu Izraelskiej maszyny wstrzymano.Jednak opracowane technologie zostały w Izraelu a ponieważ eksport pomarańczy już dawno przestał być podstawą Izraelskiej gospodarki postanowiono poszukać klienta okazali się nimi Chińczycy.Maszyna początkowo tak jak FC-1 miała dużo elementów zagranicznych, ale z czasem ulega sinoizacji.W ostatnich dniach przekroczono kolejny próg technologiczny prezentując na tej maszynie radar z aktywnym skanowaniem fazowym.Został opracowany przez Nanjing Research Institute of Electronics Technology (NRIET). Pracuje w paśmie X (8-12 GHz), a moc jego zasilania wynosi ponad 10 kW. Składa się z 1152 modułów nadawczo-odbiorczych.
    Wcześniej NRIET opracował radar z AESA do samolotu dalekiego rozpoznania i dowodzenia KJ-200.Indie importują zarówno samoloty wczesnego ostrzegania jak i radiolokatory dla samolotów. Chińczycy skopiowali tez sprzedawane przez Rosje samoloty Su30MKK(tak samo jak Indyjskie Su30MKI bazuje na samolocie Su27 ale nie ma silników z wektorowaniemm ciągu ,,zachodniej” awioniki, i radaru ze skanowaniem fazowym)
    Wreszcie Chiny zaprezentowały swój własny prototyp samolotu 5 generacji J-20.Nawet, jeśli prace nad nim potrwają długo to nie jest powiedziane, że nie wejdzie on do produkcji przed T-50.Byc może jest to powodem zainteresowania Indii interwencyjnym zakupem samolotów F35(gdyby amerykanie zgodzili się na transfer technologii może w tedy całkowicie zarzucono by udział w produkcji T-50.)
    Chiny prowadzą też w produkcji lotniskowców bo ich pierwsza maszyna choć tez pochodziła z byłego ZSRR została doprowadzona do użytku we własnych stoczniach, a okrętów podwodnych z napędem atomowym nie muszą leasingować produkują własne typu Han i Shang.To samo tyczy okrętów konwencjonalnych Indie importują je z Francji i Rosji CHrL opracowało własne udane modyfikacje Rosyjskich jednostek typu Kilo.
    Oczywiście Su30MK będący połączeniem Francuskiej i Izraelskiej awioniki z rosyjskimi osiągami ma dużo większe możliwości niż maszyny chińskie, ale większe możliwości maja tez maszyny amerykańskie. Chińczycy równoważą tą przewagę odpowiednia strategia w przypadku amerykanów tzw. strategia antydostępowa(o której będzie dalej) w przypadku Indii maja przewagę w każdym innym elemencie dodatkowo udało im się okrążyć półwysep Dekan ich sojusznikiem jest nie tylko Pakistan ale także Birma i Sri Lanka gdzie maja swoje bazy Marynarki wojennej .S koro nieporównywalnie silniejsza armia amerykańska miała by problemy z Chińczykami to wątpię żeby Indie za sprawą jednego elementu takiego jak Su30MKI sobie poradziły. Nie chce mi sie pisać wkleję wiec tekst z Polski Zbrojnej. Traktuje on głównie o amerykańskiej odpowiedzi na chińska strategie, ale siła rzeczy jest i o chińskich koncepcjach

    ,,Odpowiedzią Stanów Zjednoczonych na rozwój chińskich zdolności militarnych jest koncepcja bitwy powietrzno-morskiej.
    Od kilku lat w amerykańskich opracowaniach na temat rozwoju chińskich zdolności militarnych pojawia się pojęcie „strategia antydostępowa”. Polega ona na pozbawieniu przeciwnika możliwości dotarcia do stałych elementów infrastruktury wojskowej (takich jak wysunięte bazy) czy też rozmieszczenia wojsk na teatrze działań.

    Równolegle funkcjonuje także termin „odmowy dostępu do obszaru” (area denial), co oznacza uniemożliwienie drugiej stronie operowania siłami już rozmieszczonymi i stwarzania zagrożenia dla celów ruchomych (głównie okrętów). Rozwój tego rodzaju zdolności jest dla Stanów Zjednoczonych jeśli nie zagrożeniem, to co najmniej poważnym wyzwaniem. Odpowiedzią supermocarstwa ma być koncepcja bitwy powietrzno-morskiej, integrującej działania US Navy i US Air Force.

    HIPOTETYCZNE ZAGROŻENIE

    Gdy w latach 1995 i 1996 doszło do sytuacji kryzysowych związanych z Tajwanem, nazywanym na kontynencie zbuntowaną chińską prowincją Tajpej, Stany Zjednoczone wysłały w ten rejon dwie lotniskowcowe grupy bojowe. Demonstracja siły na morzu mocno ostudziła konfrontacyjne zapędy komunistycznych władz.

    Ta bolesna i bez wątpienia odebrana jako upokarzająca lekcja skłoniła Chińską Republikę Ludową do skoncentrowania się na rozwoju morskich sił zbrojnych, w tym także asymetrycznych systemów uzbrojenia i taktyk działania. Aby ograniczyć lub wręcz uniemożliwić działania US Navy, Chiny nie potrzebują jedenastu lotniskowcowych grup bojowych, muszą jednak znacząco zwiększyć polityczne i militarne koszty zaangażowania. Temu właśnie ma służyć flota ponad pięćdziesięciu konwencjonalnych i nuklearnych okrętów podwodnych, w większości wyposażonych w rakiety przeciwokrętowe, a także rakiety balistyczne zdolne do rażenia lotniskowców, nowoczesne niszczyciele i fregaty rakietowe, myśliwce oraz bombowce uzbrojone w pociski Cruise. Chińczycy mają również rozbudowaną wzdłuż wybrzeży kraju sieć obrony powietrznej, około tysiąca dwustu rakiet krótkiego zasięgu, w większości skupionych w rejonie Cieśniny Tajwańskiej, oraz przeszło setkę pocisków średniego zasięgu. Mogą one razić cele w Japonii, Korei czy na Guam, gdzie znajdują się bazy USA.

    Amerykańska obecność na obszarze zachodniego Pacyfiku opiera się na istnieniu kilku kluczowych baz oraz sojuszach z Japonią i Republiką Korei. Nie ma jednak możliwości wejścia w głąb lądu, którą w niewielkim tylko stopniu zapewniają północne obszary Japonii i Australii. Wyłączenie z rozgrywki takich baz, jak Kadena, Misawa, Sasebo, Osan czy Kunsan, wypchnęłoby Amerykanów poza tak zwaną pierwszą linię wysp. Jeśli doszłoby także do zniszczenia baz lotnictwa i floty na Guam, US Navy straciłaby całkowicie zaplecze logistyczne i wsparcie US Air Force w regionie. Jej zdolności działania zostałyby poważnie ograniczone, zwłaszcza gdyby Chińczycy zdecydowali się na podjęcie akcji przeciwko amerykańskim satelitom i na cybernetyczne ataki na sieci C4ISR. Nie ma znaczenia, w jakim stopniu ten scenariusz jest realny. Aby pozostać wiarygodnym graczem, supermocarstwo musi wziąć pod uwagę wszystkie warianty rozwoju wydarzeń.

    TAJNE PRACE

    Prace nad koncepcją bitwy powietrzno-morskiej ruszyły we wrześniu 2009 roku po podpisaniu wstępnego porozumienia pomiędzy zainteresowanymi rodzajami sił zbrojnych. Usankcjonował je niejako czteroletni przegląd obronny (QDR) z 2010 roku, w którym zalecano opracowanie wytycznych określających, jak pokonać przeciwnika, zwłaszcza uzbrojonego w zaawansowane technologicznie systemy „antydostępowe”.

    Koncepcja ta ma wskazać, w jaki sposób lotnictwo i marynarka powinny zintegrować działania w powietrzu, na morzu i lądzie, w przestrzeni kosmicznej i cyberprzestrzeni, aby utrzymać (a w razie potrzeby przywrócić) swobodę działania amerykańskich sił rozmieszczonych na obszarze zachodniego Pacyfiku. Prace te nie są jawne, jednak z materiałów publikowanych w specjalistycznych periodykach, z oficjalnych wystąpień wojskowych i polityków oraz opracowań wpływowego Center for Strategic and Budgetary Assessments wyłania się ich w miarę szczegółowy obraz.

    Bitwa powietrzno-morska nie jest doktryną operacyjną, nie określa założeń ewentualnej kampanii na szczeblu taktyczno-operacyjnym. Ma być raczej narzędziem podtrzymania wiarygodności USA oraz amerykańskich wpływów w regionie poprzez (jak to ujęli analitycy CSBA) demonstrowanie sojusznikom, że nie padną oni ofiarami szantażu ze strony Chin oraz że nie grozi im żadna forma finlandyzacji. Aby osiągnąć ten cel, Stany Zjednoczone muszą zachować zdolność do interwencji w razie konfliktu z ChRL, wliczając w to przystąpienie do wojny konwencjonalnej. Co istotne, koncepcja nie zakłada, że tak się stanie, a samo demonstrowanie zdolności ofensywnych ma być czynnikiem zmniejszającym prawdopodobieństwo zaistnienia takiego scenariusza.

    PLAN BITWY

    Waszyngton przyjmuje, że do konfliktu zbrojnego doszłoby z inicjatywy Państwa Środka. W pierwszej kolejności nastąpiłby wówczas atak na amerykańskie satelity odpowiadające za rozpoznanie i łączność, co spowodowałoby ich fizyczną eliminację bądź zakłócenie działania (cyberwojna). Kolejnym etapem byłyby ataki rakietowe (z użyciem pocisków balistycznych i samosterujących) na amerykańskie oraz japońskie bazy lotnictwa i marynarki, a także na okręty wojenne znajdujące się w odległości do 1500 mil morskich od chińskich wybrzeży.

    Zadaniem rozmieszczonych wcześniej konwencjonalnych i atomowych uderzeniowych okrętów podwodnych byłoby z kolei przerwanie morskich linii komunikacyjnych (SLOCs), a tym samym uniemożliwienie przesunięcia i zaopatrywania sił amerykańskich. Teatr działań wojennych objąłby obszar od Hawajów po Diego Garcię, odciągając tym samym znaczne siły US Navy z regionu zachodniego Pacyfiku. Efektem takich ataków byłyby: utrata przez siły USA tak zwanych obszarów bezpiecznych (sanctuaries), w których mogłyby się one w miarę swobodnie przegrupowywać i przygotowywać lub prowadzić operacje militarne; utrata bądź zakłócenie działania sieci łączności i dowodzenia; uniemożliwienie dostępu do rejonu działań wojennych, a w konsekwencji całkowity zanik inicjatywy strategicznej i operacyjnej.

    Należy również zwrócić uwagę na sytuację sojuszników Stanów Zjednoczonych – taki rozwój wypadków oznaczałby najprawdopodobniej utratę Tajwanu i Republiki Korei oraz poważne zagrożenie Japonii. Ten ostatni kraj jest kluczowy dla układu sił w regionie, między innymi z uwagi na marynarkę wojenną i lotnictwo stanowiące istotne wsparcie US Navy w zakresie zwalczania okrętów podwodnych, celów balistycznych oraz rozpoznania elektronicznego pola walki.

    Podstawowym celem USA, a zarazem początkiem pierwszego stadium bitwy powietrzno-morskiej byłoby przetrwanie ataku przy jak najmniejszych startach własnych, a następnie przeprowadzenie uderzeń w sieć dowodzenia nieprzyjaciela, ograniczenie (eliminacja) jego zdolności do ataków dalekiego zasięgu, a w rezultacie przejęcie i utrzymanie inicjatywy operacyjnej w powietrzu, na morzu, w przestrzeni kosmicznej i cyberprzestrzeni. Drugim stadium (część operacji mogłaby przebiegać równolegle z pierwszym) byłaby kontynuacja kampanii utrzymania inicjatywy we wszystkich tych obszarach, przerwanie morskich linii komunikacyjnych i rozpoczęcie blokady morskiej, utrzymanie własnych zdolności logistycznych oraz (co nie jest już zadaniem stricte militarnym) zwiększenie produkcji zbrojeniowej, zwłaszcza precyzyjnych systemów rażenia.

    Prowadząc takie działania, lotnictwo i marynarka mają sobie wiele do zaoferowania. I tak, na przykład, operacje US Air Force przeciwko elementom chińskiej infrastruktury ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance) wpłyną na swobodę działania jednostek US Navy. Wyposażone w system Aegis okręty mogą wówczas roztoczyć parasol antyrakietowy nad bazami lotniczymi, a odpalane z jednostek nawodnych i podwodnych pociski Tomahawk znacząco zmniejszyć możliwości chińskiej obrony przeciwlotniczej. Pozwoli to US Air Force na prowadzenie ataków w głębi chińskiego terytorium przeciwko operującym tam wyrzutniom pocisków balistycznych, stacjom radarów pozahoryzontalnych oraz lotniskom. Wyeliminowanie przez lotnictwo US Navy chińskich myśliwców umożliwi przesunięcie bliżej wybrzeży powietrznych tankowców US Air Force, a w dalszej kolejności wykorzystanie bombowców strategicznych do misji wymuszania blokady morskiej, w tym minowania i patrolowania wyznaczonych rejonów.

    W ostatnich miesiącach mówi się również o konieczności wpisania w koncepcję bitwy powietrzno-morskiej Korpusu Piechoty Morskiej. Gdyby bowiem w początkowej fazie konfliktu doszło do zajęcia przez ChRL części spornych wysp i archipelagów, ich odzyskaniem musiałyby zająć się Stany Zjednoczone, państwa regionu nie mają bowiem takich formacji jak United States Marine Corps.

    Bitwa powietrzno-morska nie byłaby szybką kampanią. Według amerykańskich szacunków sama operacja przywrócenia przewagi powietrznej nad Japonią, kluczowa dla rozpoczęcia dalszych działań, mogłaby potrwać kilka tygodni. Kilkanaście zajęłoby wywalczenie podobnej przewagi nad wodami wewnątrz pierścienia pierwszej linii wysp i uczynienia zeń obszaru „morza niczyjego”, na wzór pasa „ziemi niczyjej”, znanego z pól I wojny światowej. O kilkumiesięcznej nawet perspektywie mówi się w przypadku działań przeciwko chińskim okrętom podwodnym, trudno również wyobrazić sobie skuteczną, a jednocześnie krótkotrwałą blokadę morską czy gwałtowne (w ciągu kilku tygodni) zwiększenie produkcji zbrojeniowej. Choć w nazwie koncepcji pojawia się słowo „bitwa”, jest to całościowa kampania, będąca reakcją post factum na atak nieprzyjaciela.

    SCENARIUSZE WASZYNGTONU

    Chociaż bitwa powietrzno-morska skupia się na opisie działań wojennych, koniecznych do zwycięstwa w konfrontacji militarnej z Chinami, jej podstawowym celem jest niedopuszczenie do takiej sytuacji. Poprzez zademonstrowanie zdolności do zwycięstwa nawet w skrajnie niekorzystnych okolicznościach będzie ona spełniać funkcję odstraszającą, a zarazem uwiarygodni politykę Stanów Zjednoczonych, umocni ich pozycję w regionie i wpłynie na zwiększenie asertywności Japonii, Republiki Korei oraz państw niebędących formalnie sojusznikami USA, a uwikłanych w spory graniczne z Pekinem i obawiających się chińskiej dominacji. To zaś już dziś pozwala Waszyngtonowi snuć scenariusze wykorzystania lotnisk na Filipinach, w Indonezji czy Wietnamie, czyli potencjalnego rozproszenia sił i uczynienia ich mniej podatnymi na zaskakujący atak, co w konsekwencji sprawia, że staje się on jeszcze mniej prawdopodobny.”