Miasto hetmańskie

Żeby wymazać z pamięci przyszłych pokoleń imię hetmana Jana Tarnowskiego (1488-1561), sowieckie władze komunistyczne zmieniły dwie litery w nazwie założonego przez niego Tarnopola. Dla zapomnienia zaś o trzech pokoleniach hetmanów z rodziny Potockich, założycieli i fundatorów Stanisławowa, nazwę tego miasta całkiem zmieniono.

7 maja 1662 r., czyli 350 lat temu, Stanisławów otrzymał prawo magdeburskie i nazwę. Lokację zatwierdził król Jan Kazimierz 14 sierpnia 1663 r. we Lwowie.



Dokładniej mówiąc, hetman wielki koronny i wojewoda krakowski Stanisław Potocki (ok. 1589-1667), zwany „Rewerą”, powiązał zamysł fundacji miasta i wybrał miejsce jego lokalizacji na gruntach wsi Zabłotów, w widłach rzeki Bystrzycy (Nadwórniańskiej i Sołotwińskiej), południowym dopływem Dniestru, ok. 1654-1656 r.

Zamiarem wojewody było uczynienie twierdzy obronnej na linii najazdów wołoskich, turecko-tatarskich, kozackich, i zarazem ważnego punktu na wielkim szlaku handlowym, wiodącym z basenu Morza Czarnego do Polski i dalej na zachód i północ. Strategicznie trafnie wyznaczył lokalizację swego grodu, jako głównej twierdzy Pokucia. Posiadał bowiem niepospolite doświadczenie wojskowe.

Hetman Stanisław Rewera Potocki był m. in. dowódcą (wraz z Jerzym Lubomirskim) wojska polskiego w bitwie z armią carską pod Cudnowem, zmusiwszy Rosjan do kapitulacji. Przydomek „Rewera” nadali mu żołnierze od częstego posługiwania się przezeń tym powiedzeniem, co z łacińskiego revera znaczy „w rzeczy samej”.

W krótkim czasie po ataku Moskwy na ziemie Rzeczypospolitej do walk o Ukrainę włączyła się Turcja. Od chwili upadku Kamieńca Podolskiego w 1672 r. stanisławowska forteca staje się jednym z najważniejszych punktów oporu na pograniczu południowo-wschodnim. „…W 20 lat po założeniu stał się Stanisławów centrum całego Pokucia, dystansując coraz bardziej upadający Halicz i wszystkie inne o wiele starsze miasta tego regionu”(K. Broński).

Właściwym założycielem i twórcą Stanisławowa był syn Stanisława Rewery Potockiego Andrzej (Jędrzej), poseł na sejmy, wojewoda kijowski, następnie wojewoda i kasztelan krakowski, hetman polny koronny. Miasto było jego główną siedzibą. To on nadał mu nazwę od imienia ojca i starszego syna, poległego pod Wiedniem w czasie Odsieczy Wiedeńskiej.

W latach 1672-1682 Andrzej Potocki skutecznie przeprowadził prace nad rozbudową fortyfikacji miasta. Z drewnianego początkowo zamku Potoccy przenieśli się do nowego pałacu. Do zamku prowadziły dwie bramy – halicka (zwana też lwowską ) i południowa (zwana też kamieniecką).

W 1675 r. Stanisławów skupił główne siły wojsk dowodzonych przez Andrzeja Potockiego, broniących całości tego obszaru Rzeczypospolitej przed najazdem sułtana Safy Gereja i zadały mu klęskę pod Kałuszem. W 1676 r. Stanisławów ponownie oparł się atakowi Turków i Tatarów.

Potoccy pragnęli widzieć w tym grodzie siedzibę swego rodu i ognisko kultury. Herb Stanisławowa był ozdobiony rodowym herbem Potockich „Pilawa”. Dzięki przywilejom nadanym mieszkańcom oraz sprowadzonym z Mołdawii Ormianom i Żydom, Stanisławów stał się kwitnącym ośrodkiem rzemiosła i handlu.

Miasto rozwijało się z rozmachem pod opieką hetmana, następnie jego syna Józefa, jak dziad – hetmana wielkiego koronnego.

Wiele budowli w centrum miasta zachowało się z tamtych czasów do dziś. Już w 1662 r. Andrzej Potocki rozpoczął budowę świątyni rzymskokatolickiej pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, św. Andrzeja i św. Stanisława, ponieważ pierwotny kościół był drewniany.

W 1669 r. świątynia została podniesiona do godności kolegiaty, czyli kościoła, przy którym istnieje odrębna kapituła (drugie miejsce po katedrze). Nazywany był także często farą, jako główny kościół parafialny w mieście.

Andrzej Potocki był także głównym donatorem drewnianego kościoła ormiańskiego (1663-1664), Żydom pozwolił na wzniesienie bożnicy, w 1667 r. postawił również cerkiew, która istniała do pocz. XIX w. W 1695 r. jego syn Józef Potocki ufundował nowy ratusz na planie krzyża, zamiast starego, wzniesionego przez ojca.

W 1669 r. w Stanisławowie otwarta została Kolonia Akademicka Uniwersytetu Krakowskiego, zwana potocznie Akademią. Fundusz na jej utrzymanie zapisał kolegiacie Andrzej Potocki. Potoccy sprowadzili też do miasta jezuitów, ufundowali im klasztor i kościół (wniesiony w latach 1715-1729), a także trynitarzy. W grudniu 1673 r. Andrzej Potocki podejmował w Stanisławowie hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego, a 4-5 lipca 1686 r. parę królewską, – Jana III z Marysieńką.

Kres świetności w rozwoju miasta położyły zniszczenia spowodowane dwukrotnym przemarszem wojsk rosyjskich. Po raz pierwszy, gdy Józef Potocki opowiedział się po stronie Stanisława Leszczyńskiego, oraz po wystąpieniu Katarzyny z Potockich Kossakowskiej przeciwko elekcji Stanisława Augusta.

W 1764 r. Potoccy, przeciwnicy króla i Rosji utworzyli konfederację, a siły swe skoncentrowali w Stanisławowie. Wtedy wojska rosyjskie wzięły miasto szturmem. Caryca Katarzyna II bezskutecznie poszukiwała przyjaźni z Katarzyną z Potockich Kossakowską, która mieszkała w Buczaczu. Po odejściu Rosjan, w 1772 r. Stanisławów zajęli Austriacy, którzy zburzyli fortyfikacje (fragmenty przetrwały do dzisiaj), zamek popadł w ruinę, pałac zamieniono na szpital…

Mój Stanisławów

Takie określenie mogą stosować nie tylko potomkowie Stanisława Rewery Potockiego, czy Polacy wypędzeni ze Stanisławowa po II wojnie światowej na „ziemie odzyskane”. Oprócz Rosjan, Turków i Tatarów o Stanisławów walczyli również Austriacy, Ukraińcy, Węgrzy i Niemcy. Wszystkim to miasto podobało się, starali się go podbić. Z Ukraińcami osiągnięto porozumienie w sojuszu Piłsudski-Petlura. W Stanisławowie Marszałek przebywał po raz drugi 5 września 1920 r., gdzie spotkał się z atamanem Petlurą.

Przed II wojną światową Stanisławów był trzecim co do wielkości (po Lwowie i Krakowie) miastem Małopolski i siedzibą władz wojewódzkich II Rzeczypospolitej. Liczba mieszkańców stanowiła ok. 68 tys. Większość stanowiła ludność żydowska, Polaków było ok. 26 tys., Ukraińców (Rusinów) i innych narodowości – ok. 15 %.

Komuniści zadecydowali w 1962 r., że 300-letnia historia Stanisławowa nie odpowiada ich ideologii. Nie ważne gdzie zapadła taka decyzja: w Stanisławowie, Kijowie czy Moskwie. Jasne, że komunistom też podobał się Stanisławów, ale nie jego historia i nazwa. Walkę z tą historią rozpoczęli jeszcze we wrześniu 1939 r. przez liczne areszty miejscowych Polaków, zwłaszcza spośród inteligencji, oficerów i podoficerów zawodowych i rezerwy, policji, urzędników państwowych i samorządowych, działaczy politycznych i społecznych.

Trudno dokładnie określić liczbę ofiar, które „zniknęły” w kompleksie budynków dawnego Sądu Wojewódzkiego, przystosowanego pod siedzibę NKWD (ob. ul. Sacharowa, d. ul. Bilińskiego) i w stanisławowskim więzieniu. Wiadomo, że stale przebywało tam około 2500 osób. Wychodził stąd mało kto. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. większość z nich wymordowano. Dokumenty NKWD określają liczbę „ubitych” pod czas ewakuacji na ok. 1000 osób. Ponadto, od początku 1940 r. do wiosny 1941 r. miały miejsce masowe deportacje Polaków na wschód Związku Sowieckiego.

Hitlerowcy kontynuowali mordowanie polskiej inteligencji Stanisławowa. Osławiony kat i realizator zagłady stanisławowskich Żydów (ponad 26 tys.) – Hans Krüger przyznał się do tej zbrodni pod czas rozmowy z Karoliną Lanckorońską, aresztowaną w Stanisławowie w maju 1942 r. Większość z nich (ok. 800 osób) rozstrzelano na obrzeżach Czarnego Lasu (k. Stanisławowa). W ub. roku dzięki staraniom Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz dobrej woli lokalnych władz ukraińskich doszło do godnego upamiętnienia tego miejsca.

Większość pozostałych przy życiu miejscowych Polaków opuściła miasto tuż po wojnie (w l.1945-1946). Sowiecka władza komunistyczna rozpoczęła zaś zacieranie śladów polskości. Faktycznie zlikwidowano zabytkowy cmentarz (z 1782 r.) przy ul. Sapieżyńskiej. Na grobach wielu wybitnych Polaków zbudowany został hotel „Ukraina”, szkoła partyjna, teatr i budynek mieszkalny. Z części cmentarza urządzono park miejski. Tragedia tego cmentarza trwała do lat osiemdziesiątych.

Pozamykano i zrabowano wszystkie kościoły. Szczególnej profanacji poddano najdostojniejszą budowlę sakralną – kolegiatę stanisławowską. Stało się to właśnie wraz ze zmianą nazwy miasta w 1962 r. Był to znaczący obiekt polskiej pamięci narodowej. Wraz z jego zamknięciem miejscowych katolików obrządku rzymskiego pozbawiono ostatniej świątyni na całym obszarze obwodu stanisławowskiego. Bogate wyposażenie świątyni (obok głównego ołtarza było 12 ołtarzy bocznych) wyrzucano jako śmiecie.

Szczątki dobroczyńców miasta również wyrzucono z mauzoleum Potockich, które znajdowało się w podziemiach kolegiaty. W tym Stanisława Potockiego, poległego 12 września 1683 r. pod Wiedniem. To on uzyskał dla kolegiaty w 1680 r. od papieża Innocentego XI relikwie św. Wincentego. Serce tego bohatera Odsieczy Wiedeńskiej przed pogrzebem zostało złożone w kościele kapucynów w Wiedniu, głównej nekropolii Habsburgów. W kolegiacie w 1691 r. pochowany był również jego ojciec Andrzej Potocki, a w kilka lat później – jego żona Anna z Rysińskich. W 1751 r. okazały pogrzeb miał tu drugi syn Andrzeja, Józef Potocki. Spoczęła tutaj też jego żona Wiktoria z Leszczyńskich oraz inni członkowie rodu.

W tym samym 1962 r. roku w Republice Federalnej Niemiec aresztowano Hansa Krügera. Skazano go na dożywocie. Za przestępstwa komunistyczne nikt nie poniósł odpowiedzialności…

W gmachu kolegiaty urządzono najpierw Muzeum Nafty i Gazu. Obecnie (po upadku Związku Sowieckiego) funkcjonuje tu (państwowe) Muzeum Sztuki Sakralnej. Wieże kolegiaty pozbawiono krzyży. Jeden z krzyży niedawno… leżał w przedsionku. Po wejściu, żeby pomodlić się, nawet ochrzczonym tam np. w latach 1961, 1960, 1959…, trzeba zapłacić 3 hrywny.

Przed 350. rocznicą założenia Stanisławowa

Z terminologią obecnie są problemy. W 1962 r. nie wszyscy mieszkańcy zgodzili się na zmianę nazwy miasta na Iwano-Frankowsk, pomimo że Polaków prawie już nie było. Nadal, na co dzień często używano nazwę Stanisławów. Tak trwa do dziś, możliwe przez to, że życiorys oraz twórczość Iwana Franki w żadnym stopniu nie były powiązane ze Stanisławowem.

Po upadku Związku Sowieckiego częściej przypomina się historię. Ale czy nie śmiesznie brzmi zdanie zdanie: „W tym roku Iwano-Frankowsk obchodzi swoje 350-lecie…”? Jurij Andruchowycz – ukraiński intelektualista, poeta i pisarz, znany również w Polsce i na Zachodzie, sam pochodzący z grodu Rewery, zaproponował, by centralną, zabytkową część miasta znów nazwać Stanisławowem, a współczesne osiedla na obrzeżach – Iwano-Frankowskiem. Może to jest nienajgorszy pomysł?

Budowlańców w Iwano-Frankowsku jest pod dostatkiem. Natomiast widocznie brakuje rekonstruktorów oraz konserwatorów Stanisławowa, a może po prostu dobrej woli i miłości ku własnej historii. Stojąc przed kolegiatą stanisławowską w dwadzieścia lat po upadku Związku Sowieckiego jest co wspominać. Można też modlić się np. o wstawiennictwo św. Wincentego w intencji zwrotu świątyni wiernym.

Urzędowe delegacje z Kijowa, od czasu do czasu odwiedzające miasto, temu nie przeszkadzają, omijając uwagą tę świątynię. Możliwe, że większość delegatów spieszy się odpocząć w pobliskich Karpatach, gdzie ostatnio zbudowano wiele domów wypoczynkowych. Wszystkich można i trzeba zrozumieć (po chrześcijańsku). Trudno też spodziewać się wzajemności, przecież każdy ma swój wymiar wartości.

Warto jednak przypomnieć fragment „Trylogii” Henryka Sienkiewicza, o pogrzebie Pana Wołodyjowskiego, który autor umieścił właśnie w stanisławowskiej kolegiacie. „Wszystkie dzwony biły w kolegiacie. Kościół zapełniony był tłumem szlachty i żołnierzy, którzy ostatni raz chcieli rzucić okiem na trumnę Hektora Kamienieckiego i pierwszego Rzeczypospolitej kawalera”. Ktoś, w innym być może czasie, przypominał o ślubie generała Władysława Sikorskiego przed ołtarzem tej świątyni… Ktoś pamięta stale o własnym tam ochrzczeniu. W każdym bądź razie w końcu stają się bardziej zrozumiałe słowa proroctwa Zbigniewa Herberta: „(…) w końcu zostanie kamień/na którym mnie rodzono”.

W roku jubileuszowym warto przypomnieć też inną poezję, autorstwa Marii Konopnickiej: „(…) duch będzie nam hetmanił. Tak nam dopomóż Bóg”. Tak nam dopomóż Bóg!

Aleksander Niewiński

Kuriergalicyjski.com

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz