Powstańcza Lubelszczyzna

Wchodząc na ten cmentarz ogarnia osobliwe uczucie spokoju, majestatu starych drzew, po których ślizgają się promienie zachodzącego słońca. … Wydaje się, że przenieśliśmy się w wiek XIX i tylko patrzeć jak gdzieś zza krzyża wyłoni się posiwiały i spokojny „wysoki, bosy, w ciemnej do kolan sięgającej kapocie i wielkiej baraniej czapce” Anzelm Bohatyrowicz i opowie o tym, jak szli na moskala…

Zima odeszła, wiosna frontalnym atakiem nareszcie zdobyła Lubelszczyznę. Czy podobnie było 150 lat temu nie wiem, ale w miniony weekend kontynuowaliśmy pielgrzymkę po miejscach pamięci Powstania Styczniowego w naszym regionie. Tym razem obraliśmy kierunek północno-zachodni. Udaliśmy się w stronę, gdzie miała miejsce bodaj czy nie największa a z pewnością uwieńczona największym sukcesem bitwa w Powstaniu na terenie Królestwa – akcja pod Żyrzynem. Piszę akcja, bo w zasadzie miał to być „skok na kasę” wiezioną przez carskich żołnierzy. Ale o tym dalej. Nim tam dotarliśmy pierwszy był

Kurów

To tam jadący w stronę Warszawy, albo Radomia pomstują na długie korki. Ja zaś pomstuję zwykle na co innego – na ludzką głupotę związaną z nadmiarem gotówki. Mój mistrz, prof. Stefan Kozłowski już 6 lat temu mówił, że w naszym kraju „nadmiar gotówki wyzwala szalone pomysły” i Kurów jest dosadnym tego przykładem. Był w Kurowie koło kościoła urokliwy zielony skwer pełen wysokich drzew. Przyszła kasa z UE na rewitalizację i co mamy w konsekwencji – wybrukowany plac, na którym tylko Lenina brak i jakieś rachityczne drzewka posadzone na tym betonowym polu. Przysłowiowy nóż się w kieszeni otwiera. Ale nie o skwerze będę. Jedziemy na cmentarz. Tuż za jego bramą wejściową, po lewej stronie znajduje się grób powstańca styczniowego. Piramidka z kamieni polnych, na której dawniej umocowany był krzyż, dziś w jego miejscu spoczywa wieniec. Pod nim zaledwie 22 letni student Sorbony Jan Zdzitowiecki, przez „nieutuloną w żalu siostrę tu pochowany”. Zapalamy znicz i zostawiany temu wspaniałemu, oddanemu studentowi flagę narodową niepodległego kraju, o który walczył. I kierujemy się na

Żyrzyn

Tutaj na cmentarzu parafialnym położonym koło szkoły znajduje się symboliczna mogiła tych, którzy walczyli w niedalekim lesie. Jest to prawdopodobnie mogiła symboliczna, tj. nikt tutaj nie spoczywa, a miejsce jest jedynie poświęcone powstańcom stoczniowym, żołnierzom września 1939 roku i partyzantom z BCh, którzy na Ziemi Żyrzyńskiej walczyli. Piękny, odnowiony pomnik w postaci orła, zadbane otoczenie i tabliczka, że miejscem tym opiekuje się Szkoła Podstawowa im. Adama Mickiewicza w Żyrzynie – dobry przykład wpajania patriotycznych uczuć „od maleńkości”. Warto wspomnieć, że na cmentarzu tym znajduje się też pomnik poległych i pomordowanych żołnierzy AK i WiN, w tym zamordowanego przez komunistów z AL ppłk Alfonsa Faściszewskiego ps. „Konar”. Tym miejscem opiekuje się Zespół Szkół w Żyrzynie. Patrząc na stojący obok zadbany budynek szkoły przyozdobiony słowami Jana Pawła II „Od Was zależy jutrzejszy dzień” odjeżdżam spokojny w kierunku miejsca, gdzie wspomniany wcześniej skok na kasę nastąpił, czyli do

lasu przy drodze na Warszawę

W tym miejscu (po lewej stronie jadąc w stronę Warszawy), nieco w głębi lasu, ale widoczny z drogi, stoi pomnik poświęcony pamięci zwycięskiej bitwy powstańców pod dowództwem gen. Michała Heidenreicha „Kruka” z moskalami-okupantami. Bitwa odbyła się w dniu 8 sierpnia 1863 roku. Przewaga liczebna była po stronie powstańców, ale przewaga w uzbrojeniu, wyszkoleniu oraz w … kasie, zdecydowanie po stronie moskali. Nie mniej jednak sromotnie w owej zasadzce przegrali. Poległo ich kilkudziesięciu, ponad 100 dostało się do niewoli, część zresztą przeszła na stronę powstańców. A poza tym łupem tych ostatnich padło 140 tys. rubli, 400 karabinów i dwa działa. Dziś w miejscu tym rośnie młody sośniak. Nasi „drodzy” leśnicy postarali o to by w oddziale 30 nadleśnictwa Puławy nie pozostało żadne drzewo, które by pamiętało tę ważną powstańczą bitwę. Za to Zespół Szkół Nr 3 w Puławach, PTTK i Związek Strzelecki postarały się aby miejsce to znalazło się na Szlaku Niepodległościowym, który został wytyczony w tej części Ziemi Puławskiej.

Pod obeliskiem zwieńczonym wielkim polnym głazem zapalamy znicz, ustawiamy flagę narodową i uprzątamy jakiś zeschły wieniec. I pewnie nieopatrznie wyrzucilibyśmy ową wiązankę zasuszonych goździków (jak w minionej epoce), gdyby nie przykuła naszej uwagi szarfa. Przecieram oczy ze zdumienia. Nie da się oszukać, na szarfie stoi jak wół: „Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Bronisław Komorowski”. Na dowód, że to prawda załączamy fotografię. Zatem nieprawdą jest, że nasz Prezydent nie świętuje rocznicy Powstania, nie prawdą jest jakoby ją umniejszał, albo zamazywał jej znaczenie – moim zdaniem on jest po prostu taki nieśmiały i nie chce nikogo urazić. W każdym razie nawet jeśli w Warszawie się wstydzi to u nas w krzakach (przepraszam: w lesie) pod Żyrzynem dał dowód odwagi a nawet złożył wieniec. Czy sam osobiście – nie wiem, czy przemówił – też nie wiem. Podobnie jak nie wiem czy obecny był też ambasador Federacji Rosyjskiej…

Ale, ale dość już tych „uprzejmości”, bo kolejne mogiły czekają. Wyjeżdżając z lasu do wioski o urokliwej nazwie Żerdź wjeżdżamy na drogę z gatunku „ukraińskich”, która nieprzerwanym podziurawionym jak po nalocie w 39 roku, pasmem wiedzie nas do

Baranowa

gdzie spoczywają ci, którym nie dane było przeżyć żyrzyńskiej batalii. Baranów to obecnie miejscowość gminna, położona w niedalekim sąsiedztwie doliny dolnego Wieprza. Ta nasza lubelska rzeka (całych ponad 300 km długości i prawie 10 i pół tysiąca kilometrów kwadratowych powierzchni zlewni leży w granicach województwa lubelskiego – bez wątpienia to jeden z krajowych rekordów) tutaj w dolnym odcinku przypomina Prypeć. Zwłaszcza tej wiosny, kiedy wody nie brak istotnie wygląda jak Prypeć gdzieś pod Turowem – o czym mogliśmy się naocznie przekonać jeszcze tego samego dnia. Baranów był jednym z tych licznych miasteczek Lubelszczyzny, które swego czasu obfitowały w przedstawicieli „starego narodu”. Coś z tego ducha zostało i dziś – lody są tutaj znacznie droższe niż w Lublinie. Ale my nie na lody tutaj przyjechaliśmy a na cmentarz. Na nim, przy jednej z alei, a ściślej na jej końcu znajduje się kwatera gdzie spoczywa 14 powstańców, którzy polegli w lesie pod Żyrzynem, lub zmarli z ran. A są wśród nich i obywatele Warszawy i … Galicji. Na miejscu czeka nas miłe i trochę nie miłe zaskoczenie. Pomnik jest odnowiony. Lśnią w słońcu pomalowane na czarno słupki ogrodzenia, krzyż i tablica. Pysznią się nowe płyty. Całość zrobiona dzięki wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie. Zatem znów stanę w obronie urzędników państwowych: nie wiem jak tam u was w Warszawie czy Ossowie, gdzie tam p. Kunert stawia pomniki bolszewików, a gdzie nie chce postawić pomnika ofiar nacjonalistów ukraińskich, ale u nas w trudnodostępnym Baranowie wspiera takie oto działania. I jak się przekonaliśmy nie był to ostatni przykład na łaskawą wolę ROPWiM. Zatem: oj tam, oj tam każdemu może się przydarzyć wpadka, a nawet … kilka czy kilkanaście, ale pamiętajmy też dobre przykłady. Pisałem też, że niespodzianka była trochę smutna, a to dlatego, że widziałem na zdjęciach jak ów pomnik wyglądał przed remontem. Dominującym jego elementem były tutejsze, znalezione zapewne na okolicznych polach polne kamienie, stąd na mój konserwatywny, patriotyczno-lokalny gust wyglądał wówczas znacznie ładniej. Ale nie czepiajmy się, a zapalmy znicz, uprzątnijmy stare znicze, postawmy flagę i pomódlmy się za dusze spoczywających tutaj patriotów. I spieszymy tam, gdzie spoczywa jeszcze 7 tych, którzy polegli w Żyrzyńskiej bitwie. Wieś

Łukawka

zagubiona jest pośród płaskich ale wcale nie tak łatwo dostępnych południowomazowieckich równin. Aby do niej dotrzeć trzeba skręcić z szosy Baranów – Michów na południe w niezbyt zachęcająca połataną jak stary serdak asfaltówkę, która biegnie wzdłuż wijącej się malowniczo wśród łęgów i olsów rzeczki Byliny. Urokliwy to strumyczek i o dziwo nie wyprostowany jak wszystkie niemal okoliczne. Tutaj właśnie w leśnym uroczysku na skraju doliny przed wsią Łukawka stoi olbrzymi bo prawie 2-metrowej wysokości głaz na postumencie. Na nim znajduje się nowiutka tablica z godłem Rządu Narodowego i napisem „Mogiła zbiorowa siedmiu powstańców 1863 r.”. Niżej również nowiutka tabliczka, że renowację obiektu sfinansował … tak tak, p. Kunert.

Miejsce sprzyja zadumie. Jest tu cicho, ale tak po swojemu, tzn. ptaki aż kipią od śpiewu, ale poza tym nie słychać ani samochodów, ani żadnych ludzkich dźwięków. Jakże cicho musiało tu być gdy składano do jednej mogiły zapewne znów, młodych ludzi, tych najodważniejszych, bo gotowych oddać dla ojczyny to co mieli najcenniejsze – własne życie. Zapalamy im znicz, pozostawiamy flagę narodową i modlimy się za ich wierne dusze.

W tym miejscu nasza pielgrzymka zmienia się nieco w wyjazd ornitologiczny czy szerzej przyrodniczy. Choć i on ma wątek kresowy, bo rozlewisko Wieprza w okolicach nomen omen Jeziorzan, przypomina … jezioro, albo jak kto woli Pińskie Morze. Kto wie czy i tutaj nie bywał Herodot i czy to przypadkiem nie z kościoła w Jeziorzanach spoglądał Karolus Gustavus nim stwierdził, że dalej nie idzie. W każdym razie perspektywa z wysokiej brzozy na krawędzi doliny Wieprza rozciągała się niesamowita: wielkie płytkie jezioro od brzegu do brzegu pełne ptactwa wszelakiego. Mógłbym długo o tym pisać, ale to temat na oddzielny artykuł, a najpewniej to i książkę.

Wróćmy jednak na powstańczy szlak. Bo przed nami

Sobolew

Kresowiakom a zwłaszcza Wołyniakom wspomnę jeszcze, że to ledwie kilka kilometrów stąd pod Skrobowem zakończyła się wojenna epopeja 27 Wołyńskiej… My jednak przyjechaliśmy tutaj w poszukiwaniu cmentarza tych ze stycznia 1863 r. a ściślej nawet z maja tegoż roku. To bowiem ponad 50 powstańców, którzy polegli w potyczce pod Sobolewem 24 maja 1863 roku spoczywa na cmentarzu położonym w widłach polnych dróg koło Kolonii Sobolew. Było już bardzo późne popołudnie, w zasadzie wczesny wieczór, kiedy dojechaliśmy po piaszczystej polnej drodze do zagubionego wśród lubartowskich lasów i piasków cmentarza. Słonce zbliżało się do horyzontu kładąc długie woskowo-miodowe cienie. Każdy z fotografów zna doskonale ten czas i to zjawisko. I teraz imaginuj sobie Czytelniku drogi w tym woskowym słońcu stary cmentarz ogrodzony drewnianym płotem, na którym to cmentarzu rosną sędziwe dęby, sosny, modrzewie, które z całą pewnością pamiętają jeszcze echa bitwy pod Sobolewem. Wchodząc na ten cmentarz ogarnia osobliwe uczucie spokoju, majestatu starych drzew, po których ślizgają się promienie zachodzącego słońca. Jest leniwie i dostojnie zarazem. Wydaje się, że przenieśliśmy się w wiek XIX i tylko patrzeć jak gdzieś zza krzyża wyłoni się posiwiały i spokojny „wysoki, bosy, w ciemnej do kolan sięgającej kapocie i wielkiej baraniej czapce” Anzelm Bohatyrowicz i opowie o tym, jak szli na moskala, albo … pomilczy wymownie. Bo cmentarz w Kolonii Sobolew to miejsce szczególne i jego osobliwego klimatu nie popsują nawet betonowe krzyże i lastrykowy pomnik na mogiłach powstańców. Czuć tam ducha minionych epok. Dobre miejsce od zadumy i modlitwy…

Tej pogodnej kwietniowej niedzieli czeka nas jeszcze jedna mogiła, w miejscowości

Majdan Sobolewski

a ściślej na polu niedaleko od tej wioski. Pod polnym głazem zwieńczonym metalowym krzyżem spoczywa 3 powstańców poległych również we wspomnianej potyczce pod Sobolewem. Miejsce niepozorne, ale nie zapomniane, w każdym razie nie w tym ważnym dla nas roku. Tutaj też znajdujemy wieniec i wypalone już znicze. Zapalamy swój i zostawiamy flagę. Słońce już prawie chowa się za horyzontem, ale jeszcze ostatnie żółte promienie omiatają okoliczne pola, łąki, niedaleki las, tę cudowną cichą i spokojną pustkę. Ech, w pięknym miejscu spoczywacie, bracia nasi.

Po czasie zadumy i modlitwy pora wracać do Lublina. Kolejnych kilka miejsc Powstańczych nawiedziliśmy tej niedzieli. Kolejnych kilka zniczy zapłonęło na grobach tych, którzy oddali życie za Ojczyznę, i załopotały nad nimi narodowe flagi. I po raz kolejny, na swój sposób, tak jak umieliśmy, wypełniliśmy słowa dyktatora powstania, gen. Mariana Langiewicza „Ojczyzna o Was nie zapomni”….

Krzysztof Wojciechowski

Galerię fotografii z opisanej pielgrzymki można obejrzeć tutaj:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,fotorelacje?zobacz/miejsca-pamieci-powstania-styczniowego-na-lubelszczyznie]




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz