Od kilku miesięcy Izrael żyje nie tylko ewentualną wojną z Iranem, ale przede wszystkim niezliczonymi skandalami seksualnymi. Dotyczą one głównie społeczności żydowskich ortodoksów (haredi), jednak swoje za uszami mają również niektórzy działacze ruchu LGBT.

Izrael doczekał się już nawet swojej własnej wersji amerykańskiego ruchu #MeToo. Powołana do życia została bowiem organizacja „Lo Tisztok”, co w tłumaczeniu na polski oznacza „nie będziesz milczeć”. Zajmuje się ona nie tylko ujawnianiem przypadków przestępstw seksualnych w społeczności ortodoksyjnych wyznawców judaizmu, ale także pomocą ich ofiarom. Jej działacze twierdzą, że co prawda haredi są oburzeni ujawnionymi przypadkami wykorzystywania, jednak spora część z nich woli milczeć w obawie przed reakcją sąsiadów i opiniami ludzi w szkołach lub w synagodze.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

8139.32 PLN    (36.99%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Upadające autorytety

Tabu na temat wykorzystywania seksualnego w społeczności stanowiącej 12 proc. obywateli Izraela zostało przełamane na dobre w marcu ubiegłego roku. Właśnie wtedy telewizyjny Kanał 12 ujawnił pierwsze informacje na temat przypadków wykorzystywania kobiet i dzieci przez Jehudę Meszi Zahawa. Miał on od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku czerpać korzyści ze swojej pozycji społecznej, dodatkowo zastraszając ofiary mające na ogół zobowiązania finansowe wobec niego.

Pierwsze doniesienia o przestępstwach Zahawa pojawiły się już dokładnie dekadę wcześniej, lecz policyjne śledztwo niczego wówczas nie wykazało. Oskarżenia wobec jego osoby wstrząsnęły Izraelem, bo był on założycielem i szefem organizacji ZAKA, zajmującej się pomocą ratownikom medycznym w przypadku ofiar zamachów terrorystycznych. Zahaw za swoją działalność był wielokrotnie nagradzany, a na krótko przed pojawieniem się zarzutów otrzymał prestiżową „Nagrodę Izraela” za swój wkład w tamtejsze życie społeczne.

Miesiąc po ujawnieniu informacji o seksualnych skandalach próbował się powiesić, ale w porę został znaleziony przez swojego syna. 59-letni Zahaw do dzisiaj przebywa jednak w śpiączce, dlatego wątpliwe jest, aby pociągnięto go jeszcze do odpowiedzialności.

Udaną próbę samobójczą pod koniec ubiegłego roku przeprowadził natomiast ultraortodoksyjny pisarz Chaim Walder. W listopadzie ubiegłego roku został on oskarżony przez lewicową gazetę „Haarec” łącznie o blisko dwadzieścia pięć przypadków ataków seksualnych, których ofiarami były między innymi dzieci. Winę Waldera potwierdził następnie sąd rabiniczny. Rabini uznali, że publicysta i autor książek przez blisko ćwierć wieku wykorzystywał osoby przychodzące do niego na terapię. W swoim życiu zawodowym zajmował się on bowiem nie tylko działalnością wydawniczą, ale ponadto był kierownikiem Centrum Dziecka i Rodziny w Bnei Brak. Dowodem w jego sprawie było między innymi nagranie rozmowy z młodą kobietą, którą namawiał do ukrycia informacji na temat łączących ich relacji.

Najprawdopodobniej to nie koniec oskarżeń wobec znanych osobistości w świecie ortodoksyjnych Żydów. Niedawno pojawiły się doniesienia o wykorzystywaniu seksualnym przez „znaną osobowość radiową”. Anonimowa wciąż postać miała zgwałcić trzy kobiety, w tym również jedną nieletnią. Ogółem organizacje zajmujące się pomocą ofiarom twierdzą, że obecnie otrzymują około pół tysiąca telefonów miesięcznie dotyczących podobnych czynów.

Sekciarstwo

Wyroki sądów rabinicznych dotyczące ortodoksów oskarżanych o molestowanie wciąż są jednak rzadkością. Religijne autorytety najczęściej zaprzeczają podobnym doniesieniom, uznając je za atak ze strony przeciwników judaizmu. Naczelny rabin Izraela David Lau wywołał zresztą skandal, gdy odwiedził dom pogrążonej w żałobie rodziny Waldera, choć później zapewniał o pełnym wsparciu dla ofiar wykorzystywania seksualnego.

Problemem nie są jedynie autorytety oficjalnych środowisk religijnych. Na początku lutego 2020 roku aresztu trafił bowiem rabin Eliezer Berland. Został on później skazany na półtora roku więzienia za oszustwa, głównie za sprzedawanie fałszywych leków schorowanym osobom i przekonywanie ich do porzucenia leczenia przez państwową służbę zdrowia. Siedem lat wcześniej przywódca sekty Shuvu Bonim uciekł z kraju przed oskarżeniami o napaści seksualne na kobiety, ale po powrocie do Izraela został aresztowany i skazany.

Zaledwie miesiąc wcześniej aresztowany został inny przywódca sekty skupiającej haredich. Miał on więzić kobiety w niewielkich pomieszczeniach w centrum Jerozolimy, zmuszając je do pracy na jego rzecz. Dodatkowo ortodoksyjny rabin został oskarżony o molestowanie seksualne podległych mu osób, spośród których część ponad dekadę była przetrzymywana w skandalicznych warunkach.

LGBT nie jest bez winy

Problemy z wykorzystywaniem seksualnym nie są jedynie domeną społeczności żydowskich ortodoksów. Z podobnymi zarzutami spotkał się były radny Tel Awiwu, Etai Pinkas Arad, do niedawna pracownik rady miejskiej zajmujący się współpracą ze środowiskami mniejszości seksualnych. Wpierw został oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich, a kilka dni później o zgwałcenie dorosłego mężczyzny.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Arad, jeden z liderów izraelskiego ruchu LGBT, w 2016 roku miał spotkać się po dwóch latach przerwy ze swoim byłym partnerem. W pewnym momencie zaatakował go i brutalnie zgwałcił. Ofiara postanowiła po blisko pięciu latach zgłosić się na policję, ośmielona przez medialne publikacje dotyczące jego napaści seksualnych na młodych chłopców. On sam tłumaczył, że nastolatkowie byli co prawda niepełnoletni, ale znajdowali się już w wieku prawnie pozwalającym na współżycie.

Zobacz także: Izrael umożliwi „macierzyństwo zastępcze” dla par LGBT

Jeszcze przed ujawnieniem informacji na temat Arada pojawiły się inne doniesienia, także dotyczące jednego ze znanych aktywistów na rzecz legalizacji w Izraelu „małżeństw” homoseksualnych. Scenarzysta i producent Gal Uchowski został oskarżony przez trójkę mężczyzn o „niewłaściwe zachowania seksualne”. Aktywista LGBT przyznał się do utrzymywania kontaktów z dwoma oskarżycielami, ale podkreślił, że „nie zamierzał zrobić nikomu krzywdy”.

Możliwe, że pojawi się jeszcze więcej doniesień na temat seksualnych przestępstw w środowiskach tęczowych działaczy. Najważniejsze izraelskie grupy LGBT wdrażają bowiem plan dotyczący zwalczania nadużyć, który ma również zachęcać pozostałe ofiary do ujawniania podobnych informacji. Dodatkowo organizacje zamierzają opracować „kodeks etyczny społeczności LGBT”, w którym określone zostaną „normy i czerwone linie w sprawie zachowań seksualnych”.

Państwo kryło pedofilów

Jeszcze w 2020 roku naukowcy z Instytutu Haruv i Uniwersytetu w Tel Awiwie powołali społeczny komitet mający zajmować się sprawami molestowania seksualnego. Do września ubiegłego roku udało im się zgromadzić ponad pół tysiąca ustnych i pisemnych relacji osób, które zdecydowały się na złożenie zeznań. Raport komitetu został następnie przekazany prezydentowi Izaakowi Herzogowi, zachęcającego naukowców do przedstawienia opinii publicznej swoich wniosków.

Nie były one zresztą przyjemne głównie dla organów państwa. Przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych opowiedzieli się przede wszystkim za stworzeniem nowego organu, mającego zajmować się ochroną dzieci. Ich zdaniem powołana do życia w 1980 roku Narodowa Rada ds. Dzieci co prawda rokrocznie publikuje raport o nadużyciach wobec nieletnich, ale poza tym nie spełnia należycie swojej roli.

To samo można zresztą powiedzieć o całej administracji państwowej. Jeszcze do niedawna Izrael nie miał najmniejszego problemu z udzielaniem schronienia Żydom podejrzanym o przestępstwa seksualne. Niechętnie zgadzał się na ich ekstradycję, choć sytuacja zmieniła się wraz ze sprawą Malki Leifer, oskarżonej o napastowanie seksualne dziewcząt w szkole żydowskiej w australijskim Melbourne. Była dyrektor placówki w 2008 roku uciekła przed śledczymi do Izraela, który zgodził się na jej wydanie Australijczykom dopiero przed rokiem.

Osoby zajmujące się przypadkami molestowania seksualnego w Izraelu twierdzą, że ofiary na ogół nigdzie tego nie zgłaszają, bo nie mają zaufania do instytucji państwowych. Państwo i społeczeństwo dotychczas przymykało oko na wykorzystywanie nieletnich. Wydaje się jednak, że ostatnie głośne wydarzenia nie pozwolą już na zamiatanie podobnych spraw pod dywan.

Marcin Ursyński

 

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz