Białoruś – czas na pamięć

Czy na Białorusi można pisać prawdę o historii? A może tylko z polskiej, niepodległościowej perspektywy główny nurt historiograficzny na Białorusi wydaje się zakłamanym? Może sami Białorusini w pełni identyfikują się z sowiecką przeszłością, czczą sowieckich bohaterów, a nam pozostaje zaakceptować ten fakt?

Nie od dziś wiadomo, że istnieją dwie Białorusie. I o ile z punktu widzenia geopolityki tylko pozornie wydaje się, że korzystne jest popieranie wyłącznie jednej strony konfliktu, to w warstwie kulturowo-historycznej odpowiedź jest jednoznaczna – warto promować narodowe, antysowieckie tradycje Białorusinów. Z czystej uczciwości wobec historii. Cieszy więc kolejna, białoruska inicjatywa – projekt „Pakajannie” („Pokuta”). Owocem pracy zespołu stał się zbiór artykułów pod redakcją Aliesa Zahorskiego. Książkę otwiera fragment przemówienia Wasyla Bykawa z 1988 roku, wygłoszony w słynnym Czerwonym Kościele. Zacytuje jedynie drobny fragment, który dobrze oddaje „klimat” zbioru: „Od wieków nasz lud milczał, tolerując ucisk. Przelewał swoją krew, poświęcał miliony istnień – i milczał. Milczał, gdyż jego historycy pozbawili go prawdziwej historiografii…”.

Wady?

Autorzy poszczególnych artykułów wprowadzają nas w kolejne zagadnienia sowieckiego terroru na białoruskich ziemiach. Szczególnie interesujące są te traktujące o represjach dokonanych na prawosławnej cerkwi oraz przymusowych wywózkach ludności. Niewątpliwą wadą, w moim odczuciu, jest pewna niejednolitość książki. Znaleźć tu możemy nie tylko powtórzenia (te same fakty, identycznie interpretowane pojawiają się w dwóch tekstach autorstwa I. Kuzniecowa), ale także rozważania ogólne dotyczące komunistycznego terroru w Związku Sowieckim, analizę przyczyn Wielkiego Głodu na Ukrainie oraz… artykuł o Powstaniu Węgierskim z 1956 roku. Dodać należy, że zbiór nie jest jednolity także pod względem formy. Oprócz tradycyjnych artykułów i analiz, odnajdziemy wywiady czy … streszczenia książek (nie są to recenzje, ale wyciągi). To ostatnie czasem wydaje się zrozumiałe, gdyż na Białorusi nie wszystkie publikacje dostępne są szerszej publiczności (przykładem może być książka Wiktora Chursika „Krou i papiel Drażna”[1]). Należy też zauważyć, że większość tekstów napisano po rosyjsku. Po białorusku przeczytać możemy artykuły, których autorzy rozważają czy czystki stalinowskie miały charakter etniczny oraz analizują antybolszewicki ruch oporu w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Tutaj jak mi się wydaje, dochodzimy do sedna przyczyn, dla których omawiany zbiór wydaje się mieć, wspomniane wyżej, wady. Otóż książka jest skierowana przede wszystkim do rosyjskojęzycznej populacji Białorusi. Dlatego też autorzy traktują Białoruś jako pewną całość państwową, a nie narodową. Białorusini, występujący w książce, to także prześladowani przez Sowietów Polacy i Żydzi. Nie wskazuje się w pracy, że członkowie NKWD nie byli etnicznymi Białorusinami, podkreśla się natomiast, że tylko w dziesięciu procentach pochodzili z ówczesnego państwa Białoruś (wtedy – socjalistycznej republiki sowieckiej). Zbiór jest więc krótkim wprowadzeniem w zagadnienie, nie zawiera zaś dokładnych analiz podejmowanych tematów. W takim kontekście, informacji dla wyłącznie rosyjskojęzycznego Białorusina, sens mają też artykuły o terrorze w Rosji, czy o Powstaniu Węgierskim i Wielkim Głodzie.

Cerkiew uśmiercona i zmartwychwstała?

Dzieje prawosławnej cerkwi na Białorusi pokazuję mechanizmy związane z terrorem komunistycznym, jak i z późniejszym nazistowskim. Pozwalają też kolejny raz postawić pytanie o różnicę pomiędzy polityką idealistyczną a realną. My Polacy uwielbiamy „mity założycielskie”, i jeżeli rzeczywiście uważamy się za godnych poniesionych przez przodków hekatomb, to może nawet dobrze. Czasem jednak powinniśmy pozostawiać tę mitologię na użytek własny. Bowiem inne narody poczytują sobie za zaszczyt kierowanie się chłodną kalkulacją. Na wschodzie, w latach drugiej wojny światowej, odpowiednia kalkulacja mogła oznaczać fizyczne przeżycie całych nacji. Zanim więc zaczniemy rzucać gromy na kolejny naród „współpracujący z Hitlerem”, może warto czasem przyjrzeć się okolicznościom, które doprowadziły do takich wymuszonych sojuszy[2].

Z artykułu poświęconego białoruskiej cerkwi prawosławnej dowiedzieć się możemy o postawie biskupa mińskiego Melchizedeka. W czasie przejmowania władzy przez bolszewików, nie opuścił on mieszkańców Mińska, ale udzielał pomocy w okresie wielkiego głodu (tego pierwszego – z początku lat dwudziestych). W 1924 został umieszony w areszcie domowym. Bolszewicy chcieli, aby osądziły go organy „demokracji ludowej”, ale wycofali się z tego pomysłu pod wpływem protestów mieszkańców białoruskiej stolicy. Lud Mińska doprowadził nawet do czasowego uwolnienia swojego pasterza. Jednak ostatecznie Melchizedek został powtórnie uwięziony i wywieziony do kraju Krasnojarskiego w grudniu 1925 roku. W tym samym czasie bolszewicy doprowadzili do raskołu w cerkwi białoruskiej. Z ich pomocą wiejski pop Daniła Gromenko zajął cerkiew Spaso-Prieobrażeńską i ogłosił się metropolitą mińskim. Następnie jego zwolennicy przejmowali kolejne świątynie, a niepokornych wysyłano na Sołówki. Biskup Filaret, wyświęcony jeszcze przez Melchizedeka, próbował ratować sytuację. Doprowadził do zjazdu metropolitalnego, gdzie ogłoszono autokefalię cerkwi białoruskiej. W ten sposób Filaret chciał zabezpieczyć Mińsk przed wpływem rosyjskich zwierzchników, którzy coraz bardziej ulegali bolszewikom. Jednocześnie miał nadzieję na zapobieżenie nowym podziałom. Na reakcję Sowietów nie trzeba było długo czekać. W 1929 roku wszystkie świątynie zostały poddane rewizjom. Pozbawiono cerkiew archiwów, które dotąd nie zostały odnalezione. Jednak najcięższym ciosem była kolektywizacja, pozbawienie kleru wpływu na ludność białoruską. Za wzywanie do nieodstępowania od wiary, sprzeciw wobec zamieniania cerkwi w kluby towarzyskie, czy urządzanie procesji padały najsurowsze wyroki. Bolszewicy inspirowali też element przestępczy do organizowania kradzieży i dewastacji. Nie omijały one także stronników Gromenki, który jednak nadal przejmował świątynie prawowitej cerkwi. W 1933 roku władze przeprowadziły masowe aresztowania duchowieństwa, w tym biskupów słuckiego i mohylewskiego. 28 lipca 1937 roku zamknięto ostatnią prawosławną cerkiew w Mińsku – Świętej Równej Apostołom Marii Magdaleny. 1 listopada 1937 roku bolszewicy rozstrzelali biskupa Filareta wraz z innymi, aresztowanymi wcześniej we wspomnianej cerkwi. Pomimo prześladowań prowadzonych na taką skalę, z włączeniem fizycznego zlikwidowania przedstawicieli niewygodnej dla władzy z przyczyn ideologicznych grupy społecznej, w 1937 roku na Białorusi sowieckiej dwie trzecie ludności wiejskiej i jedna trzecia miejskiej określiła się jako wierząca. Latem 1939 roku, tuż przed agresją na Polskę, na terytorium metropolii mińskiej zlikwidowaną ostatnią cerkiew – na cmentarzu w Bobrujsku. Wydaje się, że nie może dziwić wobec takich okoliczności współpraca pewnych kręgów białoruskich z nowym, niemieckim okupantem. W czasie drugiej wojny światowej następuje odrodzenie. W pewnym sensie był to projekt niemiecki. Oczywistym wydaje się, że Niemcy traktowali kwestię odnowienia białoruskiego kościoła instrumentalnie. Jednak faktem jest, że na terenie wschodniej Białorusi ponownie otworzono 200 cerkwi, masowo chrzczono tysiące młodych ludzi.

Białoruski Berman

Lektura artykułów dotyczących sowieckich prześladowań Białorusinów, wywołuje wrażenie, że wiedza na ten temat do tej pory nie została uporządkowana. Być może powstaje ono u czytelnika polskiego, który posiada pewne, m.in. dzięki pracy IPN, pojęcie na temat komunistycznych represji. W omawianym opracowaniu pojawiają się różne, nieraz przeczące sobie liczby ofiar. Możemy jednak stwierdzić, iż w latach trzydziestych przez białoruski oddziały NKWD przeszło około siedemset tysięcy obywateli sowieckiej republiki – Białorusinów, Polaków, Żydów. Około pięćdziesięciu tysięcy poniosło śmierć, większość z pozostałych zesłano na wschód. Największe natężenie represje osiągnęły najprawdopodobniej w roku 1937, kiedy tylko w Mińsku sowieckie służby bezpieczeństwa unieszkodliwiły osiemdziesiąt tysięcy ludzi, spośród których zabito około dziesięciu tysięcy. Prześladowaniami kierował ówczesny szef białoruskiego NKWD Borys Berman. Według nielicznych już, pozostałych przy życiu ofiar oraz relacji czekistów, Berman miał zachęcać do sadyzmu, twierdząc, iż takie metody przynoszą najlepsze efekty. Powoływał się przy tym na swoje doświadczenia z inspekcji w Moskwie. Relacje z prześladowań Polakom mogą wydawać się znane – takie poniżającej więźniów praktyki, jak oddawanie moczu na przesłuchiwanego, czy wyrywanie mu włosów i nakłuwanie ran zardzewiałą szpilą (aby ropiały), miały też miejsce w ubeckich miejscach kaźni.

Dodać wypada, że mimo wszystko trudno przyznać rację tezie Władzimira Michniuka i Jakawy Pawłowej, którzy twierdzą, że sowieckie czystki były specjalnie wymierzone w najlepsze, inteligenckie warstwy narodu białoruskiego. W tym kontekście nieprzekonująco brzmi też podawany przez autorów argument, iż charakter antybiałoruski miało rozgromienie miejscowego komsomołu w 1937 roku.

Zbiór artykułów wydany przez fundację „Pakajannie” to z pewnością pewien krok naprzód w żmudnym dziele uświadamiania mieszkańcom Białorusi (nie tylko etnicznym Białorusinom) koszmaru sowieckich prześladowań, które zdają się często zupełnie wyrugowane z pamięci obywateli państwa Aleksandra Łukaszenki. Tym bardziej powinni się z nim zapoznać Polacy. Po pierwsze – by docenić własną swobodę badań (może niecałkowitą, ale na pewno szerszą niż za Bugiem). Po drugie – aby uświadomić sobie jak wiele jeszcze przed Białorusinami, w badaniach nad historią komunizmu w ich ojczyźnie.

Błażej Cecota

„Пакаянне” – злачынствы камуністычнага рэжыму і антытаталітарны супраціў: дасьледваньні, дакуманты, сьведчаньні. Рэдактар Алесь Загорскі, B.m.w. 2007

Zapraszamy na stronę projektu „Pakajannie”: www.represii-by.info



[1]W swojej książce Chursik opisał dokładnie okoliczności związane z pacyfikacją przez sowieckich partyzantów białoruskiej wioski Drażno 14 kwietnia 1943 roku. Mordu dokonał oddział imienia Kutuzowa. Głównym wykonawcą był pluton Israela Lapidusa. Od czasu opublikowania pracy Chursik jest szykanowany przez obecne władze białoruskie. W omawianym zbiorze zapoznać się możemy z relacjami Nikołaja Iwanowicza Pietrowskiego oraz Ewy Mietodiewny Siroty.

[2]Zaznaczam przy tym, że realna polityka nigdy nie usprawiedliwia masowych mordów dokonywanych na przeciwnikach politycznych (w sensie narodów, klas społecznych, czy też mieszkańców danej zbuntowanej prowincji lub departamentu), jak to miało miejsce na Wołyniu czy w Ponarach.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz