Zaporoże

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 14, pod red. B. Chlebowskiego, Warszawa 1895, s. 402-412.

Zaporoże. Nazwa ta w ścisłem znaczeniu obejmowała przestwór stepowy, rozciągający się po za „porohami” Dniepru, zarówno z pra­wej, jak i lewej strony rzeki, aż ku jej „lima­nowi”. W znaczeniu zaś obszerniejszem, a bar­dziej ustalonem z czasem, bardziej wyłącznem, obejmowała ta nazwa cały właściwy „Niż” dnie­prowy, była onego synonimem poniekąd. Tak rozumiane Zaporoże obejmowało zatem całe dol­ne dorzecze Dniepru, poniżej Taśminy z jednej strony a Oreli z drugiej; wyraźniej obszar się­gający od Bohu, na rozciągłości onego od Siniuchy do ujścia niemal, po przez Dniepr, aż do wododziału z dorzeczem Dońca i smutnie słyn­nej Kałki. Powierzchnia tego obszaru wyno­siła 1000 z górą mil kw. Jakkolwiek kraina to wogóle stepowa, tem nie mniej uposażona prawdziwą siecią wód. Bo­gaty też systemat jej hydrograficzny (ob. D,

[s. 403]

Ewarnicki, Ist. zapor. Kozaków, t. 1). Oprócz kilku rzek większych i średniej wielkości, mnó­stwo drobnych rzeczek pobocznych, wyosobnia­jących się i wracających „wietek” (gałązek, rękawów), poprzecznych „jeryków”, „limanów”, „hirł”, „jeziorek zalewistych”, „pławni” etc.

Wspaniały Dniepr („Uzu” u Turańców), szer­szy tu głębszy i bystrzejszy niż w swym wyż­szym biegu, niepowstrzymany przez kamienne porohy, przerzyna, zataczając się półkolem, Zaporoże na rozciągłości 70 mil przynajmniej. Zasilają go też z jednej i drugiej strony liczne dopływy. Do znaczniejszych z prawej strony należą, poczynając z góry, od Taśminy i Cybulnika: dwa Omelniki – Suchy i Mokry, z których ostatni wpada przeciw ujścia Worskły; Domotkań i Samotkań, niewielkie rzeczki, wpadające nieco poniżej ujścia Oreli; Sura, do 10 mil dłu­ga, wpadająca poniżej Starego Kudaku, prawie naprzeciw trzeciego z rzędu porohu Surskiego, z praw. dopływem Komyszewatą, dalej nie wiel­kie rzeczki: Tomakówka i Czartomłyk (Czartomelik), przy ujściu których pamiętne z przeszło­ści wyspy, okolone przez łachy Dnieprowe; Buzułuk (Bazawłuk) płynący z północy na połu­dnie, z pobocz. Buzułuczkiem i Słoną; Oskorówka albo Kamionka, oraz Złota i Podpolna, dro­bne rzeczki; nakoniec ostatni dopływ Dniepru z prawej strony Ingulec. Rzeka ta, mająca wierzchowiska swe w pobliżu źródeł Taśminy i Cybulnika, płynie w zakrętach ku południowi, przebiegając 47 mil z górą i tworzy dorzecze ogarniające- do 360 mil kw. Przyjmuje ona z praw. strony Bokowę i Wysuń, z lewej zaś – Zieloną, Żółtą (pamiętne „Żółte Wody”) i Saksahan. Z dopływów lewej strony Dniepru, po­czynając od Oreli (staroż. Uhła), znaczniejsze: naprzód Samara, rzeka przebiegająca 45 mil, o dorzeczu obejmującem 448 mil kw., z pobocznemi z praw. strony: Wielką i Małą, Ternówką, oraz Kilczeniem, z lewej zaś Wołczą, z której „przewłoką” dostać się było można, trzymając się starożytnego „greckiego szlaku”, na Musz (Mius) i morze Azowskie. Do tego zaś morza wpadały następne rzeki w obrębie dziedzin zaporozkich: Torzec, Bachmut, Łuhań, Kałmius (Kałka), Kałczyk i trzy Berdy. Niżej Samary biegły do Dniepru: Worona i Osokorowka, wpa­dająca za porohem, zwanym Woronowa zapora, Wołnianka przed ostatnim porohem, zw. Hadjuczy al. Wolny, Moskowek przeciw wyspy Chortycy; dalej Końska Woda (Konka) do 30 mil długa, kilku łachami łącząca się z Dnieprem, Biłozerka (Białozorka) wpadająca do jednej z łach Dniepru czy Końskiej, naprzeciw Czartomeliku; nakoniec drobne rzeczki: Rohaczyk, Łopatycha, pięć Kairek, Somowa i Januszewa. Z mnóstwa „wietek” Dniepru najbardziej znane były: z prawej strony: Wedmirka, Leśna, Taras, Buhaj, Dniepryszcze, Orłowa, Podpolna etc; z lewej zaś – Podpolna, Pańkowka, Domacha, Kuszuhum, Reczyszcze, Muzurman i in. Boh („Aksu” u Turańców) stanowił granicę Zaporoża od zachodu, od „Pola Oczakowskiege”, na rozciągłości więcej 25 mil w prostej linii, od ujścia Siniuchy aż do limanu niemal; dziedzi­ny zaporozkie zatem przerzynały lewe jego do­pływy jedynie. Z takowych znaczniejsze: na­przód sama Siniucha z Wysią Wielką (przyj­mującą Wyś Małą i Kilteń z lewej str.) i dwoma Taszłykami-Suchym i Czarnym; potem Taszłyk Mihejski, Korabelina, Taszłyk Niższy, dalej Martwe Wody, z pobocz. Kostowatą, Komysze­watą i Arbuzenką, oraz Gniły Jełaniec z Soloną; nakoniec Inguł („Jeny gol” u Turańców), prze­biega 32 mil z górą i tworzy dorzecze ogarnia­jące przeszło 173 mil kw. Źródła Ingułu – nie­daleko źródlisk Surowego Taszłyka i Wołtyrza, dopł. Taśminy; kierunek zaś biegu przeważnie południowy aż do ujścia, do bohowego limanu. Z dopływów jego znaczniejsze: z prawej strony dwie Suhakleje, Kamienna i Komyszewatą, oraz Hromokleja; z lewej – Adżamka, Kamionka, Berezówka i Sahajdak.

Oprócz rzek, rzeczek i wietek, znajdowało się, jakeśmy to już wspomnieli, mnóstwo jezior, „hirł”, „limanów” na Zaporożu. Za świadec­twem znawców topografii tej krainy (Ewarn., J. Z. K,, 1.1) dałoby się takowych wogóle nali­czyć: po obydwóch brzegach Dniepru 465, na lewym brzegu Oreli 300, na Samarze 24. Z li­manów, pomijając już znaczniejsze – dnieprowski i boźski, bardziej znane były: Czerwony li­man, naprzeciw Czerwonej czyli Łysej góry, wyżej Mikityna Rogu; Wielkie Wody przeciw ujścia Buzawłuka; Pletenicki liman – wyżej pierw­szego ujścia wietki Końskiej Wody do Dniepru; niżej Białozerski, po lewej stronie tej rzeki, Czerneczy i Karadaszyński; nadto Sołoneckie jeziora na ostrowie Pohorełym; „hirła” Zburjewskie i Biłohrudowskie, mnóstwo bezimiennych solnych jezior koło limanu dnieprowskiego; na praw. brzegu Kalczyka jezioro Białosarajskie, oraz kilka słonych na Berdjańskiej kosie.

Wybitną cechą topograficzną Zaporoża sta­nowią też liczne, dopływowe stepowych wód parowy, t. zw. „bałki” i „bajraki”. Najwa­żniejsze są z nich oczywiście przydnieprzańskie. Liczono takowych z prawej strony Dniepru 95, z lewej 36. Z pierwszych bardziej znane były bałki: Zwoniecka, Tiahyńska, Budyłowska, Lisznia, Kiczkaska, Chortycka i in.; z drugich – Łochanka, Tiahynka, Dubowa, Tawołżańska i in. Z bałek zaś stepowych najwięcej znane: Dubo­wa albo Hajdamacka, spadająca ku Saksahanowi (dopł. Ingulca), oraz Kniażę bajraki, bałka poczynająca się u Żółtych Wód (dopł. tegoż In­gulca) i spadająca ku Mokremu Omelnikowi (dopł. Dniepru).

Ale najbardziej charakterystyczną właściwością

[s. 404]

Zaporoża, której ono winno nazwę swą nawet, były jego „porohy” na Dnieprze. Słyn­ne owe „zapory” i „progi” skalne zalegały ko­ryto tej rzeki, na rozciągłości 9 mil z górą, na samym niemal środku półkola, jakie ona zatacza w biegu swym od ujścia Oreliku własnemu li­manowi. Zaczynają się te porohy poniżej uj­ścia Samary. Było ich właściwie tylko 9 głó­wnych: Kodacki, Surski, Łochanny, Zwoniec, Menasytec (Did), Wołnihowski (Wnuk), Budyło, Liszni (Leśny) i Wolny. Nazwy ich przecie podlegały zmianom w ciągu wieków, odpowie­dnio do plemion zajmujących Zaporoże, nim osta­tecznie przybrały postać słowiańską przeważnie. Największy i najstraszniejszy z nich Nienasytec, „Did poroh”, jakby dziadem, protoplastą wszystkich innych zwany. Beauplan („Descrip­tion d’Ukrainie”) podaje 13 porohów; oprócz powyżej wymienionych jeszcze Strzelczy po Łohannym, Kniaży po Dzwońcu, Woronowa za­pora po Nienasytcu i Tawołżany po Budyle. Lecz były to raczej już t. zw. „zapory”, „za hory”, porohy mniejsze. Liczono takowych 91 w niżowem korycie Dniepru; z których 6 tylko było znaczniejszych i od wieków znanych: Wołoszynowa, Strzelcza, Tiahyńska, Woronowa, Krzywa i Tawołźańska. Z mnóstwa zaś poje­dynczo sterczących w łożysku skał bardziej wydatne: Bohatory, Monastyrko, Korabel, Hroza, Caprycha, Hadźbła i Rozbojniki.

„Ostrowów”, większych i mniejszych, roz­rzuconych między porohami, jako też wyżej i niżej takowych po dolnym Dnieprze, liczono do 265, a z tych bardziej znane (24): Wielki, Ro­manów, Monastyrski, Towołżański, Peron, Chortyca, Tomakówka, Skarbny, Tawań, Burhun i in. Z obfityeh zaś „pławni”, nizin zalewnych, „żuławy” do pewne go stopnia przypominają­cych, okrytych bujną roślinnością, nie tylko traw i sitowi lecz i leśną miejscami, a które wszędy prawie ciągnęły się wzdłuż wybrzeży Dniepru, najwięcej rozgłosu i rzeczywistego znaczenia miała „Wielki łub.” zwana. Obej­mowała ona znaczny obszar nadbrzeżny, od Chortycy do Mikityna Rogu prawie, służący w pewnych dobach za główne przytulisko kozactwa.

Mimo wszystko przecie, ogólny charakter powierzchni Zaporoża był stepowy przeważnie, z tą wszakże różnicą, iż północna połać onego przedstawiała się bardziej wyniosłą i pagórko­watą, południowa zaś-równą bardziej i ku mo­rzom (Czarn. i Azow.) pochyłą; pierwsza, po­siadająca więcej wilgoci, bardziej ożywiona ro­ślinnością, druga, przez słońce palona, więcej bezwodna i uboga.

Nie była też połać północna Zaporoża pozba­wioną i leśnego zadrzewienia. Po prawej stro­nie Dniepru widzimy naprzód rozległe, choć miejscami przerywane lasy, ciągnące się bliżej brzegów tej rzeki, od obydwóch Omelników w dół. Nieco więcej na zachód spotykamy la­sy na rzeczkach: Surze, Bazawłuku, na dopły­wach Ingulca, Zielonej i Saksahani, Ingulcu samym, Adżamce, Berezówce, między którą a Temną doliną las „Sokoliny”. Dalej, między wierzchowiskami Ingułu a Targowicą, na sa­mym Ingule, Suhaklei, Martwych Wodach, Czeczaklei, Hromoklei, na Bohu u Pieszczanego brodu etc. Najrozleglejszy przestwór leśny stanowił przecież słynny „Czarny las”, między wierzehowiskami Ingułu i Ingulca, na samym rębie „pół dzikich” od strony Czehryna, w któ­rym to „Czarnym lesie” Tatarzy zwykle zapa­dali koszem, przed większą wyprawą na połu­dniowe ziemi Rzpltej a z czasem gromadzili się przedwstępnie hajdamacy. Na lewej zaś stro­nie Dniepru, naprzód ciągnęły się, z przerwami, nie małe lasy u samego brzegu tej rzeki, po­cząwszy od ujścia Oreli aż ku limanowi prawie, wśród których uwydatniał się szczególnie ob­szarem swym (do 15 mil długi a 3 przeszło szeroki) las na Wielkim Łuhu. Zadrzewionym był znacznie i cały lewy brzeg Oreli w górę. A o ciągnących się równolegle lasach samarskich Beauplan jeszcze pisał: „rzeka Samara od­znacza się nadzwyczaj nem bogactwem leśnem, tak że wątpliwa, czy jaka inna miejscowość da się porównać pod tym względem z jej wybrze­żami”. Brał on też ztamtąd sam drzewo przy budowie Kudaku a Zaporożce zwykle materyał na swe czajki. Ciągnęły się te lasy na prze­stworze mającym do 25 mil długości, przy 3 miejscami szerokości. Dalej na południo-wschód ciągnęły się drobne laski, „bajeraki”, „czahary” i „talniki”, aż ku morzu Azowskiemu niemal, po brzegach Bachmutu, Kałmiusu etc., Nadto nie trzeba zapominać, iż wszystkie ostrowy Dnie­prowe okryte były gajami, dąbrowami i wogóle bujną roślinnością leśną. Tern nie mniej Zaporoże w całości swej wzięte miało charakter (pow­tarzamy to) wybitnie stepowy, a klimat wogóle suchy.

Piękną topograficzną charakterystykę niżo­wego Podnieprza z ubiegłych czasów, znajduje­my w dziele Szajnochy „Dwa lata dziejów na­szych”. I, 36 i 37). Czytamy tam: „Jak żyznemi i kwiecistemi były strony wyższego porze-cza dnieprowego, tak surowe wejrzenie miała dolna, południowa połowa rzeki. Płynęła ona bardzo zmiennej szerokości korytem, zmieniała również często kierunek, jeżyła dziwnie skali­stemu brzegami i wyspami. Po kilkunastomilowym biegu krajem stepowym, za Krzemieńczukiem rozpoczynał się długi szereg porohów, czyli wodospadów dnieprowych, wzbraniających dalszej żeglugi statkom. Od pół mili do pół mili wysterczały z rzeki groble olbrzymieli głazów, w jeden lub kilka rzędów w poprzek całego łoża spiętrzonych, według stanu wody wyższych lub

[s. 405]

mało widnych nad wodą. Wysterczały tak śród szumu bałwanów 13 razy, każdego razu pod inną, dziwaczną, nazwą,, jako Kudak, Surski, Łochanny… Za porohami rozlewa się rze­ka w mnogie ramiona i ostrowy, niekiedy półmi­lowej i znaczniejszej długości, dość obszerne do pomieszczenia zamków i osad, ale zwyczajnie albo nazbyt skalistemi brzegami niedostępne al­bo dla nazbyt niskich brzegów zatopieniu podle­głe. Z większych i dostępniejszyeh ostrowów, jeden Kochanie leżał jeszcze pomiędzy porohami, drugi Chortyca o kilka mil za ostatnim poro-hem, trzeci Tomakówka i kilka mniej szych wysp za Chortycą. Ten ostatni zasiany był gajami i wzgórzystym poziomem swoim panował dalekiej przestrzeni Dniepru, który z wierzchołku Tomakówki widniał oku (jak to Beauplan z posłuchu tylko chyba, uwiedziony fantastycznem opowia­daniem, w opisie swym podaje), od Chortycy aż ku Tawani nad morzem. W tym dalszym biegu rozszerzała się rzeka gdzieniegdzie na całą, milę i tworzyła tam znowu kilka większych ostro­wów, otoczonych tysiącami pomniejszych kęp, przez większą, część roku wodą zalanych, a tak gęsto trzciną i sitowiem zarosłych, iż niepodo­bna było rozeznać brzegów. Ztąd jeśli czasem jaki okręt zagnał się tu nierozważnie za ucho­dzącą z morza łódką korsarską, przyszło mu na-koniec zabłądzić w tym labiryncie i ponieść nie­raz klęskę od zasłonionych sitowiem łódek. Przydawało to niepowszednio obronności wy­spom niżowym. Ledwie niekażda była twier­dzą w swoim rodzaju. Chciałem rozpoznać bli­żej jedne z wysp u porohów – mówi podróżujący niegdyś nad Dnieprem cudzoziemiec – ale prócz ptaków nikt się do niej dostać nie zdołał. Gdy zaś na inną schronił się jaki wichrzyciel, które­go koniecznie przytrzymać tam zamierzano, za­wezwany o wyszukanie go urzędnik odpowiadał wzywającemu: co waszmość piszesz, aby go pojmać i wydać, radbym tak mądrego wojennika wiedział, co by go tam w tych przepaściach nalazł. Musiałby mieć postać orlą, iżby w zgórę wyleciawszy, a zoczywszy go, póki w insze miejsce nie przemknie, porwał onego z pośród towarzyszów”.

Stepy Zaporoża przerzynało kilka, z południa ku północy przeważnie, prowadzących „szla­ków”. Najgłówniejsze z nich wychodziły z Kry­mu, z Perekopu, a wszystkie wogóle zmierzały w tamtą stronę, niezależnie od tego, czy biegły lewą czy prawą stroną Dniepru. Głównym szla­kiem po lewej stronie tej rzeki był t. zw. Mu­rawski; wychodził on wprost z Perekopu i szedł dalej wododziałem-pomiędzy wodami azowsko-dońskiego basenu a dopływami Dniepru: Koń­ską, Samarą, i Orelą, w stronę Biełhorodu, Kurska etc. Łączyły się z nim drobniejsze szlaki: z jednej strony Kałmiuski, zwracający się od morza Azowskiego ku wierzchowiskom Końskiej, z drugiej zaś t. zw. Krymski al. Czumacki, idą­cy z wyższego Zadnieprza, po przez rz. Wołczę, bliżej brzegów Dniepru, ku Perekopowi. Naj­bliższa droga z Perekopu na prawy brzeg tej rzeki szła przez Tawań, gdzie była niegdyś (za Witolda) komora celna litewska. U Tawani po­czynał się najznaczniejszy ze „szlaków tatar­skich”, głośny tyle a smutnej pamięci „szlak Czarny”, u Tatarów „Dżorna islach” (Sękowski, Colleet., 1.1, 215) zwany; raczej przedwstępny tylko niejako, południowy dział onego. Prze­bywszy obydwa Inguły (Mały i Wielki) w dol­nym onyeh biegu, zwracał się on dalej wprost na północ ku wierzchowiskom Martwych Wód (do­pływu Bohu z lewej jego strony) i „stepowi umarłych”, zkąd wyrzynając się pomiędzy źródliskami przeróżnych Taszlików i Wysiz je­dnej strony a obydwóch Suhaklei z drugiej, zmie­rzał do „Czarnego lasu” (który już się ciągnął na samym rębie dziedzin zaporozkich), by ztamtąd wkroczyć w głębie „włości” ukrainnych i dalej. Kamie zaś jego drugie, rozdzieliwszy się u roztoki wód Suhaklei, Wysi i Taszlika Czarne­go od głównej smugi, zwraca się, pominąwszy wierzchowiska Kilteni (dopł. Wysi), ku Siniusze i przebywszy ją u Targowicy, wkracza z innej strony na Ukrainę. Z główną ową smugą szla­ku Czarnego, idącą z Tawani do Czarnego lasu, łączyły się pośrednio i bezpośrednio (Ewarn., J. Z., 12) inne jeszcze szlaki pomniejsze. Z prze­biegających wschodnią połać zaporozkiego Przeddnieprza łączyły nadto niektóre, jakby cięciwy, ramiona (górne z dolnem) łuku Dnieprowego, by ostatecznie przekroczyć na lewy brzeg tej rzeki. Tak, najbliżej brzegów Dniepru trzyma­jący się szlak Krukowski wychodzi z Krakowa (przeciw Krzemieńczuka) a pominąwszy „poro­hy” przebywa Dniepr u Kiczkas, powyżej Chor­tycy dla połączenia się tam ze szlakiem „Czumackim” prowadzącym do Perekopu. Z innych miejscowości na Dnieprze powyżej porohów le­żących, jak Miszuryn Bóg z Perewółoczną, po­wyżej ujścia Worskłu, Bomankowo poniżej Oreli etc, biegły 3 szlaki: Perewołczański, Mikityński i Bazawłucki, które krzyżując się wza­jem, na dorzecza głównie Bazawłuka i wód mu poblizkich, zmierzały ku dolnemu ramieniu łuku Dnieprowego, by go następnie przekroczyć u Mikitina Bogu (Nikopola), Nowej Siczy etc. Bar­dziej ku zachodowi wysunięty szlak Kyzykermeński, poczynający się wyżej od tamtych trzech, u Krzemieńczuka (Kryłowa), przeciw uj­ścia Psła niemal, szedł po przez Żółte Wody, grzbietem między Saksahanią i Ingulcem, na Krzywy Róg, do Kyzy Kermenu (Borysławia), gdzie przekraczał Dniepr. Ale też i zachodnia połać zaporozkiego Przeddnieprza, bliżej Bohu dotyka­jąca, nie była bez szlaków. Spotykamy tam aż trzy, idące z bracławskiego Poboźa ku południo-wsehodowi, mianowicie: Królewski albo „Gardowski”,

[s. 406]

który szedł od późniejszego zaporozkiego „gardu” (straży pogran.) na Bohu, u uj­ścia Siniuchy, po przez rz. Kamionkę, gdzie by­ła Kamieńska sicz doroczna, do Kyzykermenu, Tawani i do Krymu ztamtąd; szlak Siczowy wyższy prowadził podobnież od „gardu” (na Biełunówkę), do siczy na Podpolnej; Siczowy niższy, równoległy z powyższym (na Bałuckowo), tamże. „Probitym” nazywano szlak pro­wadzący z Zaporoża, przez Boh poniżej Mar­twych Wód, ku wołoskiej Soroce za Dnieprem.

Przepraw i brodów na Dnieprze przeszło 20 liczono. Z tych bardziej znane, poczynając z góry: Krzemieńczucki bród i Upska przepra­wa u Krzemieńczuka, poniżej której Herbedejewska; dalej u Miszuryna Bogu i Komankowa; potem u Budyła porohu i zabory Towołżańskiej, niżej u Kiczkas i Mikityna Rogu; niżej jeszcze Kamieńska przeciw siczy tejże nazwy, Tawańska („Dywan gieczydy”) u Kyzykermenu, Tiahyńska w pobliżu ujścia Tiahynłd etc.

Jako odrębna dzielnica, dziedzina polityczna, wyosobniło się Zaporoże z łona Ukrainy bardzo późno.

W epoce staroruskiej, do przyjścia Mongo­łów, stanowiło ono część podstawową koczowisk połowieckich. Po ustąpieniu Połowców przed nawałą mongolską dalej za Boh i Dniestr, do­stało się w posiadanie, spędzających się wza­jem „ujmakow” tatarskich. Litwa, ogarniając Kijów, rozciągnęła swą władzę i na Zaporoże; czy jednak spędziła ztamtąd i „czabanów” ordyńskich – rzecz wątpliwa. Nie brak wskazó­wek, że długo jeszcze pozwalano im paść tam swe stada za pewną opłatą w naturze.

Za Witolda i później nawet, za Kazimierza Jagiellończyka jeszcze, granica litewska, pomię­dzy Bohem a Dnieprem, sięgała samego morza; na Tawani była komora celna. Po lewej zaś stronie Dniepru rubieże od „ułusów” nogajskich biegły, w ogóle biorąc, szlakiem Murawskim, wijącym się grzbietem wododziałowym dorzeczy Dniepru i Donu. Z Tawani jednak wcześnie spędzili Tatarzy straże litewskie.

Do jakiej doby chronologicznej odnieść nale­ży jedyny może trwalszy, kulturowy jeśli tak powiedzieć da się, zabytek panowania Tatarów na Nizie dnieprowym, mianowicie meczet, po prawej stronie Dniepru, nieco niżej Krzemień­czuka (Krukowa), jakiego zwaliska widział je­szcze r. 1594 wysłaniec cesarski do Zaporoż­ców Er. Lassota, tego nie wiemy. Może być to zresztą tylko pamiątka tolerancyi litewskiej (i gdzieindziej też znanej) względem ludności muzułmańskiej (choćby takich pierwotnych „ko­zaków” czerkaskich np.), trzymającej się Niżu.

W całym ciągu epoki litewskiej (i długo je­szcze po Unii) „dzikie pola” Niżu dnieprowego, Zaporoże, stanowiły bezpośrednią przynależność, najgłębiej wysuniętego ku południowi z zamków „hospodarskich” wwdztwa kijowskiego, zamku w Czerkasach.

Z połowy XVI w. posiadamy (w Arch. kijów, ez. VII, t. I) nawet pewniejsze co do tego dane. Tak oto w rewizyi zamku czerkaskiego z 1522 r. znajdujemy wyraźnie zaznaczone (str. 84) „wchody” myśliwskie „na poroziech”, mianowi­cie: Wolnecza, Nenasytec, Pletennica, Rozowłók, Nosowski. Tomachówka, Arhaczyn, oraz na Ta­wani. Z tych jedynie Nenasytec i Wolnecz (z innemi trzema powyżej porohów) trzymał starosta i dawał je komu chciał a z jakiejkol­wiek wyci albo części. A okrom tych starościnych, inne wszystkie wchody (za porohami i gdzieindziej) chadzali Czerkaszanie, tak bojaro­wie jako mieszczanie. A dawali z tego staro­ście z każdej watahy wielkiej albo małej, z ryb po 30 ryb, jako szczupaków, karpi, leszczy, su­mów, a gdy będą jesiotry, tedy z watahy staro­ście jesiotr jeden, choćby jeden tylko był uło­wiony, a bobrów dawali staroście z watahy bóbr jeden pokłonu, a drugi miejski (na miasto). Wchody na Samarze i Ingułach, znajdujące się na przestworach pustynnych Niżu, należały z innemi w obrębie czerkaskiego zamkowego przysądu (powiatu) podobnież do dyspozycyi starosty. Podawał on też wchody owe, za pe­wną opłatą, nie tylko swoim Czerkaszanom, lecz i „cudzogrodzcom”, przybyszom z Kijowa, Czarnobyla, Mozyrza, Petrykowa, Bychowa, Mohilowa i in. Idąc z góry, dawali oni staroście po­kłonu pewną miarę owsa, krup, słodu, nadto ko­ła lub jak kto się umówi na pieniądze czy miód, „bo uchodnicy jedni przed drugimi, na wyprzódki, podnoszą oferty, wkupując się”. Za powro­tem zaś w górę, bierze ze zdobyczy ich starosta „wyci” część ósmą: z ryb, tłuszczu, mięsa, skór etc. (str. 85). Wchód u ujścia Samary należy przecie do monasteru pustyńskiego (św. Mikoły) w Kijowie. Dzielić się podobnież musiano ze starostą i zdobyczą stepową, takktoby „wygnał konia z dzików” (jednego czy więcej), winien był, w razie gdyby takowy okazał się należą­cym nie do Czerkaszanina, lecz do „cudzogródzca”, dać staroście od niego 12 gr., nie mniej je­niec (połonienik) cudzogrodziec, coby zbiegł z ordy i uprowadził ztamtąd jakie konie, ma je­dnego dać staroście. Nie mniej gdy się przydarzy Czerkascom butynek (łup) abo języki z lu­dzi nieprzyjacielskich, tedy staroście z butynku tego jedno co lepsze: konie albo zbroja, albo język a inne języki i butynek im. Także gdy kozacy, w ziemi nieprzyjacielskiej zdobywszy się przychodzą, z dobytku tego staroście jedno co lepsze (str. 83). Nie wszyscy jednak czerkascy ko­zacy „odchodzą w kozactwo na pole lub rzeką na niż”; a którzy dają staroście „kolędkę” etc. (82). Buch „karawan” idących Zaporożem „z ordy” czy „do ordy”, nie mniej zostawał pod kontrolą starostów, którzy pobierali też od kupców

[s. 407]

na rzecz własną pewną opłatę, w towarach głównie.

Jednem słowem Zaporoże w XVI w. przedsta­wiało pustynię, zależącą, bezpośrednio od zamku czerkaskiego, bez ludności osiadłej, wyzyskiwa­ną jedynie przez przybyszów, czy to blizkich Czerkaszan, bojarów, mieszczan, kozaków, czy też dalszych gości, „cudzogrodzców”, wracają­cych, jak jedni tak drudzy, na zimę do domu.

Nieobeznanego należycie z przeszłością bar­dziej oddaloną tych dalekich dziedzin Rzpltej, rozumiejącego, że właśnie Zaporoże było koleb­ką i ogniskowym po wszystkie czasy schroni­skiem kozactwa ukrainnego wogóle, a cóż dopie­ro zaporozkiego, zdziwi to zapewne nie pomału. Jeszcze dziwniejszem się wyda niejednemu, gdy powiemy, że w połowie XVI wieku sami też ko­zacy byli tylko doraźnemi gośćmi Zaporoża.

Kolebką południowego, dnieprowego kozac­twa Rzpltej były Czerkasy i bliższa tego zamku hospodarskiego „Czerkasczyzna” obydwóch brze­gów Dniepru. „Wyłoniło się ono z ciemni histo­rycznej w „Czerkasiech”, pod osłoną zamku, niżej którego „Niżem” szły już ku limanowi i morzu, w całem znaczeniu „dzikie pola”, gdzie dla ciągłych nawiedzin ordyńców niepodobna by­ło nikomu na stałe się osiedlić. Zatem i kozactwo czerkaskie, czy to w zaczątkowej, turańskiej, postaci wychylające się, czy już przeobrażone na jedną z warstw społecz­nych ludności miejscowej, słowiańskiej, ruskiej, opierało się pierwotnie o same Czerkasy jedy­nie, chodząc ztamtąd, doraźnie tylko, za wolą a i wbrew woli starostów w „kozactwo”.

Pierwszy co się odważył usadowić mocniej po „za porohami” (już po owej rewizyi zamków Gospodarskich ukrainnych (1552 r.) był słynny paladyn stepowy kniaź Dymitr Wiśniowiecki. Wzniósł był on nawet (koło r. 1556) i osadził „gródek” na wyspie Chortycy, ale niezdołał się w nim na dłużej utrzymać. Zagrożeni Perekopcy, przy pomocy Turków wyparli ztamtąd Ko­zaków a grodek zburzyli. Małorossyjskim bajkopisom ubiegłej doby podobało się przecie ów gródek pierwszą „siczą” zaporozką, jak samego kniazia Dymitra (na równi ze starostami: hospodarskim Ost. Daszkowiczem i królewskim Przesławem Lanckorońskim) uczynić jednym z pierw­szych „hetmanów” kozackich.

Od tej doby długie lata nie słychać o czyjemkolwiek mocniejszem usadowieniu się gdzieś na Zaporożu.

Tymczasem kozactwo rozwijało się szybko i potężnie, lecz nie gdzieindziej jak „we wło­ściach” Ukrainy, w jej bogatych królewszczyznach przedewszystkiem, w Czerkasczyźnie i wyżej (nie niżej). Król Stefan wskazuje mu, swem znanem nadaniem, na przyszłą ostoję Trechtymirów, bliżej Kijowa, nie zaś porohów, gdzie dodano im wprawdzie Samarę, były to „wchody” pustynne tylko. O Baturynie zaś nawiasem tylko wspomnieć można jako o bajce późno bardzo a zbyt naiwnie skleconej. Ale po­wie kto, a przecież już za króla Stefana koza­ctwo to, któremu dał za ostoję Trechtymirów, przybierało już nazwę „zaporozkiego”. Jakże to pogodzić? W najprostszy sposób.

Cały Niż, całe Zaporoże, jeśli pozostawały wciąż dalej dziedziną „uchodników” łowieckich i podjazdowego względem ordyńców kozakowania, stawały się eoraz bardziej powa­żną oporą dla wysuwających się wciąż śmielej naprzód straży zbrojnych od Tatarstwa. Te właśnie straże na niż Dniepru, za porohy wy­chodzące, z natury rzeczy, w miarę pomnażania się ich zasług istotnych, rozsławiały i sam Niż i Zaporoże. Rozsławiały je zaś bardziej jeszcze ciągłe tam zachodzące zapasy z najeźdźcami i coraz zuchwalsze, ztamtąd właśnie najwięcej, „chadzki” wszalkiego rodzaju, morzem nawet z czasem, na bisurmanów. Wobec tylu już kategoryi ówczesnego kozactwa (bo któż się kozakiem nie począł tam nazywać, komu tego miana nienadawano?) oczywiście owe watahy, co się po­pisywały na Niżu, na Zaporożu, a więc „niżo­we”, „zaporozkie”, powolne czy swawolne, bez różnicy nabierały rozgłosu przed innemi, zkąd wczesne nazwy: „Kozacy Niżowe” (1575), „Milites Boristheni, Niżovii dicti” (1579) ale też i „Łotry Niżówce” (1578). Były też watahy owe niżowe, bardziej od innych wdrożone, za­prawione do wojny, dzielniejsze, przez to wię­cej uwzględniane i cenione przez ukrainnych starostów, ile razy chodziło o zasłonę od ordyń­ców czy odwet, jak nie mniej bardziej poszuki­wane przez rotmistrzów, mających listy przypowiednie do formowania w naglącej jakiej po­trzebie rót czy chorągwi kozackich. Przy­świadcza temu znany (Źródła dz., t. XX) regestr (500 z górą) kozaków niżowych zaporozkich, którzy chodzili na służbę króla JMei do Moskwy r. 1584, pod wodzą Jana Orysowskiego z Orysowa „porucznika kozaków zaporoznych”. Czo­ło to widać ówczesnego rejestrowego kozactwa, Oryszowski, to przyszły parokrotny onego „star­szy” (hetman) a „towarzystwo”, atamani i po­spolici kozacy, to naprawdę chyba uprzedni zbrojni nohodnicy, zarazem straż żądna sama „butynków” na Niżu, Zaporożu i „rzeczkach” onego, kiedy się to tak wybitnie zaznaczało aż w urzędowym tytule owego oddziału. Ale z drugiej strony tenże „regestr” przyświadcza nie mniej, kto to byli z pochodzenia owi „Zapo­rożce” etc. Żaden z nich oczywiście nie rodził się na Niżu, gdzie rodzin osiadłych nie było, ale co więcej jest wątpliwem czy rodowici Ukraince choć połowę towarzy­stwa tego oddziału stanowili, przeważali w nim znakomicie Rusini wogóle, lecz żywiołów obcych i postronnych było w jego składzie z górą 15%,

[s. 408]

z czego większość (10%) przypada na rodowi­tych Polaków, do rzędu których należał i sam p. „porucznik”, Mazur herbu Prawdzie, i nieco szlachty od zachodu (wyłączając, jak słuszna, krwi ruskiej) i nie mało pospolitych „zaporoż­ców”, „rzeczecznych”, Sobków, Wojtków. Taki to był skład kozactwa, które poczęło przybierać nazwę „niżowego” i „zaporoskiego”. Nazwa „Zaporożcy” użytą była przecież dopiero w uni­wersale r. 1601.

Zaporoże zaś samo było po dawnemu nawiedzanem jedynie przez owych „Zaporożców”. Na zimę wracają oni, ze swą zdobyczą wszelaką, ze swym łupem, „butynkiem” w górę, do miast ukrainnych i włości. Żadnego tu bowiem na zi­mę punktu oparcia na prawdę, żadnej przysady bezpiecznej a cóż dopiero należycie obwarowa­nego schroniska. O niefortunnej próbie kn. Dy­mitra wspomnieliśmy. „Sicze” na Chortycy, Tomakówce, Mikitinym Rogu nawet, w znacze­niu późniejszem brane, t. j. mocną zasieka ubez­pieczonego stałego kosza Niżowców, należą do legend. Jeszcze kronikarz Bielski (pod r. 1574) powiada, iż bawili na Niżu Kozacy dla wszela­kich swych przemysłów, od wiosny do końca je­sieni, zostawiając tylko za porohami, „na ku­rzeniu”, na zimę, odpowiednią potrzebie stróżę przy („strzelbie”) działach. Nie przeczy temu wcale fakt, że było Zaporoże istotnie ogniskiem, ku któremu zwracało się wszystko idące „w kozactwo”, oporą ostateczną wszelkich przedsię­wzięć przeciw Tatarstwu, swawolnych nawet wystąpień przeciw władzom ukrainnym, ale za­wsze latem tylko. Bywały też tam i „kurenie” i „kosze”, lecz doraźne tylko; bywały i „sicze” podobne w długie czasy (niedawno przecie het­man Żółkiewski, w liście z r. 1614 przezywa hultajstwo niżowe „siczowcami”), zanim zmiana warunków nie wywołała nieodzownej potrzeby stałej już za porohami warowni „Siczy” w pó­źniejszem rozumieniu, jakie nieświadomość je­dynie rozciąga i na fakta z bytu kozaczego doby pierwotnej (p. t. XIV, zesz. 5 i 6, Kij. Star. z r. 1894, L. Padałki. „W kwestyi istnienia Siczy zaporozkiej w pierwszych czasach zapor, kozactwa”).

Od czasu do czasu Zaporoże staje się obozo­wiskiem znaczniejszego nawet zastępu wojska niżowego, bez różnicy czy to będą, zostający w posłuszeństwie hetmanów koronnych, reje­strowi, czy uznający nieposłusznie „hetmanów” (nie „starszych”), swoich własnych, przygoto­wujących tu w zaciszu „chadzkę” jaką na bisurmanów albo podjęcie broni przeciw kniaziom a starostom ukrainnym, jeśli nie przeciw Rzpltej. Ale zastępy takie kozacze zalegają tu zwykle „koszem”, na jakiemś przestronnem uroczysku, rozległym ostrowie, nie zaś cieśnią się w zwartej „sieczy”. Samuel Zborowski znajduje (1583 r.) wojsko stojące poniżej Tomakówki, na Czartomłyku; wysłaniec cesarski Er. Lassota zastaje (1594 r.) kosz jeszcze niżej, na Bazawłuku, Sahajdaczny trzyma się pospoli­cie bardziej Chortycy. Ohortyca też wogóle bywa częściej od innych uroczysk stanowiskiem Nizowców od czasów kn. Dymitra, zkąd chyba poparcie podania, że tu niby i pierwsza Sicz by­ła. Pod koniec pierwszej ćwierci XVII w. prze­suwa się środkowe ich ognisko niżej, w obręb „Wielkiego ługu”, na Mikityn Róg (dziś Nikopol). Ale i to nie „Sicz” jeszcze.

Tymczasem wzniesiono (1635 i powtórnie 1637 r.) warownią u kojdackiego porohu, dla powstrzymania ostatecznego dalszej na Niżu „swawoli”, głośny Kudak. I Zaporoże naraz staje się stanowiskiem wojennem jedynie, dla pułków posłusznych, rejestrowych, wysyłanych tam kolejno na straż od ordyńców. Co najwię­cej nadto-schroniskiem zbiegów, jeśli pominie­my spokojnych, oddanych, jak i dawniej, prze­mysłowi łowieckiemu uchodników. Zadaniem bowiem twierdzy nowowzniesionej u samych po­rohów przez hetmana Koniecpolskiego (resp. Beuaplana) było (obok innego, nieskończenie wa­żniejszego celu, służenia za podstawę operacyi zmierzających ku podbojowi Krymu) niedopuszczać „swawolnego” chodzenia z „włości” na Niż. Pilnowała jej też mocna załoga, cudzo­ziemskiego przeważnie „autoramentu”, tern ba­czniej, ile że wzniesiony naprędce (1635) zame­czek (Mariona) został, jak wiadomo, bez trudu przez Sulimę zburzonym. Zboże podwożono jej bajdakami z Kijowa i innych włości; „na ry­bach mieli się dobrze”, świadczy (1637) charak­terystycznie Maszkiewicz.

Zwierzchni zarząd Kudaku oddawano najdziel­niejszym i najbardziej doświadczonym żołnie­rzom. „Gubernatorem” twierdzy po Żółtow­skim został Grodzicki, „kapitaństwo” zastęp­cze dzierżyli, jeden po drugim, trzej Koniecpolscy, krewniacy hetmańscy, wszyscy ludzie wyż­szego wykształcenia militarnego. Straż za po­rohami trzymał kolejno przysyłany z góry, z „włości”, jeden z pułków regestrowych. Ki­jowski wszakże „od załóg wolny był, pod wa­runkiem, żeby Kudakowi żywności dodawał” (Mar, Dubiecki „Kudak”, Warsz., 1879 r.).

Ale nie sądzono było Kudakowi przetrwać dłużej jednego 10-lecia (1637-48).

Upadek tej twierdzy po Żółtych Wodach i innych faktach, stanowi jakby epokę i w lo­sach samego Zaporoża. Wszystko tu odtąd po­częło się zmieniać i przybierać nowy charakter. Rozwarły się szerokie wierzeje dla swobodnego odpływu wszelakiego ludu, wojennego i nie wo­jennego, z włości na Niż. Jednocześnie z pow­stawaniem nowych pułków kozackich po Ukra­inie, zawiązywało się i osobne towarzystwo

[s. 409]

zbrojne za porohami. Za Chmielnickiego prze­cie nie widać jeszcze wyraźniej onego odrębno­ści; p. Bohdan umie dominować nad wszelakiemi wzburzonemi żywiołami. Z drugiej zaś stro­ny jego” sojusznicy Tatarzy, goszczący bez przerwy prawie, ze swemi stadami nawet, na dzikich polach Niżu zaporozkiego, stawiali żywą przeszkodę do szerszego rozwinięcia się, rozsadowienia odrębnego niżowego zastępu. Wszystkie pułki Bohdanowe zwą się (honorifice) niżowemi, zaporozkiemi, ale nie spotyka się ani jednego, co by w sposób bardziej wyłączny był z Zaporożem związany. Dopiero po śmierci Bohdana Chmielnickiego poczyna się powoli wy­łaniać jakiś zaczyn, odrębnego zupełnie nieba­wem, zaporozkiego towarzystwa, bractwa.

Gdy bowiem rozbujała jego kozaczyzna, pod­danej przezeń carowi Ukrainy, jęła się nastę­pnie, stosownie do osobistych widoków dawnych jego towarzyszy broni i buntu, rozprzęgae i przerzucać, szukając opory nadal, od sąsiada do sąsiada, Rzpltej, Moskwy i Porty, wszystko co było wśród niej bardziej niezależnego ducha, poczęło kupić się na Zaporożu. Teraz też do­piero po raz pierwszy ukazuje się, wyodrębnia­jące się całkowicie z pośród masy wszelakich tytułów, „wojska obydwóch brzegów Dniepru niżowego zaporozkiego”, królewskiej, carskiej i sułtańskiej mości, kozackie zbiegowisko, które znalazłszy punkt oparcia za porohami nie uzna­je żadnego nad sobą zwierzchnictwa, ani ościen­nych państw, ani stanowionych przez nie dla Ukrainy hetmanów. Zbiegowisko owe, zmuszo­ne w podobnych warunkach, oprzeć się samo na sobie, wiąże się z konieczności w porządniejsze (nie tak jak dotąd bywało doraźnie), stalsze „towarzystwo” wojenne, które następnie, jako takie, męzkie jedynie, bezżenne, obozowe, nietylko zdobywa się na odpowiednie wyłączne­mu charakterowi swemu prawa szczególne, lecz zarazem i na własną politykę. Miano Zaporoż­ców z natury rzeczy staje się powoli nazwą tylko owego nowopowstałego za porohami towa­rzystwa, bractwa a sami ei Zaporożcy, prawi, istotni i we własnem rozumieniu i faktycznie nawet, odmawiają z czasem butnie nazwy tej wszelkiemu innemu kozactwu.

Jeśli szukać chcemy pierwszego organizatora Zaporoża, w tej nowej jego postaci, fazie, który nadto mocną swą dłonią nadał mu cały dalszy kierunek polityki i życia, to chyba niewątpliwie za takowego uznać wypada słynnego atamana koszowego Sirka. Bez zaprzeczenia, niezależnie od nieustannej zmienności żywiołów, czy raczej wogóle przybyszów, ogarniających czasowie pustkowia Zaporoża, jednostajność warunków życiowych wytworzyła tam już w dobie poprze­dniej pewne odrębne zwyczaje etc, świadomość których przechowywało po Ukrainie nieprzer­wane podanie. Istniał więc ,,in potentia” za­czyn towarzystwa, bractwa wojennego w trą­dy cyi czasów ubiegłych, dawnych i bliższych. Było się do czego odwołać, na czem oprzeć. Ale skonsolidowała to, tak powiedziawszy, potę­żna dłoń owego bohatera pól dzikich.

Rozejm andrusowski (1(567 r.), skutkiem któ­rego Ukraina została rozdzieloną napoły, pod­dając Zaporoże nadal pod wspólną opiekę oby­dwu zawierających go mocarstw, uznawał przez to samo, urzędowo, onego (do pewnego stopnia) polityczną też odrębność. Nie zmieniał też na razie faktycznie istotnego stanu rzeczy za poro­hami i osobny punkt tak zw. „wiecznego” po­koju z Moskwą r. 1686, mocą którego zrzekała się Rzplta i reszty swych praw do Zaporoża.

Razem z postępem wyodrębniania się Zapo­roża, po „ruinie” spowodowanej powstaniem Chmielnickiego, wzmagało się (poczęte za jego życia może jeszcze) wychodztwo, właściwiej zaś zbieganie z „włości” za porohy, nie tylko już żywiołu wojennego, lecz w ogóle pospól­stwa, które szukając bezpieczniejszego tam względnie, czasowego lub stałego przytułku, po ustroniach samarskich a ingulskich coraz gę­ściej osiadało.

Po wyosobnieniu się ostatecznem z Ukrainy, główne ognisko Zaporoża, wobec konieczności oparcia się prawych Zaporożców na samych so­bie, musiało być roznieconem przez nieb. w ja­kiejś stałej, nie doraźnej jak dotąd „siczy”. Takowa też istotnie powstała na głębszym już Niżu Dnieprowym, na Czartomłyckim Rogu, u ujścia rzeczki tejże nazwy. Była to pierwsza zaporozka sicz trwalsza, „sicz” p. exc, tyle głośna z czasem „Sicz Stara”. Założoną ona została wprawdzie jeszcze w pierwszej dobie pow­stania Chmielnickiego, bo około 1625 r. za atamana kosz. Łutaja (Arch. J. Z. R., XI, 12), i zape­wne, podobnież jak poprzednie, doraźnie tylko, kiedy jeszcze 1663 r. sicz Zaporożców znajduje się „na polu” nieobwarowana (ibid., V, 143); ale wprędce ustaliła się ona na Czartomłyku. O cerkiewce tam Bogarodzicy jest wzmianka już z 1659 r. W r. 1672 zaś liczono 100 kowali, „nieustannie w niej (siczy) przebywających” (ibid., XI, 13). Była to nareszcie prawdziwa stolica głośnego (1675) atamana Sirka; ztąd czasem „Siczą Sirkową” zwana. Sicz ta, Stara, Czartomelicka była głównem ogniskiem Zaporo­ża półstolecia z górą, bo od 1652 f. prawie aż do jej zburzenia w 1709 r. Tak długo też za­razem Zaporożcy, z zasady wrogo usposobieni dla bisurmanów, lawirając wciąż w swej polity­ce między Moskwą a Rzpltą, popierając to tego, to owego z ukraińskich hetmanów, carskich i królewskich, zdołali utrzymać względną nieza­leżność niemal. W r. 1709 wystąpili oni sta­nowczo po stronie hetmana Mazepy i Karola XII przeciw carowi Piotrowi, pod natchnieniem swych koszowych Konst. Hordyńskiego (Hordyjenka)

[s. 410]

i Piotra Soroczyńskiego. Ale gdy pier­wszy z nich udał się do obozu króla szwedzkie­go ze znaczniejsza, siłą „towarzystwa”, drugi zaś, co jego miejsce zastąpił w siczy, mając tam tylko tysiąc ludzi, zagrożony przez Menszykowa, wybiegł do Krymu o spieszną pomoc, od­dział wojsk carskich pod wodzą pułk. Jakowlewa, korzystając z usług ex-koszowego Gałahana, znającego miejscowość, ścisnął sicz, i pomi­mo dzielnego oporu stawianego przez pozosta­łych w niej z Jakimem Bohuszem Zaporożców, zdobył ją i zburzył do szczętu.

Po zburzeniu owej Czartomelickiej, Sirkowej, Starej Siczy, po dotkliwej klęsce towa­rzystwa” w wiekopomnej bitwie pod Połtawą, doprowadzeni do ostateczności Zaporożcy oddali się zaraz r. 1710 w Benderach, w obozie Karola XII i Mazepy, w którym znajdował się pomię­dzy innemi i dawny ich koszowy Hordyński, pod protekcyą sułtańską (Achmeta III). Pady­szach potwierdził, na żądanie, dawne ich swo­body, przyznał zakres dotychczasowych posia­dłości towarzystwa i zapewnił im zbrojną po­moc w potrzebie. Natychmiast tedy część ich znaczna zwróciła się z Bender ku Niżowi Dnie­prowemu by odnowić sicz. Oczywiście bezpie­czniej teraz było założyć ją bliżej przyjaznego Krymu. Lecz ustalić się nie było łatwo; pier­wsza doraźna sicz nowa, założona u ujścia Ka­mionki, nieco powyżej Kyzy-Kermenu (Borysła­wia), została natychmiast 1711 r. zburzoną przez następcę Mazepy hetm. Skoropadzkiego i Buturlina. Musieli też Zaporożcy trzymać się pewien czas bliżej jeszcze Perekopu w Aleszkach (star. Oleszu), na lewej stronie Dniepru, nim odważyli się wrócić za Kamionkę.

W r. 1711, mocą traktatu zawartego z Porta nad Prutem, wyrzekła się Rossya formalnie na jej rzecz Zaporoża, zobowiązując się zarazem znieść swe warownie w Samarze, Kudaku i Ka­miennym Zatonie, naprzeciw Siczy Starej. Odtąd lat 30 z górą zostawali Zaporożcy pod zwierz­chnictwem sułtana, kalifa prawowiernych, bar­dziej zaś bezpośrednio chanów krymskich. W ciągu tego czasu, z powodu większego bez­pieczeństwa od najazdów tatarskich, wzmógł się chyba przypływ za porohy pospólstwa, tak z prawej jak i lewej strony Dniepru, a z tern wzrosła ilość siół, chutorów i zimowników.

W r. 1734 przecie, niezadowoleni z opieki chańskiej, poddali się za panowania Anny Iwanowny pod władzę Rossyi.

Ze zmianą zwierzchnictwa zmienili oni zaró­wno i główne siedlisko wojskowego zarządu, przenosząc sicz swoją bliżej dawniejszego jej siedliska na Czartomełyku, mianowicie niżej nie­co, na uroczysko Krasny Kut nad rz. Podpolną, Była to znana „Sicz Nowa”, która zogniskowywała życie Zaporoża w ostatniej już dobie (lat 40), aż do jej zburzenia w r. 1775, w następ­stwie czego rozwiało się w niwecz i samo „sła­wne” bractwo wojenne.

Doba ta. ostatnia zaporozkiego bractwa, jako najpóźniejsza najlepiej też znana, tak utkwiła w pamięci pokoleń następnych, nie mających należytego wyobrażenia o głębszej przeszłości Zaporoża, iż stała się powodem, że do dziś jesz­cze prawie patrzy się zwykle na oddalone fazy przeszłości owej przez jej pryzmat ułudny. Nie miejsce tu wszakże szerzej tego dotykać.

Sicz Nowa (na Podpolnej), jako stolica Zapo­roża przedstawiała coś pośredniego między sta­łą osadą miejską a ufortyfikowanym obozem. Założono ją w najdogodniejszej możliwie miejsco­wości; była to nizka kotlina, opasana półwieńcem od wschodu, południa i zachodu, rozległą „pławnią”, przerżniętą niezliczoną ilością dro­bnych rzeczek („wietek”, „jeryków” etc.) oraz większych i mniejszych jeziorek, gdzie nieświa­domy gubił się jak w borze nieprzebytym; pół­nocną zaś jej stronę od stepu broniły mocne zasieki i warownie. Sicz sama składała się (Ewarn. J. Z. K.,t. 1,172 nastp.) z trzech części: kosza wewnętrznego, kosza zewnętrznego i cy­tadeli. Kosz wewnętrzny (inaczej zamek, waro­wnia) miał postać koła o 200 sążniach obwodu; środek onego zajmował plac przestrony, na któ­rym odbywały się wojskowe rady; na wscho­dnim krańcu placu tego znajdowała się cerkiew drewniana pod wezw. Pokrowy N. Bogarodzicy, założona zaraz 1734 r., nieopodal której stała dzwonnica o dwu piętrach, też drewniana, z czte­rema oknami dla dział. W pobliżu cerkwi rów­nież stała „puszkarnia” czyli cekhauz artyle­ryjski, z podziemiem służącem i za więzienie ra­zem; dalej wojskowa „skarbnica1′ albo „zamek” oraz „stanok”, mieszkanie koszowego, nad którem powiewała biała chorągiew. Nakoniec, do­koła całego placu rozmieszczono w postaci podkowy 38 kurzeni; koło których skarbnice kurzenne i domki prywatne wojskowej starszyzny. Kosz zewnętrzny oddzielony był od wewnętrz­nego osobnym wałem, pośrodku którego, z po­łudnia na północ znajdowała się brama z „ba­sztą” dla dział etc. Zewnętrzny kosz ten (zwa­ny także forsztatem, hassan-bazarem, słobodą) obejmował 200 sążni na długość i 70 wszerz; znajdowało się w jego obrębie do 500 domów kozaczych oraz przekupni i rzemieślników, na równi z innymi do kureni przypisanych. Było też koło 100 sklepików, nie licząc pospolitych „jatek” i oczywiście szynków, wszystko wy­dzierżawione przez wojskową władzę lub wła­sność prywatna, nie tylko kozaków lecz i po­stronnych. Dla utrzymywania też porządku w ruchu handlowym w ogóle wyznaczono dwóch dozorców: „atamana bazarowego” i „kantardzeja”, do którego należało pilnowanie miar i wag. Kosz zewnętrzny jak i wewnętrzny zamykała szeroka brama, prowadząca z zachodu na wschód

[s. 411]

równolegle do Podpolnej. Ale oprócz owych dwóch koszów, wewnętrznego i zewnętrznego, było jeszcze w Nowej tej Siczy coś takiego, co w Starej (Sirkowej) byłoby niemożliwem, mia­nowicie cytadela zajęta przez garnizon żołnie­rza regularnego. Cytadela owa czyli „retranszament” Siczy Nowej zajmowała południowo-wschodni narożnik kosza zewnętrznego, stano­wiąc czworobok 85 sążni dług. na 50 szeroko­ści. Wzniesiono ją zaraz 1735 r., dla pewniejszej jakoby obrony Zaporożców od Tatarów i Turków. Był tam dom komendanta, żołnierskie koszary etc. a na załodze zwykle 2 roty z 6 dzia­łami. I napróżno już mruczeli Zaporożcy: „zasila nam bolaczka w peczynkach” (Ewarn., str. 174). Cytadelę razem z koszem zewnętrznym otaczał wał wysoki oraz głęboki rów dokoła. Oprócz tego jeszcze cała Sicz, razem wzięta, o-pasana była ogólnym wałem, częstokołami naje­żonym i okopana rowem, końce których opierały się o rz. Podpolną. Ku zachodowi, za owym rowem ogólnym, po nad Podpolną w dół, ciągnę­ły się „zimowniki” (chaty) Zaporożców, a na południo-wschód od nich, po za tą „wiotką”, za­legały wilcze jamy, zasadzki, okopy etc, datują­ce jeszcze od wojny tureckiej 173,6 r. Na brze­gu Podpolnej, przeciw wewnętrznego kosza, u-rządzona była przystań, dokąd przychodziły drobne statki kupieckie z morza Czarnego i Dnie­prowego limanu. Ze strony zaś lądowej pro­wadziły do Nowej Siczy dwa szlaki, od Mikityna Rogu i Perewołoczny.

W Siczy samej, jak to już było wspomniane wyżej, miały swą siedzibę 38 „kurzeni”, na ja­kie dzieliło się (w ostatniej dobie) wojsko zaporozkie. Nazwy ich poszczególne albo przy­pominały atamanów, co je zakładali, albo miej­scowość (miasta), z której pochodzili pierwsi przybysze, lub też nawet rodzaj zatrudnienia na razie pewnej gromadki osiadającej w Siczy. A więc spotykamy tam takie nazwy „kurzeni”, jak naprz.: brzuchowiecki, korzeniewski, paszkowski, serhijewski, szczerbinowski, tytarowski etc; albo baturyński, doński, irklejewski, ka­niowski, kryłowski, pawołocki, perejasławski, steblowski etc; lub też płatnerowski nawet.

Pod względem terytoryalnym dzieliło się Zaporoże na 5 „pałanek, obwodów, do których po r. 1768 przybyło jeszcze trzy. Z tych pięciu pierwotnych trzy znajdowały się po prawej stro­nie Dniepru, dwie po lewej (ob. Ewarn., J. Z. K., 1.1, 203 etc). Pierwsza z nich, najbardziej ku zachodowi wysunięta, nosiła nazwę Bohogardowskiej, od „gardu” strażniczego na rz. Bohu. Obejmowała ona obszar pomiędzy lewą stroną Bohu a prawą Ingulea z jednej stro­ny oraz granicą Rzpltej a limanem Dniepru z drugiej. Północną listwę onego odcięto z czasem (1752) na rzecz Nowo-Serbii. Główne ogni­sko tej pałanki stanowił Gard na Bohu; nadto były tu „zimowniki”: w Sokołach, Werbowem, Bałackiem, Migii, Korabelnem, Hromoklei etc Pałanka Ingulska albo Perewiska rozciągała się między dolnym Ingulcem a Dnieprem. Za oporę główną miała ona albo tak zw. Perewizkę na Dnieprze, w pobliżu ujścia Ingulca, albo Kamionkę, gdzie była sicz doraźna za czasów zwierzchnictwa turecko-tatarskiego. Były tu nadto sioła i kilka zimowników: Białe-Krynice, Dawidów-Bród, Szesternia, Krzywy-Róg, Złota-Bałka, Osokorówka, Ternówka. i inne. Pałanka Kodacka znajdowała się między Dnieprem, rz. Bazawłókiem i wierzchowiskami Ingulca z jednej strony a rz. Taśminą, stanowiącą granicę od Rzpltej (od r. zaś 1752 resp. Nowo-Serbia) z drugiej. Środkowy punkt tu stanowiło m. No­wy Kudak; z siół zaś i zimowników znane: Stary Kudak, Wołoskie Chutory, Połowica (późn. Katerynosław), Mikityno, Kiczkas, Tarasowka, Medowiec, Romankowo, Miszuryn-Róg, Tomakowka i inne. Pałanka Samarska ogarniała całe dorzecze Samary. Środkowym punktem onej było miasto Samar albo Nowosielica (późn. Nowo-Moskowsk); nadto były tu sioła: Czaple, Pieszezana Samara, Kamionka, Rewówka, Bardakówka, Wojskowe, Czarnecze i in. Pałanka Kałmiuska znajdowała się między rz. Wołczą, Kałmiusem (Kałką?) i morzem Azowskiem. Głó­wną onej oporę stanowiła osada u ujścia osta­tniej z rzek powyźszyeh, gdzie niegdyś było horodyszcze Domacha a od 1779 r. stanęło m. Mariupol; nadto znane tu były dwa sioła: Jasienowate i Makarowo oraz 28 zimowników, pomiędzy in. w Łozowym owragu na Tersie, Szerokim na Kamionce, w bałkach Chłodnej, Suchej, w bajraku Kamiennym, etc. Pozostałe trzy pałanki (wszystkie po lewej stronie Dniepru) były póź­niejszego (po 1768) pochodzenia. Z tych Orelska objęła obszar między rz. Samarą i Orelą. Ognisko jej stanowiła Kozyrszczyzna, a nadto należały tu (od 1770) sioła: Czaplińska Kamion­ka, Hupałówka, Kołontajówka i 3 inne. Pałanka Protoczańska ogarniała bieg Protoczy i w części Oreli. Główną jej osadą było Łyczkowo; nadto na­leżały tu sioła (25 z górą), pom. któremi: Kotówka, Kitajgród, Mohilew, Kilczeń, Bałabanowka, Sirkowka etc, a oprócz tego chutory nad Caryczanką i Majaczkami. Nakoniec pałanka Prognoińska leżała po lewej stronie samego limanu Dnieprowego, przeciw urocz. Prognojewa, 35 wiorst powyżej wschodniej kończyny kosy Kinburańskiej. Środkowe ognisko stanowił tu Prognoińsk, gdzie stała przednia, od Krymu, straż Zaporożców, mających tam bogate jeziora sol­ne. Początek tej pałanec dany był zresztą jesz­cze 1735 r.

Co do liczby mieszkańców Zaporoża, w osta­tniej dobie jego odrębnego względnie życia (bo z owej tylko doby pochodzące dane mogą być przyjmowane poważnie), takowa, już z samej

[s. 412]

natury rzeczy, jest tu wciąż falująca (Ewarn., t. I, 195 etc). Po ostatecznem przyznaniu nad sobą zwierzchnictwa rossyjakiego Zaporożcy tłumaczyli się w r. 1735, że liczby całego woj­ska dokładnie żadną miarą wskazać nie można, ponieważ takowe codzień przybywa i ubywa, lecz spodziewali się wystawić dobrze uzbrojo­nych 7000; w r. 1755 podawano w całym „kompucie”, ze starcami i kobietami po zimownikach, wojska zaporozkiego 27,000 ludzi. W r. 1762 przysięgło na wierność ces. Katarzynie II-ej 20,281 kozaków zaporozkich. R. 1766 li­czono na całem terytoryum do Siczy należącem, zdolnych do broni, bez starców etc, do 10,000; w r. 1769 gotowych na wyprawę przeciw Tur­kom kozaków było 12,249, a oprócz tych zo­stawało 2,000 w Siczy oraz po pałankach do 3000, razem 17,249; w r. 1774 liczbę Zaporoż­ców zbrojnych podawano na 40000, lecz na wyprawę szło tylko 14000, reszta zostawała w domu, ogólną zaś liczbę mieszkańców podno­szono do 100,000; w r. 1775 nakoniee ilość mieszkańców Zaporoża, kozaków i pospolitych, męż. i kobiet obliczono (Tekeli) na 59637 głów.

Odnośnie zaś względnego stopnia zaludnienia dzielnic Zaporoża, najgęściej zaludnionemi są pałanki samarska i protoczańska: w pierwszej ilość zimowników czyli rodzin dochodziła do 1160, w drugiej do 1,100. Za temi szły okoli­ce między prawym brzegiem Dniepru a wierzchowiskami Ingulca, Ingułu, na dorzeczu Omelników, Domotkami i Mokrej Sury; w pałance kodackiej na M. Surze naprz. liczba zimowników w r. 1775 dochodziła do 52, awr. 1770 do 841. Następnie miejscowości na średnim i dol­nym biegu Ingulca, Ingułu i Bohu, w pałankach ingulskiej i bohogardowskiej; tam w r. 1772 podano zimowników na Ingule 17, Inguleu 11, Hromoklei 11, Dnieprze 14, Bohu 7, Martwowodzie 4, Jełańcu 4, Suchym Jełańcu 1, Kucym Jełmańcu 1, razem 71; nadto doraźnych tam zie­mianek (na zimę) 34 oraz szałaszy (na lato) 59. Najmniej zaludnione były wschodnie krańce Za­poroża, pałanki kałmiuska i prognoińska (Ewarn., I, 169).

Zburzenie Siczy (nowej), dokonane w r. 1775 na rozkaz ces. Katarzyny II przez generała Tekielego, położyło koniec odrębnośei Zaporoża. Przestało ono istnieć jako takie: główna jego dzielnica (środkowa) wytworzyła następnie gub. ekaterynosławską, skrajne przyłączono do chersońskiej i tauryckiej.

Aleksander Jabłonowski.

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz