– Będę domagał się 100 tys. zł odszkodowania. To on donosił, a nie ja. I jeszcze teraz podskakuje – mówi “Super Expressowi” były opozycjonista ze Stoczni Gdańskiej Henryk Jagielski.
– Robił wszystko, żeby dowiedzieć się, co nasz wydział planuje zrobić na 1 maja– wspomina Wałęsę Henryk Jagielski. – Mieliśmy iść wtedy z grupą z czerwonymi flagami i rzucić nimi pod trybuną. Pamiętam, że osobiście z nim o tym rozmawiałem. I co się później okazało? Nasz plan się nie powiódł, bo służby były na niego przygotowane– mówi “Super Expressowi” Jagielski.
Były opozycjonista opowiada jakie konsekwencje miały dla niego donosy kolegi.
– To przez donosy Wałęsy zarabiałem dwa razy mniej i zostałem przeniesiony na inny wydział. Będę żądał od niego 100 tys. zł odszkodowania– zapowiada Jagielski.
Opozycjonista ostateczną decyzję w sprawie pozwu ma podjąć do soboty.
– Koledzy mi mówią, żeby g… nie ruszać, ale ja mam już 84 lata. I jak patrzę na czerwoną mordę Wałęsy, to nie pozwolę, żeby mnie opluwał. To taki wół i prostak! – kończy Jagielski.
se.pl/KRESY.PL



























