Łotwa – granica historii

W Rydze koszmar drugiej wojny światowej ciągle nawiedza wspomnienia, których obecność kreśli granicę na tle Europy.

„Kiedy rzeka rozpoczyna swój bieg nanosi dużo błota i potrzeba wiele czasu, żeby jej wody się oczyściły”- mówi Antanas Puzauskas, litewski artysta, nawiązując do historii swojego regionu. Przybywając do Rygi, stolicy Łotwy zanurzamy się w historii. Sprzyja jej także otoczenie, takie jak budynek Akademii Nauk, przypominający owe moskiewskie katedry komunizmu, będące znakiem imperialnego State Building.

Akademicki bufet daje okazję, by rzucić okiem na homo sovieticus. Ściany pomieszczenia pokrywa bliżej nieokreślona zielona farba, a żyrandole z lat 60. najeżone są w większości starymi żarówkami. Słabe oświetlenie przypomina to z dworcowego peronu. Pomarańczowe obrusy, czerwone skajowe siedzenia, dżungla plastikowych roślin o pożółkłej zieleni.

W ten obraz bardzo dobrze wpisują się ludzie. Kelnerki noszą spodnie, przypominające rosyjski okres pańszczyzny. Podobnie jest ubrany „technik utrzymania czystości”, pchający ospale wózek w supermarkecie. Konsumenci hałasują stukając w talerze zupy, w której pływa parę kawałków mięsa. Zjadają wszystko, łącznie z liściem sałaty i plasterkiem cytryny.

Miniony czas oddaje również atmosfera panująca na ulicach. Ryga pachnie zimnym tytoniem komunizmu. Lampki w „sputnikowym” stylu, przyświecające podczas zimowych głębokich nocy, strapione i nieustępliwe spojrzenia, szare ulice, gdzie taksówkarze kłócą się na chodnikach.

Wszędzie błąkają się duchy przeszłości. W XX wieku Łotwa straciła połowę ludności… Od dziesięciu wieków, wszyscy wpływowi sąsiedzi tych bałtyckich krajów (Szwecja, Niemcy i Rosja) przyzwyczaili się do przeprowadzania tu podbojów, masakrując przy tym rdzennych mieszkańców średnio dwa razy w każdym stuleciu. Dwa potwory – Hitler i Stalin potraktowały Łotwę z niespotykanym okrucieństwem.

Wspomnienie czasu rozpaczy

W Europie Zachodniej, nie wspomina się już w rozmowach o II wojnie światowej. To historia naszych starszych rodziców czy dziadków. W Rydze trzeba cofnąć wskazówki zegara. Młodzi w wieku 40 lat opowiadają o swoich deportowanych na Syberię ojcach i matkach, wysłanych z niczym, wraz dziesiątkami innych osób w środku zimy albo o stłoczonych w gułagach na sowieckim Dalekim Wschodzie. Te zbrodnie zaważyły na ich osobistych, do dziś żywych wspomnieniach.

Pamięć tego czasu powraca nagle wraz z komunistyczną dyktaturą – wcieleniem nienawiści do demokracji, z kultem przywódcy, fascynacją władzy, nihilistycznym pragnieniem podziału ustalonych przez przodków społeczeństw, a także chęcią kontrolowania inteligencji i przekształcenia jednostek w roboty i niewolników.

Ostatni żołnierz Armii Czerwonej opuścił Łotwę piętnaście lat temu. Opustoszały, ogromny budynek KGB, jak zbędne widmo, znajduje się na ryskim skrzyżowaniu ulic Brvibas i Stabu. Można zwiedzić jego piwnice, cele tortur, a także tę, w której zamordowano 25 osób w ciągu jednej nocy. Tutaj wchodziło się, żeby umrzeć albo być zesłanym do gułagu.

Ta rzeczywistość fizycznie zniknęła, ale nadal żyje w sercach i pamięci. Miażdży i dusi dziesiątki milionów osób w Europie Centralnej. Uderzająca różnica pomiędzy Europą Zachodnią a Wschodnią i Centralną tkwi właśnie w historii. To stanowi realną granicę w Europie, bez wątpienia najważniejszą. Także na Łotwie historia stanowi aktualny problem, o czym mówią młodzi i starsi.

Jak utkać historię

Umieszczone w samym sercu Rygi muzeum okupacji nie ma przestronnego wejścia. Tym samym mówi o długoletnim zamknięciu, symbolizującym Łotwę w latach 1940 – 1991. Trzy okupacje: najpierw nadeszła stalinowska Armia Czerwona w latach 1940-1941. Podczas gdy Hitler zakończył walkę z Francją, Stalin zagarnął kraje bałtyckie, zgodnie ze swoją dewizą „Im więcej osób, tym więcej problemów”. Elity lokalne zostały wymordowane. 14 czerwca 1941 roku 15 500 Łotyszy, 11 000 Estończyków i 21 000 Litwinów zostało deportowanych. Nieliczni powrócili.

22 czerwca Hitler rzuca wyzwanie Stalinowi i rusza na podbój Rosji. Łotysze przyjmują nazistów jako wyzwolicieli, mając nadzieję na odzyskanie niepodległości. Ich entuzjazm szybko został ostudzony, kiedy państwo przyłączono do Ostlandu, nazistowskiej administracji przygotowującej kolonizację. Wehrmacht wystąpił z propagandą nienawiści, skierowaną w stronę Żydów i komunistów. Natychmiast rozpoczyna się Holokaust, który zakończył się miesiąc przed konferencją w Wansee, w trakcie której ustalono „ostateczne rozwiązanie”. Łotewscy współpracownicy, z Viktorem Arajsem na czele, pomagali nazistom w mordzie dokonanym na 70 000 łotewskich Żydów. Następnie Niemcy wcielili młodych Łotyszy do swojej armii. 115 000 mieszkańców służyło im za mięso armatnie. W odwecie 100 000 Łotyszy zaciągnęło się do Armii Czerwonej.

Kiedy Europa Zachodnia świętowała koniec wojennego koszmaru, dla Łotyszy rozpoczął się on od nowa. Stalin i Sowieci ponownie opanowali Rygę, pamiętając o współpracy Łotyszy z faszystami. Deportacje objęły wyższe szczeble, W marcu 1949 roku deportowano 42 000 Łotyszy (a łącznie 95 000 mieszkańców z wszystkich trzech krajów bałtyckich). Ta okupacja trwała 44 lata. To ona świadczy o nastrojach, gdyż deportowani mieszkańcy zostali zastąpieni przez Rosjan. Łotwa, podobnie jak inne kraje bałtyckie wraz ze swoimi portami jest oknem Związku Sowieckiego na Bałtyk.

Nawet po osiemnastu latach od rewolucji, która zmusiła Sowietów do uznania niepodległości krajów bałtyckich 35 % mieszkańców Łotwy jest rosyjskojęzyczna, z czego 2/3 mieszkają w Rydze. Ludność styka się z dwiema kulturami, dwiema interpretacjami historii. Dla Rosjan, będących Słowianami naziści byli potworami. Dla Łotyszy, będących bałtami, nic nie może się równać z dzikością sowieckich komunistów. Kwestia tożsamości jest na Łotwie dość prostym równaniem. Przy czym obie społeczności starają się ze sobą rozmawiać. Przyczyniła się do tego Europa, ustanawiając ten dialog, w celu przyłączenia kraju do Unii Europejskiej. Łotysze uznali więc paszporty rosyjskojęzycznych obywateli, a ci z kolei zintegrowali się w nowym kraju.

Według relacji Anrejsa Hotejevsa, dziennikarza poczytnego rosyjskiego dziennika „Telegraf” oraz prezydenta Rygi, Nilsa Usakovsa stosunki pomiędzy dwoma wspólnotami są na dobrej drodze, o czym świadczą coraz liczniejsze mieszane małżeństwa: „W tym względzie nic nie stoi na przeszkodzie! Uczymy się odkładać na bok rzeczy niewybaczalne, to jedyny sposób budowania naszej wspólnej historii. Uczymy się także innych rzeczy, gdyż na przykład w ciągu ostatnich piętnastu lat konsumowaliśmy jak na Zachodzie, a pracowaliśmy jak na Wschodzie. Potrzebujemy rozwoju, dla nas, rosyjskojęzycznych, Rosja jest problemem mentalności”- konstatuje dziennikarz.

Źródło: Le Figaro

http://www.lefigaro.fr/voyages/2009/12/22/03007-20091222ARTFIG00011-lettonie-la-frontiere-de-l-histoire-.php

Oprac. i tłum: Anna Pluta

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz