W rozmowie z Kresami.pl Grzegorz Braun obszernie komentuje kwestię marszu „Odwagi Polsko!” i AntyKOD, organizowanego w kontrze do wielkiej manifestacji proeuropejskiej opozycji 7 maja w Warszawie. „Ewidentne jest zapotrzebowanie obozu zdrady, zaprzaństwa i obcej agentury na incydent, nie daj Boże tragedię, która będzie legitymizować interwencję zewnętrzną”.

Grzegorz Braun w rozmowie z Kresami.pl zwraca uwagę na kilka aspektów tej sprawy. „Po pierwsze, ewidentne jest zapotrzebowanie obozu zdrady, zaprzaństwa i obcej agentury na incydent, nie daj Boże tragedię, która będzie legitymizować interwencję zewnętrzną. Tej ostatniej przecież w istocie nieustannie przyzywają organizatorzy akcji pod oszukańczym szyldem „obrony demokracji”.

Zarówno wewnętrznych zdrajców, jak i zewnętrznych kuratorów polskości najbardziej uszczęśliwiłby taki obrót zdarzeń, który dałoby się definiować w duchu kominternowskim, jako „podnoszenie łba przez hydrę faszyzmu”.Zresztą ta retoryka jest stale obecna w wypowiedziach tych liderów opozycji, którzy de facto negują prawo Polaków do suwerennego decydowania o losie własnego państwa i domagają się ustanowienia kurateli międzynarodowej nad Polską”– mówi Braun.

„Nie należy dziś stwarzać sytuacji tak dalece ryzykownych, nie należy samemu stwarzać łatwych okazji do prowokacji – które łatwo przeprowadzić można stosunkowo skromnymi siłami. Pełnym niewczesnego animuszu inicjatorom akcji AntyKOD zdaje się może, że zmiana obsady MON i MSW skutecznie immunizuje nas na wszelkie prowokacje. Co do mnie, obawiam się, że przejście marszu „Odwagi Polsko!” na lewy brzeg Wisły będzie równoznaczne z przekazaniem inicjatywy oficerom operacyjnym z tych kilku ambasad, które z pewnością dysponują aktywami personalnymi niezbędnymi do przeprowadzenia dowolnej operacji ulicznej. Czy skorzystają z podanej na tacy okazji – to nie od inicjatorów marszu będzie to zależało. A tamci mogą podpalić nie tylko jakąś „budkę pod ambasadą” czy dowolną „kukłę” – ale co tylko, lub kogo tylko zechcą. I wcale nie musza z tym czekać do chwili, aż uczestnicy obu demonstracji wejdą ze sobą w bliższy kontakt.Później we francuskich, ruskich czy amerykańskich telewizjach nikt nie będzie się wdawał w takie subtelności, żeby objaśniać topografię Warszawy i ustalać odległość Kijowskiego od Dybowskiego, czy Winnickiego od Petru. Po prostu w świat pójdzie jasny przekaz, że u nas „faszyści” napastują „demokratów”. I na takie ryzyko pod żadnym pozorem nie należy dziś Polski wystawiać– uważa reżyser.

Braun zaznacza przy tym, że każdy dzień działa na korzyść sprawy polskiej:

Każdy dzień, tydzień – póki nie mamy w Polsce wojny: czy to wewnętrznej, czy wojny zewnętrznej z bezpośrednim zaangażowaniem Wojska Polskiego – każdy miesiąc, rok pracuje na korzyść sprawy polskiej. I w związku z tym dążenie do tego, żeby dzisiaj rozstrzygać sprawy państwowe przez parcie do bezpośredniego zwarcia, jest w najlepszym wypadku tragicznym błędem, jeśli nie świadomą z czyjejś strony prowokacją. Z cała sympatią, szacunkiem i życzliwością dla tych, którzy dzisiaj do tego zwarcia dążą, wydaje mi się, że nie należy tego ryzyka podejmować.Ponieważ to obóz zdrady narodowej jest bezsilny i nie ma przed sobą żadnych perspektyw, jeśli nie otworzy ich interwencja zagraniczna. A legitymacji dla niej dostarczyć mogą wyłącznie doniesienia z Warszawy, których wiodącym motywem będzie plama krwi na ulicy. I na to jest, jak sądzę, wyraźne zapotrzebowanie. Wystarczy wsłuchać się w wypowiedzi liderów obozu zdrady, zaprzaństwa i oportunizmu: Schetyny, Petru, Wałęsy czy Frasyniuka, albo funkcjonariuszy frontu ideologicznego w rodzaju Jacka Żakowskiego –materializowanie się ich wizji „stanu wyjątkowego” to najbardziej potrzebne im dziś paliwo”.

B. kandydat na Prezydenta RP zwraca uwagę także na inne okoliczności:

„Pozostając bynajmniej niebezkrytycznym wobec aktualnego układu władzy, którego cała mądrość geopolityczna sprowadza się, jak się czasem zdaje, do lojalizmu wobec imperium amerykańskiego – co jest nota bene również drogą do wojny – nie wyznaję jednocześnie filozofii „im gorzej, tym lepiej”. Nie lekceważę pewnych korzystnych zmian w polityce kadrowej i propagandowej – choć jednocześnie krytycznie oceniam fatalny brak głębszych zmian ustrojowych. Sprowadzanie wojsk obcych na nasze terytorium i na dodatek legalizowanie użycia przez nie broni palnej również poza terenem poligonu, i to bez ogłaszania stanu wojny – a taka właśnie nowelizacja ustawy, przygotowana jeszcze przez MON Siemoniaka, została ostatnio przyjęta przez parlament i wejdzie w życie już za kadencji MON Macierewicza– uważam za niebezpieczne zbliżanie się do granicy zdrady narodowej. Ale mimo wszystko sądzę, że należy stanowczo przeciwstawić się bezczelnym próbom obalania tego układu przez obóz zdrady i zadeklarowanych zwolenników interwencji zewnętrznej. Polscy państwowcy, patrioci, narodowcy, katolicy, tradycjonaliści pod żadnym pozorem nie mogą przystać na to, żeby po raz kolejny zagranica wymieniała nam władzę. Jednocześnie, i w tym jest cała trudność, nie możemy zgodzić się na to, żeby ta władza wystąpiła w charakterze żyranta obcych roszczeń wobec nas.I to jest wyzwanie, wymagające silnej determinacji, a zarazem wielkiej rozwagi – której zachowaniu nie sprzyjają akcje uliczne”.

Reżyser akcentuje także na inny element – że PiS może wykorzystać okazję, by odciąć się od prawicowej „ekstremy”:

„Także część układu aktualnie piastującego zewnętrze znamiona władzy w Polsce może dążyć do sytuacji, w której będzie można zgrabnym ruchem odciąć się od „ekstremy”. Układ aktualnie rządzący w jakiejś części może szukać wzmocnienia swoje pozycji wobec Zachodu przez pryncypialne potępienie wszystkiego, co leży na prawo od nich”.

Braun sięga chętnie po argumenty z historii – przypomina manewr księcia Józefa Poniatowskiego w 1809 roku:

„Niektórzy z tych, którzy wzywają do demonstracji 7 maja w kontrmarszu AntyKOD argumentują, że przecież nie można stolicy oddawać „targowiczanom” na wyłączność. Z takim akurat definiowaniem przeciwnika nie polemizuję – przecież mam zupełnie jednoznaczną ocenę tej zdradzieckiej aktywności, którą prowadzą wyżej wymienieni. Ale przypominam, że np. w 1809 roku ks. Józef Poniatowski był przez najlepszych patriotów posądzany o zdradę, ponieważ po bitwie raszyńskiej nie wydał Austriakom bitwy o Warszawę – co skończyłoby się zapewne jego piękną bohaterską śmiercią na szańcach Woli. Mimo oskarżeń i obelg najgorszego sortu, Książę oddał Warszawę, a ruszył na Lublin i Kraków, na kilka lat powiększając wydatnie terytorium Księstwa Warszawskiego”.

„Podstawowym argumentem jest ten z dziedziny strategii i taktyki: podstawowym błędem jest przyjmowanie bitwy w czasie miejscu wybranym przez przeciwnika”– zaznacza Braun.

„Jeśli do kogoś tego rodzaju argumenty nie przemawiają, to proszę zadać sobie pytanie, i samemu udzielić odpowiedzi: ilu ludzi zamierzają przeprowadzić ci niewcześni agitatorzy na lewy brzeg Wisły w najbliższą sobotę? Ilu by nie przyprowadzili, to i tak telewizje, które sekundują obozowi „demokratów” pokażą, że tych ostatnich było więcej. Jaki w tym cel? Dać się policzyć? Nikt wtedy nie będzie już pamiętał , że „targowiczanie” organizują tu zjazd, egzekwując obowiązek w swoich strukturach organizacyjnych, że zamierzają ludzi przywozić autokarami z całej Polski, gdy tymczasem ów kontrmarsz zgromadzi w najlepszym wypadku zdezorientowanych patriotów z Warszawy jej najbliższych okolic. Sens polityczny takiej operacji jest więc wątpliwy– tłumaczy Braun.

Grzegorz Braun powiedział, że osobiście zaangażował się w rozmowy z organizatorami marszu AntyKOD, by przedstawić im m.in. powyższe argumenty:

„Niestety, tylko część z tych osób okazała się w tej sprawie reformowalna. Inni idą w zaparte i w dalszym ciągu agitują za udziałem w tej potencjalnie bardzo niebezpiecznej dla sprawy polskiej akcji. Niepokoi brak podstawowej logiki w wypowiedziach inicjatorów, którzy z jednej strony tromtadracko zapewniają o własnej sprawności organizacyjnej, a z drugiej – wyrażają przekonanie, że MSW w zmienionej obsadzie nie dopuści do prowokacji i zapewni im bezpieczeństwo. Na poziom największej żenady schodzą ci, którzy sięgają po argumenty ad personam – i np. apelujących o rozwagę oskarżają o brak odwagi cywilnej. Odwaga to piękna cecha, owszem, pod warunkiem, że przejawia się ją na własny, nie cudzy rachunek”.

KRESY.PL

Reklama



9 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. leszek1 :

    Grzegorz Braun realnie ocenia sytuacje i jego rady sa bardzo istotne. Oby ten glos rozsadku dotarl do organizatorow kontrmanifestacji, a przede wszystkim do ich czlonkow. Nie trzeba nam nastepnego Powstania i ginacych patriotow w Warszawie. Nie ma szans na zwyciestwo kiedy postepuje sie zgodnie z zalozeniami nieprzyjaciela. Trzeba ich uderzyc w zupelnie inny sposob.

  2. pro_fide :

    Braun to może i faktycznie najlepsza maszynka na pejsów ,ale to tylko tyle i nic więcej.Ja zapamiętałem jego wtargnięcie do Krajowego Biura Wyborczego z jakimiś szemranymi typami i idiotką Stankiewicz.Wtedy na prawdę doszło do fałszerstwa wyborczego Psl-u lub co najmniej do nadużyć a Braun narobił szumu i całą aferę ośmieszył co było wygodne dla ówczesnej władzuchny.Koleś dla mnie nie istnieje.

    • czas_przebudzenia :

      Wczytaj się lepiej w słowa Grzegorza Brauna. Nie wystarczy ich zignorować, bo oni dopuszczą się każdego kur..stwa, byle stworzyć pretekst do sprowadzania obcych wojsk swoich protektorów nowej Targowicy. Trzeba przewidywać ich nędzne posunięcia i zawsze mieć przewagę człowieka uprzedzonego wobec przygotowywanych zagrań nędzników. Ignorowanie nędznika, który chce zaatakować nie jest dobrym posunięciem. Wystarczy sobie przypomnieć co czerwone szmaty robiły na Marszu Niepodległości jeszcze zaledwie 4 lata temu https://www.youtube.com/watch?v=Mw_Rztx0xzw

      ——Różnica jest taka, że oni wtedy mieli poczucie władzy i chodziło im o zastraszenie zwykłych ludzi próbujących ignorować ich prowokatorów. Dziś nędznicy nagłośniliby takie akcje jako ataki „faszystowskich Polaków” na pokojowo nastawionych KOD-ziarzy.