Twoj dziadek mial racje i rada na to jest jedna: wstac z czworaka, zacisnac posladki i na poczatek dawac w pysk kazdemu kto probuje dobrac sie do tylka, przestac zachowywac sie jak ulicznica ktora szuka alfonsa do ochrony, olac niezauwazalnie i z klasa amerykanow i niemiaszkow i pomyslec kogo latwiej jest tu wykorzystac do wlasnych celow – ruskich czy ukrow?
@ Vileyko pomijam analogię o ulicznicy, która wydaje mi się “specyficzna”. Nie mniej Polska nie prowadzi w tej chwili polityki zagranicznej – bo jest w niej ubezwłasnowolniona przez “elity polityczne” podległe na pewno nie Narodowi Polskiemu. A z drugiej strony Nasz potencjał jest ograniczony przez polityków – proszę sobie wyobrazić taki “wileński krym” -“nasi” politycy prześcigali by sie w mediach do kto bardziej jest winny i odpowiada za tą “zbrodnie stanu”. Bez głębokich zmian prawnych i politycznych – nasz potencjał pozostanie po prostu niewielki.
Ładnie napisane ale nierealne do wykonania. Musimy lojalnie trzymać się nie lojalnych Amerykanów i/lub Niemców. Co do Rosjan i Ukraińców to nie mam obecnie – po praniu mózgu – żadnych pomysłów. Ale chyba warto ruskich z szacunkiem starać się wykorzystać a ukraińskich banderowców regularnie napieprzać. Może to wpłynie na odbudowanie naszego auto szacunku. Czy zawsze jednak powiedzenie mojego dziadka jest aktualne?
Podstawowa rzecz, to widzieć rzeczy takimi jakie one są. Polska jest zachodnią kolonią (Zachód to zrąb rządu światowego zapowiadanego przez Jamesa Warburga w 1950 roku), brutalnie eksploatowaną i niemającą nic do powiedzenia. Zatem jakiekolwiek apele dotyczące polityki wschodniej nie mają sensu. Polska polityka wschodnia decyduje się poza Polską. Elementarnym zadaniem jest wywalczenie AUTONOMII. Niestety na skutek zmasowanej propagandy Polakom wygniły mózgi. Polak jest dłużnikiem zachodnich banków, podlega prawu unijnemu, płaci na zakupy amerykańskiego uzbrojenia i podlega amerykańskiej propagandzie. A jednak ten Polak potrafi żyć w przeświadczeniu, że Polska to kraj niepodległy wchodzący w dobrowolne “sojusze” – a być może istnieje ryzyko, że sojusznik nas nie obroni. Więcej zrozumienia sytuacji mieli ludzie w PRL. Mało kto traktował ZSRR jako sojusznika i pierdzielił farmozony np. na temat naszej niezależnej polityki wobec RFN.
Władysław Gulewicz Tymczasowość pokoju polsko-ukraińskiego
22 maja 2015 | Publicystyka
28 maja przypada 150. rocznica urodzin Bronisława Pierackiego – polskiego legionisty, uczestnika pierwszej wojny światowej, posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, członka tak zwanej grupy «pułkowników» (najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego podczas przewrotu majowego 1926 r.), ministra spraw wewnętrznych w latach 1932-1934, zamordowanego przez bojówkarza OUN Hryhorija Maciejkę w Warszawie w 1934 r.
Mimo że B. Pieracki uczestniczył w wojnie polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919 – pozostawał zwolennikiem polsko-ukraińskiego pojednania. Ale będąc urzędnikiem państwowym – usiłował osiągnąć ten cel z uwzględnieniem interesów państwa polskiego. Pojednanie to było możliwe tylko pod warunkiem wzajemności, zwłaszcza wyłączając z praktyki walki politycznej po stronie ukraińskiej aktywnych radykałów i ekstremistów.
B. Pieracki pełnił funkcję ministra w stosunkowo niestabilnym okresie historii państwa polskiego. Na terenie całego kraju trwały strajki robotnicze, brutalnie tłumione przez policję. Niestabilności w sferze socjalnej towarzyszyła niestabilność etniczna i polityczna. Przybierała na sile wrogość pomiędzy Polakami i Ukraińcami – mieszkańcami Galicji i Wołynia, wchodzącymi w skład ówczesnej Polski.
Minister B. Pieracki uważał, że w celu zmniejszenia napięcia między dwoma narodami – należałoby nadać ludności ukraińskiej więcej praw w zakresie m.in. dostępu do pełnienia funkcji administracyjnych w organach władzy państwowej. W zamian Ukraińcy musieliby wykazywać lojalność wobec państwa polskiego oraz rozwiązywać własne problemy w zakresie kultury i gospodarki, a nie polityki. Apolityczność ukraińskiego ruchu narodowego – tzn. koncentrację na zapewnieniu wymagań kulturalnych i socjalno-gospodarczych – Pieracki uważał za konieczny warunek i podstawę zbliżenia polsko-ukraińskiego.
W taki sposób automatycznie wyłączał on z dialogu radykalne skrzydło ukraińskiego ruchu narodowego, w tym zwłaszcza OUN, którego przywódcy uważali siebie za czołową polityczną i ideową siłę polskich Ukraińców. Stosując politykę ustępstw B. Pierackiemu udało się wcześniej normalizować stosunki z mniejszością niemiecką i kierownictwo OUN obawiało się, że ludność ukraińska odrzuci ich radykalne metody i wybierze w stosunkach z Warszawą język dyplomacji zamiast kul i bomb.
Minister Pieracki był uważany za wroga, który słodkimi słówkami odwraca Ukraińców od głównego celu – budowy własnego państwa. Właśnie dlatego postąpiono z nim tak, jak trzy lata wcześniej z Tadeuszem Hołówką, jeszcze jednym wybitnym politykiem polskim, zwolennikiem pojednania między Polakami i Ukraińcami. Zabójców Hołówki udało się złapać i ukarać śmiercią, zabójca Pierackiego uniknął kary i wyemigrował do Argentyny, gdzie zmarł w 1966 r.
A zatem, przyczyną zguby obu polityków stało się ich pragnienie normalizacji stosunków polsko-ukraińskich. Wiadomo, że Tadeusz Hołówko był zwolennikiem antyrosyjskiej idei prometeizmu, w jego planach poczesne miejsce było zastrzeżone i dla Ukrainy. Radykałowie ukraińscy tego nie docenili, jak nie doceniają oni teraz wsparcia, które Polska udziela Ukrainie w istniejącej sytuacji.
Dzisiejsza Ukraina żyje według zasad przeciwnych poglądom Pierackiego i Hołówki. Radykalizm jest częścią ukraińskiego ruchu narodowego i stał się nawet jego podstawowym elementem. Bez radykalizmu nie ma ukraińskiego nacjonalizmu. Nie istnieje pojęcie “umiarkowany nacjonalizm ukraiński”, ponieważ on zawsze przekształca się w ekstremizm i odwrotnie. Nacjonalizm ukraiński nieuchronnie pozostanie ekstremistycznym, gdyż bez ekstremizmu znika niezbędność samego ukraińskiego nacjonalizmu. Bez radykalizmu nacjonalizm ukraiński zacznie się zbliżać do swoich oponentów (bądź to w Polsce, czy w Rosji), bo brak ekstremizmu zakłada gotowość do wysłuchania i zrozumienia swego oponenta.
Wpływ cywilizacyjny Polski i Rosji jest na tyle wielki, że pozbawiony radykalizmu nacjonalizm ukraiński po prostu zniknie w kulturowych i politycznych koncepcjach tych państw. Może on pozostać przy życiu tylko drogą rozpalania permanentnej wrogości wobec obu tych nacji oraz używania wyłącznie języka nienawiści. Dlatego pojednanie ukraińskich nacjonalistów z Polską może być tylko tymczasowym i tylko sytuacyjnym.
Nacjonalizm ukraiński nie może sobie pozwolić na zrzeczenie się tak polonofobii, jak i rusofobii. Żyje on tylko dopóty, dopóki istnieją sprzeczności między Polską a Rosją, grając na których przedłuża swój nikczemny czas. Antyrosyjskie poglądy Hołówki miały być dla niego gwarancją bezpieczeństwa przed działaniami OUN, gdy tymczasem dały efekt odwrotny. Nacjonalizm ukraiński nie chce pokoju ani z Polską, ani z Rosją, bo nacjonalizm ukraiński – to polityczny wampir, który żywi się energią wrogości pomiędzy Warszawą i Moskwą.
Społeczeństwo ukraińskie osiągnęło dziś przerażający poziom radykalizacji. Ideowi spadkobiercy mordercy ministra Bronisława Pierackiego siedzą w Radzie najwyższej, MSW, Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ministerstwie obrony Ukrainy itd. Paramilitarne oddziały ukraińskich nacjonalistów – w tym batalion UPA – walczą przeciwko ludności Donbasu obok jednostek regularniej armii Ukrainy.
Ideologiczne oblicze tych oddziałów również się nie zmieniło. Jak wcześniej uznają tylko język zamachów i mordów. Organizacja Sicz Karpacka (klon OUN na Zakarpaciu) grozi pozabijaniem węgierskich polityków z partii Jobbik. Zabity na Donbassie pod Iłowajskiem w sierpniu 2014 r. Amerykanin pochodzenia ukraińskiego, Mark Pasławskij, który wyróżniał się tym, że w okrutny sposób traktował jeńców z oddziałów ochotniczych, okazał się krewnym założyciela służby bezpieczeństwa UPA Mykoły Łebedia, mającego związek z zabójstwem ministra Pierackiego.
Bronisław Pieracki pochodził z wielodzietnej rodziny. Jego brat Kazimierz zginął w Oświęcimiu, zamęczony przez hitlerowców, z którymi współpracowała OUN. Poglądy działaczy OUN w wielu kwestiach zgadzały się z poglądami Führera…
Dzisiaj na Ukrainie na zabójców Pierackiego patrzy się jak na bohaterów. Artykuł w ukraińskojęzycznej wersji Wikipedii mówi, że ministra zabili “mściciele z OUN” i ani słowa o zbrodniczym charakterze tej organizacji. Po podpisaniu przez prezydenta Poroszenkę dekretu o heroizacji OUN-UPA, każdy maniak należący do tej organizacji automatycznie staje się bohaterem narodowym i bojownikiem o światłą przyszłość Ukrainy.
Ale jaką przyszłość może mieć Ukraina, jeśli dziś do władzy dochodzą tam tacy sami ludzie, jak zabójcy ministra Pierackiego? W kraju panuje neobanderowski obłęd, a rząd w Kijowie, aby przetrwać… szuka poparcia w Polsce. Polityka ukraińska jest obłudna: na wewnętrznej scenie trwa gloryfikacja katów z OUN-UPA, a na scenie polityki międzynarodowej – zapewnienia o niedopuszczalności wskrzeszenia nazizmu, oraz o przestrzeganiu zasad demokracji.
Kijów potrzebuje Polski tylko dopóki trwają działania bojowe w Donbasie. Kiedy ustaną – nie trzeba będzie długo czekać aż ukraińscy nacjonaliści wbiją jadowite żądło w ciało Polski.
Bawi mnie ten tekst. Śmieszna Polska ma niby przeciwstawić się Niemcom czy USA ? Z czym do ludzi ? Bieda, nędza i syf przeciw potęgom większym niż Rosija ? pudelek moze jedynie pomachać ogonkiem i zrobić to co wilk każe.
Więc jaka diagnoza wynika z tego dla nas? Mój dziadek mówił: “Jak byś się nie obrócił, to tyłek zawsze będziesz miał z tyłu”…
Twoj dziadek mial racje i rada na to jest jedna: wstac z czworaka, zacisnac posladki i na poczatek dawac w pysk kazdemu kto probuje dobrac sie do tylka, przestac zachowywac sie jak ulicznica ktora szuka alfonsa do ochrony, olac niezauwazalnie i z klasa amerykanow i niemiaszkow i pomyslec kogo latwiej jest tu wykorzystac do wlasnych celow – ruskich czy ukrow?
@ Vileyko pomijam analogię o ulicznicy, która wydaje mi się “specyficzna”. Nie mniej Polska nie prowadzi w tej chwili polityki zagranicznej – bo jest w niej ubezwłasnowolniona przez “elity polityczne” podległe na pewno nie Narodowi Polskiemu. A z drugiej strony Nasz potencjał jest ograniczony przez polityków – proszę sobie wyobrazić taki “wileński krym” -“nasi” politycy prześcigali by sie w mediach do kto bardziej jest winny i odpowiada za tą “zbrodnie stanu”. Bez głębokich zmian prawnych i politycznych – nasz potencjał pozostanie po prostu niewielki.
Ładnie napisane ale nierealne do wykonania. Musimy lojalnie trzymać się nie lojalnych Amerykanów i/lub Niemców. Co do Rosjan i Ukraińców to nie mam obecnie – po praniu mózgu – żadnych pomysłów. Ale chyba warto ruskich z szacunkiem starać się wykorzystać a ukraińskich banderowców regularnie napieprzać. Może to wpłynie na odbudowanie naszego auto szacunku. Czy zawsze jednak powiedzenie mojego dziadka jest aktualne?
Podstawowa rzecz, to widzieć rzeczy takimi jakie one są. Polska jest zachodnią kolonią (Zachód to zrąb rządu światowego zapowiadanego przez Jamesa Warburga w 1950 roku), brutalnie eksploatowaną i niemającą nic do powiedzenia. Zatem jakiekolwiek apele dotyczące polityki wschodniej nie mają sensu. Polska polityka wschodnia decyduje się poza Polską. Elementarnym zadaniem jest wywalczenie AUTONOMII. Niestety na skutek zmasowanej propagandy Polakom wygniły mózgi. Polak jest dłużnikiem zachodnich banków, podlega prawu unijnemu, płaci na zakupy amerykańskiego uzbrojenia i podlega amerykańskiej propagandzie. A jednak ten Polak potrafi żyć w przeświadczeniu, że Polska to kraj niepodległy wchodzący w dobrowolne “sojusze” – a być może istnieje ryzyko, że sojusznik nas nie obroni. Więcej zrozumienia sytuacji mieli ludzie w PRL. Mało kto traktował ZSRR jako sojusznika i pierdzielił farmozony np. na temat naszej niezależnej polityki wobec RFN.
@żal – już odwalone 15 propagandowych pogadanek typu wytnij-wklej, lewaku?
Władysław Gulewicz Tymczasowość pokoju polsko-ukraińskiego
22 maja 2015 | Publicystyka
28 maja przypada 150. rocznica urodzin Bronisława Pierackiego – polskiego legionisty, uczestnika pierwszej wojny światowej, posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, członka tak zwanej grupy «pułkowników» (najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego podczas przewrotu majowego 1926 r.), ministra spraw wewnętrznych w latach 1932-1934, zamordowanego przez bojówkarza OUN Hryhorija Maciejkę w Warszawie w 1934 r.
Mimo że B. Pieracki uczestniczył w wojnie polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919 – pozostawał zwolennikiem polsko-ukraińskiego pojednania. Ale będąc urzędnikiem państwowym – usiłował osiągnąć ten cel z uwzględnieniem interesów państwa polskiego. Pojednanie to było możliwe tylko pod warunkiem wzajemności, zwłaszcza wyłączając z praktyki walki politycznej po stronie ukraińskiej aktywnych radykałów i ekstremistów.
B. Pieracki pełnił funkcję ministra w stosunkowo niestabilnym okresie historii państwa polskiego. Na terenie całego kraju trwały strajki robotnicze, brutalnie tłumione przez policję. Niestabilności w sferze socjalnej towarzyszyła niestabilność etniczna i polityczna. Przybierała na sile wrogość pomiędzy Polakami i Ukraińcami – mieszkańcami Galicji i Wołynia, wchodzącymi w skład ówczesnej Polski.
Minister B. Pieracki uważał, że w celu zmniejszenia napięcia między dwoma narodami – należałoby nadać ludności ukraińskiej więcej praw w zakresie m.in. dostępu do pełnienia funkcji administracyjnych w organach władzy państwowej. W zamian Ukraińcy musieliby wykazywać lojalność wobec państwa polskiego oraz rozwiązywać własne problemy w zakresie kultury i gospodarki, a nie polityki. Apolityczność ukraińskiego ruchu narodowego – tzn. koncentrację na zapewnieniu wymagań kulturalnych i socjalno-gospodarczych – Pieracki uważał za konieczny warunek i podstawę zbliżenia polsko-ukraińskiego.
W taki sposób automatycznie wyłączał on z dialogu radykalne skrzydło ukraińskiego ruchu narodowego, w tym zwłaszcza OUN, którego przywódcy uważali siebie za czołową polityczną i ideową siłę polskich Ukraińców. Stosując politykę ustępstw B. Pierackiemu udało się wcześniej normalizować stosunki z mniejszością niemiecką i kierownictwo OUN obawiało się, że ludność ukraińska odrzuci ich radykalne metody i wybierze w stosunkach z Warszawą język dyplomacji zamiast kul i bomb.
Minister Pieracki był uważany za wroga, który słodkimi słówkami odwraca Ukraińców od głównego celu – budowy własnego państwa. Właśnie dlatego postąpiono z nim tak, jak trzy lata wcześniej z Tadeuszem Hołówką, jeszcze jednym wybitnym politykiem polskim, zwolennikiem pojednania między Polakami i Ukraińcami. Zabójców Hołówki udało się złapać i ukarać śmiercią, zabójca Pierackiego uniknął kary i wyemigrował do Argentyny, gdzie zmarł w 1966 r.
A zatem, przyczyną zguby obu polityków stało się ich pragnienie normalizacji stosunków polsko-ukraińskich. Wiadomo, że Tadeusz Hołówko był zwolennikiem antyrosyjskiej idei prometeizmu, w jego planach poczesne miejsce było zastrzeżone i dla Ukrainy. Radykałowie ukraińscy tego nie docenili, jak nie doceniają oni teraz wsparcia, które Polska udziela Ukrainie w istniejącej sytuacji.
Dzisiejsza Ukraina żyje według zasad przeciwnych poglądom Pierackiego i Hołówki. Radykalizm jest częścią ukraińskiego ruchu narodowego i stał się nawet jego podstawowym elementem. Bez radykalizmu nie ma ukraińskiego nacjonalizmu. Nie istnieje pojęcie “umiarkowany nacjonalizm ukraiński”, ponieważ on zawsze przekształca się w ekstremizm i odwrotnie. Nacjonalizm ukraiński nieuchronnie pozostanie ekstremistycznym, gdyż bez ekstremizmu znika niezbędność samego ukraińskiego nacjonalizmu. Bez radykalizmu nacjonalizm ukraiński zacznie się zbliżać do swoich oponentów (bądź to w Polsce, czy w Rosji), bo brak ekstremizmu zakłada gotowość do wysłuchania i zrozumienia swego oponenta.
Wpływ cywilizacyjny Polski i Rosji jest na tyle wielki, że pozbawiony radykalizmu nacjonalizm ukraiński po prostu zniknie w kulturowych i politycznych koncepcjach tych państw. Może on pozostać przy życiu tylko drogą rozpalania permanentnej wrogości wobec obu tych nacji oraz używania wyłącznie języka nienawiści. Dlatego pojednanie ukraińskich nacjonalistów z Polską może być tylko tymczasowym i tylko sytuacyjnym.
Nacjonalizm ukraiński nie może sobie pozwolić na zrzeczenie się tak polonofobii, jak i rusofobii. Żyje on tylko dopóty, dopóki istnieją sprzeczności między Polską a Rosją, grając na których przedłuża swój nikczemny czas. Antyrosyjskie poglądy Hołówki miały być dla niego gwarancją bezpieczeństwa przed działaniami OUN, gdy tymczasem dały efekt odwrotny. Nacjonalizm ukraiński nie chce pokoju ani z Polską, ani z Rosją, bo nacjonalizm ukraiński – to polityczny wampir, który żywi się energią wrogości pomiędzy Warszawą i Moskwą.
Społeczeństwo ukraińskie osiągnęło dziś przerażający poziom radykalizacji. Ideowi spadkobiercy mordercy ministra Bronisława Pierackiego siedzą w Radzie najwyższej, MSW, Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ministerstwie obrony Ukrainy itd. Paramilitarne oddziały ukraińskich nacjonalistów – w tym batalion UPA – walczą przeciwko ludności Donbasu obok jednostek regularniej armii Ukrainy.
Ideologiczne oblicze tych oddziałów również się nie zmieniło. Jak wcześniej uznają tylko język zamachów i mordów. Organizacja Sicz Karpacka (klon OUN na Zakarpaciu) grozi pozabijaniem węgierskich polityków z partii Jobbik. Zabity na Donbassie pod Iłowajskiem w sierpniu 2014 r. Amerykanin pochodzenia ukraińskiego, Mark Pasławskij, który wyróżniał się tym, że w okrutny sposób traktował jeńców z oddziałów ochotniczych, okazał się krewnym założyciela służby bezpieczeństwa UPA Mykoły Łebedia, mającego związek z zabójstwem ministra Pierackiego.
Bronisław Pieracki pochodził z wielodzietnej rodziny. Jego brat Kazimierz zginął w Oświęcimiu, zamęczony przez hitlerowców, z którymi współpracowała OUN. Poglądy działaczy OUN w wielu kwestiach zgadzały się z poglądami Führera…
Dzisiaj na Ukrainie na zabójców Pierackiego patrzy się jak na bohaterów. Artykuł w ukraińskojęzycznej wersji Wikipedii mówi, że ministra zabili “mściciele z OUN” i ani słowa o zbrodniczym charakterze tej organizacji. Po podpisaniu przez prezydenta Poroszenkę dekretu o heroizacji OUN-UPA, każdy maniak należący do tej organizacji automatycznie staje się bohaterem narodowym i bojownikiem o światłą przyszłość Ukrainy.
Ale jaką przyszłość może mieć Ukraina, jeśli dziś do władzy dochodzą tam tacy sami ludzie, jak zabójcy ministra Pierackiego? W kraju panuje neobanderowski obłęd, a rząd w Kijowie, aby przetrwać… szuka poparcia w Polsce. Polityka ukraińska jest obłudna: na wewnętrznej scenie trwa gloryfikacja katów z OUN-UPA, a na scenie polityki międzynarodowej – zapewnienia o niedopuszczalności wskrzeszenia nazizmu, oraz o przestrzeganiu zasad demokracji.
Kijów potrzebuje Polski tylko dopóki trwają działania bojowe w Donbasie. Kiedy ustaną – nie trzeba będzie długo czekać aż ukraińscy nacjonaliści wbiją jadowite żądło w ciało Polski.
Władysław Gulewicz
Bawi mnie ten tekst. Śmieszna Polska ma niby przeciwstawić się Niemcom czy USA ? Z czym do ludzi ? Bieda, nędza i syf przeciw potęgom większym niż Rosija ? pudelek moze jedynie pomachać ogonkiem i zrobić to co wilk każe.