Co dalej z Tatarami?

Zdaniem wielu obserwatorów starzy działacze Medżlisu przegrają starcie z młodymi Tatarami, którzy utworzyli ruch „Krym”, aktywnie współpracujący z władzą. Na jego czele stoi wicespiker parlamentu Remzi Iliasow.

Życie krymskich Tatarów wciąż jest dalekie od stabilizacji. Część najstarszej generacji działaczy tatarskich nie pogodziło się z przyłączeniem Krymu do Rosji i dalej uważa go za część Ukrainy. Znaleźli się oni na celowniku rosyjskich służb specjalnych. Młodsi działacze, którzy też czegoś się dorobili uważają, że nie ma się co oglądać na „starych” a brać sprawy w swoje ręce i adaptować się w nowej rzeczywistości. W najtrudniejszej sytuacji są najmniej zaradni, którzy wcześniej liczyli na pomoc Ukrainy w readaptacji na półwyspie, a rok temu uwierzyli Rosji, że ta po przyłączeniu Krymu zadba o ich interesy. Rok od aneksji półwyspu przez Rosję, w relacjach tatarsko-rosyjskich na jej terytorium zmieniło się niewiele.

Rosyjski prezydent podpisał dekret nadający językowi krymsko-tatarskiemu status państwowego i dekret o politycznej rehabilitacji Tatarów oraz obiecał wydać na ich potrzeby do 2020 r. 10 mld rubli, jednak żaden z problemów krymskich Tatarów nie został rozwiązany. Wciąż nie ma ustawy o prawie krymskich Tatarów do zwrotu zagrabionej im niegdyś ziemi. Nie ma ustawy o oświacie, regulującej nauczanie w języku tatarskim – odpowiadającej jego nowemu statusowi. Ponadto znacznie zaostrzył się konflikt między przedstawicielskim organem Tatarów Medżlisem a regionalnymi władzami Krymu. Jego liderzy Mustafa Dżemilew i Refat Czubarow nie zostali wpuszczeni na Krym z Ukrainy, gdzie zaczęli wypowiadać się o półwyspie jako okupowanym terytorium Ukrainy. Młodzi liderzy ruchu tatarskiego nie podzielają proukraińskiego entuzjazmu weteranów. Przypominają, że Ukraina przez ponad 20 lat nie zajmowała się w ogóle problemem Tatarów.

Za Ukrainy byli separatystami

Była głowa rejonu bakczysarajskiego Ilmi Umierow przypomniał, że Kijów wydał nigdy żadnej ustawy regulującej położenie jego ziomków. Upominający się o autonomię Tatarzy byli traktowani przez Ukrainę jak separatyści. W podobnym duchu wypowiada się przewodniczący Państwowego Komitetu Krymu d.s. Narodowości Zaur Smirnow. Jego zdaniem, jeżeli coś dobrego przydarzyło się krymskim Tatarom do referendum o przynależności Krymu, zawsze odbywało się to wbrew ukraińskiej władzy. Uwagi tych działaczy potwierdzają dane opracowane jeszcze przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii, przedstawiające poziom życia w 14 rejonach Autonomicznej Republiki Krym. Wynika z niego, że zatrudnienie wśród Tatarów w wieku produkcyjnym miało tylko 30,5 proc. We własnych zakładach i warsztatach pracowało 11 proc. 17 proc. Tatarów, posiadających niewielkie kawałki ziemi usiłowało się utrzymać ze sprzedaży pozyskiwanych z nich produktów. Około 42 proc. krymskich Tatarów żyło w biedzie. Wyższe wykształcenie miało tylko 10 procent Tatarów. Średnim wykształceniem dysponowało 35 proc., a 43 proc. ukończyło tylko szkołę podstawową! Krymskim Tatarom udało się jednak wychować własną nową elitę, która sprawia, że Tatarzy stanowiących 13 proc. ludności Krymu są na półwyspie widoczni. Mają swój Krymskotatarski Akademicki Muzyczno-Dramatyczny Teatr, Krymsko- Inżynieryjno-Pedagogiczny Uniwersytet i własny kanał telewizyjny. Na funkcjonowanie tych instytucji Kijów się nie zgodził, a działalność Medżlisu, który powstał w 1991 r. zaakceptował dopiero w marcu 2014 r. Uczyniła to Rada Najwyższa Ukrainy z przyczyn politycznych.

Medżlis vs „Krym”

Wcześniej jego postulat wznowienia państwowości tatarskiej na Krymie nie był przez Kijów brany pod uwagę.

Kijów nie zdołał też rozwiązać problemu podziału ziemi pod budownictwo dla Tatarów wracających na Krym. Ci wobec tego zaczęli zajmować działki budowlane na dziko, dokonując tzw. samozachwatów. Do 2007 r. Tatarzy zajęli 3,6 tys. różnych działek o ogólnej powierzchni 28 tys. ha. Początkowo Tatarzy osiedlali się tylko w rejonach, gdzie żyli ich przodkowie., Głównie w rejonie Symferopola . Obecnie zmienili taktykę. Na Krymie nie ma praktycznie rejonu, w którym by się nie osiedlali.

Kijów nie zrobił też wiele, żeby Tatarzy mogli w szkołach kształcić się we własnym języku. Symbolem jego językowej polityki wobec Tatarów jest tzw. „szkoła czterech prezydentów”. W 2013 r. w mikrorejonie Fontany w Symferopolu, Tatarzy obchodzili jubileusz 20-lecia rozpoczęcie budowy szkoły. Przez okres ten budowlańcy zdążyli wznieść tylko połowę budynków. W tym czasie Ukrainą rządziło czterech prezydentów, a mimo to żadne nie dopilnował, by budowa została dokończona. Na ścianach niedokończonej placówki Tatarzy umieścili napis: „Początek budowy rozpoczął się w 1993 r., jej dokończenie nie jest pewne, bo szkoła ta jest przeznaczona dla krymskich Tatarów”. W sumie naukę w języku krymskotatarskim może w szkołach pobierać tylko 5 tysięcy tatarskich dzieci, czyli 16 proc. uczęszczających do szkół.

Zdaniem wielu obserwatorów starzy działacze Medżlisu przegrają starcie z młodymi Tatarami, którzy utworzyli ruch „Krym”, aktywnie współpracujący z władzą. Na jego czele stoi wicespiker parlamentu Remzi Iliasow. Przez ręce nowego ruchu będzie przechodzić cała rządowa pomoc przeznaczona dla krymskich Tatarów. Medżlis nie dostanie nic. W krymskim parlamencie oprócz Iliasowa zasiada jeszcze dwóch Tatarów. Edip Gafarow kieruje w nim komitetem d.s. kontaktów międzynarodowych. Wicepremierem rządu Krymu jest też Tatar Rusłan Balbek. Twierdzi on, że Tatarów we władzach byłoby więcej, gdyby Medżlis nie wezwał do bojkotu wyborów.

Marek A. Koprowski

7 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jajec
    jajec :

    Czy kto z wielbicieli Rosji wyjaśni mi taki paradoks i może jeszcze zgadnie kto to napisał ??? Taka zagadka 🙂 „…Zadziwiająca sprawa: Niemcy napadły na Polskę, więc uznano, że rozpętały wojnę. Związek Sowiecki uczynił to samo i w tym samym miesiącu, a mimo to nie uchodzi za najeźdźcę. Co więcej, uważa się, że w latach 1939-1941 nie brał w tej wojnie udziału.
    Polski żołnierz, który broniąc swego kraju zginał w walce z Armią Czerwoną uchodzi za uczestnika i ofiarę II wojny światowej, a so­wieckiego żołnierza, który go zabił uznaje się za „neutralnego”. Jeże­li w tej samej bitwie zginął żołnierz sowiecki, oznacza to, że został za­bity w czasie pokoju – w „okresie przedwojennym”

    • zan
      zan :

      Pojęcia nie mam co tam nadajesz i jaki to ma związek z Krymem. W powszechnej opinii (i zgodnie z faktami) ZSRR był w Polsce agresorem. Paradoksy zaczynają się gdy mówimy o banderowskich bydlakach nabijających polskie dzieci na sztachety. O, tutaj nagle zaczyna się kluczenie i kombinowanie jakby z ich wielbicieli zrobić naszych umiłowanych Braci. Paradoksy zaczynają również kwitnąć po stronie niemieckiej. Otóż okazuje się, że w świadaomości wielu Polaków poddanych propagandzie okupacja sowiecka byłą gorsza niż niemiecka. I nie chodzi tu refleksje na poziomie Józefa Mackiewicza. Chodzi o bezmyślne gadanie, że Niemcy traktowali nas lepiej, choć jawnie planowali eksterminować większość populacji (i do poczatku rozpoczeli eksterminację), a edukację ograniczyli do 4 klas podstawówki. Możliwe, że stąd niezdrowa obsesja takich jak ty. Nie potraficie pogodzić paradoksu następującego: Sowieci byli naszym śmiertelnym wrogiem, ale odpędzili Niemców, którzy mieli nas eksterminować. Miałki umysł nie radzi sobie z tym faktem.

      • zan
        zan :

        Pomijam takich jak Michnikowie, którzy byli zauroczeni ZSRR w latach 30,40,50 – a zaczeli dażyć niechęcią gdy się zliberalizował, natomiast współczesnej Rosji nienawidzą już na maxa. To częsty schemat u farbowanych antykomunistów i demokratów.

    • lokis1271
      lokis1271 :

      Szanowny Panie Jajec!
      Sami sobie wykreowaliśmy ten paradoks.
      Rozkaz Wodza Naczelnego, marsz. Śmigłego-Rydza z d. 17 września 1939: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadania Warszawy i miast które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.
      „Sojusznik naszych sojuszników” – tak Komenda Główna AK określiła Związek Sowiecki w przededniu wkroczenia ich na Kresy w 1944 roku.

  2. zan
    zan :

    Artykuł pana Koprowskiego bez zarzutu. Niestety takie podejście do tematu jest rzadkoscią w reżimowych mediach. Polskojęzyczne media dostają rozwolnienia nt. Tatarów Krymskich. Przez 20 lat ich Tatrzy nie obchodzili, nie obchodzą ich Palestyńczycy…ale przy okazji Tatrów funkcjonariusze propagandy ciągle debatują czy przypadkiem Putin ich przez komin nie przepuści. Wracają jeszcze do naszego Wielkiego Autorytetu Moralnego – Adama M. Czemu Adasiowi nie śmierdziały prześladowania Tatarów za Stalina, ale teraz skupia się na jakości życia tatarskiej mniejszośći? Są jakieś granice cynizmu i hipokryzji?

  3. rudy
    rudy :

    Kluczowe słowa: „Rosyjski prezydent podpisał dekret nadający językowi krymsko-tatarskiemu status państwowego i dekret o politycznej rehabilitacji Tatarów oraz obiecał wydać na ich potrzeby do 2020 r. 10 mld rubli, jednak żaden z problemów krymskich Tatarów nie został rozwiązany.” No minął tylko rok, jeszcze zostało 5 lat – myślę, że w porównaniu z 20 latami podczas panoania Ukainskich władz, to jest różnica. Ale dekret o języku, to już wielki postęp, my Polacy z Wileńszczyzny o to ile lat walczymy. A co do rehabilitacji, no autor chyba nie rozumie, że takie rzeczy nie robią się za parę dni.