Kiedyś kultura koczownicza, która przeciwstawiła się hordzie Mongołów i armii sowieckiej, staje teraz w obliczu masowej emigracji, która może doprowadzić do jej wyginięcia.

Przez pokolenia, życie w Temir Kanat było spokojne. Wysoko w górach Tien Szan, tysiąc mieszkańców prowadzi niezmienne życie na jailoos – położonych wysoko w górach pastwiskach zajętych przez cenne stada koni i wyszkolone do polowania orły.

Ale tam gdzie Tamerlan i komisarze Kremla ponieśli porażkę, istnieje zatrważający dowód na to, że wiekom tradycji i kultury jak nigdy zagraża bieda i przymusowe przebudzenie wędrownych instynktów Kirgizów – doprowadzające do tego, że cała generacja młodych mężczyzn opuszcza wiejskie tereny, aby znaleźć pracę zagranicą.

Przy wiejskim bezrobociu na wysokim poziomie i niegdyś kwitnącą gospodarką sąsiadującej Rosji i Kazachstanu, z kraju wyjechało około 800 000 Kirgizów, w tym głównie mężczyzn w wieku od 18 do 35 lat. Społeczność Temir Kanat, gdzie 75% ludności zdolnej do pracy wyjechała, jest gorzkim świadectwem tego, co się stanie z tymi, którzy zostali.

O tej porze roku przy temperaturach, które średnio osiągają minus 15 stopni i regularnie spadają do minus 40 stopni Celsjusza, ciężar utrzymania pada na stare, pomarszczone babcie i ich mizerne emerytury wynoszące zaledwie równowartość 25 funtów.

W rezultacie wioska Temir Kanat, której nazwa oznacza skrzydło z metalu, jest wymarłym miejscem. Takich miasteczek są tysiące. Są one zamieszkane prawie w całości przez ludzi bardzo starych i bardzo młodych. Zwierzęta hodowlane oraz produkcja takich produktów jak kumys – uwielbiany napój sporządzany ze sfermentowanego mleka klaczy – powoli przestają wystarczać ludziom i zanikają.

Opatulona w kilka warstw kolorowej filcowanej wełny, którą mieszkańcy noszą, aby ochronić się przed przenikającym zimnem, siedemdziesięcioczteroletnia Kaken Kirgizowa mówi ‚Mój syn wyjechał, aby pracować w mieście. Opiekuję się trójką wnuków. To mój obowiązek. Syn nie może przesyłać nam pieniędzy, więc musi nam wystarczyć moja emerytura – 1600 som miesięcznie (23 funty). Jest ciężko. Spożywamy kluski i herbatę, bo nie mogę już więcej zajmować się uprawą. Ogień podtrzymujemy łajnem zwierząt. Tyle pozostało z naszego życia.’ Siedząc naprzeciw misternie plecionych filcowanych dywanów, znanych jako szyldaki, oraz stosu ziarna, którego pilnuje dla sąsiada, Kaken pokazuje swój majątek. Kaken dzieli jeden pokój z sąsiadami i walczy o to, aby jej dwie wnuczki i wnuk mogli chodzić naprzemian do szkoły. Bolsunbek, jej trzynastoletni wnuk, szczerze mówi o tym, co chce robić jak dorośnie ‚Chcę dołączyć do mojego taty jako budowlaniec. Chcę stąd wyjechać.’

Ten cykl odjazdów zaczyna źle wpływać na obyczaje, które utrzymują kulturę jednego z najmniej znanych państw centralnej Azji, gdzie ludzie wciąż polują z orłami. Zabierają małe pisklęta z gniazd i uczą je żyć z ludźmi.

O tym, że nowoczesność poniosła porażkę wśród Kirgizów świadczy fakt, że obsesją narodową jest nadal tradycyjna gra Buzkaszi, znana też jako Kok Boru. Słynący ze swoich umiejętności jeździeckich Kirgizi grają przez cały rok w tę formę polo, w której ‚piłką’ jest kozioł z obciętą głową. Walczą oni o posiadanie jego zwłok, a następnie, aby zdobyć punkt muszą je umieścić na ulepionym z ziemi podwyższeniu.

Przeciwnicy autokratycznego rządu Kirgistanu krytykują trend panujący wśród młodych mężczyzn. Twierdzą oni, że władze są zadowolone z wyjazdu młodych ludzi, ponieważ to likwiduje tę warstwę społeczeństwa, która miałaby największe szanse doprowadzić do buntu. Wyjazd tak wielu mężczyzn oznacza, że zmniejsza się ilość gotowych do pracy na ‚jailoo’ i kontynuowania tradycji. Już teraz rodziny muszą radzić sobie z ich nieobecnością i płacić pasterzom, aby doglądali zwierząt, w tym stada koni hodowanych do jazdy, ale również na mięso.

Siedemdziesięcioośmioletni Salamat Omurow, mieszkający w wiosce ‚akasal’ (co dosłownie oznacza ‚biała broda’) spędził całe życie wypasając zwierzęta na otaczających wioskę pastwiskach i mieszkając w tradycyjnych jurtach lub filcowych namiotach w czasie lata. Omurow z żalem mówi: ‚Dawniej umiejętności wypasania zwierząt, polowania i jazdy konnej były przekazywane wnukom przez dziadków. Jakie dziecko spędzi teraz 40 lat w tym samym miejscu, aby zajmować się wyszkolonym do polowania orłem?’

Z powodu zachowanych w naturalnym stanie terenów górskich, które dzieli z Kazachstanem, Chinami, Tadżykistanem i Uzbekistanem, Kirgistan nazywany jest ‚Szwajcarią Azji Środkowej.’ Ale oprócz przewagi liczebnej śnieżnych szczytów, w tym nieprzystępnego pasma Tien-Szan, które góruje nad Temir Kanat i oddziela kraj od Chin na wschodzie, Kirgistan jest legendarnym państwem z czterdziestoma plemionami, które niewiele przypomina swój europejski odpowiednik.

Według wskaźnika biedy Organizacji Narodów Zjednoczonych Kirgistan znajduje się za Gwineą Równikową i Gujaną. Przy PKB na głowę wysokości 951 dolarów i populacji wynoszącej 5 200 000, Kirgistan jest porównywany do Haiti lub Czadu. Ale pomiędzy 2004 a 2008 rokiem około 800 000 Kirgiskich mężczyzn i stopniowo także coraz więcej kobiet, uzbierało od 100 do 500 dolarów potrzebnych do opuszczenia leżących w głębi kraju rolniczych terenów i rozpoczęcia pracy w nędznych warunkach na budowach, farmach tytoniu i w zakładach wyzyskujących tanią siłę roboczą od St. Petersburga po Syberię.

Przy niemal 90 procentach migrantów pracujących tam nielegalnie, prawdziwa ich liczba może być większa. Choć przynajmniej 80 000 wróciło, większość pozostaje zagranicą nie chcąc, bądź też nie mogąc powrócić. Masowa emigracja najaktywniejszej części populacji oznacza, że Kirgistan jest teraz najprawdopodobniej trzecim krajem po Filipinach i Nepalu, w którym utrzymanie mieszkańców opiera się na przesłanych im pieniądzach. Roczna suma pieniędzy przesłanych wzrosła z 481 milionów dolarów w 2004 roku, do 1,2 miliarda dolarów w roku 2008 stanowiąc przy tym 27% PKB. Mówiąc inaczej, jedna trzecia kirgiskich rodzin jest zależna od pieniędzy zarobionych poza krajem. Kobiety takie jak Kaken, które stały się strażnikami zanikającej tradycji, nie widzą tych pieniędzy w ogóle. Brytyjska organizacja charytatywna Help Age International, założona przez Help the Aged and Age Concern, przeprowadziła badania dotyczące tego problemu, pokazując że przekazy pieniędzy stanowią jedynie 5% przychodu bardzo biednych mieszkańców takich terenów jak Temir Kanat lub mieszczącego się niedaleko miasta Bokonbajewo.

Eppu Mikkonen Jeanneret, regionalny przedstawiciel organizacji mówi: ‚Istnieje wyobrażenie, że migracja pomaga krajom rozwijającym się z powodu pieniędzy, jakie przesyłane są do kraju. W Kirgistanie problem polega na tym, że te pieniądze nie trafiają do tych najbardziej potrzebujących. W miastach i wsiach istnieją gospodarstwa domowe, gdzie mieszkają ludzie bardzo starzy z dziećmi. Przy skromnych dochodach często nie mogą zaspokoić podstawowych potrzeb takich jak jedzenie, ogrzewanie czy zapewnienie edukacji dzieciom. Szczególnie w okresie zimowym widzimy gospodarstwa, które się zadłużają.’

Wiele się mówi o nastawieniu do nowego społeczeństwa rozwarstwionego, w którym na pewne elementy sowieckiej ery spogląda się z tęsknotą. Zwyczaj koszumcza albo raja, w których każdy członek społeczności płaci składkę pomiędzy 2,80 a 7 funtów na ślub lub pogrzeb stał się sposobem na izolację w społeczeństwie. Ci, którzy nie zapłacą, często starsi ludzie, są później unikani. Mająca 73 lata Batyrkanowa Zarylkau mówi: ‚Życie w społeczności bardzo się zmieniło. Dawniej ludzie byli równi. Troszczyli się o siebie nawzajem. Później to wszystko się skończyło. Teraz są ludzie bardzo biedni i bardzo bogaci. Nikt nie chce sobie pomagać, ponieważ jak coś posiadasz, inni cię szanują. Jeśli nic nie posiadasz, to masz tylko kłopoty. Dlatego wysyłamy nasze dzieci zagranicę, nawet jeśli to oznacza, że mamy je stracić. Tutaj nic dla nich nie pozostało. Ci, którzy tu zostali, nie mają pracy. Zamiast tego siedzą całymi dniami, piją i grają w karty.’

Dopiero teraz podejmowane są pierwsze próby mające na celu zneutralizowanie destrukcyjnego wpływu migracji. W zeszłym miesiącu rząd dodał dodatkowe 200 som (2,80 funta) do emerytur, aby pomóc zrównoważyć proponowane trzykrotne zwiększenie opłat za elektryczność i czterystuprocentowy wzrost w kosztach za elektryczność. Istnieją plany, aby zwiększyć turystykę i wzmocnić to, co pozostało z gospodarki rolnej. Ale starsi ludzie z Temir Kanat i okolic są skazani na przypływy i odpływy światowego kapitalizmu i starają się jedynie przeżyć.

Rosa Konobyjawa, mając 70 lat opiekuje się swoimi czteroma wnukami. Od kiedy sześć miesięcy temu jej dwaj synowie wyjechali do Kazachstanu, nie dostała od nich żadnej wiadomości. ‚Kocham te dzieci. Mogę je przytulać i całować. Przynoszą jedynie dobro. Ale nasz sposób życia się zmienił i tracimy rzeczy, które kiedyś były ważne. Istnieje stare rosyjskie przysłowie: „Stary wiek nie jest szczęściem, a młodość nie jest życiem.” Jest wielu, którzy myślą w ten sposób.’

Źródło: The Independent

http://www.independent.co.uk/news/world/europe/kyrgyzstan-where-have-all-the-men-gone-1887660.html

Oprac. i tłum.: Kamila Pyrek




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz