Gdy banderowiec zostaje polskim bohaterem

Po takim upudrowaniu OUN-UPA Wóycicki może przejść do sedna sprawy – postuluje, by Polacy nie tylko tolerowali heroizację UPA ale wręcz sami brali w niej udział! Pisze na blogu: „[Szuchewycz] jest i powinien być również dla Polaków postacią o cechach bohatera, nawet jeśli ma być to bohater z gorzką skazą współwiny za zbrodnię”.

Kazimierz Wóycicki, historyk i publicysta, członek Studium Europy Wschodniej, zawodowo raczej obracający się w sferze relacji polsko-niemieckich, postanowił zająć się problemem pojednania polsko-ukraińskiego i udał się na Ukrainę „w poszukiwaniu pamięci o UPA”, co dokładnie w odcinkach zrelacjonował na swoim blogu (http://kazwoy.wordpress.com/).

Czytając poszczególne wpisy trudno zorientować się, czy autor jest ekspertem, który popularnonaukowymi metodami, upraszczając, swoiście „odkłamuje” historię OUN-UPA dla przeciętnego czytelnika, czy też może został rzucony na nowy, obcy sobie odcinek frontu walki ideologicznej i radzi sobie korzystając z gotowych szablonów i maskując niewiedzę pewnością siebie.

Budowaniu image eksperta służą liczne zwroty, w których Wóycicki dystansuje się od różnych utartych poglądów, np. „Przeciętny Polak (na co zapracowała propaganda PRL i teraz Putina) może sobie wyobrażać, że Wołyń jest pełen pomników UPA”, albo: „Wbrew wszelkim stereotypom UPA nikt tu nie upamiętnia”, czy też: „Ukraina jest dla Polaka pełna niespodzianek i całkiem inna niż mówią stereotypy”. Wóycicki ex catedrae wielokrotnie krytykuje polskich autorów Wikipedii za antyukraińskie uprzedzenia. Wyżywa się na polskiej pamięci o UPA jako jednostronnej, uproszczonej, zafałszowanej. Czytelnikowi, który nic, lub niewiele wie o Ukrainie i OUN-UPA, wykład Wóycickiego może zaimponować i trafić do serca.

Z drugiej strony, bardziej wyrobionemu czytelnikowi lampka ostrzegawcza zapala się już przy najdrobniejszych sprawach. Gdy autor pisze o „Andri Melniku”, „Lesi Ukraince”, „Szuchewiczu”, „Stefanie Banderze” to raczej nie mamy do czynienia z nonszalancją mistrza, ale oznaką jakiegoś podstawowego problemu z językiem ukraińskim. A kto jest niestaranny w sprawach małych, zazwyczaj nie dba też o sprawy większe. Wpisy Wóycickiego poprzetykane są licznymi błędami rzeczowymi. Oto pisze, że termin „banderowiec” to „wynalazek sowiecki”. A przecież określenie „banderowcy” pojawiło się w broszurach OUN-M już w 1941 roku. Sama OUN Bandery też nic nie robiła sobie z rzekomo sowieckiego pochodzenia tego „wynalazku”, skoro w 1950 roku sama siebie dumnie nazwała „banderowcami” w broszurze pt. „Kim są banderowcy i o co walczą”.

Informacja podawana przez Wóycickiego, iż „tylko mniej więcej 50% [Ukraińców] uważa go [Banderę] za bohatera” jest prawdopodobnie wyssana z palca. Według sondażu przeprowadzonego przez renomowany Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii w 2013 roku, tylko 22% Ukraińców miało pozytywny stosunek do Bandery. Jedynie 1/3 była przeciwna odebraniu mu tytułu „Bohatera Ukrainy” w 2010 r. W podobnym stopniu zawyżona jest podawana na blogu liczba ofiar Wielkiego Głodu – ok. 5 mln, bowiem wiarygodne, nie upolitycznione badania mówią o ok. 3 milionach ofiar. Trudno dociec, czy jest to niewinna pomyłka czy może coś więcej – trzeba wiedzieć, że nacjonaliści ukraińscy sztucznie pompują liczbę ofiar Hołodomoru próbując prześcignąć w tym Holokaust, przy okazji oskarżając Żydów o sprawstwo tragedii lat 1932-33. Trzeba przyznać, że Wóycicki zdaje się znać „hierarchię dziobania” i znajduje złoty środek między prawdą a skrajną propagandą.

Kolejną nieprawdą jest stwierdzenie, że współpraca Bandery z Niemcami w latach 1939-1941 była zaledwie „taktyczna”. To oczywiście kolejna konfabulacja ukraińskich kolaborantów Hitlera rezonowana przez Wóycickiego. Przeczy temu choćby passus z deklaracji niepodległości banderowskiego państwa z 1941 r. (tak wychwalanej na blogu Wóycickiego): „Nowo powstające ukraińskie państwo będzie ściśle współpracować z Narodowo-Socjalistycznymi Wielkimi Niemcami, które pod przewodnictwem swojego wodza Adolfa Hitlera tworzą nowy ład w Europie i na świecie…”. Już po aresztowaniu Bandera i jego „premier” Stećko zapewniali Niemców w swoich elaboratach, że są im bliscy ideowo i nie współpracują z nimi „ze strachu albo z oportunizmu”, ale dlatego, że Ukraina i Niemcy są skazane na sojusz. Jeśli ktoś tu traktował współpracę taktycznie, byli to Niemcy, którzy wykorzystali swoich ukraińskich pomocników do zadań szpiegowskich i dywersyjnych, jako tłumaczy, przewodników i w końcu jako wykonawców pogromów, a gdy gorliwy wykonawca zażądał wygórowanej nagrody, pokazali mu figę z makiem.

Podobnych „błędów” jest więcej, nie ma tu miejsca na wyliczanie ich wszystkich. Idą one w jedną stronę – służą ocieplaniu wizerunku OUN-UPA. Wóycicki zupełnie „odlatuje” w opisie i ocenach UPA. Jak mówią Amerykanie, „garbage in, garbage out”.

Romana Szuchewycza nazywa Wóycicki „twórcą UPA”, „potężnej formacji wojskowej skierowanej przeciw III Rzeszy oraz sowieckiej Rosji”. Twierdzenie, że pod wodzą tego „twórcy” (co jest kolejną nieprawdą, ponieważ założycielem UPA był zupełnie ktoś inny) formacja ta walczyła z III Rzeszą, jest zabawne. Szuchewycz, wychowanek szkoły gestapo w Zakopanem, wiernie służący Niemcom w latach 1939-1942 w batalionach Nachtigall i Schuma, zostając latem 1943 dowódcą UPA, zamknął (i tak marginalny) niemiecki front UPA, wchodząc ponownie w sojusz z III Rzeszą. Gdyby UPA Szuchewycza realnie a nie deklaratywnie walczyła z Niemcami, szef dystryktu lubelskiego nie powiedziałby w kwietniu 1944, że Wehrmacht nie chce zwalczać UPA, ponieważ „nacjonalistyczne bandy nie przeszkadzają w dowozie, nie wysadzają mostów i nie zabijają niemieckich funkcjonariuszy.” UPA w całej swojej historii zabiła prawdopodobnie nie więcej niż kilkuset niemieckich żołnierzy i policjantów (i to głównie z formacji cudzoziemskich a nie etnicznych Niemców), przeważnie w walkach obronnych. UPA nie tyle walczyła z Niemcami, co była przez nich zwalczana, i to tylko okresowo i niezbyt aktywnie. Równie zabawne jest nazywanie UPA, liczącą maksymalnie 25 tys. ludzi, „potężną formacją”. Dla porównania: 7-krotnie mniej liczni od Ukraińców wołyńscy Polacy byli zdolni wystawić siłę (27 Dywizję Piechoty AK) liczebnie niewiele ustępującą wołyńskiej UPA.

Wóycicki wielokrotnie nazywa UPA „ukraińskim ruchem narodowym” tworząc zwodnicze wrażenie, że była to organizacja ogólnoukraińska a nie fenomen lokalny o rodowodzie głównie galicyjskim, który nie zdobył poparcia na centralnej i wschodniej Ukrainie. Umacnia to wrażenie także poprzez przedstawianie mylnej percepcji UPA na współczesnej Ukrainie. Przykładowo pisze Wóycicki, że „Roman Szuchewycz jest dla Ukraińców bohaterem narodowym”, chociaż zaledwie 16% Ukraińców miało pozytywny stosunek do tej postaci (sondaż KMIS z 2012r.). Inny przykład takiego bezpodstawnego sloganu to „UPA jest dla Ukraińców czymś więcej niż AK”, chociaż zaledwie 10% Ukraińców preferowało UPA we wspomnianym sondażu (mając jeszcze do wyboru… Armię Czerwoną i Wehrmacht). Oceny przedstawiane przez Wóycickiego można by uznać za jakoś reprezentatywne jedynie dla Galicji (odpowiednio 45 i 70% w w/w sondażu) oraz dla wyborców Swobody (42 i 57%). Można dojść do ponurego wniosku, że dla Wóycickiego reprezentatywny Ukrainiec to mieszkaniec Galicji głosujący na nacjonalistyczną Swobodę.

Wszyscy Ukraińcy na blogu Wóycickiego to zwolennicy UPA, przeciwnicy zaś to nieokreślone narodowościowo „kręgi o mentalności postsowieckiej”. Wóycicki wydaje się cierpieć na to, co Andrij Portnow nazwał „intelektualnym galicyjskim redukcjonizmem”, czyli wyobrażenie, że prawdziwi Ukraińcy wyznają poglądy właściwe dla mieszkańców Galicji (Hałyczyny). Podkreślmy, redukcjonizm, który zdaniem Portnowa służy Putinowi i stanowi zagrożenie dla spoistoiści Ukrainy. Podobnie wyraził się ostatnio inny ukraiński intelektualista Wasyl Rasewycz:

Dużo pisałem i wielokrotnie uprzedzałem, że tworzenie się współczesnego społeczeństwa ukraińskiego jest niemożliwe, jeżeli u podstaw kłaść się będzie wyłącznie historyczną tożsamość. Tak, bohaterowie przeszłości nas dzielili, zamieniając nas jeżeli nie we wrogów, to w nieprzejednanych przeciwników. […] Otóż, jeżeli ktoś chce po prostu pogodzić antagonistyczną pamięć, sprowadzić do wspólnego mianownika te wszystkie fakty i w dodatku spodziewa się pomyślności dla takiej hybrydy, to skazuje on społeczeństwo ukraińskie na ciągłe zatargi. […] Starania władz, by stworzyć ogólnoukraińską wersję tradycji historycznej według jednej „heroicznej” historii, narażają społeczeństwo ukraińskie na rozbrat i rozłam.[1]

Od siebie dodam, że Wóycicki poprzez upowszechnianie poglądu, że Ukraińcy są (względnie powinni zostać) czcicielami UPA szkodzi także prawdziwemu pojednaniu polsko-ukraińskiemu. Może podać rękę tym polskim nacjonalistom, którzy krzyczą, że „każdy Ukrainiec to banderowiec”, w związku z czym należy domagać się od Ukrainy przeprosin, odszkodowań i za karę wtrącić ją w ręce Rosji. Ponadto niweczy wysiłki tych nielicznych ukraińskich intelektualistów, którzy mają odwagę walczyć z zalewem proupowskiej narracji na Ukrainie, starając się promować poglądy bardziej stonowane. Zamiast popierać formowanie pamięci Ukraińców na nacjonalistyczną modłę mógłby Wóycicki wspierać promowanie na Ukrainie np. poglądów kanadyjsko-ukraińskiego historyka Johna Paula-Himki (Iwana-Pawła Chymki), który argumentuje, że zbrodnie OUN-UPA zdyskredytowały ten ruch a sama fanatyczna walka z Sowietami (która i tak wiązała się z masowym terrorem wobec ludności cywilnej nie popierającej UPA) nie jest wartością samą w sobie:

Wojskowe walory nie są kluczowe dla oceny ideologicznego i narodowego ruchu, lecz aspekty programowe i polityczne. Mówi się, że najlepszymi żołnierzami byli Niemcy. Walczyli przeciwko światu, który przewyższał ich wielokrotnie w liczbie żołnierzy i sprzęcie. Ale odważny Hans walczący o każdą ulicę na stalingradzkim mrozie nie może polepszyć ideologicznego obrazu niemieckiego narodowego socjalizmu.[2]

Prawdziwe pojednanie polsko-ukraińskie może nastąpić dopiero wówczas, gdy Ukraińcy zdają sobie sprawę z ogromu zbrodni OUN-UPA, i że gloryfikowanie formacji, która zabiła 13 razy więcej bezbronnych cywili (w tym dziesiątki tysięcy swoich rodaków) niż żołnierzy przeciwnika, jest po prostu niegodne i nie może zostać zaakceptowane. Muszą Ukraińcy dostrzec oczywistość, którą widzieli współcześni:

Jako jeden z dziwów moralnych tej wojny przejdą niewątpliwie do historii poczynania nacjonalizmu ukraińskiego, który uchylając się od walki ze zbrojnymi siłami okupantów, wyładowywał swą energię wojskową w masowych, okrutnych mordach bezbronnej ludności polskiej, w tym dzieci, kobiet, starców.[3]

Państwa budowane są w drodze zdobywczych lub wyzwoleńczych pochodów walk frontowych, a nie w drodze barbarzyńskich metod masakry, skierowanych nawet na wrogą, ale bezbronną ludność.[…] Kiedy my dziś tak ostro występujemy przeciwko barbarzyńskim metodom, jakie Niemcy stosują wobec nas, to czym my wyjaśnimy przed kulturalnym światem takie same swoje „wyczyny bojowe”?[4]

Dopiero gdy to wspólne spojrzenie nas połączy, będzie można mówić, że warunek sine qua non pojednania został spełniony. Jednak narracja Wóycickiego idzie w zupełnie przeciwnym kierunku. Warto zwrócić uwagę na fałszywy opis, który Wóycicki stosuje dla rehabilitacji UPA, pisząc o tzw. zbrodni wołyńskiej: „W całości dziejów UPA „Wołyń” jest to ich niewielki fragment…”. Jest to z jednej strony redukowanie zbrodni UPA do terenu Wołynia, co przy stosowaniu narracji przedstawiającej UPA jako fenomen ogólnoukraiński (o czym była mowa wyżej) pozwala na marginalizowanie dokonanej zbrodni. Służy temu też manipulowanie okresami: ludobójstwo (Wóycicki unika tego słowa jak ognia) wydaje się mieć miejsce tylko w 1943 r., natomiast działalność UPA trwa u niego do 1950 a nawet do 1960 r. W rzeczywistości okres najbardziej aktywnej działalności UPA to lata 1943-48 (później była praktycznie rozbita), z czego pierwsza połowa to okres największych zbrodni na Polakach, a druga – na Ukraińcach. Nie trzeba chyba dodawać, że terytorialnie działalność UPA całkowicie pokrywała się z mapą ludobójstwa.

Polemika z absurdalnym poglądem Wóycickiego, iż UPA to ukraińska AK (albo nawet więcej niż AK), wykracza poza ramy tego artykułu. Różnic jest tak wiele, że należałoby napisać na ten temat osobny artykuł. Pogląd taki świadczy o ignorancji albo skrajnie złej woli.

Po takim upudrowaniu OUN-UPA Wóycicki może przejść do sedna sprawy – postuluje, by Polacy nie tylko tolerowali heroizację UPA ale wręcz sami brali w niej udział! Pisze na blogu: „[Szuchewycz] jest i powinien być również dla Polaków postacią o cechach bohatera, nawet jeśli ma być to bohater z gorzką skazą współwiny za zbrodnię”.

Bodaj po raz pierwszy wysunięto taki postulat. Wcześniej usiłowano narzucić Polakom amnezję o ofiarach wołyńsko-małopolskich oraz „zaledwie” obojętność na heroizację OUN-UPA. Poglądy te, odrzucone przez polskie społeczeństwo, dzisiaj znowu są wyciągane z lamusa na potrzeby zmienionej, pomajdanowej sytuacji politycznej. Banderowskiej „inicjatywnej mniejszości”, która narzuciła Majdanowi swoją symbolikę oraz pchnęła w stronę brutalnej konfrontacji zakończonej zmianą władzy w Kijowie, należy się przecież nagroda, a nowej, hołubionej władzy należy usunąć spod nóg kłodę na drodze do Europy w postaci niewygodnej polskiej pamięci. Jak proroczo napisał Andrzej A. Zięba dwa lata przed Majdanem,

Znaczenie walki o honor OUN i UPA wynika z ogólnej logiki walki politycznej na współczesnej Ukrainie. Mit ten – w wersji twardej i miękkiej – stanowi podstawę tożsamości niektórych grup konkurujących o władzę w Kijowie. W przyszłości może stać się skutecznym narzędziem politycznym, ale na razie aktywnie jest eksploatowany tylko regionalnie, na Zachodniej Ukrainie. Dla celów ideologicznego podboju Kijowa mit ten powinien zostać oczyszczony z grzechów pierworodnych.[5]

Skoro podbój Kijowa już się dokonał (czego dowodem liczne sygnały świadczące, że nowe władze będą prowadzić proupowską politykę historyczną), następnym przedmiotem podobnej inżynierii pamięci może być polskie społeczeństwo. Wóycicki zresztą nie ukrywa, że „polsko-ukraińskie pojednanie” (co należy rozumieć jako polską aprobatę dla mitologii UPA) jest ważne dla Europy. Sygnały świadczące o tym, że możemy być świadkami kolejnego spektaklu pt. „pojednanie polsko-ukraińskie” płyną także z innych stron. Powracają propozycje „okrągłego stołu” historyków z udziałem m.in. „kłamcy wołyńskiego” Wołodymyra Wiatrowycza, który po Majdanie stanął na czele ukraińskiego IPN. Jest oczywiste, że musiałoby to oznaczać poparcie proupowskiej narracji przez polski establishment.

Co oznaczałoby takie „pojednanie” dla polskiej pamięci o zbrodniach UPA, można się tylko domyślać. Zdaniem Wóycickiego „…pamięć o polskich ofiarach rzezi wołyńskiej winna się przede wszystkim wyrażać w wysiłkach na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego”. Zatem imperatyw który do tej pory przyświecał „rodzinom wołyńskim” – zmarłych pochować, uczcić, ocalić od zapomnienia – Wóycicki degraduje na rzecz politycznie motywowanego, swoiście pojmowanego „pojednania”. Ostatnio jeszcze dalej poszedł szef Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma sugerując, że przypominanie ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego może być przejawem tzw. mowy nienawiści. Różnorodne ataki kieruje się wobec organizacji i mediów kresowych („ruscy agenci”, „marionetki Putina”). W słowach tych pobrzmiewa groźba całkowitego zablokowania i tak kulejącego procesu upamiętniania ofiar UPA, metodami administracyjnymi czy prawno-karnymi, gdyby propozycje te zdobyły poparcie establishmentu. Precedens w tej kwestii już nastąpił – jeden z uczestników marszu upamiętniającego wołyńską „krwawą niedzielę” 11 lipca w Chełmie został aresztowany przez policję pod zarzutem propagowania ustroju faszystowskiego (aresztowany niósł flagę ze znakiem falangi; żeby było jasne – jestem przeciwny próbom zawłaszczania sprawy pamięci przez organizacje skrajne); dokładnie w tym samym czasie prokuratury bez żadnego uzasadnienia poumarzały, bądź odmówiły wszczęcia śledztw w sprawie propagowania w Polsce symboli i haseł OUN-UPA, co na przykład oznacza, że skandowanie banderowskiego hasła „sława nacji, śmierć wrogom” nie jest uznawane przez nie za podżeganie do nienawiści. Osoby które złożyły te doniesienia, były przesłuchiwane przez policję w taki sposób, jakby były podejrzanymi a nie świadkami. Czy doczekamy czasów, kiedy wspominanie ofiar UPA będzie mową nienawiści, a złorzeczenie wrogom ukraińskiej nacji oznaką miłości i pojednania?

Tak może wyglądać to nowe, pomajdanowe pseudopojednanie polsko-ukraińskie. Polacy, urobieni przez podobnych Wóycickiemu technologów pamięci, będą „szanować ukraińską wrażliwość” i jednoczyć się z Ukraińcami w sławieniu „herojów UPA”. Wtedy być może pozwoli im się pamiętać o zabitych przodkach, oczywiście najlepiej bezobjawowo, bo tylko to nie zagrozi „pojednaniu” z postupowcami.

Zastanawia mnie tylko jedno – kilka lat temu ten sam Kazimierz Wóycicki napisał coś takiego:

Zbrodnie dokonywane przez Moskwę są dziś dla historyków oczywistością. Mają one zarówno charakter zbrodni wojennych jak i ludobójstwa. Wspominanie o nich jest jednak politycznie trudne, wobec braku jakiejkolwiek szerszej debaty rozrachunkowej w Rosji. Czy jednak, jeśli chcemy widzieć Rosję w Europie, nie powinniśmy oczekiwać od Rosji takiego samego rozrachunku z historią, jakiego dokonano w Niemczech i jaki dokonuje się w wielu krajach europejskich? Wymogi takie stawia się dzisiaj Serbii i Chorwacji.[6]

Dlaczego nie można wymagać tego samego od Ukrainy? Czyżby standardy europejskie Ukrainy nie obowiązywały?

Krzysztof Janiga

Przypisy:

[1] http://kuriergalicyjski.com/index.php/polemikii/3529-nowi-bohaterowie-nowa-wsp-lna-historia

[2] “The Organization of Ukrainian Nationalists and Ukrainian Insurgent Army. Unwelcome Elements of an Identity Project”, Ab Impetio 4/2010

[3] Biuletyn Informacyjny AK, nr 17/44

[4] List twórcy UPA Tarasa Bulby-Borowcia do Krajowego Prowodu OUN-B z 25.03.1943

[5] “Mitologizowana wojna”, Ab Imperio, 1/2012

[6] http://kazwoy.wordpress.com/niemcy/konflikt-pamieci/

Reklama



53 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

      • kwezal :

        Kiedys Lepper jeździł na Ukrainę i spotykał się tam z przedstawicielami proruskiej Partii Regionów Janukowycza, a ci go uważali za przedstawiciela Polski…………………. 😀 A chłop w końcu sie powiesił, taki z niego przedstawiciel był. Obawiam się Tutejszym ze politruki niuansują propagandę. Teraz będa wyławiac róznych ukraińskich nacjonalistów i robić z nich temat nr 1 i przedstawicieli Ukrainy,tak jak i z Leppera robiono w Partii Regionów przedstawiciela Polski. Te wszelkie Swobody to sa marginesy polityczne.Mają takie poparcie jak ONR i NOP w Polsce. Takie ugrupowania są najczęściej bardzo głośne,ale znaczą niewiele. Kiedyś będa sie musieli za nie wstydzić. A póki co, prawdziwy wróg na Kremlu moskiewskim się cieszy,gdy się wkłada kij miedzy kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Dziel i rządź

    • sylwia :

      1. Z akcentu, wymowy i błędow językowych można poznać nie-Polaka i założyć, że to Ukrainiec.
      2. Powiedział, że jest banderowcem wyszkolonym w Polsce. Zach. ukraińscy młodzi ludzie tacy jak on, obojga płci, to zawzięci faszyści. Widać to też na filmach z zach. Ukrainy. Dla nich być banderowcem to zaszczyt, nie hańba, a Bandera jest ich bohaterem. Więc jest on faszystą-banderowcem i jest z tego dumny. Przez ‚wyszkolenie w Polsce’ on przekazuje, że jest studentem w Polsce lub przeszedł przez wyszkolenie bandyckie w Legionowie, zorganizowane dla ukrofaszystów przez polskie władze, gdy im pewne zagraniczne kola rozkazały szkolić przyszłe sotnie Majdanu. Pierwsze sceny są chyba z Al. Ujazdowskich w Warszawie. To może być Ukrainiec zamieszkały w Warszawie.
      3. To nie jest wariat. To krwiożerczy ideowy faszysta, pogrobowiec UPA i gotów do powtorzenia ich ludobójczych zbrodni. Tu gumy na tyłek nie wystarcza: tu jest potrzebne zainteresowanie organów śledczych lub odtworzonego Kedywu AK aby dowiedziec się kto to jest, z kim się zadaje i mieć tę potencjalną grupę dywersyjną na uwadze. Skopiujcie ten film. Zachowajcie podobiznę tego bandziora.

    • sylwia :

      1. Z akcentu, wymowy i błędow językowych można poznać nie-Polaka i założyć, że to Ukrainiec. 2. Powiedział, że jest banderowcem wyszkolonym w Polsce. Zach. ukraińscy młodzi ludzie tacy jak on, obojga płci, to zawzięci faszyści. Widać to też na filmach z zach. Ukrainy. Dla nich być banderowcem to zaszczyt, nie hańba, a Bandera jest ich bohaterem. Więc jest on faszystą-banderowcem i jest z tego dumny. Przez ‚wyszkolenie w Polsce’ on przekazuje, że jest studentem w Polsce lub przeszedł przez wyszkolenie bandyckie w Legionowie, zorganizowane dla ukrofaszystów przez polskie władze, gdy im pewne zagraniczne kola rozkazały szkolić przyszłe sotnie Majdanu. Pierwsze sceny są chyba z Al. Ujazdowskich w Warszawie. To może być Ukrainiec zamieszkały w Warszawie. 3. To nie jest wariat. To krwiożerczy ideowy faszysta, pogrobowiec UPA i gotów do powtorzenia ich ludobójczych zbrodni. Tu gumy na tyłek nie wystarcza: tu jest potrzebne zainteresowanie organów śledczych lub odtworzonego Kedywu AK aby dowiedziec się kto to jest, z kim się zadaje i mieć tę potencjalną grupę dywersyjną na uwadze. Skopiujcie ten film. Zachowajcie podobiznę tego bandziora.

        • sylwia :

          Wypowiedź Tymy jest typowa dla Ukrainców: ludobójstwa Polakow nie było. Na takie ohydne dictum prowadzący wywiad z Tymą Maciej Zakrocki z ‚TVN Historia’ zareagował nazywając Ukraińców ‚braćmi’. Wymiotne. Zachodni Ukraińcy Polaków za żadnych braci nie uważają, braćmi nam nigdy nie byli i nie będą. To zacięci wrogowie Polski nie słabsi od hitlerowskich Niemców. Nie będzie miedzy nami pojednania i zrozumienia dopóki nie przyznają dokonania potwornych zbrodni na naszym narodzie. Zakrocki potrzebuje reedukacji i odstawienia od prowadzenia programów w telewizji a Tyma pozbawienia polskiego obywatelstwa i eksmisji do Kijowa.

          • tutejszym :

            „Sylwia” zmień awatar.” : Prawo o fladze: „Flaga z godłem nie powinna być używana przez obywateli, ponieważ jest zastrzeżona wyłącznie dla grup podmiotów określonych w ustawie (placówki dyplomatyczne, lotniska, samoloty cywilne podczas lotów za granicą, kapitanaty portów, na statkach morskich).” Łamiesz prawo, ruski agencie.

          • anarchista :

            @Tutejszym ).To jeszcze komunistyczny przepis .Prawa do posługiwania się flagą powinny być takie jak na zachodzie a szczególnie w USA. A odnośnie łamania Prawa to proszę zobaczyć swoje wypowiedzi na forum , te insynuacje pomówienia i t p . Jak kogoś wkurzysz to z pierdla nie wyjdziesz . Nie zapominaj że nawet niepoczytalność nie zwalnia od odpowiedzialności karnej a jedynie może prowadzić do zmniejszenia wyroku na który usilnie pracujesz . Wypada w dyskusji publicznej zachować szacunek do innych .

      • uri :

        Panie Tutejszym, ten gość to niejaki Jewhen Biłonożko, nota bene porządnie wykształcony człowiek. Ten filmik na youtube to fragment większej całości, humoreski-pamfletu „Reportaż z ośrodka szkolenia dywersantów (tj. „banderowców” ma się rozumieć) w Polsce”. Wykpiwa w nim ruską propagandę, w której przedstawia się Polskę jako największego wroga Rosji, szkolącego „banderowców” do walki z miłującym pokój i obywatelskie swobody światem (tj. Rosją właśnie). Banderowcem raczej nie jest :))) jest bardzo zaangażowany w promowanie Polski na Ukrainie. Filmik, wyrwany z kontekstu, rzeczywiście budzi kontrowersje. Więcej tutaj:
        http://polonews.in.ua/blogi/reportazh-z-diversijnomu-tabori-u-polshchi.html

          • jan_de :

            @Tutejszym: Ale z Ciebie bezmyślna i bezpłodna menda, Hyde… Nie dość żeś cham i prostak, (zdradza Cię słoma, która Ci butów wyłazi), to jeszcze sadysta… Bo sadyzmem jest lżyć w nieznanym lżonemu języku… Ta skatina, to w języku Twoich przyjaciół Ukraińców (krypto-banderowców), czy w języku Twoich wrogów Ruskich?

          • tutejszym :

            Jan_De: 27.08.2014 18:48 Z właściwą sobie kulturą i elokwencją piszesz o mnie: „Ale z Ciebie bezmyślna i bezpłodna menda”. 1)… Bezpłodna to nie, mam sporą gromadkę progenitury. 2)… Myśleć i wnioskować jeszcze całkiem sprawnie potrafię. 3)… Przysłowiowa „ruska menda” to wypisz wymaluj TY, ruski prowokatorze. 4)… Skatina to doskonale znane Tobie czysto rosyjskie określenie. Trzeba pozbawionego wszelkich zasad moralnych, sadystycznie wrednego zachowania, żeby zasłużyć na ten czysto rosyjski epitet. Doskonale wiedziałeś co robisz podając ten skecz ( poziomu nie oceniam ) jako dokument polskiej akcji szkolenia banderowców w Polsce. A ta Twoja dywersja była klasyczną ruską wrzutą, wyjętą świadomie z kontekstu prowokacją. A że nie wyszło, za rękę złapali to twoja głupota i Twój pech. Ale wszystko przed Tobą, musisz się dużo bardziej starać bo ludzie myślą i po takiej wpadce będą sprawdzać. Co chciałeś to masz.

          • jan_de :

            Powtórzę, bo chyba nie czytałeś: myślisz, że głupota zwalnia Cię od myślenia?. Jestem prowokatorem, bo umieściłem znaleziony na Youtubie filmik, o którym nie wiedziałem co myśleć? Pan Uri okazał się – jak zwykle w takich sprawach niezawodny – i wyjaśnił Ci (i nam), że był to filmik zrobiony przez Ukraińców… A przecież, miała to być „ewidentnie ruska wrzuta…” To Ukraińcy robią „wrzuty” dla późniejszego wykorzystania przez ruskich? To Twoja logika? Jeśli tak, to ciekawe, kim byłbym w Twoich oczach, gdyby ten filmik okazał się rzeczywiście, autorstwa Rosjan… Pogięło Cię Hyde już całkiem… Dopuść wreszcie do głosu Jakylla, albo choćby Tutejszym’ego… Każdy z nich jest dużo mądrzejszy od Ciebie… I lepiej wychowany…

          • kwezal :

            Tutejszy, no chyba nie dałeś wiary temu kabarecikowi. Przecież to jest obsmianie ruskiej propagandy. Dzięku uri za pełne wyjaśnienie.A Jan De musi miec obnizony żołd. Bo wyraźnie zadanie propagandysty go już przerasta. Natomiast problem jest z tym chwastem Sylwia-politrukiem, bo dalej polską flaga sie wyciera.

          • jan_de :

            @Tutejszym, a właściwie Mr Hyde… czy Ty myślisz, że głupota zwalnia Cię od myślenia?. Jestem prowokatorem, bo umieściłem znaleziony na Youtubie filmik, o którym nie wiedziałem co myśleć? Pan Uri okazał się – jak zwykle w takich sprawach niezawodny – i wyjaśnił Ci (i nam), że był to filmik zrobiony przez Ukraińców… A przecież, miała to być „ewidentnie ruska wrzuta…” To Ukraińcy robią „wrzuty” dla późniejszego wykorzystania przez ruskich? To Twoja logika? Jeśli tak, to ciekawe, kim byłbym w Twoich oczach, gdyby ten filmik okazał się rzeczywiście, autorstwa Rosjan… Pogięło Cię Hyde już całkiem… Dopuść wreszcie do głosu Jakylla, albo choćby Tutejszym’ego… Każdy z nich jest dużo mądrzejszy od Ciebie… I lepiej wychowany…

        • krok :

          Humoreska ? Humoreską może być walka ukrińców w Donbasie mając 10-cio krotną przewagę. Albo wysyłanie przez ukraińców broni do rosji jednocześnie prosząc o broń z Polski. Żartować z pomordowanych Polaków przez banderowców ukraińskich, udając polskiego banderowca, to jak wykrzykiwanie w Oświęcimiu przez żyda „heil hitler”, zawsze można powiedzieć, że to humoreska, lub taka ideologiczna przenośnia, albo większa część całości programu „artysty”.

        • jan_de :

          Panie Uri, dziękuję! Dzięki Panu wiem już, jak wygląda ukraińskie poczucie humoru… Nikt niczego nie rozumie… „Koń może by się uśmiał”, ale nawet Tutejszym alias Hyde lub Jekyll „myślał”, że to „ruska wrzuta”… Ale jak dodamy „kontekst”… to ho, ho! A Propos, czemu ten „kontekst” jest taki długi i po ukraińsku, skoro filmik jest „po polsku”? Nie może Pan sprawić, by ten oczywisty błąd twórców filmiku został naprawiony?

  1. kurosan :

    Nie związane z tematem, ale chyba z osobą ww. Wóycickiego.
    To dobrze pokazuje z kim mamy do czynienia.

    Uczeń może wszystko

    Sześciu nauczycieli trafiło pod sąd oświatowy za niewyrażenie zgody na obecność na lekcjach ucznia, który utrudniał im pracę. Komisji dyscyplinarnej poskarżył się ojciec chłopaka, znany publicysta i działacz polityczny. W szkole wybuchł potężny konflikt.

    Co ma zrobić nauczyciel z uczniem, który ma naganną ocenę z zachowania i bardzo słabe oceny ze wszystkich niemal przedmiotów? Dawniej delikwent musiałby powtarzać klasę lub zostałby wyrzucony ze szkoły, a i z jego zdyscyplinowaniem nie byłoby kłopotów. Ale czasy się zmieniły i również za sprawą pedagogów szkolna hierarchia została postawiona na głowie. Uczniowie mają głównie swoje prawa, obowiązków już znacznie mniej. Tych nauczycieli, którzy widzą to inaczej, mogą spotkać niemiłe konsekwencje. Tym bardziej jeśli uczeń, którego należy zdyscyplinować, jest dzieckiem wpływowej osoby. Jan Wóycicki, bo o niego chodzi, jest synem Kazimierza Wóycickiego, publicysty, dziennikarza, wykładowcy z Uniwersytetu Warszawskiego – specjalisty ds. stosunków polsko-niemieckich. Był zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Więź” i bliskim współpracownikiem Tadeusza Mazowieckiego.
    Na początku lat dziewięćdziesiątych Kazimierz Wóycicki był redaktorem naczelnym „Życia Warszawy”, a potem pełnił kierowniczą funkcję w „Wiadomościach” TVP. Jego pierwsza żona Irena Wóycicka jest podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dyrekcja i nauczyciele warszawskiego Gimnazjum im. Bolesława Prusa na Saskiej Kępie zarzucają mężczyźnie, że wykorzystał swoje znajomości polityczne do postawienia przed komisją dyscyplinarną kilku nauczycieli wraz z dyrektor szkoły. – Śmieszą mnie te insynuacje, ja tylko działałem zgodnie z prawem, pisałem wnioski i skargi, które – jak widać – zostały uwzględnione – tłumaczy Wóycicki. Nauczyciele ripostują, że zostały one rozpatrzone pozytywnie dzięki koneksjom w Platformie Obywatelskiej.
    – Pan Wóycicki szczyci się znajomością z Aleksandrem Hallem, prywatnie mężem Katarzyny Hall, minister edukacji narodowej w rządzie Donalda Tuska – mówi dyrektor gimnazjum Ewa Buta. Jedno jest pewne – w szkole wybuchł potężny konflikt. Spór przegrali nauczyciele. Jak to się stało?
    Syn Kazimierza Wóycickiego, wówczas uczeń praskiego gimnazjum, wielokrotnie sprawiał bardzo poważne problemy wychowawcze. Dziś już nie jest uczniem tej szkoły.
    – Z roku na rok mieliśmy z nim spore kłopoty. Przerywał i przeszkadzał nauczycielom i uczniom w wypowiedziach, nie prowadził zeszytów i notatek. No i miał coraz niższe oceny, których średnia zaczęła spadać do poziomu 2,9 – tłumaczy Ewa Buta. W zawodzie pracuje już 45 lat i w tym roku odejdzie na emeryturę. To, co wydarzyło się w jej szkole, przeszło jej najśmielsze wyobrażenia. – Mam nagrodę burmistrza, medal Komisji Edukacji Narodowej, odznaczenie prezydenta Warszawy, moja szkoła cieszyła się naprawdę bardzo dobrą opinią – podkreśla. Zdaniem ojca, syn miał naganną ocenę z zachowania, bo nagminnie nie przynosił do szkoły mundurka. – W tej szkole rolę mundurka pełni taki obrzydliwy T-shirt, który po kilku razach się spierał. Syn go nie zakładał, w międzyczasie dostał tyle ocen nagannych, że postanowiono mu wpisać ocenę naganną na koniec roku – tłumaczy Kazimierz Wóycicki.
    Nadszedł kolejny rok szkolny. Ale w trzeciej klasie chłopak postanowił wystartować w wyborach do samorządu szkolnego, w których – zgodnie z regulaminem szkoły – nie miał prawa kandydować uczeń z zachowaniem nagannym. Poinformowała go o tym jego wychowawczyni.
    – Nie zgodziliśmy się na to, by startował z innymi uczniami – relacjonuje nauczycielka. W tej sprawie interweniował jego ojciec. Według dyrektor szkoły, przyjął do wiadomości fakt, że jeśli syn jest oceniony nagannie, ma kłopoty w nauce, to nie może kandydować w szkolnych wyborach. – „Jeśli tak, to poddaję się” – miał powiedzieć na odchodne – opowiada. Zaraz potem złożył pisemną skargę na wychowawczynię. Została ona zarejestrowana i rozpatrzona, a Jan został zaproszony na rozmowę, podczas której dyrektor szkoły wytłumaczyła mu, że zgodnie ze szkolnym regulaminem, a więc z powodu fatalnych wyników w nauce i nagannej oceny z zachowania, jego aspiracje są wykluczone. Pisemnie potwierdził, że został o tym w indywidualnej rozmowie poinformowany. Zdaniem ojca, regulamin miał być niezgodny z obowiązującymi przepisami, co miały potem wykazać oświatowe kontrole. Poza tym, w jego ocenie, syn był niesprawiedliwie oceniany przez nauczycieli. – W tej szkole wyobrażenie o nauce sprowadza się do obozu pracy. Nie ma tam elementu motywacji do nauki – tłumaczy.
    Dlatego chłopak, wbrew stanowisku nauczycieli, wydał wyborczą ulotkę, w której m.in. proponował 10 złotych każdemu, kto poprze jego kandydaturę. – Sporządził na niej specjalną instrukcję, w której opisał, w jaki sposób uczniowie mają na niego głosować. – Chodziło o to, by koledzy skreślali wszystkich innych kandydatów i dopisali na końcu jego nazwisko – mówi dyrektor. Ale to nie wszystko.
    Jako pedagog oburzona jest tym, że uczeń najzwyczajniej w świecie próbował ośmieszyć dyrekcję i nauczycieli, nie tylko wystartował w wyborach, ale kolportował ulotkę, która ich obrażała. – Odgrażał się w niej, że zrobi z nauczycielami i radą rodziców porządek, a na koniec napisał „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. To nas oburzyło – dodaje Ewa Buta. Mówiąc to, nie kryje irytacji i podenerwowania. – Gdyby to było u niego spontaniczne, to mogłabym to zrozumieć, ale stało się to już po naszej rozmowie. A więc zrobił to z premedytacją – podkreśla. Część nauczycieli jest członkami Związku Nauczycielstwa Polskiego. – To komunistyczna sitwa – mówi Wóycicki. Trochę dziwnie w ustach współpracownika Tadeusza Mazowieckiego brzmią tego typu frazy w 2011 roku, tym bardziej że po stronie kolegów stanęła oświatowa „Solidarność”. – Ta sprawa jest skomplikowana, ale zasadniczo racja jest po stronie nauczycieli – mówi Wanda Hofman, na ręce której wpłynęła prośba o interwencję w tej sprawie.
    Grupa nauczycieli, którzy poczuli się urażeni hasłem z ulotki, powiadomiła prokuraturę za ich znieważenie jako funkcjonariuszy publicznych. Ostatecznie sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Wymiana ciosów pomiędzy stronami była coraz mocniejsza. Nauczyciele w związku z tym, że rodzina, z której pochodzi Jan, jest rozbita, poprosili o dozór kuratora nad dzieckiem. Szkoła postanowiła przenieść ucznia do innej klasy. – Chodziło o przeniesienie go do grupy, w której nie pociągnąłby uczniów za sobą – tłumaczy dyrektor.
    Ojciec stanął w obronie syna, zaczął się odgrażać, że szkoła robi z niego i jego dziecka patologiczną rodzinę. – Jego matka krzyczała, że ojciec dziecka wykorzysta swoje polityczne koneksje do tego, by sprawę odkręcić – mówi dyrektor.
    W obronie dziecka Wóycicki napisał skargi do władz dzielnicy, władz miasta i Mazowieckiego Kuratora Oświaty. Burmistrz dzielnicy zaczął naciskać na dyrekcję szkoły, aby anulowała karę nałożoną na ucznia. W samej szkole zaczęły pojawiać się liczne kontrole z kuratorium, a w mediację zaangażował się wiceburmistrz dzielnicy. Zdaniem nauczycielek, władze samorządowe i oświatowe nie przejawiały przy tym żadnego zainteresowania przyczynami, z powodu których sprawa wybuchła. – Przede wszystkim szukano błędów po stronie szkoły i haków na dyrektora i nauczycieli – podkreślają.
    W końcu dyrektor przystała na propozycję zastępcy burmistrza dzielnicy Praga Południe Jarosława Karcza, by uczeń został przywrócony czasowo do klasy, z której został usunięty, ponieważ w niedługim czasie miał zmienić szkołę, w znalezienie której również zaangażował się burmistrz. Jak się okazało, był to błąd, bo znający sprawę nauczyciele odmówili prowadzenia zajęć w klasie, do której został przywrócony Jan Wójcicki. W związku z tym, na skutek interwencji ojca, sześciu z nich, w tym dyrektor, trafiło pod sąd oświatowy, a więc pod Komisję Dyscyplinarną dla Nauczycieli przy Wojewodzie Mazowieckim. To w świecie pedagogicznym nieczęsto używana forma oceny pracy nauczycieli. Komisja może umorzyć postępowanie, jak stało się to w przypadku jednej z nauczycielek, albo orzec naganę z wpisem do akt. – Napisali do mnie prośby o zgodę na nieprowadzenie zajęć, dopóki uczeń będzie przebywał w klasie – tłumaczy dyrektor. Ostatnio jedna z nauczycielek zemdlała podczas przesłuchania. Kobieta otrzymała zwolnienie lekarskie. Podobnie jak dyrektor, która już od dwóch miesięcy z powodów zdrowotnych nie przychodzi do pracy w szkole. Zdaniem ojca, nauczycielki celowo uciekają na zwolnienia, by uniknąć konsekwencji.
    Co ciekawe, po ostatniej kontroli szkoła została sklasyfikowana jako jedna z najgorszych w województwie mazowieckim. Choć w 2009 roku było zupełnie odwrotnie.

    Maciej Walaszczyk
    Żródło: http://www.naszdziennik.p…=po &id=po02.txt

  2. piotrx :

    http://kot-od-strony-ogona.blog.onet.pl/2011/04/23/spiacy-narod-czesc-iii/

    Kazimierz Wóycicki to były redaktor naczelny „Życia Warszawy”. To również długoletni dyrektor Instytutu Polskiego (antypolskiego) w Dusseldorfie. …. Dodatkowo K. Wóycicki szeroko piętnował na gruncie „polskiego” Instytutu w Dusseldorfie rzekomy „polski antysemityzm”, co oznacza, że była to działalność jawnie dywersyjna. …. Wóycicki, jakby funkcji ciągle było mu mało, to również członek kolegium redakcyjnego katolewackiej „Więzi”. To nie wszystko: Wóycicki to członek zwyczajny Polskiej Rady Ruchu Europejskiego, obok takich członków jak równie niezastąpiony Andrzej Ananicz, Jerzy Bahr, Stefan Bratkowski („GW”), Iwo Byczewski, Bronisław Geremek, Jan Grosfeid, Jerzy Holzer ….

    Antypolskość „naszego” K. Wóycickiego wystarczająco określa jego „złota” (antypolska) myśl:

    (…) społeczeństwo polskie powinno stopniowo rezygnować z zasad suwerenności państwowej na rzecz struktur integrującej Europy (…) eksponowania swej dumy narodowej, winni krytycznie odnosić się do tradycji narodowej i ograniczać jej rolę w wychowaniu, zwłaszcza w kształtowaniu postaw młodego pokolenia (Po prostu” 9/1991).

    • piotrx :

      ks.prof. Waldemar Chrostowski – „Judaizm rabiniczny, z którym mamy dziś do czynienia – obok niewątpliwej ciągłości z poprzedzającym go judaizmem biblijnym – jest także reakcją na Ewangelię i chrześcijaństwo. U jego początków znajduje się wydana około 90 r. po Chrystusie klątwa na „minim”, jak pogardliwie określano chrześcijan. Wskutek tego w pobiblijnej tradycji żydowskiej zaczęły się gromadzić pierwiastki antychrześcijańskie, które rozpoznajemy już w epizodach prześladowań wyznawców Jezusa ze strony tych Żydów, którzy w Niego nie uwierzyli, opisanych na kartach Dziejów Apostolskich i innych ksiąg Nowego Testamentu, a potem w obydwu Talmudach – Palestyńskim i Babilońskim (stąd także nazwa: judaizm talmudyczny).”

      Ot i tyle w temacie

  3. data1 :

    Jednoznacznie przyjęliście postawę prorosyjską na tym portalu. Szkoda bo dobrze się zapowiadał. Polak nie może być prorosyjski.
    Przypomnę główne rosyjskie-komunistyczne zbrodnie na Polakach. Warto podkreślić iż Rosja jest dumna ze swoich komunistycznych korzeni. NKWD zaczęło mordować Polaków już w latach 30 XX wieku tzw operacja polska NKWD 130 tysięcy zabitych Polaków mieszkających w ZSRR, potem 17 września 1939 agresja sowiecka na Polskę rozstrzeliwanie polskich jeńców, deportacje 1,5 mln ludzi na Syberię w latach 1939-1941, zbrodnia katyńska łącznie 22 tysięcy zamordowanych. W chwili agresji na ZSRR przez Niemcy w 1941 roku wymordowano około 40 tysięcy więźniów przebywających w więzieniach NKWD, wcześniej powstanie w Czortkowie w 1940 i masakra powstańców, potem deportacje po II wojnie światowej z ziem PRL około 40 tysięcy ludzi na Syberię, z ziem wschodnich dawnej II RP około 40/50 tysięcy ludzi, obława augustowska i wymordowanie około 600 akowców do tej pory nieznane miejsce pochówku, obóz koncentracyjny w Świętochłowiach i zamordowanie około 2 tysięcy więźniów. W związku z powyższym Związek Sowiecki jest odpowiedzialny za ludobójstwo na narodzie polskim. A siły komunistyczne, które objęły władze w Polsce po 1945 były sowieckimi kolaborantami, z którymi walka była dopuszczalna wszelkimi możliwymi sposobami.

    • anarchista :

      @ data1: 30.08.2014 09:33 To wszystko co piszesz to prawda i musimy o tym pamiętać oraz odpowiednio działać , ale nie oznacza to że mamy popierać innego i to stokroć bardziej okrutnego mordercę dlatego że zamordował kilka tysięcy Polaków mniej . Dla naszego interesu narodowego powinno nastąpić pełne zniszczenie Faszyzmu i pseudo państwowości ukraińskiej . Przy maksymalnym osłabieniu Rosji .Głupotą i nieobliczalną nieodpowiedzialnością Polityczną jest popieranie ukraińskiego faszyzmu i wyrywanie się przed szereg , Polski , ponoszenie olbrzymich kosztów ekonomicznych oraz politycznych w stosunku do Rosji przy zupełnie biernym zachowaniu Zachodu i dalszym nieskrępowanym robieniu niezłych interesów z Rosją zajmując nasze miejsce na rym olbrzymim i nienasyconym rynku. ZROZUM ŻE BRAK POPARCIA DLA FASZYZMU KIJOWSKIEGO NIE JEST RÓWNOZNACZNE Z POPARCIEM DLA ROSJI MAMY OBOWIĄZEK PAMIĘTAĆ O ZBRODNICZYCH DZIAŁANIACH OBY REŻIMÓW I ODPOWIEDNIO JE W STOSOWNYM MOMENCIE ROZLICZYĆ.

  4. zefir :

    Ludzie,o czym my tu dyskutujemy?Toż to fircyk na modłę francuską niegodny naszej uwagi.W sprawach Ukrainy to zwyczajny,podły ,śmierdziel i sprzedajczyk,nie mający nic wspólnego z polskimi wartościami.Zatrudniony na UW,chyba przez nieporozumienie,przynosi wstyd i hańbę tej wszechnicy wiedzy.