Bój o Centralną Azję

Bój o Centralną Azję trwa. W minionym roku znacząco umocniły w niej swoją pozycję Chiny.

Wynika to zarówno z ich długofalowej strategii, realizowanej od kilkunastu lat, jak i siły gospodarki, która jako jedyna w regionie zachowała swój dynamiczny wzrost. Stać ją nie tylko na inwestowanie w krajach Centralnej Azji , ale także na udzielanie im pożyczek oraz różnorakiej pomocy. Nie bez znaczenia jest również fakt, że dla centralnoazjatyckich satrapów bardzo atrakcyjny jest chiński model polityczny, który chcieliby u siebie zbudować, dokonując modernizacji gospodarki bez uszczuplania swoich wpływów. Zacieśnianie współpracy z Chinami daje im możliwość zmniejszenia wpływów w regionie Rosji, a także Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i Iranu. Umożliwia im balansowanie między nimi i podbijanie ceny na surowce energetyczne. Zdają sobie sprawę, że dostęp do nich jest dla Chin nie lada gratką i póki co mogą im dyktować warunki grożąc, że w przeciwnym razie będą bardziej otwarte na propozycje Zachodu i Moskwy. Kraje Centralnej Azji przy pomocy Chin prowadzą też grę między sobą. Dwa z nich Kazachstan i Uzbekistan aspirują do odgrywania w niej pozycji lidera i usiłują dla siebie zdobyć błogosławieństwo Pekinu.

W swojej ofensywie w Centralnej Azji Pekinowi udało się pozyskać w nich wielu zwolenników. Bardzo silne prochińskie lobby istnieje zwłaszcza w Kazachstanie. Na jej czele stoi premier Karim Masimow, będący zwolennikiem ścisłej integracji Kazachstanu z Chinami. Pod jego wpływem Kazachstan podpisał z Chinami jeszcze w sierpniu 2007 r. umową, na podstawie której region kaspijski miał zostać połączony z zachodnimi Chinami. Ropociąg naftowy z Atasu do Alashankou miał zostać przedłużony o 1200 km.

Strategiczne partnerstwo

Rocznie miało nim płynąc do Chin 20 mln ton ropy naftowej. Od tego czasu wieloraka współpraca Kazachstanu z Chinami znacząco się ożywiła i nabrała cech strategicznego partnerstwa także w dziedzinie wojskowej, porządku publicznego i bezpieczeństwa walki z terroryzmem, ekstremizmem i separatyzmem. Gdy w wyniku kryzysu finansowego i spadku cen ropy gospodarka Kazachstanu zaczęła się chwiać, Chiny udzieliły mu pomocy w wysokości 10 mld USD! Oczywiście nie za darmo, ale w zamian za zwiększony dostęp do energetycznego rynku Kazachstanu. Astana zobowiązała się także do wspierania wszelkich energetycznych projektów Chin w regionie.

Na konsumpcję tych uzgodnień nie trzeba było długo czekać. 12 grudnia minionego roku przywódcy Kazachstanu i Chin uruchomili kazachski odcinek gazociągu Kazachstan- Chiny. Jest to pierwsza tego typu inwestycja umożliwiająca eksport gazu z regionu, omijająca całkowicie Rosję. Przez terytorium Kazachstanu biegnie 1300 km. Zdaniem Nazarbajewa jest to wielki projekt inwestycyjny, którego znaczenie dla krajów Centralnej Azji można porównać tylko z „Jedwabnym Szlakiem”.

Cały gazociąg został oddany do użytku trzy dni później podczas specjalnej ceremonii z udziałem regionalnych przywódców. Przemawiając na uroczystości, prezydent Turkmenistanu Gurbanguły Berdymuchamedow oświadczył, że uruchomienie gazociągu będzie „złotą stroną” w „nowej kronice stosunków obu państw”. Nowy gazociąg będzie miał w sumie 7 tys. km długości. Przez 30 lat ma płynąć przez niego 40 mld m sześć. gazu rocznie.

Oficjalnie Rosja nie zareagowała negatywnie na uruchomienie nowego gazociągu. W wypowiedzi dla RIA „Nowostii” wicepremier Federacji Rosyjskiej Igor Szuwałow oświadczył, że: „Rosja z zadowoleniem przyjęła uruchomienie gazociągu Turkmenistan- Uzbekistan-Kazachstan-Chiny”. Popiera ona bowiem wszystkie projekty:” będące wkładem w zapewnienie globalnego energetycznego bezpieczeństwa”. Ze strony Kremla tego typu oświadczenie stanowi dobra minę do złej gry. Niewątpliwie niechętnym okiem patrzy on na ekspansję Chin na jej dotychczasową strefę wpływów. Nie może jednak nic zrobić, żeby temu zapobiec.

Brak możliwości eksportu

Nie bez znaczenia jest też fakt, że w wyniku braku możliwości eksportu turkmeńskiego gazu do Europy do czasu zbudowania nowych gazociągów północnego i południowego Rosja musiała zmniejszyć import turkmeńskiego gazu. Na razie zamiast planowanych 80 mld m sześć. rocznie będzie kupować w nim tylko 30 mld m sześć. , czyli dwa i pół razy mniej. Z punktu widzenia Moskwy ekspansja Chin w Turkmenistanie jest w jakiejś mierze zaporą przed dopuszczeniem do turkmeńskich złóż zachodnich kompanii naftowych. Aszchabad w kilka dni po uruchomieniu gazociągu do Chin dał Moskwie coś w rodzaju listu gwarancyjnego. 22 grudnia ub. r. Gurbanguły Berdymuchamedow podpisał z Dmitrijem Miedwiediewem „Porozumienie o rozszerzeniu strategicznej współpracy w zakresie energetyki i przemysłu maszynowego”. Umocni ona jeszcze bardziej pozycję Rosji w gospodarce Turkmenistanu. Już teraz nawet bez wliczania importu gazu Rosja jest głównym partnerem gospodarczym Turkmenistanu. Kilka dni później okazało się też, że Miedwiediew w toku rozmów z Berdymuchamedowem uzyskał coś więcej. 30 grudnia ub. r. Aszchabad ogłosił, że żadna z zachodnich kompanii paliwowych nie otrzyma koncesji na eksploatację turkmeńskiego gazu. Decyzja ta została z rozczarowaniem przyjęta przez zachodnie giganty. Szereg z nich m.in. Total S.A., Exxon Mobil Corp, Britisch Petroleum, PLc, Chevron Corp i Royal Shell PLc, aktywnie lobbowały w Aszchabadzie na rzecz otrzymania koncesji. Kilka tygodni temu w stolicy Turkmenistanu rozeszły się pogłoski, że kompania Chevron już otrzymała koncesje.

6 stycznia b.r. prezydent Turkmenistanu wziął udział w ceremonii uruchomienia jeszcze jednego gazociągu łączącego tym razem jego kraj z Iranem. Będzie on wraz z istniejącym już mniejszym gazociągiem mógł pompować 20 mld m sześć. gazu rocznie. Jego uruchomienie oddala jeszcze bardziej perspektywę dostępu do turkmeńskich złóż zachodnich koncernów. Jest to tym pewniejsze, jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, ze turkmeńskie złoża tez maja swoje dno.

Marek A. Koprowski

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz