Co mogą martwi jeńcy

Rozmowa z Anną Ferens, reżyser, współautorką (wraz z Ewą Stankiewicz) głośnego filmu dokumentalnego „Trzech kumpli”.Skąd pomysł filmu „Co mogą martwi jeńcy”?

W ubiegłym roku, z producentem Robertem Kaczmarkiem rozmawialiśmy o tym, żeby na 90. rocznicę bitwy warszawskiej przygotować film, który do tego wydarzenia nawiązuje. O samej bitwie już sporo wiemy. Natomiast od 20 lat bitwa warszawska traktowana jest przez rosyjskie media jako pretekst do eksploatowania wątku jeńców sowieckich rzekomo zamordowanych w polskich obozach. Ten wątek zawsze się pojawiał, kiedy mowa była o zbrodni katyńskiej. Przy czym zajęłam się nie tylko losem samych jeńców. Gdyby tak było, wówczas film miałby charakter wyłącznie historyczny, a w Polsce – nad czym ubolewam – ludzi interesujących się historią jest wciąż za mało. Tymczasem chciałam prześledzić, jak ta sprawa wykorzystywana jest w Rosji propagandowo. Chodzi tu bowiem o współczesne konsekwencje fałszowania historii, o kwestię tego, jaki wizerunek ma Polska w innym kraju.



W takim razie ktoś może zarzucić twórcom filmu, że zrealizowali okolicznościowy obraz propagandowy, będący polityczną kontrą wobec tego, co robią Rosjanie. Na fali krytyki polityki historycznej jako takiej nie będzie to trudne…

Nie wiem, czy „kontra” jest w tym przypadku właściwym słowem. Jeśli ktoś głosi nieprawdę, a w naszym posiadaniu są materiały pokazujące prawdę, to należy je przedstawić. Nie zrobiliśmy filmu przeciwko Rosji i Rosjanom. Wypowiadają się w nim nie tylko historycy polscy, ale i rosyjscy. Nie chciałam przyjmować wyłącznie polskiego punktu widzenia.

Ale wielu Rosjan nie chce dopuścić do siebie prawdy, bo przyczyny, przebieg i rezultaty wojny polsko-bolszewickiej biją w ich dumę narodową.

Rewolucja bolszewicka była dla narodu rosyjskiego nieszczęściem i nie sposób dzisiaj temu zaprzeczyć. Odnoszę wrażenie, że owszem, duża część Rosjan broni tej rewolucji, ale to efekt trwającej 70 lat propagandy. A przecież współczesnym Rosjanom już w niczym nie uwłacza zło, które czynili ich przodkowie. Natomiast odpowiadają oni za to, co ich naród wie na ten temat. Trzeba więc ich zachęcać do otwartości w poznawaniu wspólnych polsko-rosyjskich dziejów. Podczas pracy nad filmem widziałam, że między działaniami i intencjami władz rosyjskich, które wciąż nie potrafią się uwolnić od manipulowania historią, a Rosjanami spoza elity politycznej, którzy poszukują prawdy historycznej, jest pewne pęknięcie. Wśród Rosjan są ludzie gotowi przyjąć do wiadomości rzeczy dla nich nieprzyjemne. Takie zachowania nie są sterowane odgórnie.

A kwestia pamięci o jeńcach, którzy się stali przedmiotem gry propagandowej?

Sami Rosjanie podkreślali w rozmowach ze mną, że w ich kraju nigdy nie było szacunku dla pojedynczego ludzkiego życia. W czasach komunistycznych bardzo wiele osób ginęło w sowieckich operacjach na całym świecie – między innymi w wojnie domowej w Hiszpanii, w konfliktach w Afganistanie, Angoli, krajach Ameryki Łacińskiej – i do tej pory nikt się nie upomina o pamięć o tych ludziach. To samo dotyczy ofiar pierwszej wojny światowej i wojny domowej. I artykuły na temat jeńców zmarłych w polskich obozach też nie służą temu, by przypomnieć o tym, że są jakieś groby, na których należałoby zapalać świeczki. W okresie PRL o Katyniu nie można było głośno mówić, a tymczasem w niemal każdym polskim domu zachowywana była pamięć o tej zbrodni. I nie wynikało to z kalkulacji politycznych, lecz z potrzeby pielęgnowania pamięci o przodkach. A tego w Rosji nie ma. Mój film oglądałam z ekipą rosyjskiej telewizji. Ludzie ci byli bardzo wzruszeni, a jedna z osób powiedziała: „Taki film nie mógłby w Rosji powstać, bo zmarli nikogo u nas nie interesują”.

Rozmawiał: Filip Memches

Emisja filmu „Co mogą martwi jeńcy” – 16 września, godz. 0:50, TVP 1 (w programach telewizyjnych podany jest roboczy tytuł: „Jeńcy zapomnianej wojny”)

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz