Rosyjscy “turyści” podróżują na Białoruś nie po to, by wypocząć na łonie natury, czy podleczyć zdrowie (chociaż oczywiście są i tacy); przyjeżdżają po gruzińskie wino, do swoich białoruskich kochanek czy do kasyna.
To pewnie dlatego w ostatnim czasie coraz częściej nazywają oni miedzy sobą Białoruś Tajlandią.
– Jakoś tak mi przykro z tego powodu – przyznaje “KP na Białorusi” znajomy Jurij. Jurij to Białorusin, który jakieś dziesięć lat temu przeprowadził się do Moskwy. Ułożył sobie tam życie, rozkręcił interes. – Czasem dzwonią do mnie moi moskiewscy znajomi i pytają: a gdzie w Mińsku można poznać jakieś fajne dziewczyny? Często jeżdżą tam na delegacje lub na urlop. Doszło do tego, że mieszkańcy Moskwy zaczęli nazywać Białoruś Tajlandią!
Wycieczki do białoruskich kasyn
Popularność Białorusi zaczęła rosnąć, odkąd w Rosji rozprawiono się z hazardem. Teraz ci, którzy chcą spróbować swojego szczęścia w grze w ruletkę, przyjeżdżają na Białoruś. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich lat kasyna w Mińsku rosną jak grzyby po deszczu – sale do gry pojawiają się nawet w rejonach mieszkalnych na obrzeżu miasta. Dojazd z Moskwy do stolicy Białorusi to nie problem. To niecała godzina lotu, lub 5-6 godzin jazdy dobrym samochodem; granicy jako takiej nie ma. Przyjeżdżasz w piątek wieczorem po pracy, a w nocy już relaksujesz się w nocnym klubie.
– dla ludzi z Moskwy białoruskie ceny to nic w porównaniu z zarobkami majętnych Rosjan. Za kolację w dobrej restauracji w Mińsku płacę 100 dolarów. W Moskwie za te pieniądze mogę sobie pozwolić co najwyżej na lunch!
Niektórzy miłośnicy hazardu goszczą w Mińsku na tyle często, że znaleźli sobie tu nawet śliczne kochanki. Wynajmują dziewczynom mieszkania i przyjeżdżają w gości, gdy tylko mają na to ochotę. Kosztuje to mniej, niż za hotel, a i domu ktoś popilnuje, i towarzystwa dotrzyma.
Ale za wstęp do mińskiego kasyna gracze płacą niemało. W Internecie z łatwością można znaleźć ogłoszenia typu: “Zapraszamy graczy z Rosji i krajów WNP do miłego spędzenia czasu w kasynie i klubach pokerowych w Mińsku”. To tak zwane junket-tours. To droga przyjemność, a żeby z niej skorzystać, trzeba spełnić kilka warunków. Na przykład: koszt takiej wycieczki zaczyna się od 3,5 tys. dolarów, a dochodzi do 50 tys. dolarów. Od tej kwoty zależą minimalne stawki, klasa przelotu do Mińska i standard hotelu. Wycieczka trwa trzy dni, a grać można albo po cztery godziny na dobę, albo po dziesięć. W cenę touru wchodzi transport z lotniska lub dworca, a także jedzenie i alkohol w barze kasyna. W wersji najdroższej pić mogą dwie osoby.
“Zaparkuję przed głównym wejściem do GUMu!”
Ale nie wszyscy przylatują do Mińska samolotem. Coraz częściej na ulicach stolicy widać samochody na rosyjskich tablicach. W drodze do pracy mijam 5-10 takich aut. A w weekend to już w ogóle nie wiadomo czy jedziesz po Mińsku, czy po Twerskiej w Moskwie.
– Prawie wszystkie samochody mają przyciemniane szyby – w Rosji jest to dozwolone. A podczas kontroli kierowcy często się denerwują: – to co, za każdym razem jak tu przyjeżdżam mam to ściągać? – opowiadał mi znajomy z drogówki.
– A często łamią przepisy?
– Rosjanie najczęściej dostają mandat za nieprzepisowe parkowanie. Dobrze, że teraz mandat zaczyna się od 100 tysięcy rubli. Bo kiedy wynosił 35, to jakoś tak głupio było… Pamiętam, jak wypisywałem mandat Rosjaninowi, który zaparkował na chodniku przy centrum handlowym GUM. Wypisuję mu najniższy mandat, a on się śmieje: za takie grosze to ja następnym razem przy wejściu zaparkuję!
Ale białoruskie sklepy z takiego napływu turystów akurat się cieszą. Rosjanie z pustymi rękami nie wyjeżdżają. Nawiasem mówiąc: jedną z najpopularniejszych “białoruskich pamiątek” jest dla nich gruzińskie wino, którego w Rosji sprzedawać nie można.
– Moskiewscy przyjaciele wynieśli pół sklepu w centrum – opowiada mi zaskoczona znajoma. – I wszyscy powtarzali: jak wam dobrze, że u was sprzedają pyszne gruzińskie wina. A po jednym z rosyjskich długich weekendów zdziwiłam się, że w sklepie jeszcze stoją butelki z Chwanczkarą i Kindzmarauli. A tu się sprzedawczyni śmieje: “Pani żartuje? wszystko wykupili, to nowa partia”.
Domek na wsi – 240 euro za dobę.
Rosjanie ukochali dworki i bazy wypoczynkowe pod Mińskiem. Mogą tu poczuć, że zmienili otoczenie, wypoczęli w innym kraju, a do tego jeszcze na łonie przyrody uporządkowali swoje myśli i uczucia. Niektórzy białoruscy gospodarze nawet nie kryją tego, że ich usługi kierowane są właśnie do Rosjan.
Komsomolska Prawda odwiedziła jedną z takich baz. Znajduje się ona jedynie 9 km od centrum Mińska. Zadbany ośrodek z równo przystrzyżoną trawą, pięknymi klombami, wiejskimi huśtawkami, kutymi poręczami, ozdobnymi kamiennymi mostami… Raj na ziemi! W powietrzu czuć zapach szaszłyków, a wieczorną ciszę zakłócają jedynie okrzyki z miniboiska do piłki nożnej.
Na parkingu od razu dostrzegam samochody na rosyjskich blachach.
– Białorusini praktycznie do nas nie przyjeżdżają. Ale za to Rosjanie to nasi główni goście. Niektórzy tak pokochali to miejsce, że stali się naszymi stałymi gośćmi. I to nie tylko ci z Moskwy. Przyjeżdżają z przygranicznych miast, niektórzy nawet z Karelii! – opowiadają pracownicy bazy.
Można się też zatrzymać w jednej z ponad dziesięciu tutejszych willi. Eleganckie domki zachęcają, by do nich zajrzeć. Chociaż i bez tego wiadomo, że w środku czeka na nas przyjemnie urządzone wnętrze. Każdy dom ma swoje małe podwórko, gdzieś wisi duży hamak, stoi stół z krzesłami.
Na parterze luksusowego domku znajduje się przestronny hol, duża łazienka i salon z kanapą i telewizorem, w rogu ekskluzywne jacuzzi. Na piętro prowadzą drewniane schody. Tutaj widzimy dwuosobowe łoże, elektryczny kominek i jeszcze jeden telewizor. Doba w takich luksusach kosztuje 2 400 000 rubli od pary.
Dla przeciętnego Białorusina to niewyobrażalna suma.
Jest też wariant “skromniejszy”, za 1 milion za dobę.
– A jak Rosjanie się zachowują? Spokojnie?– pytam.
– Oj, bardzo przyjemnie się z nimi pracuje – przyznaje pokojówka. – Przyjeżdżają całe rodziny, od razu na kilka dni, i odpoczywają.
Rozrywek tu dość: dla dzieci plac zabaw, a dla dorosłych – kort tenisowy, strzelnica, łowienie ryb.
Obiad można zjeść w miejscowej restauracji. Ceny porównywalne do tych w dobrych mińskich kawiarniach. Za 80 tysięcy rubli można skosztować domowej kiełbasy z plackami ziemniaczanymi, za 40 tysięcy – skrzydełek drobiowych z grilla, a szaszłyk wieprzowy kosztuje 83 tysiące. Dla wielbicieli owoców morza – krewetki tygrysie z grilla po 163 tysiące za porcję (100 gramów), grillowany pstrąg – 120 tysięcy.
Ale można też pogrillować samodzielnie. W tym celu należy wynająć altankę z grillem, węglem i rożnem. Taka przyjemność kosztuje pomiędzy 500 a 900 tysięcy rubli. Wędkowanie nad jeziorem będzie kosztowało 100 tysięcy dziennie. A jeśli uda się wam złowić karpia lub szczupaka ważącego powyżej 4 kg, to za każdy dodatkowy kilogram trzeba będzie dopłacić do 35 tysięcy rubli.
A TERAZ PORÓWNAJMY…
Do bazy wypoczynkowej pod Moskwą można przylecieć własnym samolotem.
Ceny wypoczynku w bazie pod Moskwą właściwie nie różnią się od tych na Białorusi. Taką samą luksusową willę nad Wołgą można wynająć za 300 dolarów za dobę/para. Ale rozrywki oferują tam lepsze. Można, na przykład, polatać balonem. A do bazy można się dostać własnym samolotem, by uniknąć stania w korkach. W tym celu wybudowano tu specjalne lądowiska. Ale u nas jest tańsze jedzenie, można dojechać do miasta na shopping, lub niedrogo (jak na rosyjskie standardy) pobawić się w klubie.
A TYMCZASEM…
“W Mińsku Rosjanie wynajmują luksusowe mieszkania. i są gotowi je kupować”
– Rosjanie tłumnie przyjeżdżają do Mińska. Niektórzy zakładają tu swoje firmy, inni chcą po prostu wypocząć. Wynajmują przy tym dobre, luksusowe mieszkania. Popyt jest duży, w dni wolne od pracy mieszkania w Mińsku, wynajmowane na doby, są zaklepane głównie przez Rosjan – dowiedziała się KP w agencji nieruchomości Twoja Stolica. – Wiele osób kupuje mieszkania. Bywają takie sytuacje, gdy ojciec rodziny ogląda mieszkanie do wynajęcia dla rodziny, a ono tak mu się podoba, że jest gotowy je kupić od ręki. Wielu Rosjan, którzy rok temu przyjechali służbowo na Białoruś, już nabyło nieruchomość w Mińsku.
Źródło: „Bielorusskij Partizan”
[link=http://belaruspartizan.org]
Tłum. Magdalena Superson
