Dlaczego sojusz polsko-amerykański nie przynosi Polsce żadnej korzyści

„Sojusz egzotyczny to taki, że jeśli jeden sojusznik utraci niepodległość, to drugi może tego nawet nie zauważyć. Tej egzotyki nie można wyeliminować, bo wynika ona z proporcji między Polską a USA – ale można ją mniej lub bardziej zmniejszać. Można to osiągnąć: po pierwsze – tak kształtując polski interes państwowy, by nie był on sprzeczny z amerykańskim interesem państwowym – bo w przeciwnym razie nie ma mowy o jakichkolwiek korzyściach, oraz po drugie – domagając się wynagrodzenia z góry w zamian za wyświadczane Stanom Zjednoczonym przysługi”.

Do tego, że okupujące Polskę bezpieczniackie watahy podsłuchują, kogo chcą, bez oglądania się na jakieś prawa, już wszyscy się przyzwyczaili. Toteż gdy ktoś nie tylko podsłuchał Umiłowanych Przywódców, ale i podał do wiadomości publicznej te dialogi na cztery nogi, wybuchł skandal.

Jedni, zgodnie ze spostrzeżeniem Stefana Kisielewskiego, że nic tak nie gorszy jak prawda, ostentacyjnie się gorszą („to takie słowa są?”), a znowu inni, zwłaszcza środowisko „Gazety Wyborczej”, przestrzegają przed „demontażem państwa”, tzn. okrągłostołowej III Rzeczypospolitej. Ale dla dobra Polski to właśnie trzeba by jak najszybciej zrobić. III Rzeczpospolita jest bowiem politycznym eksperymentem polegającym na tym, że bezpieczniackie watahy z komunistycznym rodowodem okupują kraj za parawanem stworzonym ze specjalnie dobieranych arywistów, których znaczna część – jak podejrzewam – to konfidenci tej czy innej watahy, w nagrodę za wierną służbę otrzymujący okruszki ze stołu pańskiego.

To jest właśnie układ „okrągłego stołu”, który zaczyna już Polskę dławić, blokując narodowy potencjał ekonomiczny i zmuszając narodowe elity do emigracji. Bo ci arywiści nie są żadną elitą; to tylko brudna piana, szumowina, której udało się wypłynąć na powierzchnię w zamieszaniu wywołanym transformacją ustrojową, przeprowadzoną przez wojskową razwiedkę do spółki z „lewicą laicką”, czyli dawnymi stalinowcami, z „korzeniami” i bez. Podsłuchane dialogi na cztery nogi potwierdzają to w całej rozciągłości: „to widać, słychać i czuć”.

Jednym z takich arywistów jest były (?) poddany brytyjski, minister spraw zagranicznych III RP, pan Radosław Sikorski. W rozmowie z innym poddanym brytyjskim, pełniącym w III RP funkcję wicepremiera i ministra finansów, panem Vincentem „Jackiem” Rostowskim, poddał druzgocącej krytyce sojusz polsko-amerykański, trafnie wskazując, że ściąga on na Polskę niechęć Niemiec, Francji i Rosji, stwarzając Polsce „złudne poczucie bezpieczeństwa”. Rzeczywiście – sojusz polsko-amerykański ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego.

Sojusz egzotyczny to taki, że jeśli jeden sojusznik utraci niepodległość, to drugi może tego nawet nie zauważyć. Tej egzotyki nie można wyeliminować, bo wynika ona z proporcji między Polską a USA – ale można ją mniej lub bardziej zmniejszać. Można to osiągnąć: po pierwsze – tak kształtując polski interes państwowy, by nie był on sprzeczny z amerykańskim interesem państwowym – bo w przeciwnym razie nie ma mowy o jakichkolwiek korzyściach, oraz po drugie – domagając się wynagrodzenia z góry w zamian za wyświadczane Stanom Zjednoczonym przysługi. Tak właśnie robi Turcja, która nie tylko się domaga, ale i za każdym razem takie wynagrodzenie uzyskuje. Pragmatyczni Amerykanie bowiem się o to nie obrażają, ale też – właśnie dlatego że są pragmatyczni – sami takich korzyści nikomu nie oferują. Jeśli jakiś sojusznik wyświadcza im przysługi za darmo, to w to im graj!

Dlatego też podczas wizyty prezydenta Obamy w Warszawie dwukrotnie mówiłem na antenie Radia Maryja, żeby przy tej okazji załatwić przynajmniej dwie sprawy: po pierwsze – uzyskać od Amerykanów solenną obietnicę, że nigdy, pod żadnym pozorem nie będą na Polskę naciskać w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych, i po drugie – skoro Polska, podejmując się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta w Europie Wschodniej, stanie się państwem frontowym – żeby USA potraktowały Polskę tak samo jak inne państwo frontowe, tj. Izrael, otrzymujący co najmniej 4 miliardy dolarów finansowej kroplówki rocznie.

Nie słyszałem jednak, by ani prezydent Komorowski, ani premier Tusk, ani wreszcie minister Sikorski o coś takiego poprosili. Zatem jeśli sojusz polsko-amerykański nie przynosi Polsce żadnej korzyści poza „złudnym poczuciem bezpieczeństwa”, to przyczyny należy szukać po stronie naszych arywistów, między innymi – ministra Sikorskiego, któremu Rzeczpospolita płaci nie za obmyślanie sposobów budowania własnej kariery na przykład na frymarczeniu polskimi interesami państwowymi z Naszą Złotą Panią z Berlina, tylko – oczywiście teoretycznie – za pilnowanie polskiego interesu – jaki by on tam nie był.

Stanisław Michalkiewicz

Nasz Dziennik

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    jaroslaus :

    POZNAJ ŻYDA. Coś naprawdę ważnego dla ludzi myślących. Ogólnie prawdą, którą staram się wam wykazać, jest kryminalny wpływ antypolskiego żydostwa na instytucje państwa polskiego. W prawie karnym mówi się, że przyznanie się podejrzanego stanowi „koronę dowodów”. W przypadku żydostwa bylibyśmy delikatnie mówią naiwni, gdybyśmy oczekiwali, że przykładowo, pewien powszechnie rozpoznawalny synek przestępcy i brat mordercy (krzywe zęby, fatalna dykcja, zakazana parchata morda itp.) przyzna publicznie, że jemu jak i jego przeklętemu plemieniu nie chodzi wcale o „wspaniałomyślne” dbanie o „multikulturowość”, „wolność ekspresji i słowa” – lecz o niszczenie narodowego charakteru krajów, o dekompozycję całych narodów. Z tych względów należy budować swoją świadomość posługując się wnioskowanymi logicznymi. Dlatego też w tym poście chcę wam zwrócić uwagę na postać byłego Ministra Spraw Zagranicznych Australii w latach 2012-2013 – Boba Carra, który opisał w swojej książce ogromny wpływ żydostwa na rząd, w tym szczególnie na MSZ. TO JEST BARDZO WAŻNE: Carr opisał, jak tak prosta czynność jak „wydanie rutynowej noty wyrażającej zaniepokojenie w kwestii rozprzestrzeniania się żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu było niemożliwe”. Carr wyjaśnił, że parchate żydostwo kontroluje rząd przez darowizny partyjne. Carr opisał rozmowę z premierem Kevinem Ruddem kiedy zawisła sprawa przyjęcia do ONZ Palestyny jako PAŃSTWA obserwatora nie będącego członkiem. Carr spytał się „jaką rolę /w blokowaniu poparcia dla Palestyny przez żydów – jaroslaus/ odgrywają pieniądze?” – odpowiedź brzmiała – „1/5 ZEBRANYCH PIENIĘDZY NA KAMPANIĘ W 2007 R POCHODZIŁA OD ŻYDÓW”. WIECIE JAKĄ CZĘŚĆ POPULACJI STANOWI ŻYDOSTWO W AUSTRALII? 0,03%! Ci którzy znają angielski mogą sobie doczytać resztę pod podanymi linkami. Teraz zadanie. JAK MYŚLICIE – CZY SYNOWIE I CÓRKI BANDYTÓW z KPP (lub gorzej – z KBW, NKWD), którzy oplatają polskie MEDIA, URZĘDY, UCZELNIE – są lojalni Polsce? Jak to jest, że liczebnie MARGINALNA społeczność żydostwa z Australii jest w stanie wpływać na rząd by ten podejmował sprzyjające decyzje faszystowsko-rasistowskiemu, bandyckiemu kraikowi po drugiej stronie Ziemi? Jeśli jesteście do tego zdolni, zastanówcie się sami. Nigdy nie wierzcie żydom, bowiem zawsze kłamią. http://davidduke.com/israel-lobby-controls-australian-foreign-policy-former-foreign-minister-bob-carr/