Biały słoń

Projekt budynku rozstrzygnięto w drugim, zamkniętym konkursie do którego dopuszczono tylko pięć zespołów architektonicznych. Jako wytyczne wskazano na bryłę zamku z czasów Kazimierza Wielkiego w Przemyślu.

W sierpniu 2001 r. przeszedłem wraz z dwoma kolegami główny grzbiet Czarnohory. Po górach chodzić lubię, a o Czarnohorze marzyłem od wielu lat. Głównym celem było dla mnie zobaczenie ruin obserwatorium astronomicznego na szczycie Popa Iwana. Nie potrafię sobie przypomnieć od kogo i gdzie o tym obiekcie usłyszałem. Prawdopodobnie w jakiejś relacji w miesięczniku GÓRY gdzie właśnie zaczynałem pracę i szef nakazał mi zapoznanie się z treścią archiwalnych numerów. Dalej już poszło łatwo, odszukałem w bibliotece PTTK na Jagiellońskiej w Krakowie przewodnik z 1993 r. Powroty w Czarnohorę. Tam był cały rozdział o tym zabytku. Bardzo chciałem go zobaczyć i ten zamiar szybko spełniłem. To był nasz trzeci lub czwarty dzień wędrówki. Poranek przywitał nas silnym wiatrem i deszczowymi chmurami. Ruszyliśmy w drogę. Po niedługim czasie zaczęło ostro padać. Pamiętam, że największą nawałnicę przeczekaliśmy w okopie z I wojny światowej przykryci płachtą od namiotu. Do samego szczytu Popa Iwana zostało około dwóch godzin marszu. Ruiny obserwatorium przybliżały się z każdym krokiem i z każdą chwilą stawały się coraz piękniejsze. Zapewne wielu z Was tam było i doskonale wiecie o czym mówię. Gmach przypomina do złudzenia średniowieczny zamek i fakt ten łatwo jest wytłumaczyć, o czym za chwilę.

Mieliśmy w planach nocleg w ruinach, marzyliśmy o kawałku podłogi i ognisku. Deszcz ciągle siąpił. Okazało się, że nie jesteśmy sami. W najlepiej nadającym się do spania miejscu rozłożyła się spora ferajna ukraińskiej młodzieży. Charakterystyczne koszulki w biało niebieskie paski, wojskowe spodnie w łaty, papierosy i tania wódka. Musieliśmy znaleźć inne miejsce. Obiekt jest ogromny, ale nie było to łatwe. Zostało zniszczone dokładnie wszystko co dało się zerwać i spalić. W wielu miejscach śmierdziało niemiłosiernie…

Udało nam się jednak znaleźć jakieś kawałek podłogi, tam rozbiliśmy namiot. Następnego dnia, w strugach deszczu, zeszliśmy do słynnej wśród turystów wsi Dżembronia. W pamięci został mi obraz tego niezwykłego miejsca. Po powrocie do polski zacząłem szukać jakichś dodatkowych materiałów na jego temat. Udało mi się znaleźć sporo informacji a nawet zdjęcia sprzed 1939 r. Napisałem artykuł do „Spotkań z zabytkami”. Nie chcę go tu powtarzać, ale przytoczę kilka faktów dotyczących tego obiektu.

Inicjatywa zbudowania obserwatorium astronomicznego narodziła się na początku 1935 r. Pomysłodawcą był Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej gdyż badania miały służyć przede wszystkim lotnictwu wojskowemu. Miała to być również placówka naukowa zajmując się astronomią, meteorologią i innymi naukami przyrodniczymi. Projekt budynku rozstrzygnięto w drugim, zamkniętym konkursie do którego dopuszczono tylko pięć zespołów architektonicznych. Jako wytyczne wskazano na bryłę zamku z czasów Kazimierza Wielkiego w Przemyślu. Wybrano projekt Kazimierza Marczewskiego i Jana Pohoskiego z Biura Planu Regionalnego Podhala i Huculszczyzny. Bardzo szybko przystąpiono do realizacji przedsięwzięcia. Jesienią 1935 r. zwożono materiał, przygotowano drogę i domek dla budowniczych. Pracę rozpoczęto późną wiosną następnego roku. Kamień węgielny wmurowano dopiero 5 września. Obiekt otworzył marszałek senatu Aleksander Prystor 29 lipca 1938 r. Oficjalna nazwa brzmiała Obserwatorium Meteorologiczno-Astronomiczne na Popie Iwanie im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Obserwatorium składało się z dwóch przylegających do siebie prostopadle budynków. Dłuższy bok od strony południowej flankowała potężna wieża z kopułą astronomiczną. Gmach, w zależności o pochyłości terenu, miał od 2 do 5 kondygnacji. Wszystkich pomieszczeń było 43 a okien 57. Bardzo dobrze przygotowano izolację termiczną budynku. Kamienne ściany miały metr grubości (ściany wieży 2 metry), ocieplone były wewnątrz trzycentymetrową warstwą korka i dodatkowo cegłą. Również znakomity był zamontowany w obserwatorium sprzęt badawczy. Zamontowany w wieży astrograf czyli kamerę fotograficzną z obiektywem 33 mm i ogniskową 2 metry sprowadzono z Anglii.

Położony na wysokości 2022 m n.p.m. obiekt miał bardzo zorganizowany system zaopatrzenia. Najważniejsze było paliwo do agregatorów. Transportowano je koleją do Kut, następnie ciężarówkami a ostatni górski odcinek na grzbietach huculskich koni. Kierownikiem obserwatorium został Władysław Midowicz który zamieszkał tam wraz z żoną i kilkuletnim synem. Przebywali tam również na stałe żołnierze II Oddziału Sztabu generalnego czyli wywiadu i kontrwywiadu oraz patrol straży granicznej.

Działalność placówki zakończyła się 17 wrześnie 1939 r. Żołnierze wycofali się do Rumunii a personel cywilny na Węgry. W czasie pierwszej sowieckiej okupacji w placówce prowadzone były prawdopodobnie nadal badania naukowe. Budynek został spustoszony pod koniec 1941 r. Nigdy nie przywrócono mu jego pierwotnej funkcji. Z roku na rok budynek niszczeje, prze turystów traktowany jest jako wielkie śmietnisko i szalet. Co dało się zniszczyć zostało zniszczone. Mimo tego zachęcam wszystkich którzy mają dość siły aby wdrapać się na szczyt Popa Iwana. To jeden z tych widoków których nigdy się nie zapomina. Jak pisałem na początku, byłem tam ponad 9 lat temu. Może w tym czasie coś się zmieniło, może macie Państwo bardziej współczesne zdjęcia ruin obserwatorium. Z przyjemnością obejrzałbym taką galerię. No i na koniec – ja tam jeszcze wrócę.

Jacek Tokarski

3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. wilniuk
    wilniuk :

    wspomnienia kierownika obserwatorium na Popie Iwanie Władysława Midowicza zamieszczone były w 2 numerze czasopisma Płaj z 1988 r. (był to przedruk z Harnaś 4, SKPG Harnasie Gliwice 1979). Midowicz urodził się w Mikuliczynie w 1907 r. W czasie wojny służył w PSZ. Po wojnie przebywał w Singapurze, a następnie w Australii. Do kraju wrócił w 1967 r. Zmarł w 1993 r. i jest pochowany w Wieliczce.