Kijów jest całkowicie nieprzygotowany na scenariusz, który może zniszczyć Ukrainę przy małych kosztach dla Putina: zwrot Donbasu przez Rosję – pisze prof. Alexander Motyl na łamach „Foreign Policy”. – Cokolwiek Kijów postanowi, Ukraińcy muszą zdecydować, co uważają za ważniejsze: niepodległość czy terytorialną integralność.
W tekście na łamach „Foreign Policy” pt. „Kijów powinien dać sobie spokój z Donbasem”, prof. Alexander Motyl, amerykański politolog i historyk pochodzenia ukraińskiego zwraca uwagę, że w obliczu ponownie narastającego konfliktu „Ukraina powinna zrozumieć, że wygranie wojny byłoby bardziej kłopotliwe, niż jest to warte”.
Motyl zwraca uwagę, że przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w USA wydawało się, że sytuacja na Ukrainie w jakimś stopniu zaczyna się stabilizować. – Teraz walki rozgorzały na nowo, po wielu miesiącach względnego spokoju. Towarzyszy temu nowa, choć blada obietnica uspokojenia sytuacji, w formie zamiaru ze strony administracji Trumpa do szukania porozumienia z Rosją, które mogłoby rozwiązać ukraiński konflikt raz na zawsze, może nawet poprzez odbudowanie jej integralności terytorialnej –pisze publicysta. – Problem w tym, że takie rozwiązanie na warunkach zadeklarowanych przez Ukrainę nie byłoby w jej interesie – a Rosja może liczyć właśnie na to –zaznacza.
Przeczytaj: Ukraińskie czołgi w Awdijiwce. Kijów: nie biorą udziału w walkach [+VIDEO]
Publicysta „FP” stawia tezę, że obecna sytuacja w Donbasie, w formie częściowo zamrożonego konfliktu, stała się dla Kijowa najlepszą opcją.Jego zdaniem, mimo faktycznych ofiar po obu stronach, Ukraina oszczędza sobie ogromne koszty, nie musząc np. przeciwstawiać się tamtejszym skorumpowanym oligarchom, elitom politycznym i gangom kryminalnym czy schlebiać tamtejszej prorosyjskiej populacji. Jego zdaniem, poprzez zajęcie Donbasu i Krymu to Rosja wzięła na siebie koszty gospodarcze utrzymywania tych regionów, a reszta Ukrainy zyskała okazję do przeprowadzenia reform. Zwraca też uwagę, że władzom Ukrainy nie spieszy się z wdrażaniem warunków porozumień mińskich czy odzyskiwaniem kontroli nad Donbasem. Z kolei z czasem po stronie rosyjskiej spadł entuzjazm dla tego regionu, tym bardziej po upadku projektu tzw. Noworosji, m.in. przez brak entuzjazmu ze strony mieszkańców wschodniej Ukrainy dla secesji. Jednocześnie, z przyczyn politycznych Moskwa nie wycofuje się z Donbasu, traktując konflikt jako „dźwignię umożliwiającą utrzymanie kontroli nad przyszłością Ukrainy”.
Profesor Rutgers Univeristy w Newar twierdzi również, że wybór Donalda Trumpa na prezydenta w pewnym stopniu naruszył tę względną równowagę, poprzez swoją deklarowaną chęć szukania porozumienia z Rosją. Co z kolei może zachęcić Władimira Putina do przejęcia inicjatywy i poszukiwania nowych rozwiązań sytuacji w Donbasie. Jednocześnie Motyl zaznacza, że pełnoskalowa rosyjska inwazja wydaje się mało prawdopodobna, ale nie jest niemożliwa. – Putin może odczytać niefachowa poparcie ze strony Trumpa jako zielone światło dla rozwiązania ukraińskiego problemu jednym uderzeniem –pisze Motyl, dodając, że wielu obserwatorów odnotowało, że do ostrzałów w rejonie Awdijiwki i Mariupola doszło niedługo po rozmowie telefonicznej Trumpa z Putinem, podczas której dyskutowano kwestię współpracy m.in. w kwestii konfliktu na Ukrainie.
– Jednak Putin z pewnością rozumie, że frontalny atak nie tylko spowodowałby znaczne straty po stronie ukraińskiej i rosyjskiej i zniszczył znaczącą część Ukrainy, ale również wyczerpałby zasoby ludzkie i gospodarcze Rosji, stworzył wielki ukraiński ruch oporu, miliony uchodźców i zmusiłby Rosję do wdrożenia długoterminowego reżimu okupacyjnego, który mógłby przeciążyć podatkami gospodarkę i zniszczyć rosyjskie państwo –pisze Motyl. Jego zdaniem, bardziej prawdopodobne jest to, że eskalacja jest wstępem do dyskusji o wielkim porozumieniu Trumpa z Putinem, które w jakimś stopniu dotyczyć ma Ukrainy. Według scenariusza, często przedstawianego jako najlepszy do Kijowa, prezydent Rosji mógłby wykorzystać okupowany Donbas do uzyskania koncesji w innych sprawach, jak zniesienie sankcji czy współpraca ws. utrzymania u władzy syryjskiego prezydenta Baszara al.-Asada.
Przeczytaj również:
OBWE: obie strony winne eskalacji konfliktu w Donbasie
Süddeutsche Zeitung: Berlin obwinia Kijów o zaostrzanie sytuacji w Donbasie
Stratfor: władze w Kijowie mogły celowo zaognić konflikt w Donbasie
Źródło w ukraińskim wywiadzie: eskalację walk w Donbasie spowodowały działania sił rządowych
– Wówczas Putin wycofałby swoje oddziały z Ukrainy, odciął pomoc dla separatystów i poinformował Kijów, że może sobie wziąć z powrotem swoje terytorium. Taki ruch dałby mu punkty w USA i Europie, umożliwiając przedstawianie Rosji jako miłującego pokój, wspaniałomyślnego kraju, któremu zależy na stabilności i przyjaźni z Zachodem –uważa publicysta. Dodaje, że w polityce wewnętrznej rosyjski prezydent z pewnością byłby w stanie wytłumaczyć Rosjanom takie posunięcie.
Motyl podkreśla, że Kijów z kolei nie mógłby takiej oferty odrzucić, gdyż wciąż powtarza, że Donbas koniecznie musi powrócić w granice Ukrainy. – Jednak konsekwencje takiego podarunku byłyby brzydkie –pisze. – Kijów prawdopodobnie stanąłby w obliczu otwartej konfrontacji z porzuconymi separatystami, którą zapewne by wygrał, ale wówczas musiałby wdrożyć ogromne inwestycje w naprawę zdewastowanego regionu, próbując zyskać poparcie antykijowskiej populacji.Motyl przytacza szacunki ekonomisty Andersa Aslunda, według którego koszty takie zaczynałyby się od kwoty 20 mld dolarów. Podczas gdy cały budżet Ukrainy to ok. 26 mld dol.
Publicysta podkreśla też, że w ten sposób w skład Ukrainy ponownie weszłoby kilka milionów antyzachodnich wyborców, którzy z pewnością nie poparliby prozachodnich reform obecnego rządu.– Prorosyjskie siły polityczne, które rządziły i nadal rządzą w regionie, zyskałyby drugie życie –pisze Motyl, którego zdaniem Donbas ponownie hamowałby prozachodnie tendencje na Ukrainie, zwiększając napięcia polityczne i polaryzację na linii wschód-zachód.
– Kijów byłby politycznie i gospodarczo bezsilny, a Putin uzyskałby to, czego od dawna chciał – całkowicie niestabilną Ukrainę, bez kosztów fundowania konfliktu na niewielką skalę –pisze Moty. Zaznacza, że jest to oczywiście tylko jeden z możliwych scenariuszy, który jednak staje się bardziej prawdopodobny po elekcji Trumpa. Uważa, że Ukraina powinna „wypracować realistyczną strategię względem okupowanego Donbasu, uwzględniającą nowe okoliczności geopolityczne”.
Publicysta jest zdania, że Ukraina jest przygotowana na konflikt z Rosją, jak również na odcięcie przez USA pomocy czy zniesienie sankcji nałożonych na Moskwę:– Zła wiadomość jest taka, że Kijów jest całkowicie nieprzygotowany na ten scenariusz, który może zniszczyć Ukrainę przy małych kosztach dla Putina: zwrot Donbasu przez Rosję.
– Cokolwiek Kijów postanowi, Ukraińcy muszą zdecydować, co uważają za ważniejsze: niepodległość czy terytorialną integralność. Porozumienia Mińskie pozwoliły Ukrainie cieszyć się pierwszym, a aspirować do drugiego. Ten stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie, ale Trump i Putin przynieśli mu przedwczesny koniec. Przed Trumpem, Ukraińcy mogli unikać podejmowania zbyt wielu trudnych decyzji ws. swoich strategicznych priorytetów. Po Trumpie, już nie mogą –podsumowuje politolog.
Foreigpolicy.com / Kresy.pl
