„Ci, którzy upierają się, żeby polska polityka zagraniczna była oparta na sojuszach dyktowanych nam przez doraźny interes imperium amerykańskiego w naszym regionie, mogą znaleźć się w podobnym błędzie jak ci, którzy próbowali całą polską politykę wewnętrzną podporządkować dyktatowi Brukseli, za plecami której zawsze stoi przecież Berlin” – mówi Kresom.pl Grzegorz Braun.

„To bardzo cenny w życiu publicznym, jak i w życiu osobistym, moment prawdy. Okazało się, że ci, którzy wszystko postawili na ten projekt polityczny, stawiali na pewien miraż. Ci, którzy jeszcze do wczoraj traktowali projekt Eurokołchozu jako efekt rzekomo obiektywnej, marksistowskiej konieczności historycznej, trwali w błędzie”– mówi Kresom.pl Grzegorz Braun, komentując wyniki referendum w Wielkiej Brytanii.

„Stąd powinna wyniknąć nauka dla tych, którzy inne projekty polityczne próbują Polsce zalecać jako nieodzowne, jedyne i nieuniknione. Bo pomyłką jest traktowanie jakiegokolwiek status quo jako wiecznego i nieodwołalnego”– uważa były kandydat na prezydenta, który w swoim programie głosił pilną potrzebę wszczęcia procedury secesyjnej z Unii Europejskiej, a przed laty był sygnatariuszem listu wzywającego prezydenta Lecha Kaczyńskiego do niepodpisywania tzw. Traktatu Lizbońskiego.

„Projekt Eurokołchozu już przecież w minionej dekadzie uległ metamorfozie zmieniającej go nie do poznania. Jego punktem wyjścia były przecież skądinąd bardzo pożyteczne koncepty swobody handlu i podróżowania. Alena przestrzeni 1,5 dekady, punkt ciężkości przeniósł się na wspólnotę działań policyjnych, militarnych, decyzji administracyjnych, które zamiast poszerzać przestrzeń wolności, sukcesywnie ją zawężają– twierdzi Braun.

„Eurokołchoz sypie się”– uważa reżyser. „Ci zatem, którzy dziś wskazują Polakom np. sprowadzenie obcych wojsk na nasze terytorium jako w istocie jedyne i najlepsze rozwiązanie problemu bezpieczeństwa państwa – co oznacza zespawanie polskiej racji stanu z dyrektywami imperium amerykańskiego, bo taka jest mądrość aktualnego etapu – niechże baczą, że oto właśnie wczorajsze jedyne mądrości i jedynie słuszne rozwiązania na naszych oczach kompromitują się i bankrutują”.

„Ci, którzy dzisiaj traktują aktualny układ geostrategiczny w naszym regionie jako wieczny i z tego wysnuwają fałszywe przesłanki do budowania polskiej polityki zagranicznej, ci, którzy traktują układ sił międzynarodowy jako niezmienny i upierają się, żeby polska polityka zagraniczna była oparta na sojuszach dyktowanych nam przez doraźny interes imperium amerykańskiego w naszym regionie, mogą znaleźć się w podobnym błędzie – tak samo jak ci, którzy próbowali całą polską politykę wewnętrzną podporządkować dyktatowi Brukseli, za plecami której zawsze stoi przecież Berlin”– stwierdził Braun.

Czy po referendum niemieckie władze nabiorą wiatru w żagle i zintensyfikują ekspansję na Europę Środkową? Zdaniem Brauna jest to już po prostu faktem. „Nie traktujmy wyniku referendum w Wielkiej Brytanii jako zdarzenia, które stwarza całkiem nową jakość w polityce międzynarodowej”– powiedział. Jego zdaniem, Brexit jest raczej logicznym wnioskiem z tej praktyki, z która mieliśmy do czynienia w ostatnich latach i miesiącach. Wymienia dwa konkretne przykłady:

„Po pierwsze, Berlin swoimi decyzjami w kwestii uchodźców–nachodźców przecież jednostronnie zdemolował tę już i tak bardzo iluzoryczną jedność europejską. Po drugie, mamy gigantyczny program remilitaryzacji Niemiec. Zadeklarowano 130 mld euro na podniesienie gotowości bojowej Bundeswehry, które mają być wydatkowane na przestrzeni najbliższych 14 lat.To są przecież decyzje, które odsłaniają rzeczywiste oblicze imperializmu niemieckiego. Bo przecież Berlin o tyle miał powód, żeby inwestować w cały projekt eurokołchozowy, o ile służył mu on jako poręczne narzędzie realizacji niemieckiej racji stanu. Zwłaszcza w Europie Środkowej”.

Braun zwraca uwagę, że na razie w Wielkiej Brytanii odbyło się tylko referendum. „Następstwem referendum będą dopiero odpowiednie decyzje władz ustawodawczych i wykonawczych Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i te decyzje mogą, ale wcale nie muszą – nie jest to przesądzone – doprowadzić do wystąpienia przez Wielką Brytanię o wszczęcie procedury secesyjnej z UE. Jeśli rzeczywiście ta procedura zostanie wszczęta, to instancje Eurokołchozu będą miały, zdaje się, całe dwa lata na negocjowanie z Londynem warunków wystąpienia z Unii”– zauważył Braun dodając, że to bardzo duga droga.

W związku z tym można uspokoić tych wszystkich naszych rodaków, którzy są niepewni swojej przyszłości na Wyspach Brytyjskich. To wynik niedoinformowania i efekt kampanii propagandowej, która w gruncie rzeczy opierała się na pewnym szantażu emocjonalnym wobec głosujących.I część z naszych rodaków popadła w takie z gruntu błędne przeświadczenie, że oto z dnia na dzień będą musieli pakować walizki i wynosić się. Nic takiego nie grozi nikomu w bliskiej przyszłości”– twierdzi Braun.

Zdaniem reżysera, zachęceni brytyjskim przykładem Polacy również powinni upomnieć się o suwerenność i głośno wezwać swoje władze do urealnienia naszej sytuacji w Eurokołchozie. „Na początek Polacy powinni domagać się od władzy warszawskiej przedstawienia realnego bilansu naszej partycypacji w UE. Byłoby dobrze, żebyśmy wreszcie zobaczyli bilans naszej dotychczasowej obecności w Unii: ile kto wpłacił, ile ma, kto komu jest co dłużny”– wyjaśnia Braun. „A po drugie, żebyśmy zobaczyli preliminarz iluzorycznych zysków i faktycznych strat, które ponosimy z tego tytuły, że w naszym imieniu podpisano ten nieszczęsny ‘traktat abdykacyjny’, zwany Traktatem Lizbońskim”– dodaje.

„Z Brexitu dla Polaków wypływać powinny praktyczne wnioski – ‘Co nagle to po diable’. Ale niechaj wreszcie władza warszawska pilnie przedstawi nam rzetelny bilans i preliminarz wydatków związanych z naszą partycypacją w projekcie eurokołchozowym”– podsumowuje Grzegorz Barun.

KRESY.PL

Rozmawiał Marek Trojan

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz