Co zrobi Dodon?

W wyborach prezydenckich w Mołdawii zwyciężył lider Partii Socjalistów Igor Dodon. Media uznają go za kandydata prorosyjskiego, choć nie wiadomo, czy Dodon autentycznie takim jest, czy tylko użył prorosyjskiej retoryki, by wygrać wybory prezydenckie. Sytuacja w republice pozostaje napięta. Wybory ujawniły, że społeczeństwo mołdawskie jest podzielone mniej więcej po połowie. Dodon otrzymał 52,4 proc., a jego konkurentka stojąca na czele proeuropejskiej partii Działania i Solidarności Maria Sandu 47,6 proc. – pisze Marek Koprowski.

Obserwatorzy podkreślają, że zwycięstwo Dodonamogłoby być jednak znacznie wyższe, gdyby wszyscy chętni mogli oddać głosy w komisji wyborczej w Ambasadzie Mołdawii w Rosji. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można by zaryzykować tezę, że zagłosowaliby oni na Dodona. Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek z nich zagłosował na kandydata proeuropejskiego, który chce odciąć Mołdawię od Rosji, czyli pozbawić ich wraz z rodzinami środków utrzymania. W samej zaś Moskwie według oficjalnych danych mieszka i pracuje 300 tys. obywateli Mołdawii, czyli 10 proc. obywateli republiki. Przepustowość komisji wyborczej, działającej w Ambasadzie Mołdawii w Moskwie wynosiła tylko trzy tysiące osób. Zdecydowana większość mołdawskich obywateli, która chciała oddać głos odeszła spod ambasady z kwitkiem. Wielu z nich złożyło skargi w organizacjach broniących praw człowieka i w sądach.

Embargo na wino

Podkreślić trzeba, że mołdawski elektorat w drugiej turze wykazał większą mobilizację niż w pierwszej. W pierwszej turze wzięło udział 48,95 proc. uprawnionych, a w drugiej 53,31 proc.. Frekwencja byłaby z pewnością znacznie wyższa, gdyby nie fakt, ze jedna trzecia dorosłej ludności pracuje w Rosji, a jej przyjazd do Mołdawii wiązałby się ze zbyt dużymi kosztami.

ZOBACZ TAKŻE: Mołdawska rosyjska-unijna próba sił

Kreml zdaniem obserwatorów podszedł do osoby Dodona ostrożnie. Jego zwycięstwo nie wprowadziło rosyjskich polityków w euforię. Traktują go raczej z życzliwym zaciekawieniem i nie spieszą się z daleko idącymi deklaracjami. Czekają, co realnie zrobi Igor Dodon. Na razie prezydent elekt do swoich zwolenników zwraca się po rosyjsku i ogłasza, że swoją pierwszą zagraniczną wizytę złoży w Moskwie. Zdaje sobie bowiem sprawę, że ci, którzy oddali na niego głos, zagłosowali za otwartym rosyjskim rynkiem dla mołdawskich towarów, a także rynkiem pracy dla Mołdawian w Rosji. W regionach najbardziej związanych z Rosją m.in. w Gagauzji na Dodona zagłosowało 100 proc. tych, którzy wzięli udział w wyborach. Jest to bowiem region rolniczy, dla którego dostęp do rosyjskiego rynku to być, albo nie być. Mołdawska żywność nie ma szans zbytu na rynkach UE. Gdy Mołdawia rozpoczęła starania o podpisanie z UE umowy o asocjacji, Rosja wprowadziła w 2013 r. embargo na mołdawskie wino, a rok później w 2014 r. wprowadziła ograniczenia na zakup mołdawskich punktów żywnościowych. Zawiesiła też negocjacje w sprawie podpisania dwustronnego porozumienia dotyczącego ruchu migracyjnego między obydwoma państwami. Na razie toleruje pracę Mołdawian na swoim rynku zatrudnienia, ale w każdej chwili może się ich pozbyć. Kilkadziesiąt tysięcy Mołdawian nielegalnie pracujących w Rosji już zostało wydalonych z zakazem wjazdu do tego kraju.

Ograniczone kompetencje

Do tej pory Mołdawii nie zależało na ułożeniu stosunków z Moskwą. Od 2012 r. nie prowadzono na najwyższym szczeblu spotkań i konsultacji. Kiszyniów wziął kurs na euro-integrację i stosunki z Rosją uznał za drugorzędne. W efekcie kryzys gospodarczy w Mołdawii się nasilił, a rolnictwo wraz z przemysłem winiarskim stanęło przed groźbą bankructwa.

ZOBACZ TAKŻE: Kolejne kryzysy w Mołdawii

Obserwatorzy podkreślają, że Dodon jako prezydent Mołdawii ma związane ręce. Pełnomocnictwa mołdawskiego prezydenta są dość ograniczone. Parlament i rząd znajdują się pod kontrolą partii, które za cel swojej działalności uznały integrację z UE. Za integracją z Europą opowiada się też miliarder Władymir Plachotniuk, dla którego Mołdawia jest „kieszonkowym państwem” i to on de facto sprawuje nad nią swoją kuratelę, pociągając za sznurki, kończące się we wszystkich organach władzy.

Zwolennicy Dodona twierdzą jednak, że nie będzie on prezydentem malowanym. Jego pierwszorzędnym zadaniem będzie doprowadzenie do rozwiązania parlamentu, a tym samym doprowadzenie do zmiany rządu. Taka „operacja” będzie trudna do przeprowadzenia, ale jest możliwa. Dodon jako prezydent może wnieść pod obrady rządu projekt ustawy dotyczącej spraw socjalnych istotnych dla wszystkich obywateli. Jeżeli ten odmówi, prezydent może wystąpić z inicjatywą rozwiązania parlamentu i rozpisze w tej sprawie referendum. Jeżeli naród go poprze, zarządzi on przedterminowe wybory, w trakcie których zostanie wyłoniony nowy parlament, który powoła nowy rząd. W trakcie kampanii wyborczej postulat rozpisania nowych wyborów parlamentarnych był na spotkaniach zwolenników Dodona podnoszony wielokrotnie.

Renegocjacja umowy

Jednocześnie współpracownicy Dodona oświadczyli, że nie zamierza on dokonać jakiegoś radykalnego zerwania z działaniami eurointegracyjnymi. Chce on tylko renegocjować umowę stowarzyszeniową z UE i usunąć, bądź skorygować te jej punkty, które utrudniają Mołdawii współpracę ekonomiczna z Rosją. Dodon chce także załatwić sprawę zbuntowanego Naddniestrza. Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłaby federalizacja kraju.

ZOBACZ TAKŻE: Mołdawia – jedno państwo w trzech wcieleniach

W stolicy samozwańczej Przydniestrzańskiej Mołdawskiej Republiki Tyrasopolu wybór Dodona na prezydenta przyjęto wstrzemięźliwie. Przypomniano, że już raz podobne zapewnienia składał prezydent Władymir Woronin, który do prezydenckiego pałacu wjechał na „prorosyjskim koniu” i zapewniał, że Mołdawia przyłączy się do Związku Białorusi i Rosji „no potom on sdiełał wsie na oborot”. Tak samo może zadziałać Dodon. Może on jednak też zrobić Brukseli sporą niespodziankę.

Marek A. Koprowski

Reklama



3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz