Milinkiewicz wystartował

3 maja 2010 r. Aleksander Milinkiewicz oficjalnie poinformował, że będzie kandydować w wyborach głowy państwa. W ten sposób został szóstym politykiem opozycyjnym stającym do walki o fotel prezydencki. Jak podkreśla politolog Uładziemir Mackiewicz, dopiero wystawienie przez Ruch „O wolność!” Milinkiewicza rozpoczęło prawdziwą kampanię.

Ten wybór był konieczny i oczekiwany. To Milinkiewicza można rozpatrywać jako pierwszego realnego kandydata. Co się tyczy Sańnikawa, Michalewicza i Rymaszeuskiego- oni zaświadczyli nie tyle o udziale w wyborach, a o istnieniu swoich politycznych ugrupowań. Osobiście zawsze uważałem, że tylko Milinkiewicz jest osobą, która może pretendować do miana polityka ogólnonarodowego” – powiedział Mackiewicz.

Ruch „O wolność!” Milinkiewicza jest członkiem Białoruskiego Niezależnego Bloku (BNB). Jednocześnie inny jego element, Białoruska Chrześcijańska Demokracja, wyznaczył swojego kandydata- Witala Rymaszeuskiego. Również przeżywająca wewnętrzny kryzys Partia BNF (Białoruski Front Narodowy) ma zamiar wyłonić swojego kandydata.

Politycy centroprawicowej koalicji BNB są jednak (z założenia) skłonni wybrać jednego kandydata. Na pierwszy rzut oka można spodziewać się wewnętrznych kolizji, jednak Uładzimir Mackiewicz nie widzi w tym większego problemu: „Jeżeli spojrzeć trzeźwo na proces polityczny, to kandydatem od BNB może być tylko Milinkiewicz. Trzeba się liczyć z ambicjami BChD, bo to struktura młoda i dynamiczna, ale jak na razie nie mająca znaczącej siły politycznej. Uważam, że jeżeli Rymaszeuski nie będzie w stanie ustąpić, to tylko kolejny, niepotrzebny raz udowodni, jak skomplikowana jest sytuacja w łonie białoruskiej opozycji, ale nie stworzy Milinkiewiczowi realnej przeszkody”.

Po wyborach z 2006 roku rozpoczęła się trwająca do dziś krytyka działań Milinkiewicza, któremu zarzucano brak zdecydowanych posunięć zaraz po ogłoszeniu wyników, a nawet oskarżano o współpracę z reżimem. Negatywny stosunek niektórych polityków może przeszkadzać w początkowym etapie kampanii, jednak jak twierdzi wielu analityków, ostatecznie siły prodemokratycznie powinny zjednoczyć się wokół najsilniejszego kandydata.

Na konferencji prasowej Milinkiewicz zaprezentował swój program wyborczy z jego najważniejszymi tezami. Zawarł w nim centroprawicową wizję rozwoju kraju z liberalnym stosunkiem do gospodarki. Kandydat opowiada się za powrotem Konstytucji z 1994 roku, za wstąpieniem Białorusi do UE, za możliwością sprzedaży ziemi, za rezygnacją z budowy własnej elektrowni atomowej – w zamian proponuje politykę oszczędności energii. W kwestiach polityki zagranicznej Milinkiewicz wzywa do dobrosąsiedztwa i przygotowania do akcesji do UE, w dziedzinie wojskowo-politycznej opowiada się za neutralnością Białorusi.

Polityk stwierdził, że jeżeli nie będzie sprawiedliwego liczenia głosów, wynik wyborów określi się na ulicach. Podkreślił, że liczy na poparcie członków BNB, organizacji pozarządowych, społeczeństwa obywatelskiego a także młodzieży, którą prosi o zaangażowanie w kampanię.

Wciąż nieznana jest data wyborów prezydenckich, wiadomo jedynie, że muszą się odbyć do 6 lutego 2010 roku. Analitycy zaważają, że Łukaszence byłoby na rękę przeprowadzić wybory jeszcze na jesieni. Opozycja jest obecnie rozbita, wiele czasu zajęłaby ewentualna konsolidacja. Pogorszenie stosunków z Rosją może doprowadzi do wzrostu cen energii w styczniu 2011 r., a więc i spadku zaufania do władzy. Nie byłby to ewenement – w 2006 roku przełożono wybory z lipca na marzec.

KD

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz