Vilnius mūsų ir Lietuva rusų

Wielki Polak i mąż stanu – Roman Dmowski – w 1924 r. – w swym wystąpieniu skierowanym do studentów z Młodzieży Wszechpolskiej przestrzegał, że nie wolno być w dążeniu do realizacji celów talmudycznym. No cóż, Litwini jednak nigdy nie mieli i nie prędko będą mieć, jeśli kiedykolwiek, polityka takiej klasy i wizji…

Minęło już 75 lat od dnia, gdy kolumny litewskiego wojska wkraczały do Wilna. W samo południe – 28 października 1939 r. – żołnierze z Pogonią na czapkach przekraczali rogatki miasta entuzjastycznie witani, jak donosiła później litewska prasa z Kowna, przez tłumy wiwatującej ludności. Władze litewskie zadbały należycie zarówno o „publikę”, jak i entuzjazm (już wówczas ważny był pijar). Nim jeszcze dziarscy kawalerzyści z 3 pułku dragonów na swych rumakach oraz ich koledzy z piechoty defilowali po wileńskim bruku, do Wilna ściągnięto autobusami z Kowna, Wiłkomierza i innych miast tzw. Litwy Kowieńskiej grupy młodzieży. Wyposażeni w okolicznościowe transparenty, zbudowali bramy triumfalne i przy wsparciu garstki miejscowych wilnian pochodzenia litewskiego krzyczeli na widok żołnierzy – jak donosił jeden z korespondentów prasy kowieńskiej – aż do ochrypnięcia: valio (hurra).

Spełniał się sen mieszkańców Kowieńszczyzny o litewskim Wilnie. I nie miało najmniejszego znaczenia, że większość z nich w ogóle tego miasta nie znała, a dziesiątki, ba, może setki tysięcy Litwinów nigdy grodu nad Willią nawet nie widziała na oczy. Czy to jednak było takie ważne? Czy miało jakieś znaczenie, że Wilno było w istocie miastem polskim, zamieszkałym głównie przez tych okropnych, często znienawidzonych Polaków, obok, których żyli Żydzi, Rosjanie i Białorusini? Tych ostatnich – o zgrozo – było w Wilnie nawet więcej niż Litwinów i również śnili o tym, że to najpiękniejsze miasto północnej Europy będzie kiedyś stolicą ich państwa. To wszystko było wtedy bez znaczenia. Ważne było tylko to, co dzieje się „tu i teraz”.

Vilnius mūsų – darła się w niebogłosy rozemocjonowana młodzież ze Związku Wyzwolenia Wilna. W patriotyczno-efekciarskie tony bili poruszeni publicyści i politycy. I zgoła niewielu zdawało sobie sprawę z tego, że był to początek końca niepodległości Litwy. Bo właśnie utrata niepodległości była ceną za paktowanie z diabłem czyli Sowietami i za przyjęcie z ich rąk prezentu jakim było Wilno. Czy należy dodawać, że to jest zawsze cena najwyższa dla każdego narodu? Nie, to pytanie retoryczne, ale należy o tym przypominać i zastanowić się czy władze Litwy mogły zachować się jesienią 1939 roku inaczej i prowadzić swą politykę, w ten sposób, by przynajmniej oszczędzić swoim obywatelom choćby części cierpień i okrucieństwa niewoli sowieckiej lub przynajmniej odwlec ją w czasie.

23 sierpnia 1939 roku został podpisany w Moskwie pakt o nieagresji pomiędzy III Rzeszą Niemiecką a ZSRS. Do umowy dołączony był tajny załącznik, który określał – jak zapisali sygnatariusze – sprawę rozgraniczenia ich wzajemnych stref interesów w Europie Wschodniej. W istocie uzgodnienia niejawnego protokołu dodatkowego rozstrzygały o rozbiorze Polski oraz utracie niepodległości przez państwa bałtyckie i Finlandię. Strony paktu uzgadniały, że: W razie zmian terytorialnych i politycznych na obszarach należących do państwa polskiego, strefy interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone mniej więcej wzdłuż linii rzek Narwi, Wisły i Sanu […]. Z kolei w kwestiach dotyczących Bałtów i Finów Niemcy i Sowieci ustalili, że: W wypadku przemian terytorialnych i politycznych na obszarach należących do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) północną granicę Litwy będzie stanowiła granica stref wpływów Niemiec i ZSRR. Obie strony uznają interesy Litwy na obszarze Wilna.

Jak widać, Hitler ze Stalinem dzieląc między sobą Europę wschodnią, uznali, że Wilno ma przypaść Litwie. Oczywiście ten prezent Litwini mogli otrzymać jedynie w przypadku klęski i upadku Polski, co jak wiemy dokonało się we wrześniu 1939 r. za sprawą dwóch jej sąsiadów, którzy dysponując – wspólnie – największym ówczesnym potencjałem militarnym na Świecie pobili Rzeczpospolitą. Dodam, choć to nie jest tajemnicą dla historyków, ale wcale nie musi być oczywiste dla większości współczesnych mieszkańców Litwy, że uzyskanie Wilna przez Litwinów było możliwe tylko i wyłącznie w wyniku militarnej klęski Polski i utraty przez nią niepodległości! Innej możliwości nie było i na nic zdałyby się zaklęcia o „Naszym Wilnie”, „polskiej okupacji” itp., którymi władza z Kowna i jej propaganda faszerowała głowy i dusze swych obywateli przez niemal 20 lat. Swoją drogą zawsze mnie intrygowało czy gdyby wojna światowa nie wybuchła, to czy przez kolejne dziesięciolecia, stale podsycana przez władze, idea walki o Wilno, która była główną osią życia politycznego państwa i zaprzątała umysły Litwinów, nie wypaliłaby się w końcu i nie ustąpiła miejsca bardziej racjonalnym pomysłom.

Mniejsza o moje dywagacje, ciekawsza jest analiza wydarzeń, które poprzedziły moment uzyskania dla Litwy miasta czy jak wolą inni „wyzwolenia Wilna od Polaków”. Już w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. Niemcy za pośrednictwem swej dyplomacji podjęli wysiłki zmierzające do wciągnięcia Litwy w zbliżający się konflikt z Polską. Działania te przybrały na sile w dniach 9-13. września – już w trakcie działań wojennych. Litwinom zaproponowano, by zaatakowali Polskę na odcinku wileńskim. Niemcy obiecywali przy tym wsparcie swoich oddziałów.

Były dwa powody, dla których Niemcom usilnie zależało na wciągnięciu Litwy do wojny u swego boku. Pierwszy był to aspekt militarny. Sytuacja na froncie w owym czasie zaczęła się dla Niemców wyraźnie komplikować. 9 września 1939 r. ruszyło natarcie „Armii Poznań” i „Pomorze” nad Bzurą. W pierwszej fazie natarcia Polacy rozbili w puch 30. Dywizję Piechoty, zdobyli m.in. Łęczycę, Piątek, Uniejów, Walewice, a później Łowicz. W efekcie tego, Niemcy zmuszeni zostali ściągnąć spod Warszawy swoje jednostki i uwikłać się wielodniową bitwę. Blitzkrieg stracił impet. W Berlinie nie było też pewności czy nie nastąpi, oczekiwana przez Polaków, francuska ofensywa na Zachodzie.

Zaangażowanie Litwinów do wojny przeciw Polsce u boku Niemców było równie ważne dla tych drugich ze względów politycznych. Litwa przestałaby być neutralna i stałaby się formalnie sojusznikiem Niemiec. Więcej, Niemcy proponowali wsparcie swoich wojsk, które znalazłyby się zapewne na terytorium Litwy. W perspektywie oznaczałoby to wywieranie „za pomocą bagnetów” nacisku na politykę rządu kowieńskiego, zwasalizowanie Litwy i utratę suwerenności bądź jej ograniczenie. Wreszcie działania Niemców były konsekwencją tajnych ustaleń do paktu Ribbentrop-Mołotow, na mocy których Litwa miała być w sferze wpływów niemieckich.

Władze Litwy skutecznie oparły się naciskom niemieckim. Być może wpływ, choć trudno stwierdzić czy decydujący na postawę rządu w Kownie miała też postawa sojuszników Polski czyli Anglii oraz Francji. Brytyjczycy jednak dosłownie ostrzegali Litwinów, że jeśli ci wykorzystają okazję do odebrania Polsce Wilna, to ich sytuacja na przyszłej konferencji pokojowej będzie bardzo ciężka.

Na marginesie warto dodać, że nie wszyscy przedstawiciele rządu litewskiego odrzucali propozycje Niemców. Przykładem może być postawa Kazysa Škirpy, ówczesnego posła litewskiego w Berlinie, który w rozmowie z Peterem Kleistem – współpracownikiem Joachima von Ribbentropa – stwierdził, że uczyni wszystko, by skłonić swój rząd do wystąpienia przeciw Polsce. Podczas rozmów ze stroną niemiecką, Škirpa przekazał nawet mapę ziem polskich, na której zaznaczone były roszczenia litewskie. Nie wzbudziła ona jednak specjalnego zachwytu Ribbentropa, który polecił Kleistowi, by powiedzieć Škirpie, że Litwa powinna natychmiast zająć Wilno, ale nic więcej.

Ostatecznie Niemcy zaprzestali nacisków na Litwę. W dniu 16 września 1939 r. dyplomata Rzeszy w Kownie, Erich Zechlin otrzymał z Berlina polecenie, by zaprzestać rozmów z władzami litewskimi. Niemcy wiedzieli już, że lada chwila uderzą na Polskę Sowieci.

Atak sowiecki na Polskę w dniu 17 września 1939 r. wywołał wśród Litwinów spore poruszenie, a zwłaszcza wieści o zajęciu 19 września Wilna przez Armię Czerwoną. Jeszcze tego samego dnia odbyło się posiedzenie rady ministrów Litwy, podczas którego polecono posłowi nadzwyczajnemu i pełnomocnemu rządu Litwy w Moskwie, aby powiadomił rząd sowiecki, że: zajęte przez wojska sowieckie terytorium Wileńszczyzny (dosł. kraju wileńskiego) zamieszkałe jest przez Litwinów i Litwa ma prawa do tego terytorium.

W rzeczy samej, jeszcze tego samego dnia przedstawicielowi Litwy – Ladasowi Natkevičiusowi udało się spotkać w Moskwie z Wiaczesławem Mołotowem. Zachowała się obszerna, oznaczona gryfem „poufne”, notatka z tej rozmowy sporządzona przez litewskiego dyplomatę. Natkevičius przypomniał komisarzowi spraw zagranicznych ZSRS o umowie sowiecko-litewskiej z 12 lipca 1920 r., oraz, że na jej mocy ustalona została granica pomiędzy Litwą a Rosją Sowiecką.

Należy wyjaśnić, że zgodnie z zapisami tego traktatu, w granicach Litwy znaleźć się miały m.in. Brasław, Oszmiana, Lida i Grodno. Umowa została zawarta w czasie, gdy ofensywa Tuchaczewskiego parła na Zachód, Wojsko Polskie było w odwrocie i z dnia na dzień sytuacja na bolszewickim froncie stawała się co raz bardziej dramatyczna. Tytułem przypomnienia warto również dodać, że Litwini w sposób czynny pomogli wówczas Armii Czerwonej w jej zmaganiach z Polakami.

Wracając tymczasem do rozmowy na Kremlu, to litewski dyplomata podkreślał, że strona sowiecka niejednokrotnie później potwierdzała, iż umowa ta jest wiążąca obie strony [choćby w ramach paktu o nieagresji między RL a ZSRS z 1926 r., przedłużonym w latach 1931 i 1934 -przypis redakcji]. Zaznaczył także, iż państwo litewskie pomimo, że nawiązało stosunki międzypaństwowe z Polską – pod wpływem polskiego ultimatum [w marcu 1938 r.-przyp. redakcji] – to wszelako nigdy nie została formalnie wyznaczona granica pomiędzy obu państwami. Dodał też, że do chwili obecnej istnieje tylko linia administracyjna między Polską i Litwą oraz, że ta ostatnia nigdy nie wyrzekła się swych praw do terytorium pomiędzy linią administracyjną, a granicą wyznaczoną w traktacie z 12 lipca 1920 roku – pomiędzy państwem litewskim a Rosją Sowiecką.

Mołotow odpowiedział, że władze sowieckie pamiętają o swoich zobowiązaniach wobec Litwy, a także nie zapominają o Wilnie, które właśnie zajęła Armia Czerwona. Uspokajał zarazem, że ten fakt nie przesądza jednak przyszłego losu miasta. Zaznaczył też, że problem Wilna może być rozwiązany pomyślnie dla Litwy ale przy obecnym stanie ogromnego zamieszania i rozgardiaszu, należy poczekać. Później będziemy rozmawiać i dojdziemy do porozumienia – dodał Mołotow.

Wytrawny polityk i dyplomata jakim był bez wątpienia Wiaczesław Mołotow, odnosząc się w ten sposób do stanowiska litewskiego, pozostawił Litwinom nadzieje na wejście w posiadanie Wilna, a zarazem podjął grę na czas. Wiedział wszak doskonale, że Litwa zgodnie z paktem sowiecko-niemieckim z 23 sierpnia 1939 roku, miała pozostać w strefie wpływów niemieckich i to z Niemcami najpierw trzeba było rozstrzygnąć tę kwestię. Zapewne też zrozumiał on już wówczas, że działanie Litwinów, jest złamaniem ogłoszonej przez nich samych neutralności i otwiera pole do nowej gry i weryfikacji ustaleń z Niemcami z 23 sierpnia 1939 r. Inicjatywa Litwinów dawała wreszcie możliwość wciągnięcia Litwy w orbitę wpływów ZSRS, co de facto oznaczało przyszłą okupację jej terytorium przez Sowietów.

O godzinie ósmej wieczorem – w dniu 25 września 1939 r. – ambasador III Rzeszy w Moskwie Friedrich-Werner von der Schulenburg, przekroczył progi Kremla. Oczekiwali go Stalin i Mołotow. Z ust sowieckiego przywódcy padła wówczas, najprawdopodobniej po raz pierwszy, propozycja modyfikacji ustaleń z 23 sierpnia. Stalin zaproponował wymianę terytoriów. Niemcy mieli otrzymać Lubelszczyznę oraz wschodnią część województwa warszawskiego [według pierwotnych ustaleń tajnego protokołu do traktatu sowiecko-niemieckiego granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą miała przebiegać na Wiśle – przypis red.], w zamian zaś, Niemcy mieli zrzec się swoich pretensji do Litwy. Szczegółowe ustalenia zostały poczynione w Moskwie w dniach 27-28 września 1939 r. z udziałem Joachima von Ribbentropa, Wiaczesława Mołotowa oraz samego Józefa Stalina. W ich wyniku los Litwy został przesądzony. Znalazło to swój wyraz w kolejnym tajnym protokole do Traktatu o granicach i przyjaźni pomiędzy III Rzeszą a ZSRS z dnia 28 września 1939 r. tzw. paktu Ribbentrop-Mołotow II.

Mołotow wywiązał się ze swej obietnicy złożonej Ladasowi Natkevičiusovi co do tego, że podejmie rozmowy w sprawie Wilna. Po długich 10. dniach oczekiwania strona litewska, najpierw w osobie tegoż dyplomaty, a następnie ministra spraw zagranicznych Juozasa Urbšysa, została zaproszona na Kreml. Ostatecznie rozmowy litewsko-sowieckie zakończyły się podpisaniem sowiecko-litewskiej umowy o przekazaniu Republice Litewskiej miasta Wilna i obwodu wileńskiego i wzajemnej pomocy pomiędzy ZSRS a Litwą. Litwini uzyskali Wilno i skrawek województwa wileńskiego, a w zamian Sowieci zainstalowali na terytorium Litwy bazy wojskowe. Był to wstęp do pełnej okupacji Litwy, która jak wiadomo zaczęła się w czerwcu 1940 roku.

Analiza przedstawionych wydarzeń, poprzedzających wkroczenie wojsk litewskich do Wilna, nasuwa kilka pytań. Pierwsze z nich dotyczy, pojawiającej się w historiografii litewskiej tezy, że Litwa w 1939 roku zachowała neutralność. W mojej opinii, teza ta w zestawieniu z, choćby przedstawionymi wyżej faktami, jest trudna, a raczej niemożliwa do obrony. Jak bowiem traktować stanowisko rządu litewskiego w sprawie Wilna i innych obszarów ziem północno-wschodnich państwa polskiego wyrażone w Moskwie w dniu 19 września 1939 roku, jak nie wysuniecie roszczeń terytorialnych wobec, co wymaga podkreślenia, wciąż walczącej przeciw dwóm wrogom Polski. Czy nie jest to jawne pogwałcenie zasady neutralności? Moim zdaniem jest. Nawiasem mówiąc, bezpośrednią konsekwencją inicjatywy litewskiej z września ’39 była właśnie październikowa umowa z Sowietami, która powodowała utratę neutralności, sojusz z ZSRS i zgodę suwerennych władz litewskich na instalację wojskowych baz sowieckich na terytorium Litwy.

Kolejnym pytaniem, które się pojawia, to czy akcja władz z Kowna w kwestii Wilna, Wileńszczyzny i podkreślenie praw do tej ziemi w związku z traktatem litewsko-bolszewickim z 1920 roku, nie stała się czasem inspiracją dla Sowietów do rewizji ustaleń pierwotnej wersji paktu Ribbentrop-Mołotow. Wiele wskazuje na to, że tak właśnie było. To w końcu z ust Stalina, dodam po rozmowach z Natkevičiusem, padła wobec reprezentanta Rzeszy w Moskwie propozycja weryfikacji dotychczasowych ustaleń. Można sądzić, że Niemcy byli do czasu rozmów Schulenburga i Ribbentropa w Moskwie przekonani, że Litwa jest ich łupem. Dowodzi tego np. przygotowany w Berlinie, w dniu 20 września 1939 roku, Projekt głównych założeń umowy obronnej między Niemcami a Litwą.

Czy zatem nie stało się tak, że niepohamowana rządza posiadania Wilna przez kierownictwo państwa litewskiego pchnęła ich w „sowieckie łapy”? Zaryzykowałbym taką tezę. Należy więc postawić pytanie co by się stało, gdyby faktycznie władze z Kowna trzymały się twardo ogłoszonej przez nich samych zasady neutralności. Z pewnością Niemcy wymogłyby na Litwie sojusz wojskowy i zwasalizowałyby Litwę. Dowodzą tego ich działania we wrześniu 1939 r., w tym wskazany wyżej projekt umowy obronnej. Niemniej, trudno wyobrazić sobie, że Litwa byłaby w pierwszych latach wojny okupowana przez III Rzeszę, a tym bardziej, by Niemcy dokonali wywózki i eksterminacji ludności, tak jak to uczynili Sowieci w czerwcu 1941 roku. I rzecz najważniejsza, nawet w wymuszonym sojuszu z III Rzeszą, upragnione Wilno stałoby się po trupie Polski własnością Litwinów.

Czasem bywa tak, że dążenie do celu za wszelką cenę, powoduje, że wyłącza się racjonalne myślenie, pragmatyzm i zdrowy rozsądek. Przestaje obowiązywać kalkulacja zysków i strat. Posiadanie Wilna przez 7 miesięcy kosztowało naród litewski ogromną cenę i do tego zupełnie nieadekwatną do zysku. Płynie z tej historii nauka. Nigdy nie wolno być talmudycznym i nigdy nie należy paktować – co należy podkreślić – z własnej woli z diabłem. Tym akurat w 1939 roku byli bolszewicy.

Przed 75. laty, zarówno politycy, jak i społeczeństwo litewskie w ogóle nie zdawali sobie sprawy z błędów jakie popełnili. Niech świadczy o tym chociażby, dziś szokujący, fragment tekstu profesora Fabionisa Kemešisa zamieszczony 11 października 1939 roku na łamach gazety Mūsų Vilnius – organu Związku Wyzwolenia Wilna. Pisał on – 19 lat cierpieliśmy z powodu utraty Wilna, teraz je mamy! – pisał naukowiec – Nasz wschodni sąsiad – Wielka Rosja – po czasowym przejęciu z rąk okupanta naszej stolicy i kraju wileńskiego – zwrócił je nam. Czyż trzeba wyjaśniać, jak doniosły krok uczynił ZSRS? […] Pragniemy bliskiego i przyjaznego sąsiedztwa z ZSRS.

***

Wielki Polak i mąż stanu – Roman Dmowski – w 1924 r. – w swym wystąpieniu skierowanym do studentów z Młodzieży Wszechpolskiej przestrzegał, że nie wolno być w dążeniu do realizacji celów talmudycznym. No cóż, Litwini jednak nigdy nie mieli i nie prędko będą mieć, jeśli kiedykolwiek, polityka takiej klasy i wizji…

Michał Wołłejko

Wilnoteka.lt

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

10 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    morettozinzin :

    Powyższy tekst warto chyba byłoby zadedykować osobom, które nie zważając na nic, zażarcie nawołują do przyłączenie ponownie Lwowa do Polski i wieszają psy na Donaldzie Tusku za to, że ten nie przyjął propozycji Putina dotyczącej rozbioru Ukrainy.

    Swoją droga znajdujemy się może nie w analogicznej, ale moim zdaniem bardzo podobnej sytuacji co Litwini w XX-leciu międzywojennym. Oni wtedy płakali za Wilnem – ich historycznym miastem, my teraz ubolewamy na utratą Lwowa – historycznie Polskiego ośrodka. Tylko wtedy i jak i dziś demografia tych miast mówi zupełnie coś innego, niż to jest zapisane na kartach historii. Wilnie ilość Litwinów była znikoma, nie mówiąc już o ludności polskiej obecnie we Lwowie.

    Zatem co ważniejsze przy wyznaczeniu granic? Przynależności historyczna danego miejsca, czy może tożsamość obecnych mieszkańców?

    I tak na marginesie. Mógłby ktoś polecić jakiś dobrą książkę o historii Wilna. Interesuje mnie głównie jego rozwój jako polskiego ośrodka kultury.

    • Avatar
      natalja :

      Darujże sobie zawoalowane pochwały dla Tuska, bo to niesmaczne.

      „Zatem co ważniejsze przy wyznaczeniu granic?”: to było bardzo zabawne. Potencjał wojskowy, czołgi, wyposażenie, broń i doświadczona armia.
      A nie wasze genialne rozważania o tym co historycznie poprawne i moralnie, dziejowo, sprawiedliwe.

      Prawda jest taka, że nasz naród się wykrwawił, bo nigdy nie potrafił być chytry jak na przykład Czesi i ta mentalna łączność dzisiejszych postulujących o narodowe prerogatywy jest tylko mentalna.
      Potomków inteligencji polskiej nie ma, a to co zostało to pozbawione wyobraźni i impetu potomstwo uwłaszczonego na dwóch hektarach ziemi chłopstwa. Statystycznie.

      Gdyby nie to, że się staremu Gruzinowi podobał mazurek dąbrowskiego to Wrocławia za Lwów by nie było. Wrocław ma rzekę i polską ludność dzisiaj, Lwów nie ma rzeki i ma mnóstwo rezunów, infrastrukturę marną. Byłam rok temu.

      Jeśli naszą jedyną siłą zbrojną skłonną się bić za to co po prawej od granicy jest Falanga, to naprawdę nie ma o czym mówić.

      • Avatar
        tutejszym :

        @natalja: Podpisuję się pod Pani słowami. Przepraszam za ten stek obelg jaki -być może- zaraz się rozlegnie. I to ze strony osób dywagujących „genialne rozważania o tym co historycznie poprawne i moralnie, dziejowo, sprawiedliwe”. Według mnie naród polski został znijaczony, pokancerowany poprzez zabójstwo swoich elit politycznych, kulturalnych, umysłowych. Zrobili to Niemcy, Rosjanie a także czerń ukraińska, obecnie robi to Unia walcząc z naszą świadomością narodową, historyczną i moralną. Musi minąć kilka pokoleń aby ten nasz polski naród w jakiejś mierze odrodził się. Dziś zbierana była przez Caritas w moim kościele odzież i żywność dla biednych Ukraińców. Nic nie dałem, niezgodę na to zadeklarowałem. Fakt takiej akcji też świadczy o małej świadomości historycznej w naszym społeczeństwie i o pogardzie „elyt” dla ludzi. Mamy karmić bezczelne gęby zawziętych zwolenników Bandery?.

  2. Avatar
    morettozinzin :

    ems:01.11.2014 15:47 Tą kwestie można rozwiązać bez rewizji granic. Żydzi chociażby potrafią. ///

    SobiePan:01.11.2014 16:55 Nie musisz powielać, wystarczy wysłać odnośnik. Z chęcią zapoznam się z odmiennym punktem widzenia na ten problem. ///

    natalja:02.11.2014 07:49 Przepraszam, rzeczywiście to nie smaczne, aby coś dobrego powiedzieć o Donaldzie Tusku. Jak w ogóle przy całej do niego antypatii można powiedzieć o nim dobre słowo, kiedy zdarzyło mu się w końcu podjąć jakąś słuszną decyzje?

    Rzeczywiście jeśli uczyć chociażby od Rosjan to najważniejszą rzeczą przy wytyczaniu granic powinien być potencjał militarny.