Administracja ogranicza ludzi nauki

O współpracy polsko-ukraińskiej, typowych kłopotach środkowoeuropejskiego badacza oraz pasji, jaką jest galicyjska architektura, opowiada autorka książki o Stanisławowie w dobie autonomii galicyjskiej, doc. Żanna Komar.

M.K.: Pani książkę pt. „Trzecie miasto Galicji” przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. Podczas lektury nurtowało mnie jednak pytanie – skąd fascynacja Stanisławowem?

Ż.K.:Moje zainteresowanie Stanisławowem jest niejako naturalne – choć urodziłam się gdzie indziej, to jednak mieszkam i pracuję od lat w tym mieście. Stanisławów jest miejscem niezwykłym, przeszedł przez I i II wojnę światową bez większych zniszczeń, toteż odtworzenie jego wyglądu sprzed stu lat jest nadal możliwe. Od tamtych czasów zachowało się bardzo wiele pięknej architektury, która wcześniej była słabo zbadana. Trudno w to uwierzyć, ale moja książka jest pierwszą pozycją w całości poświęconą architekturze tego miasta. Lwów i Kraków są pod tym względem w nieporównanie lepszej sytuacji. Brakowało mi książki o Stanisławowie, pomyślałam, że sama chciałabym taką książkę przeczytać, toteż stała się ona uwieńczeniem moich poszukiwań,

M.K.: W swojej pracy wykorzystuje Pani bardzo różne źródła. Skupiając się na architekturze, przedstawia Pani czytelnikowi zarazem tło jej powstawania w postaci kontekstu społecznego, gospodarczego i kulturalnego. Badania z zakresu architektury i historii sztuki stają się opisem socjokulturowym.

Ż.K.:Starałam się ukazać rozwój miasta z różnych perspektyw. Dla architektury ważny jest rozwój ekonomiczny, administracyjny, a także kulturalny. Architekturę kształtują też wszystkie mniejszości zamieszkujące dany teren. Napisanie książki w takiej formie nie byłoby oczywiście możliwe bez zagranicznych stypendiów (w Wiedniu i Krakowie) oraz dostępu do literatury przedmiotu w językach obcych. Niemalże wszystko, co zostało napisane na temat architektury w dobie Galicji jest dostępne poza granicami Ukrainy i nie zostało przetłumaczone na ukraiński. Literatura obca w oczywisty sposób stała się więc podstawą mojej książki. Na pewno nie udałoby mi się do niej dotrzeć, będąc cały czas w Stanisławowie. Ważną częścią książki są też zdjęcia omawianych obiektów, dlatego należało je utrwalić, póki jeszcze stoją. Podczas okresu sowieckiego wiele miast zostało przebudowanych, niektórych rzeczy już nigdy nie da się odtworzyć.

M.K.: Pani badania wymagają podróży. Swoje studia w Polsce prowadziła Pani w ramach programu Thesaurus Poloniae.

Ż.K.: Podróże wynikają również z problemów z dostępnością materiałów za wschodnią granica Polski. We Lwowie zbiory nadal nie są zdigitalizowane, w Kijowie tez nie można uzyskać wszystkich materiałów.

Uruchomienie programu Thesaurus Poloniae to dla mnie jasny sygnał, w jakim kierunku podąża Polska – świadectwo stabilności waszego państwa. Przez ostatnie dwadzieścia lat wykonano tu ogrom pracy badawczej. Samo stypendium jest bardzo dobrze zorganizowane. Trzy miesiące w ośrodku takim jak Kraków, pomagają się rozwinąć, zwłaszcza, że opór na uniwersytetach ukraińskich związany z wymianą międzynarodową, jest nadal bardzo silny. O wyjazdy trzeba walczyć, czasami musimy się starać o samo podjęcie współpracy – wciąż pokutuje okres sowiecki. Z naszej perspektywy jest to coś naprawdę dużego – Polska, jako kraj postkomunistyczny, zaczęła sama fundować stypendia zagranicznym naukowcom. Dziesięć lat temu Polacy razem z Ukraińcami najczęściej byli beneficjentami zachodnich stypendiów. Ta zmiana dobrze świadczy o poziomie rozwoju Polski i zupełnie odmiennym jej położeniu w stosunku do problemów, z jakimi boryka się dzisiaj mój kraj.

M.K.: Nad czym obecnie Pani pracuje?

Ż.K.:Oprócz „Trzeciego miasta Galicji” pracuję nad biografiami polskich i żydowskich architektów pochodzących ze Stanisławowa, ich powojennymi losami. Część biografii udało mi się odtworzyć, a są to niejednokrotnie postaci zupełnie nietuzinkowe o niezwykle trudnych losach. Odtworzyłam już losy Tadeusza Kowalskiego, który pracował we Lwowie od 1914 r., a w Międzywojniu projektując wiele budynków użyteczności publicznej. Dzięki pobytowi w Krakowie wiem, że po wojnie był czynnym architektem, zaprojektował m.in. sanatorium w Rabce. Zamknięcie życiorysu pozwala na opracowanie naukowe dzieł tego architekta. Podobnie „tropiłam” powojenne losy Stanisława Treli. Słyszałam plotki, że zakończył życie samobójstwem, a odnalazłam notatkę odnotowującą go w łódzkim SARP-ie, ten „trop” wymaga sprawdzenia. Michał Ulm to architekt żydowskiego pochodzenia o wielkiej randze, zwłaszcza jeśli chodzi o czas secesji, znalazłam informację że zmarł w 1938 r.

Odszukałam też awangardowe projekty architektoniczne poczty w Stanisławowie autorstwa Bogdana Lacherta z połowy lat 30-tych. W moich wysiłkach bardzo mi pomaga sieć kontaktów, które zdobyłam już wcześniej i przychylność polskich naukowców.

M.K.: Z jakim przyjęciem spotkała się Pani książka na Ukrainie?

Ż.K.:Raczej pozytywnym, choć samo nastawienie zależy od miejsca. Miałam dwa spotkania autorskie – w Kijowie i w Stanisławowie, i muszę przyznać, że były one zupełnie odmienne. Mieszkańcy Stanisławowa byli bardziej na wszystkie drażliwe sprawy wyczuleni, co jest naturalne, gdyż książka traktuje o ich mieście. Temperatura dyskusji w Stanisławowie była o wiele większa niż w Kijowie, ponieważ także dziś dyskusje na temat wielokulturowego dziedzictwa miasta nie zawsze spotykają się z aprobatą w lokalnych kołach naukowych. Środowiska te jeszcze nie są gotowe do analizy wielokulturowego dziedzictwa miasta, które było tworzone przez Polaków, Żydów, Ukraińców, Niemców, Austriaków, Węgrów. Jest to spuścizna wielokulturowa i wielonarodowa, choć trudno nieraz o niej mówić. Kijów jest stolicą, znajduje się daleko, zatem wszystkie trudne tematy odbiera się inaczej. Dla Kijowa było to jedno z wielu spotkań, dla Stanisławowa stało się ono czymś wyjątkowym. Kijów pozostaje oczywiście także większym ośrodkiem i środowisko akademickie stoi na zdecydowanie wyższym poziomie.

Bardzo ucieszyło mnie zapytanie o ukraińską wersję „Trzeciego miasta…”, o co sama nawet trochę zabiegałam. Na Ukrainie mój obszar badań, czyli architektura i sztuka Galicji, spotyka się ze sporym zainteresowaniem małych społeczności. Niestety owa fascynacja historią swojego miasta czy regionu nie idzie w parze z ilością pieniędzy przeznaczanych na kulturę i badania. Po upadku ZSRS ludzie zaczęli się zajmować historią swoich miast na sposób amatorski. Nie naukowcy, lecz zwykli obywatele stali się kołem zamachowym tych badań. Administracja nie jest tym niestety zainteresowana – nadal reprezentują ją skostniałe postsowieckie organizmy, które nie rozumieją wymogów stawianych przez współczesny rozwój zarządzania dziedzictwem kulturowym. Wynika to raczej z braku umiejętności i nieznajomości zachodnich reguł, niż ze złej woli. Administracja ogranicza ludzi nauki. Brak jest perspektyw na przyszłość, trudno też powiedzieć, żeby obecna sytuacja polityczna sprzyjała tworzeniu długofalowych planów.

rozmawiał: Mateusz Kędzierski

Żanna Komar– historyk sztuki i architektury. Pracownik naukowy na Wydziale Architektury Narodowego Technicznego Uniwersytetu w Iwano-Frankiwsku (Stanisławowie). Wykłada historię sztuki oraz historię architektury. Jej zainteresowania koncentrują się na historii XIX- i XX-wiecznej architektury, życiorysach nieznanych architektów, zagadnieniach ochrony dziedzictwa kulturowego.

W latach 2006-2007 uzyskała prestiżowe stypendium austriackiego Ministerstwa Edukacji, Nauki i Kultury. Jest autorką wielu artykułów i recenzji w prasie ukraińskiej, polskiej i austriackiej. W 2008 r. Ukazała się jej książka pt „Trzecie miasto Galicji. Stanisławów i jego architektura w okresie autonomii galicyjskiej.”

Już wkrótce na łamach Kresów.pl recenzja książki „Trzecie miasto Galicji. Stanisławów i jego architektura w okresie autonomii galicyjskiej.”

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz