W Afganistanie i na pograniczu afgańsko-pakistańskim wciąż leje się krew. Jednak zarówno Kabul, jak i Islamabad deklarują, że będą dążyć do uspokojenia sytuacji w regionie. Niewykluczone, że proces pokojowy zainicjują rozmowy z talibami. Niełatwe, ale, jak się wydaje, innego wyjścia nie ma.

Stosunki Pakistanu z Afganistanem nigdy nie były dobre. Gdy układały się pozytywnie, zwykle trwało to krótko, szybko wracały zadrażnienia. Przyczyny tego stanu rzeczy są dwie. Jedna z nich jest stara, można powiedzieć historyczna. Sięga czasu, gdy Pakistan był jeszcze częścią brytyjskich Indii. Jest nią tzw. linia Duranda, rozciągająca się na długości 2640 kilometrów i stanowiąca współczesną granicę między Afganistanem a Pakistanem. Wzięła swoją nazwę od nazwiska Sir Mortimera Duranda sekretarza spraw zagranicznych Indii Brytyjskich. Została wyznaczona w 1893 r. i nie kierowała się względami narodowościowymi, ale strategicznymi. Biegnie wzdłuż granic fizjograficznych rzek i grzbietów górskich, łatwych do obrony. Rozdzieliła terytoria zamieszkane przez plemię Pusztunów na dwie części. W Pakistanie jest uznawana za granicę sztuczną. Choć formalnie wytyczona, to nigdy do końca nie zafunkcjonowała w praktyce. W znacznej mierze jest granicą umowną. Pakistan traktuje ją jako kwestię otwartą. Między wojskami strzegącymi granicy z obu stron wciąż dochodzi do starć w których padają dziesiątki zabitych i rannych.

Pakistan rości też sobie prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy Afganistanu. Wykorzystywał do tego m.in. ruch „Taliban”, który obecnie wciąż znajduje się w podziemiu i traktowany jest jako ugrupowanie terrorystyczne. Islamabad oczywiście nieoficjalnie dalej ich wspiera. Talibowie nadal stanowią poważną siłę i bez dogadania się z nimi raczej niemożliwe będzie ustanowienie w Afganistanie trwałego pokoju. Wszystkie próby podejmowane dotąd nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Rzutuje to oczywiście na stosunki między Afganistanem a Pakistanem, które trudno zaliczyć do najlepszych. Delegacja pakistańskich parlamentarzystów odwiedziła niedawno Kabul i spotkała się z kierownictwem państwa. Komunikat po jej wyjeździe był bardzo oględny, ale z nieoficjalnych przecieków wynika, że rozmowy były ostre i twarde.

Afgańczycy mieli oskarżyć wysłanników Islamabadu, że ten nie dotrzymuje zawartych umów. Miał bowiem skłonić talibów do rozmów z oficjalnym Kabulem i zaprzestać ich wpierania, czego jednak nie uczynił. Stało się to m.in. powodem rezygnacji z oficjalnej wizyty z Pakistanie przez prezydenta Afganistanu Aszrafa Gani. Oświadczył on, że jeżeli na jego terytorium działania talibów nie zostaną wstrzymane to nie uwierzy w dobrą wolę Pakistanu.

Oliwy do ognia dolał jeden z generałów pakistańskich, który oskarżył Afganistan o prowokowanie starć zbrojnych na granicy. Zadeklarował, że pakistańskie siły zbrojne nie zamierzają napadać na Afganistan, ale jeżeli rząd tego kraju będzie naruszał granicę, to dostanie po łapach. Dodał także, że Pakistan ma wiele sposobów odpowiedzi na afgańskie prowokacje i żaden z nich dla Kabulu nie będzie przyjemny. Jego zdaniem Afganistan powinien znać swoje miejsce w szeregu i nie zadzierać z Pakistanem. Kabul odrzucił ostrzeżenia Islamabadu ogłaszając, że jego armia jest gotowa odpowiedzieć na każdą zaczepkę.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Mimo ostrej wymiany zdań, w stosunkach między Afganistanem a Pakistanem pojawiło się ostatnio światło w tunelu. Do Afganistanu wrócił Gulbuddin Hekmatiar, lider partii „Hizb-i Islami”. Obie strony widzą w nim polityka, który jest w stanie doprowadzić do skutecznych rozmów między Kabulem a Islamabadem, a także namówić do rozmów talibów.

Hekmatiar od razu oświadczył, że jest gotów być pośrednikiem w rozmowach pokojowych. Podkreślił też, że żadne zagraniczne siły nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa w państwie. Zaapelował przy tym do władz w Kabulu, żeby odnosiły się do talibów „jak do braci”.

Zdaniem obserwatorów Hekmatiar, będąc bardzo ustosunkowanym politykiem, mającym wpływy w obu państwach, na pośrednika w rozmowach nadaje się jak mało kto. Sęk w tym, że nie wiadomo, czy talibowie będą chcieli z nim rozmawiać. Oficjalnie ogłosili, że żadnych pertraktacji z Hekmatiarem prowadzić nie zamierzają, ani też niczego deklarować.

Analitycy uważają, że jest to jednak „prężenie muskułów” i talibowie zmiękną, zaczną wykazywać większa elastyczność. Ich zdaniem najważniejsze jest to, że Kabul widzi konieczność szukania kompromisu z talibami. Jego przedstawiciele zaczynają rozumieć, że bez dogadania się z nimi żadnego pokoju w Afganistanie wprowadzić się nie da.

Wielu ekspertów uważa, że z talibami sprawa nie będzie prosta, ponieważ nie stanowią oni monolitu. Ich ruch uległ różnorakim podziałom na klany. Każdy z nich ma na terytorium Pakistanu swoją grupę wsparcia, zbierającą dla nich pomoc materialną i finansową. Kupują dla nich żywność, lekarstwa, leczą rannych i zapewniają wypoczynek uczestniczącym w bojach. Niektóre z klanów są związane z różnymi partiami politycznymi działającymi w Pakistanie. Islamabad zagubił się w ich rozgrywaniu i jego służby najzwyczajniej nad nimi nie panują.

Analitycy mają jednak nadzieję, że przyjęcie Pakistanu do Szanghajskiej Organizacji Współpracy i kandydowanie do niej Afganistanu sprawi, że obie strony będą jednak starały się doprowadzić do ustanowienia w Afganistanie upragnionego pokoju.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz