Śmiertelnie niebezpieczny dla Rzeszy

Niemcy nie zapomnieli Stefanowi Starzyńskiemu porywających do boju wystąpień radiowych w czasie obrony Warszawy. Uznali, że prezydent, ciesząc się ogromnym szacunkiem i autorytetem wśród mieszkańców Warszawy, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeszy. Zamordowali go skrytobójczo w okolicach Warszawy tuż przed świętami Bożego Narodzenia AD 1939.

Niczym Archiwum X prokuratura IPN ustaliła bezpośrednich sprawców, przybliżony czas i miejsce mordu sprzed 75 lat. Spośród dziesiątek sprzecznych ze sobą relacji dotyczących śmierci prezydenta prokurator Małgorzata Kuźniar-Plota wybrała tę jedną, która po szczegółowej weryfikacji i zestawieniu z niezbitymi dowodami przyniosła rozwiązanie zagadki śmierci Stefana Starzyńskiego i pozwoliła zamknąć trwające pół wieku śledztwo.

Jak kamień w wodę

Zagadkę zniknięcia prezydenta Starzyńskiego po wywiezieniu go z więzienia na Pawiaku próbowało rozwikłać jeszcze w czasie okupacji niemieckiej polskie podziemie. To wtedy powstała wersja, jakoby miał zginąć rozstrzelany w ogrodach sejmowych, jak wskazywał przesłuchiwany jeszcze przez konspiracyjny wywiad chłopiec będący świadkiem egzekucji pięciu mężczyzn.

Losami prezydenta zaraz po wojnie interesował się także Polski Zespół Badania Zbrodni Wojennych. W 1945 r. od Ludwika Fischera, gubernatora dystryktu warszawskiego, uznanego za zbrodniarza wojennego i straconego w 1947 r. w Polsce, uzyskano informację, że w kilka miesięcy po aresztowaniu Stefan Starzyński został rozstrzelany po uprzednim wywiezieniu z Warszawy. W 1969 r. Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce wszczęła postępowanie w sprawie okoliczności śmierci prezydenta Stefana Starzyńskiego. W śledztwie pojawiło się szereg relacji świadków, którzy jakoby widzieli prezydenta Starzyńskiego w różnych obozach i więzieniach na terenie Niemiec nieomal do zakończenia II wojny światowej. Śledztwo GKBZH zostało zawieszone w 1972 r. z powodu nieustalenia sprawców, którzy – jak stwierdzono – „bez wątpienia przebywają za granicą”.

W fazie zawieszenia sprawa pozostawała do 2005 r., kiedy została przekazana oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Warszawie do podjęcia i merytorycznego zakończenia.

Ernst Komarek nie konfabuluje

W toku śledztwa prokuratura IPN stanęła przed masą sprzecznych ze sobą informacji, relacji i świadectw dotyczących aresztowania, przetrzymywania i zabójstwa prezydenta Starzyńskiego. W okresie od 1940 do 1945 r. miał być widziany w różnych obozach na terenie Niemiec, np. w Dachau, Flossenbürg, Dora-Mittelbau, Mauthausen, Wittenberge, Baalberge i niemieckich więzieniach, jak Spandau, Alt-Moabit, Alexanderplatz.

– To była naprawdę ogromna liczba informacji – wskazuje prok. Małgorzata Kuźniar-Plota. – Trzeba było je wszystkie zweryfikować przez skonfrontowanie z faktami.

Na potrzeby śledztwa sformułowano kilkanaście hipotez dotyczących okoliczności śmierci prezydenta Starzyńskiego. Ich weryfikacja odbywała się przez przesłuchania świadków w Polsce, USA, Niemczech i Francji, poszukiwanie dokumentów w wielu krajowych i zagranicznych instytucjach. Ponieważ większość tropów wiodła na teren dzisiejszych Niemiec, sprawdzanie polegało w znacznej mierze na kierowaniu zapytań do instytucji niemieckich.

– Skierowałam kilkanaście wniosków o wykonanie pomocy prawnej do Republiki Federalnej Niemiec, długotrwałość postępowania była spowodowana długim oczekiwaniem na wykonanie dla nas czynności procesowych – wskazuje prok. Kuźniar-Plota.

W toku śledztwa po kolei eliminowano hipotezy o osadzeniu i zabójstwie prezydenta w różnych niemieckich więzieniach i obozach zagłady.

Przełomem okazała się pisemna relacja obywatela RFN Ernsta Komarka, która wpłynęła do IPN w 2012 r. za pośrednictwem ambasady RFN i Muzeum Powstania Warszawskiego. Potwierdzała ona przypuszczenia o zamordowaniu prezydenta jeszcze w grudniu 1939 r. w okolicach Warszawy.

Jesienią 1939 r. Komarek jako 18-letni folksdojcz był zatrudniony w charakterze tłumacza w warszawskim gestapo. Uczestniczył w kilku przesłuchaniach prezydenta Starzyńskiego, które odbywały się w siedzibie gestapo w alei Szucha 25. Szczegółowo opisał, jak przebiegały te przesłuchania, a także przekazał swoją wiedzę na temat śmierci prezydenta Starzyńskiego.

Prokurator Kuźniar-Plota uznała te relacje za istotne dla sprawy i zwróciła się do prokuratury niemieckiej o przesłuchanie Komarka w charakterze świadka. Takie przesłuchanie wiąże się z odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań, o czym świadek jest informowany.

Zeznania Ernsta Komarka stały się podstawą do sformułowania kolejnej hipotezy w śledztwie. Z jego relacji wynikało, że po powrocie na początku stycznia ze świątecznego urlopu dowiedział się od swojego bezpośredniego przełożonego Hermanna Schimmanna, że Stefan Starzyński jeszcze przed świętami został zastrzelony „w trakcie próby ucieczki”. Nie uwierzył tej wersji, gdyż było to rutynowe przykrycie zbrodni gestapo. Jego zdaniem, prezydenta zabito w okolicach Warszawy, zaraz po wyprowadzeniu z więzienia na Pawiaku, a w zabójstwie oprócz Schimmanna uczestniczyli jeszcze dwaj gestapowcy – Franz Weber i Wilhelm Perlbach.

– Zeznania te potraktowane jako baza doprowadziły w toku dalszej weryfikacji do ustalenia okoliczności śmierci prezydenta – wskazuje prokurator. – Na szczęście Komarek podawał wiele istotnych szczegółów, które można było zweryfikować i w ten sposób ocenić wiarygodność całej jego relacji.

Taką istotną okolicznością stały się zeznania Komarka dotyczące wiceprezydenta Warszawy Juliana Kulskiego. Komarek uczestniczył w przesłuchaniu, a także w przeszukaniu w prywatnym mieszkaniu wiceprezydenta. Wspomniał, że zasłabł w trakcie tych czynności, co opisane zostało również w notatkach Kulskiego. Wiceprezydent pisał, że po aresztowaniu prezydenta Starzyńskiego był przesłuchiwany przez gestapo, a w charakterze tłumacza brał udział „młody, źle wyglądający młodzieniec”, który w czasie przeszukania w jego domu poczuł się źle i został odwieziony samochodem.

W toku śledztwa IPN zostały przesłuchane dzieci nieżyjącego już Juliana Kulskiego. Zarówno mieszkający w Stanach Zjednoczonych syn, jak też żyjąca w Polsce córka potwierdzili pełną wiarygodność relacji swojego ojca, który uchodził za osobę niezwykle skrupulatną i rzetelną.

– Wersja Ernsta Komarka badana rów- nież w kontekście innych zebranych dowo- dów została uznana jako wersja wiarygod- na – wskazuje prok. Małgorzata Kuźniar-Plota.

Śledztwo zakończyło się 8 września 2014 r. postanowieniem o umorzeniu z konkluzją, że prezydent Stefan Starzyński został zamordowany w Warszawie lub jej najbliższych okolicach przez znanych z nazwiska trzech funkcjonariuszy gestapo w Warszawie, którzy bez wątpienia już nie żyją.

Więzień N.N.

Szeroka dokumentacja zgromadzona w trakcie śledztwa prokuratury IPN wskazuje, jak ważyły się losy prezydenta Starzyńskiego po kapitulacji Warszawy. Świadczy o tym m.in. korespondencja pomiędzy szefem zarządu cywilnego 8. Armii Wehrmachtu Harrym Craushaarem a komisarzem Rzeszy na miasto Warszawa Helmutem Otto, ujawniona w Archiwum Państwowym w Łodzi.

Hitlerowscy dygnitarze piszą w niej o konieczności poddania prezydenta ścisłej kontroli gestapo, a w ostatnim piśmie z 15 października 1939 r. Craushaar wskazuje komisarzowi Otto, że prezydent Starzyński nie stanowi rękojmi dla lojalnej i owocnej pracy w interesie Niemiec.

– Niestety nie zachowały się dalsze dokumenty tej korespondencji, ale można z całą pewnością przyjąć, że uznano, iż pozostawanie prezydenta na urzędzie zagraża tzw. bezpieczeństwu na zapleczu – wskazuje prokurator. – W związku z tym postanowiono go aresztować, a następnie zgładzić.

Gestapo aresztowało Stefana Starzyńskiego 27 października 1939 r. w jego gabinecie w warszawskim ratuszu. Z więzienia sądowego na ul. Daniłowiczowskiej prezydent przekazał kilka grypsów z nazwiskami osób, o które był wypytywany w czasie przesłuchań. Kolejne wieści o Starzyńskim pochodzą już z Pawiaka, skąd przywożony był do siedziby gestapo na przesłuchania. Prezydent był osadzony na Pawiaku jako osoba anonimowa, a polska kancelistka Janina Krzeczkowska zeznała, że gestapo nakazało jej wpisanie go do księgi rejestracyjnej jako więźnia N.N.

Te same litery wypisane były na drzwiach celi, w której był przetrzymywany. Siedział w pojedynczej celi na pierwszym piętrze oddziału kobiecego. Celę sąsiednią zajmowali niemieccy żandarmi, którzy ściśle izolowali prezydenta od kontaktów z innymi więźniami, a nawet z polskim personelem.

Krzeczkowska była też świadkiem wyprowadzenia prezydenta z więzienia przez dwóch gestapowców. Nie potrafiła wskazać konkretnej daty, lecz była pewna, że nastąpiło to na krótko przez świętami Bożego Narodzenia. Wydając depozyt więzienny, miała możność zamienienia z prezydentem kilku słów, z których wynikało, że nie ma on złudzeń co do swojego losu.

Gdy 23 grudnia 1939 r. Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie i bliski współpracownik prezydenta Starzyńskiego, przesłał mu świąteczną paczkę, ta wróciła z adnotacją, „że więźnia już na Pawiaku nie ma”.

Zastanawiając się, czy litery „N.N.” wpisane do księgi więziennej zamiast nazwiska więźnia oraz wypisane na drzwiach celi mogą stanowić wskazówkę co do dalszych losów prezydenta Starzyńskiego, historyk dr Maria Wardzyńska, z której ekspertyz korzystała prokuratura IPN, wskazuje, że poza tradycyjnym znaczeniem mógł być to również symbol utworzony od zwrotu „Nacht und Nebel” (Noc i Mgła), stanowiącego kryptonim terrorystycznej akcji prowadzonej przez Niemców w krajach Europy Zachodniej. Jej ofiarą padali szczególnie niebezpieczni dla zaplecza Wehrmachtu więźniowie III Rzeszy, którzy mieli zniknąć bez śladu. Na drzwiach ich cel wypisywano „»N.N.«, żadnych listów, żadnych książek”, a w rejestrach zgonów umieszczano jedynie adnotację „N.N.-Häftling” (więzień N.N.). Dekret o zastosowaniu tych metod w związku z „oczyszczaniem zaplecza”, zwany „N.N.-Erlass” (dekret Noc i Mgła), który przewidywał karę śmierci za każde działanie zagrażające bezpieczeństwu władz okupacyjnych, został wydany przez feldmarszałka Keitla w grudniu 1941 roku. Nie mógł więc dotyczyć działań prowadzonych w Polsce w roku 1939.

– Brak zbieżności dat nie wykluczał jednak przeprowadzenia samej akcji – uważa dr Maria Wardzyńska.

Niewątpliwie losy Stefana Starzyńskiego na długie 75 lat spowite były „nocą i mgłą” i do dziś pozostaje tajemnicą dokładna data śmierci prezydenta, miejsce zbrodni i ukrycia zwłok, a także nazwiska osób, które o jego śmierci zadecydowały.

Adam Kruczek

„Nasz Dziennik”

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz