– Potwierdzam wszystko, co już wcześniej mówiłem na temat Smoleńska i na temat identyfikacji ciał w Moskwie. Panował totalny bałagan, który prędzej czy później musiał doprowadzić do ekshumacji – mówi w rozmowie z portalem niezależna.pl dr Książek.
To właśnie dr Książek był podczas identyfikacji Anny Walentynowicz. –Bez trudu można ją było rozpoznać. Miała nieuszkodzoną twarz, wyglądała jakby spała – mówi nam lekarz. – Każde słowo, które wypowiedziałem na temat identyfikacji ofiar powtórzę, gdy zajdzie taka potrzeba – podkreśla.
Dr Dymitr Książek właśnie dowiedział się, że nie przedłużono mu kontraktu w Lotniczym Pogotowi Ratunkowym. Informacje o tym podał na swoich stronach internetowych tygodnik „Wprost”. – Nie chcę komentować, dlaczego mnie zwolniono, ale każdy, kto ma rozum może sobie przeanalizować całą sytuację – mówi dr Książek, który który w październiku ubiegłego roku udzielił wywiadu tygodnikowi „Wprost” a niedawno można go było oglądać w „Anatomii upadku” Anity Gargas. Jak na ironię w momencie, gdy TVP zdecydowała się na emisję filmu, lekarz dowiedział się o utracie pracy. – To decyzja czysto polityczna. Przykład dla innych, żeby nie ważyli się mówić o Smoleńsku– komentuje nam jeden z kolegów Dymitra Książka z LRP.
„Reakcja lekarskiego środowiska była natychmiastowa. Najpierw oskarżenie o złamanie tajemnicy lekarskiej. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej zarzuty oddalił. Potem nakaz testów psychologicznych i sprawdzanie, czy dr Książek nie cierpi na zespół stresu pourazowego. I wreszcie informacja, że 18 kwietnia kończy się jego kontrakt z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym” –czytamy na stronie internetowej tygodnika „Wprost”.




























