“Talent miał od Boga i ludzi
Ponad wszystko kochał Huculszczyznę
Z jej piękna tworzył i nim żył”
Taki właśnie napis zdobi drewniany krzyż ustawiony ku pamięci klasyka huculskiego rzeźbiarstwa, Jurija Szkryblaka, w jego rodzinnej wiosce. W tym roku mija bowiem 190 lat od dnia narodzin mistrza. Jego potomkowie postanowili uczcić pamięć ludowego mistrza rzeźbiarstwa XIX stulecia, w rodzinnej wiosce Jurija – Jaworowie. Wybór miejsca nie trwał długo. Pamiątkowy znak postawiono w obejściu Dmytra Szkryblaka, prawnuka rzeźbiarza, niedaleko od jego rodzinnej chaty.
Ponad dwa kilometry w górę ciągnął się nasz szlak do miejsca przeznaczenia. Droga do ustawionego krzyża nie należała do lekkich. Jednak wszystkie trudności szlaku: strome stoki, kręte ścieżki i palące słońce w pełni były rekompensowane przez niepowtarzalne widoki, aromat kwitnących ziół i pyszne poziomki.
Pod sklepieniem karpackich sosen, przed panoramą ojczystych Karpat stał pamiątkowy krzyż. Wykonano go z dębu, bo to właśnie drzewo jest najbardziej odporne i najwłaściwsze do wszelkich elementów, które będą stały na wolnym powietrzu. Dąb dobrze znosi deszcze, mrozy i inne naturalne czynniki. Może stać nawet przez stulecia, jak zapewnia jeden z wykonawców krzyża, Oleksij Byczok, absolwent kierunku sztuki rzeźbiarskiej. „Sto lat gwarancji, a nawet więcej. Tym bardziej, że w swojej pracy korzystaliśmy z najnowszych technologii i pokryliśmy dąb lakiem na bazie wosku. W czasie deszczu drewno odpycha od siebie wodę i przez to nie niszczeje tak szybko.” Podstawą był czteroramienny krzyż, który w swej pracy często wykorzystywał Jurij Szkryblak. Pamiątkowy znak składa się z charakterystycznych dla mistrza czterech kwadratów połączonych maleńkimi, ozdobnymi trójkątami. Nie jest możliwe przygotowanie takiego wielkiego elementu jakim jest krzyż z jednego kawałka drewna. Dlatego też każde ramię zrobiono jako osobny element a całość połączono gwoździami.
Odbyło się tak poświecenie krzyża. W swej mowie duchowny podkreślił, że: „każdy niesie swój krzyż. Jurij miał talent od Boga. Wyrósł on tutaj, wśród gór, gdzie mamy jeszcze nie jeden talent, który ma pracowite ręce, gorące karpackie serce i twórczą duszę. Teraz w tym krzyżu połączyły się: przeszłość i przyszłość. Ma on ogromną siłę.”
Nawet pani Olena Szkryblak opowiadała, że gdy wieźli ten krzyż na Maksymówkę, to w górach był straszny upał, a kiedy tylko postawili go na miejscu, niewiadomo skąd pokropił drobny deszczyk. A gdy ustał był przyjemny chłód i dalsza praca związana z ustawieniem krzyża była bardzo lekka.
Myśl o tym by uczcić 190-lecie urodzin słynnego przodka, w rodzinie Szkryblaków omawiana była już od dawna. Postanowili zwrócić się do Kosowskiego Instytutu Sztuki Użytkowej z prośbą o pomoc w wykonaniu pamiątkowego znaku. Ważne tu było połączenie techniki majstra i wykonanie obiektu, który by uwieczniał pamięć Jurija Szkryblaka. Komisja ekspertów zaproponowała do wykonania pracy najlepszych studentów Instytutu, Tarasa i Oleksija, którzy z powierzonego zdania wywiązali się wzorowo. Za co też otrzymali 11 punktów i pochwałę od Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Jak podkreślają fachowcy rzeźbiarscy, w swej pracy studenci zadbali i o wymiary krzyża i o rozmiar ornamentyki, które harmonijnie wpisują się w ogólną ideę pomnika.
Wykładowca Instytutu, wydziału rzeźby, Josip Prijmak wspomina jak zaczęła się praca nad tym obiektem. „Byliśmy zgodni co do tego, że najlepszym symbolem będzie krzyż zrobiony na podstawie tradycyjnych motywów rzeźbiarskich Szkryblaka. Dlaczego akurat krzyż? Dlatego, że to będzie i uwiecznienie pamięci i również jak symbol pamiątkowy, który kiedyś zwłaszcza był u nas popularny i miał różne formy. Wydaje mi się, że ideę studentów udało się zrealizować. Mamy piękny pomnik, piękną pracę dyplomową za co cześć i chwała dyplomantom, wydziałowi rzeźby, jak i całemu kosowskiemu instytutowi” – mówi Pan Josip.
Jeden z autorów projektu, Taras Mulak, opowiadał, że praca nad projektowaniem krzyża i jego wykonaniem trwała dwa miesiące. Szczególną uwagę podczas pracy nad nim autorzy zwracali nad zachowaniem ornamentyki Jurija Szkryblaka. Przyszło im przeglądnąć i opracować niemało historycznych dokumentów, aby móc wykonać rzeźbę w takim stylu, w jakim pracował słynny majster. „Trudności wynikały stąd, że mechaniczna obróbka tego drewna nie była łatwa. To jest ogrom pracy. Ciężko nam było stworzyć projekt również i z tego względu, że Jurij Szkryblak wykorzystywał mały zestaw huculskich elementów zdobniczych. I w oparciu o ten zestaw trzeba było stworzyć całą kompozycję krzyża. Kiedy popatrzeć na kontury samego krzyża, to widać, że składa się on z jednego z elementów Szkryblaka, to krzyżyk złożony z pięciu kwadratów” – tłumaczy Taras.
Na poświęcenie pamiątkowego krzyża z okazji 190-lecia urodzin słynnego rzeźbiarza Jurija Szkryblaka zjechała liczna rodzina, przyszli sąsiedzi oraz znawcy sztuki. Niemałego trudu podjęły się także praprawnuki majstra. Specjalnie na tę okoliczność przygotowali niewielki koncert i nauczyli się wierszy o swym słynnym przodku. Zgodnie z huculską tradycją, Olena Szkryblak, praprawnuczka Jurija, umyła ręce majstrom, którzy pracowali nad przygotowaniem krzyża, życząc aby nigdy ich nie bolały i stworzyły nie jedno jeszcze dzieło sztuki. Podarowała także każdemu z nich chleb i wyszywany obrus (zgodnie z tradycją powinno to być płótno na „soroczkę”, ale chłopcy i tak mieli piękne wyszywanki).
Inicjatorką całego przedsięwzięcia była Olena Szkryblak, która bardzo szanuje swój sławny ród i cieszy się tym, że z każdym rokiem rodzina się powiększa. Marzy nawet o tym, aby kiedyś zrobić wielki zjazd Szkryblaków na posesji pradziadów. Gorąco podziękowała wszystkim, którzy przyszli, za to, że nie zapomnieli o tym jednym z najznamienitszych rzeźbiarzy huculskiej krainy. Pani Olena jest zakochana w swojej wiosce i karpackich górach: „Urodziłam się w tym miejscu, tutaj żył mój dziad Fedir, tata Dmytro, a chata, w której urodził się mój ojciec jest teraz muzeum. Tu się urodziłam, tutaj mieszkam a dobry Pan Bóg dał takiego męża, który mnie wspiera we wszystkim. On przyjechał z miasta i żyje w górach. Kochamy naszą krainę, kochamy to miejsce, cenimy tego starodawnego ducha naszego rodu, który na pewno jest tu z nami. Odczuwamy go i staramy się nie porzucać tego miejsca. Chcemy tak zrobić aby tutaj zawsze kwitły kwiaty, rósł zielony las, przychodzili ludzie, tak jak dotąd przychodzą, śmiały się dzieci, dziewczyny śpiewały kołomyjki. Aby tutaj kipiało życie sztuki, życie narodu, życie Hucułów i rodziny Szkryblaków.”
Oksana Ostrowska„Kołomyjskie Wieści”
Tłumaczenie: Krzysztof Wojciechowski
Jurij Iwanowicz Szkryblak –urodził się w rodzinie chłopskiej 28 kwietnia 1822 roku, w Jaworowie w rejonie kosowskim. Przodkowie rodu najprawdopodobniej przybyli na Huculszczyznę z Podola. Już w połowie XVIII wieku w Jaworowie było przynajmniej kilka rodzin o tym nazwisku. Był najstarszym z osiemnaściorga dzieci Iwana Szkryblaka, na nim też jako na pierworodnym spoczywało wiele pracy w gospodarstwie. Ojciec Jurija był bednarzem, stąd i chłopiec od dzieciństwa miał styczność z obróbką drewna. Sam próbował też pracować w drewnie. Robił na przykład drewniane łoża do rusznic. Jednocześnie piękne krajobrazy Huculszczyzny kształtowały w nim wrażliwość estetyczną. Młodego Jurija wzięto na 6 lat do cesarskiego wojska. Wrócił do rodzinnej wioski w 1852 roku a dwa lata później ożenił się. Pracując we własnym gospodarstwie nie zaniedbywał jednak swojej pasji wykonywania przedmiotów z drewna, pięknie zdobionych. Ozdabiał je zresztą nie tylko rzeźbą, ale również inkrustował innymi materiałami jak np. drut miedziany czy czarny i biały róg. Narzędzia do swojej pracy wykonywał sam (np. warsztat tokarski) i też stale, według potrzeb je udoskonalał. Z czasem wypracował swój własny styl nazywany „szkryblakowskim dłutem”. Jego pozycja i sława wzrosła zwłaszcza po tym jak na zamówienie miejscowego proboszcza wykonał mistrzowsko kilka przedmiotów do jaworowskiej cerkwi. Prace jego były wystawiane w miastach Galicji: Kołomyja, Stanisławów, Stryj, Tarnopol, Kraków a także poza nią. Brał też udział w wielkich wystawach: w 1872 roku we Wiedniu i Lwowie, w 1878 r. w Trieście. Na każdej z dwóch ostatnich wystaw otrzymał medale i nagrody pieniężne. W 1884 roku na Huculszczyźnie panowała epidemia tyfusu, który zbierał krwawe żniwo w wielu wioskach. W Wielkanoc tego roku, w 62 roku życia zmarł także Jurij Szkryblak. Lwowska gazeta „Diło” tak zawiadomiła o jego śmierci: „Odszedł z tego świata nadzwyczajny talent ruskiego narodu, talent, który gdyby miał możliwość w pełni wyrazić się w swojej sztuce, to bez wątpienia rozsławiłby na cały świat swój naród. Był człowiekiem niepiśmiennym, ale obdarzonym naturalną inteligencją, spokojem i oddanym całym sobą swej sztuce. Wszystko co wyszło z jego rąk nosiło na sobie ślady długiej i wytrwałej pracy, artyzmu oraz harmonii kompozycji i wykończenia.”
Badaniem prac Jurija Szkryblaka zajmują się dziś instytuty sztuki. Wielu naukowców, znawców sztuki rzeźbiarskiej poświeciło jego dziełom swe opracowania. Ale najważniejszym jest to, że talent i pasja „huculskiego Fidiasza” przeszły w genach na jego potomków. Zapoczątkował on swego rodzaju „Jaworowską szkołę rzeźby w drewnie”. Po nim rzeźbiarstwem zajęli się jego synowie: Wasyl, Mykoła i Fedir, wnukowie: Dmytro, Jurij i Semen, prawnuk Wasyl oraz praprawnuki: Wasyl, Petro i Iwan. Rzeźby Jurija Szkryblaka żyją zatem nadal w pracach jego potomków.
Opracowanie: Krzysztof Wojciechowski
