Bawaria może rozpocząć rewolucję

Najsłabszy od ponad pięćdziesięciu lat wynik Unii Chrześcijańsko-Społecznej w wyborach do landtagu Bawarii może zapoczątkować poważne zmiany także w szeregach Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej. Coraz częściej pojawiają się bowiem głosy o konieczności zmiany na stanowisku jej lidera. Kanclerz Angela Merkel musi się obawiać już nie tylko nacisku ze strony Alternatywy dla Niemiec, lecz także nie wychylającej się dotychczas wewnątrzpartyjnej opozycji.

Co prawda Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CSU) jak zwykle wygrała bawarskie wybory, zdobywając prawie 48 proc. wszystkich głosów, ale jest to najniższy wynik ugrupowania od 1962 roku. Od wielu miesięcy było widać, że CSU wyraźnie traci z powodu wzrostu poparcia dla Alternatywy dla Niemiec (AfD), która ostatecznie stała się czwartą siłą polityczną w bawarskim landtagu. Największy, bo niespodziewany, sukces odnieśli z kolei Zieloni oraz Wolni Wyborcy. Pierwsza z tych partii uzyskała drugi wynik z 17,5 proc., natomiast druga trzeci z 11,6 proc. poparcia.



Kto jest odpowiedzialny?

Jeszcze przed wyborami można było wyczuć daleko idącą niechęć, jaką darzą się były bawarski premier i obecny minister spraw wewnętrzny Horst Seehofer oraz obecny szef bawarskiego rządu Markus Söder. Celem Södera od dłuższego czasu jest bowiem zastąpienie Seehofera na stanowisku szefa CSU, dlatego jak można było się spodziewać, ten pierwszy zaczął tuż po wyborach domagać się wewnątrzpartyjnych wyborów. Zdaniem bawarskiego premiera, szef MSW w rządzie Merkel po prostu politycznie już się wypalił, natomiast jego manewry wewnątrz „wielkiej koalicji” na szczeblu federalnym wcale nie pozwoliły na odzyskanie elektoratu wspierającego obecnie AfD.

Ponadto bawarscy konserwatyści mają kolejny powód do zmartwienia, jakim jest wspomniany już sukces Zielonych i Wolnych Wyborców. CSU nie zamierza podejmować rozmów koalicyjnych z AfD, tymczasem po utracie samodzielnej większości będzie musiało porozumieć się z jednym z tych dwóch ugrupowań. Najprawdopodobniej CSU będzie rządzić Bawarią z Wolnymi Wyborcami, ale kierownictwo partii i tak zapowiedziało już większe zainteresowanie kwestiami ekologicznymi, aby odpowiedzieć tym samym na rosnące poparcie dla Zielonych.

Rykoszetem w Merkel

Specyfiką niemieckiej sceny politycznej jest istnienie federalnej chadecji oraz jej bawarskiego partnera, dlatego CDU w ogólnokrajowych wyborach nie wystawia swoich list w tym landzie i formalnie nie jest odpowiedzialna za wyniki osiągane przez CSU. Sami Bawarczycy, współtworząc przez kolejną kadencję „wielką koalicję” z CDU i Socjaldemokratyczną Partią Niemiec (SPD), zdają się od pewnego czasu dystansować od polityki Berlina. Odpowiedzialność za powstanie szlaku migracyjnego przez ten land, czy też za patologie związane z funkcjonowaniem społeczeństwa wielokulturowego, są więc na ogół zrzucane przez polityków CSU właśnie na koalicjantów ugrupowania na szczeblu federalnym.

Sam wynik CSU w wyborach regionalnych rykoszetem odbija się jednak w skali całego kraju na CDU, dlatego faktyczną porażkę Bawarczyków uznano także za kolejną klęskę Merkel. Niemiecka kanclerz nie zamierza zresztą uciekać od odpowiedzialności, stąd komentując wyniki niedzielnych wyborów stwierdziła, iż są one efektem braku zaufania społeczeństwa wobec polityków. Merkel zauważyła bowiem, że doskonałe dane gospodarcze i dążenie do osiągnięcia pełnego zatrudnienia wcale nie przekonują w ostatnim czasie Niemców do popierania partii tworzących „wielką koalicję”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Pozycja Merkel w samej CDU zdaje się słabnąć od wielu miesięcy, jednak to w ostatnich tygodniach mówiło się najwięcej o prawdziwej wolcie jej wewnątrzpartyjnych przeciwników, dotychczas obawiających się otwartego wystąpienia przeciwko swojej szefowej. Tymczasem na początku października frakcja CDU/CSU w Bundestagu odwołała swojego dotychczasowego przewodniczącego, czyli popieranego przez Merkel Volkera Kaudera, zastępując go bliżej nieznanym posłem CDU Ralphem Brinkhauem. Parę dni później niemiecka kanclerz została z kolei skrytykowana przez własną młodzieżówkę, domagającą się przedstawienia przez nią konkretnych zmian w partii, od których miałoby zależeć jej pozostanie na stanowisku szefa CDU.

Alternatywa (nie) zawodzi

Jak już wspomniano, duży wpływ na słaby wynik CSU w bawarskich wyborach miała oczywiście rosnąca popularność AfD. Trzeba jednak podkreślić, że po narodowych konserwatystach spodziewano się dużo więcej, o czym świadczyły nawet publikowane przez mainstreamowe media sondaże. W niektórych z nich mogli liczyć na kilka punktów procentowych więcej niż realnie dostali. Dlatego też Seehofer jeszcze przed wakacjami naciskał na Merkel w sprawie bardziej zdecydowanych działań wobec imigrantów dających się Niemcom coraz bardziej we znaki.

Nie zmienia to jednak faktu, iż AfD w swoim pierwszym historycznym starcie w wyborach do landtagu Bawarii, wprowadziło swoich 22 przedstawicieli do liczącego 205 miejsc parlamentu. Tym samym narodowi konserwatyści nie są jeszcze reprezentowani jedynie w Hesji, gdzie jednak za kilkanaście dni odbędzie się pierwsza od pięciu lat elekcja, która według badań opinii publicznej przyniesie Alternatywie również kilkunastoprocentowe poparcie.

Lokalni politycy AfD byli więc wyraźnie nieco rozczarowani bawarskim wynikiem, nie ukrywając zresztą, że uzyskaliby większe poparcie gdyby nie nagły wzrost popularności dla Wolnych Wyborców. Z tego powodu narodowi konserwatyści za swój główny sukces uznali sprawienie kłopotów CSU oraz znaczące osłabienie socjaldemokratów. Niemieckie media uważają przy tym, że głównym mankamentem AfD był brak wyrazistego lidera w Bawarii, ponieważ sam land, niezwykle konserwatywny jak na niemieckie warunki, powinien być naturalnym miejscem dla rozwoju ugrupowania.

Marcin Ursyński

Bawaria może rozpocząć rewolucję
Oceń ten artykuł

Reklama

Tagi: , , , , , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz