Jadwiga Siroczuk

Liderka społeczności polskiej w Kuniowie, prezes rady parafialnej w parafii Wniebowzięcia NMP w Kuniowie, w rejonie izasławskim, w połońskim dekanacie.

Główna podpora swego proboszcza ks. Witolda Józefa Kowalowa, dojeżdżającego do Kuniowa z odległego o 18 km Ostroga. Urodziła się w 1946 r. w Sławucie. Pochodzi z polskiej rodziny Dobrowolskich. Jest córką Feliksa Teofila i Bronisławy. Początkowo mieszkała z rodzicami w Sławucie, a później we wsiach k. Sławuty m.in. Romaninie i Minkowcach. Miała ośmioro rodzeństwa. Mama była kucharką, a ojciec pracował w przedsiębiorstwie drzewnym, zajmującym się produkcją podkładów kolejowych. Pani Jadwiga w Kuniowie zaczęła mieszkać od 1964 r., co było związane z jej zamążpójściem. Jedna z jej sióstr także przeprowadziła się do Kuniowa. Ukończyła Instytut Kultury w Równem i przez kilka lat pracowała jako kierownik Domu Kultury we wsi Bałotkiwce. W 1963 r. została sekretarzem Rady Wiejskiej w Kuniowie i pracowała na tym stanowisku do emerytury w 2006 r.

– W sowieckich czasach nawet ukradkiem nie mogłam chodzić do kościoła czy cerkwi – wspomina – Moje stanowisko było traktowane jako kierownicze i oficjalnie musiała uchodzić za niewierzącą. Rodzice zarówno mnie jak i rodzeństwo wychowali na katolików. Jako dzieci jeździliśmy wraz z nimi do kościoła w Połonnem. Później już tylko w tajemnicy mogłam modlić się w domu. Oficjalnie zaczęłam chodzić do kościoła w 1990 r., który dzięki zaangażowaniu tutejszych wiernych zaczął odradzać się po zniszczeniach, jakie wyrządził w nim kołchoz.

Pani Jadwiga od samego początku uczestniczyła we wszystkich pracach remontowych, dzięki którym kościół w Kuniowie powoli odzyskał swój blask. Przed kilkoma laty przejęła od „Baby Hali” funkcję prezesa parafii. W jej posiadaniu są klucze od kościoła. To ona otwiera i zamyka świątynię. Dba, by było w niej czysto, a także by nie uległa dewastacji. Głównym jej zmartwieniem jest wyludnianie się terytorium należącego do kuniowskiej Rady Wiejskiej, do której należą cztery miejscowości, a w związku z tym cofanie się polskości.

– Gdy zaczęłam pracować w tutejszej Radzie, na jej terenie mieszkało 3280 mieszkańców – wylicza – Obecnie zaś tylko 600. Ich ilość zmniejszyła się więc ponad pięciokrotnie! W większości są to starsi ludzie, którzy czekają tylko na śmierć. Polaków żyje w Kuniowie już tylko garstka. Gdy parafia się odrodziła, było nas dwustu wiernych. Obecnie na Mszę św. przychodzi kilka, czasem kilkanaście osób…

Mimo dramatycznej sytuacji demograficznej Kuniowa, pani Jadwiga wierzy, że nie będzie ostatnią, która zgasi światło w tutejszej świątyni.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz