Kolejne miejsca pochówku Polaków na Ukrainie

Odessa, Dniepropietrowsk i Nieżyn to prawdopodobne, kolejne miejsca zgładzenia Polaków na Ukrainie – uważa profesor Ireneusz Kamiński. Pełnomocnik krewnych ofiar NKWD z 1940 roku przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu dowodzi, że do tych miejsc byli deportowani polscy jeńcy aresztowani po agresji Związku Radzieckiego na Polskę w 1939 roku. Zdaniem prawnika, tam też zostali zgładzeni i pochowani przez funkcjonariuszy NKWD w 1940 roku.

Profesor Kamiński w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową tłumaczy, że takie informacje znajdują się w przekazanej w 2002 roku przez Ukraińców Rosjanom, ukraińskiej liście katyńskiej. Nie są to dokładne informacje o miejscu pochówku, ale listy nazwisk z dokładnym miejscem transportu. Można przypuszczać, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku transportów do Charkowa, Ostaszkowa i Kozielska, więźniowie zostali zgładzeni. Gdzie – tego dokładnie nie wiadomo.
Dziś Wielka Izba Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wysłuchała argumentów stron dotyczących skarg złożonych przez rodziny zamordowanych w Katyniu. Zdaniem polskich prawników, o konieczności kontynuowania śledztwa przemawia właśnie fakt ujawnienia kolejnych miejsc na Ukrainie, gdzie najprawdopodobniej również mordowano polskich oficerów. Tym samym jak wyjaśnia profesor Kamiński, twierdzenie strony rosyjskiej, iż nie ma nowych informacji dotyczących zbrodni, nie jest prawdziwe. Dokumenty nie tylko zaprzeczają rosyjskim tezom, ale pozwala z dużym przypuszczeniem wskazać nowe miejsca egzekucji polskich oficerów aresztowanych przez NKWD.
Profesor Wojciech Materski w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową twierdzi, że z dużym prawdopodobieństwem hipoteza profesora Kamińskiego może być prawdziwa, aczkolwiek nie jest to teza w pełni udokumentowana. Zdaniem profesora Materskiego, gdyby udało się potwierdzić, że w Odessie, Dniepropietrowsku i Nieżynie spoczywają Polacy, byłoby to niezwykle ważne odkrycie. Cmentarzysko w Bykowni jest na razie jedynym cmentarzyskiem polskich ofiar NKWD na Ukrainie z 1940 roku. Spoczywa tam około 500 osób, czyli zaledwie cząstka ofiar z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Ustalenie kolejnych miejsc pochówku jest bardzo pożądane.
Według profesora Materskiego, nawet jeśli uda się odnaleźć miejsca pochówku Polaków to nie należy się spodziewać, że zostaną oni zidentyfikowani. Więźniom NKWD, w przeciwieństwie do jeńców – oficerów zamordowanych na przykład w Katyniu – dokładnie rewidowano, odbierając im wszystkie rzeczy osobiste. W związku z tym po latach bardzo trudno odnalezione szczątki zidentyfikować.
Ukraińska lista katyńska jako materiał dowodowy, w 2004 roku została formalnie włączona do rosyjskiego śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej, jednak sprawy nie wyjaśniła. W ten sposób strona polska starała się podważyć część wyroku niższej izby Trybunału, który orzekł, że nie ma jurysdykcji do rozpoznania, czy władze Rosji przeprowadziły skuteczne śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej, bowiem po ratyfikacji przez Rosję konwencji w 1998 roku nie pojawiły się “żadne nowe okoliczności”.
Polscy adwokaci zwracając się do Trybunału podkreślili, że zbrodnia powinna zostać w całości wyjaśniona i nigdy nie podlegać przedawnieniu. Ich zdaniem wyrok Wielkiej Izby, jaki zapadnie w Strasburgu, będzie miał znaczenie nie tylko dla rodzin zamordowanych, ale również dla naszej najnowszej historii.
IAR/KRESY.PL
forma płatności