Kijów kluczy

Z prof. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL, rozmawia Anna Ambroziak z „Naszego Dziennika”.

Jak Pan ocenia wystąpienie wicepremiera Ukrainy Kostiantyna Hryszczenki w Łucku?

– Wicepremier nie zawarł w swoim wystąpieniu jakichś zasadniczo nowych treści, które moglibyśmy uznać za przełomowe. Tego typu przemówienie, ogólne nawoływanie do współpracy i pojednania, mogłoby równie dobrze zostać wypowiedziane w każdych innych okolicznościach. Pewien niepokój może budzić stwierdzenie, że rzezi wołyńskiej nie należy upolityczniać. Pamiętajmy jednak, że kwestia rozliczenia tej zbrodni – bo w takich kategoriach należy o tym mówić – ma, owszem, wymiar historyczny, ale ma również wymiar prawny i polityczny. Można się tu doszukiwać analogii do ludobójstwa Ormian z okresu I wojny światowej, które ośmieliło Niemców do aktów ludobójczych na skalę dotąd niewyobrażalną. Konkluzja jest jednoznaczna: zbrodnia nieosądzona albo nieoceniona demoralizuje. Obecnie na zachodniej Ukrainie dokonuje się proces gloryfikacji OUN-UPA. Stąd prawdopodobnie władze w Kijowie starają się zająć stanowisko, w którym mówi się bardzo ogólnie o wzajemnym pojednaniu polsko-ukraińskim. I o tym, by kwestii rzezi wołyńskiej nie rozgrywać politycznie. Jasna deklaracja Kijowa w tej sprawie prawdopodobnie wywołałaby bunt środowisk nacjonalistycznych na zachodniej Ukrainie, gdzie wciąż stawia się pomniki UPA. Widzimy zatem, że apel wicepremiera o „nieupolitycznianiu” historii jest co najmniej zaskakujący. Wszak programowe milczenie o ludobójstwie jest niczym innym jak „upolitycznianiem” tejże historii.

Reakcje strony polskiej ośmielają Kijów do spłycania sprawy?

– Sądzę, że to właśnie ta wieloletnia naddelikatność polska, ciągłe nienazwanie po imieniu wielkiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, brak stanowczych reakcji politycznych sprawiają, że władze Ukrainy dotąd tej zbrodni nie potępiły. OUN-UPA była organizacją, która tę zbrodnię zaplanowała i realizowała. Nieco pocieszające jest to, że na temat rzezi wołyńskiej mówi się jednak coraz więcej.

Ale niejednoznacznie. Wystarczy przywołać wypraną z treści uchwałę sejmową, w której kwalifikacji ludobójstwa nie ma. O czystkach etnicznych o znamionach ludobójstwa mówił też Bronisław Komorowski.

– Wypowiedź prezydenta Polski, mimo że o wiele mocniejsza niż wicepremiera Ukrainy, nie zawierała jasnego stwierdzenia, kto jest odpowiedzialny za zbrodnie na Wołyniu. W sprawach debaty polsko-ukraińskiej na temat Wołynia mamy do czynienia z czymś dużo poważniejszym niż tzw. gra polityczna. Chodzi o fundamentalny wymiar cywilizacyjny wzajemnych relacji. Jest to bardzo istotne również dla budowania wzajemnych relacji w przyszłości. Azjatycki Wschód, także pewne kręgi elitarne na Ukrainie, gloryfikuje tzw. politykę siły. W cywilizacji łacińskiej, do której Polska powinna się odwoływać, podstawą wszelkich relacji (również odniesień historycznych) jest Prawda. Wszelkie twierdzenia sprowadzające się do tego, że tę prawdę należy ustalać na drodze pewnych negocjacji, są charakterystyczne dla obcego nam kręgu cywilizacyjnego. Zatem dochodzi z jednej strony do relatywizowania problemu, z drugiej strony do porażki cywilizacyjnej i kulturowej Polski.

Taka konkluzja wynika z przemówienia metropolity lwowskiego ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego.

– Który powiedział więcej – nazwał wprost rzeź wołyńską ludobójstwem. Po drugie, mówił o pewnej drodze nawrócenia na bazie przypowieści o synu marnotrawnym – że jest to droga, która musi się zacząć od uznania winy (przed Bogiem, sobą samym i przed bliźnimi). Wtedy następuje nawrócenie, które wyzwala przede wszystkim tego, który popełnił zło. Była to niezwykle głęboka katecheza, skierowana w dużej mierze do Ukraińców.

„Gazeta Wyborcza” uznała to wystąpienie za „dalekie od tonu pojednania”, oceniając, że hierarcha wystąpił jako rzecznik środowisk „skrajnych”.

– Kompletnie się z taką tezą nie zgadzam. Wypowiedź arcybiskupa miała głęboko duszpasterski charakter. Nazwanie po imieniu zbrodni, która została popełniona na tak ogromną skalę, mianem ludobójstwa i nawoływanie sprawców mordów do nawrócenia ma w najgłębszym tego słowa znaczeniu charakter duszpasterski. „Gazeta Wyborcza” oczywiście prowadzi swoją politykę w tym zakresie, atakując tych, którzy „ośmielają się” mówić głośno, jak rzeczywiście było.

W jaki sposób strona polska powinna podchodzić do tych bolesnych wydarzeń z przeszłości?

– Fundamentalny problem tkwi w tym, jak określić to, czym w swej istocie była OUN-UPA. Jakie cele sobie stawiała? Jeśli były one słuszne – a ktoś z członków tych organizacji dokonał zbrodni wbrew tym celom – to odpowiada indywidualnie. Jeśli natomiast cele były zbrodnicze (a tak było w rzeczywistości – ideologia, plany zbrodni, rozkazy), to nie można tej organizacji gloryfikować. To rzecz kardynalna, jeśli mówimy o pojednaniu polsko-ukraińskim. Bronią, której powinniśmy tu używać, jest mówienie prawdy, nawet jeśli to boli. Prawda stanowić będzie potężne podwaliny dla pojednania obu narodów. Przemilczenia będą zawsze zarzewiem konfliktu i poczucia niesprawiedliwości.

Dziękuję za rozmowę.

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz