Do końca XVII wieku kawaleria polska i litewska odnosiły wspaniałe zwycięstwa, z których jesteśmy dumni do dziś. Aż tu nagle, w początkach XVIII wieku, skończyło się pasmo sukcesów. Dlaczego?

Najlepsza armia świata?

„Nie umiałbyś Wasza Miłość wyobrazić sobie majestatycznego widoku dwóch armii – polskiej i litewskiej – które Król osobiście ustawił w szwadrony i bataliony w dwóch długich liniach, a konkretnie falującego lasu ludzi, kopii i przepięknych chorągwi ussarzy na koniach, samych szlachciców, którzy w swoich pełnych zbrojach zdawali się być żelaznym murem nie do przejścia, a ze swoimi [skórami] tygrysimi na ramionach wzbudzali niemałe przerażenie, będąc najsilniejszym i niezwyciężonym wojskiem świata, podobnie jak pancerni, również szlachta na koniach, ale nosząca giacco[żupany?], kolczugi i niewiele mniej wspaniali od pierwszych.”[1]

Tak o armii polskiej 1684 roku pisał Stanisław Wojeński. Dekadę później, 400 husarzy i pancernych we wsi Hodów przez kilka godzin broniło się przed 40 000 Tatarów[2]. Broniło i obroniło! Był to niesamowity wyczyn, potwierdzający najwyższą jakość wojska koronnego.

Kolejne 4 lata później, bo w 1698 roku, połączona armia polsko-saska, pod nowym królem Polski, Augustem II, prezentowała się wyśmienicie. Jak wspominał wojewoda ruski Jan Stanisław Jabłonowski:

„Król też z wojskami saskiemi przyciągnął pod nasz obóz, a ociec mój [hetman wielki koronny Stanisław Jan Jabłonowski] uszykował wojsko polskie, które chyba pod jeden Wiedeń tak liczne i śliczne było; nie wiem jeżeli ze dwie chorągwie husarskie bez kopij było. Szwadrony porobił stawiając jedną husarską chorągiew między dwoma pancernemi. Piechoty, dragonie i rajtarye bardzo piękne były. Owo zgoła przy saskim wojsku moglibyśmy byli dać i cesarzowi tureckiemu pole […] Król się srodze zadziwił objeżdżając wojsko nasze i mówił nie raz, że się tego nigdy nie spodziewał”[3]

Pod koniec XVII wieku armia polska zaliczała się do czołówki europejskiej. Najmocniejszą jej stroną była najlepsza kawaleria przełamująca na świecie, czyli husaria. Słabiej prezentowały się inne rodzaje broni, ale niedostatki na tym polu świetnie rekompensował najnowszy sojusznik Polski, czyli armia saska. Rzeczpospolita od objęcia przez Augusta tronu polskiego, połączyła się unią personalną z Saksonią. Ta posiadała dobrą i liczną piechotę. Tak więc obie armie uzupełniały się znakomicie. Łącznie mogły pokonać każdego ówczesnego przeciwnika. Ale…

Kryzys kawalerii

Początek XVIII wieku, to czasy wojny północnej, w którą wplątał nas August II. Bardzo szybko okazało się, że Rzeczpospolita to papierowy tygrys. Z pozoru potężna, ale wewnątrz rozpolitykowana i skłócona. Podzielony między różne fakcje kraj, przy wsparciu obcych wojsk, walczył przeciw sobie. To w tych latach dramatycznie spadła wartość wojsk polskich i litewskich. Co prawda zdarzały się jeszcze sukcesy, ale były one jedynie nędznym odblaskiem dawnej świetności. I o ile Rzeczpospolita, w przeciwieństwie do Szwecji, nie utraciła w tej wojnie nawet kawałka swego terytorium, to stało się to bardziej zasługą sojusznika Augusta II, czyli cara Piotra Wielkiego, niż sił własnych.

Gdzie należy doszukiwać się przyczyn obniżenia wartości kawalerii? Przede wszystkim, choć nie tylko i wyłącznie, w upadku morale i wyszkolenia. Na to pierwsze fatalny stan miała postawa dowódców, którzy tak jak i reszta społeczeństwa, podzielili się na zwolenników i przeciwników króla Sasa i innych monarchów, czyli jego sojusznika cara Piotra oraz ich przeciwników: króla szwedzkiego Karola XII i narzuconego przez niego Polakom króla Stanisława Leszczyńskiego.

Fatalny skutek miał również upadek wyszkolenia. Jeszcze w latach 70. XVII wieku, ćwiczenia grupowe były na porządku dziennym[4]. Stanisław Dunin Karwicki, który w latach 70. i 80. XVII wieku służył w wojsku polskim, notował jakie zmiany zaszły od tamtego okresu do początków XVIII wieku:

„Teraz, kiedy nasi żołnierze odłożywszy wojnę więcej troszczą się o sprawy pokojowe, kiedy wolą działać jako posłowie na sejmy z sejmików albo na nich grać role marszałków lub dyrektorów, niż przywodzić w bitwie albo być przy swojej chorągwi i troszczyć się o wojnę, już więcej mamy statystów niż żołnierzy, więcej mówców niż wojowników. Stąd też wolimy walczyć z nieprzyjacielem racjami niż bronią.”[5]

Postulował on też:

„[…] żeby tymczasem przynajmniej jazda podjęła ćwiczenia polowe, które były stosowane przez naszych przodków, aby konie i ich samych uczynić zdatniejszymi do bitwy i aby ich przyzwyczaić do używania broni. Jak sobie przypominam, gdy pobożnie zmarły król Jan III odbywał hiberny [leża zimowe] z wojskiem w Bracławiu na Ukrainie, dawał okazję towarzyszom broni do tego rodzaju ćwiczeń z kopiami, szablami i inną należną do jazdy bronią, co należało[by teraz] wprowadzić zamiast pijatyk. W ten sposób żołnierz i koń byli zdatniejsi do bitwy”[6]

Odnotujmy także kolejną uwagę tegoż szlachcica o jeździe, a w szczególności jeździe polskiej początków XVIII wieku:

„Jazda zaś, skoro raz podaje się w ucieczkę, rzadko (zwłaszcza nasza) utrzymuje w szykach porządek.”[7]

To zdanie świadczy dobitnie o upadku wyszkolenia zespołowego i ducha bojowego husarzy polskich. To, czym ta wspaniała jazda imponowała w latach swoich sukcesów, czyli umiejętnością skomplikowanego, lecz zarazem bardzo użytecznego manewru, jakim było ustępowanie odwodem, w początkach XVIII wieku było już tylko wspomnieniem. Jazda polska w chwili zmuszenia jej do odwrotu, rzucała się do bezładnej i chaotycznej ucieczki. Nie ma tam już mowy o wycofywaniu się w skoordynowanym z innymi jednostkami szyku, nie ma już miejsca na planowe manewry. Jest tylko chaos pierzchającej i nie dbającej o nic kawalerii. Nie ma się więc co dziwić, że Stanisław Dunin Karwicki życzył sobie, aby to piechota tworzyła rdzeń armii, gdyż:

„W szyku utworzonym w razie konfliktu lepiej i skuteczniej służą oddziały piechoty niż jazdy. Nawet kiedy czasem piechota jest zmuszona do ustąpienia miejsca, nie ucieka, lecz broni się.”[8]

Upadku ciąg dalszy

Mimo objawów głębokiego kryzysu, po zakończeniu działań wojennych na terytorium Rzeczpospolitej, polscy i litewscy żołnierze wykazali się jeszcze w czasie konfederacji tarnogrodzkiej, czyli w latach 1715 – 1717. W ciągu kilku miesięcy walk z armią saską, tak mocno dali się jej we znaki, że August II musiał odwołać się do swojego rosyjskiego sojusznika, Piotra Wielkiego. Groźba interwencji Rosjan pogodziła zwaśnione strony. Sejm 1717 roku, zwany niemym, na kilkanaście lat zakończył okres wojen w Rzeczpospolitej. Zaczęły się złote lata pokoju i odbudowy kraju po katastrofalnych zniszczeniach wojny północnej. Kolejna wojna była krótkotrwała, lecz upokarzająca dla Polaków. Po śmierci Augusta II wybrali oni nowego-starego króla, czyli Stanisława Leszczyńskiego. Lecz Rosjanie na tronie polskim siłą zainstalowali syna zmarłego, czyli Augusta III Sasa. Pod jego rządami pokój i relatywny spokój pozwalały na dalszą odbudowę gospodarki i wzrost demograficzny. Tyle, że czasy pokoju były ostatnim gwoździem do trumny kawalerii polskiej.

Jędrzej Kitowicz, zmarły w 1804 roku proboszcz rzeczycki, pozostawił po sobie kapitalny opis czasów, w których przyszedł na świat i przeżył swą młodość. Charakteryzując epokę Augusta III Sasa (lata 1733 – 1763) notował, że z powodu długiego okresu bez wojen, szczupłości armii oraz specyficznej formy opłacania jednostek polskich, poszczególne chorągwie kwaterowały w dużej odległości od siebie, co uniemożliwiało im prowadzenie treningu w większych grupach, czyli na przykład pułkami[9]. Co więcej, także ćwiczenia całymi chorągwiami jak i poszczególnych kawalerzystów należały do rzadkości:

„Musztry do tego lub innych ćwiczeń żołnierskich nie znało wojsko polskie […]. A jeżeli w jakiej chorągwi była musztra i egzercunki [ćwiczenia w posługiwaniu się bronią], to nie z regulamentu wojskowego, ale z ochoty i fantazji pana porucznika, chorążego lub namiestnika, który miał gust w rzemieśle wojskowym.”[10]

Takim pasjonatem rzemiosła wojskowego był chorąży pancerny Wojciech Niemojewski, który utrzymywał w swojej chorągwi podoficera pruskiego, który z kolei ćwiczył pocztowych tej chorągwi. Za tym przykładem poszło kilka chorągwi jazdy w Koronie, „ale nie wszystkie”. A co więcej, ćwiczono tylko pocztowych, bo:

„Towarzystwo jednak do tej musztry wcale nie należeli”[11]

I ponownie:

„Musztry takiej zażywały […] chorągwie usarskie […]; szeregowi sami należeli do tej musztry, towarzystwo nie należeli. Musztry konnej nie znano w chorągwiach […] autoramentu polskiego; maszerować parami i stanąć w szeregu pod linią podług regestru, nie podług wzrostu, to była cała musztra konna.”[12]

Trudno zresztą byłoby prowadzić jakiekolwiek ćwiczenia w sytuacji, gdy na co dzień szeregi chorągwi polskich świeciły pustkami. Zdecydowana większość towarzyszy i pocztowych rozjeżdżała się do domów. Nawet rotmistrz nie stacjonował przy jednostce, lecz pozostawiał na swoje miejsce zastępców (porucznika i chorążego), którzy sami często odjeżdżali od jednostki zrzucając obowiązki na zastępcę (namiestnika). Ten jednak miał bardzo ograniczoną władzę nad towarzyszami. W praktyce chorągwie husarskie zbierały się w komplecie:

„[…] tylko na asystencją jakiemu wjazdowi pańskiemu na starostwo lub województwo albo pogrzebowi podobnemuż […]; asystowali także […] koronacjom obrazów cudownych”[13]

Raz do roku odbywało się także koło chorągwiane, na którym obecność towarzyszy nie była obowiązkowa. Koło chorągwiane nie było jednak przeznaczone na wspólne ćwiczenia z bronią, lecz poświęcano je sprawom organizacyjnym[14].

Na podobne co Kitowicz powody upadku wojskowości polskiej, wskazywali i inni pisarze tej epoki. Jednym z nich był Julian Ursyn Niemcewicz, absolwent pierwszej w Polsce akademii wojskowej; w latach 1777 – 1778 adiutant księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, który był wówczas dowódcą dwóch dywizji wojska litewskiego. Niemcewicz uważał:

„30 lat pod Augustem III pokoju, zbytki, hulatyki, ciemnota w szkołach jezuickich zagładziły duch rycerstwa, stłumiły nauki i umiejętności. Tu i ówdzie zabłysło dawne męstwo polskie, lecz odwykła od boju młodzież już wytrwałości nie znała.”[15]

Taka kawaleria przetrwała do czasów kolejnego króla polskiego, czyli z łaski carycy Katarzyny Wielkiej, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Tenże Niemcewicz o kawalerii litewskiej, której inspekcję przeprowadzono w roku 1777 lub 1778, pisał:

„Stanęliśmy na koniec w Pińsku, miejscu równie ważnym w handlowym, jak militarnym względzie. Stała tam brygada petehorska z 470 głów składająca się. Pan Susin, 60-letni porucznik, inne towarzystwo – przypominali jeszcze dawne chorągwie poważne. Chomiński brygadierem był znaku tego. Niewiele tam było w obrotach i szyku zgrabności, jeszcze mniemano, że bez nauki można się było bić dobrze. Chomiński, pierwszy faworyt hetmana Ogińskiego, który nigdy nie służył i więcej interesami hetmana niż brygadą swoją trudniący się, niewiele mógł nauczyć [swoich żołnierzy].”[16]

W epoce Stanisława Augusta Poniatowskiego zaszły w końcu zmiany, które przerwały dotychczasowy stan degrengolady, znacząco podnosząc najpierw jakość, a później i ilość wojska polskiego. Ale o nich opowiem w kolejnym artykule.

Dr Radosław Sikora

Przypisy:


[1]Stanisław Wojeński, Compendiosa, e veridica relazione Di quanto hà operato nella scorsa Campagna l’Armata del Ré di Polonia a prò della Santa Lega contro quelle de’Turchi, e Tartari nella Podolia; Scritta dall’Illustriss. e Reuerendiss. Monsignor Stanislao a Brzezie VVoienschi vescovo di Cameniez All’Illustrissimo Signor Gio. Carlo Matesilani Residente della Sacra Maesta del Rè di Polonia. Dedicata All’Illustriss. e Reuerendiss. Signore, Sig. e Padron Colendiss. monsig. Givseppe Archinto Protonotario Apostolico del numero de’Partecipanti, Referendario dell’vna, e l’altra Signatura, Prelato domestico di N. S. e dignissimo vicelegato di Bologna. s. 12 – 13. Bolonia 1685. Z włoskiego tłumaczył Ernest Kowalczyk.

[2]Radosław Sikora, Hodów 1694.

[3]Jan Stanisław Jabłonowski, Pamiętnik Jana Stanisława Jabłonowskiego wojewody ruskiego. Opr. August Bielowski. „Biblioteka Ossolińskich. Pismo historyi, literaturze, umiejętnościom i rzeczom narodowym poświęcone. Poczet nowy.” t. 1. s. 214. Lwów 1862.

[4]List nieznanego autora (uczestnika wyprawy chocimskiej) z 11 XI 1673, „z obozu Husseina-Baszy” (W: Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej.z. 6. s. 72 – 73. Opr. Bohdan Baranowski, Kazimierz Piwarski. Warszawa 1954.).

[5]Stanisław Dunin Karwicki, De Ordinanda Republica(O potrzebie urządzenia Rzeczypospolitej albo o naprawie defektów w stanie Rzeczypospolitej Polskiej). W: Dzieła polityczne z początku XVIII wieku. W: Materiały Komisji Historycznej Nr 32 PAN Kraków.Opr. Adam Przyboś, Kazimierz Przyboś. s. 158. Wrocław 1992.

[6]Tamże s. 158 – 159.

[7]Tamże s. 139.

[8]Tamże.

[9]Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III.Opr. Zbigniew Goliński. s. 157. Warszawa 2003.

[10]Tamże, s 158.

[11]Tamże, s. 159.

[12]Tamże s. 175.

[13]Tamże s. 164.

[14]Tamże s. 160 – 162.

[15]Julian Ursyn Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich. Opr. OJan Dihm. t. 1, s. 46. Warszawa 1958.

[16]Tamże, s. 111.

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz