Rozmowa z Michałem Dworczykiem, Członkiem Zarządu Stowarzyszenia “Wspólnota Polska”, byłym doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz premierów Jarosława Kaczyńskiego i Kazimierza Marcinkiewicza.Jak ocenia pan projekt Partnerstwa Wschodniego oraz jego ubiegłotygodniowy szczyt w Warszawie?

Bez wątpienia jeżeli chodzi o Partnerstwo Wschodnie można odczuwać uzasadniony niedosyt. W 2008 roku kiedy ten projekt był uruchamiany, wiązano z nim bardzo duże nadzieje. Liczono między innymi, że będzie to instrument polityki zagranicznej dzięki któremu zwiększy się szansa na demokratyzację Białorusi, że tą drogą będzie można zacieśniać relacje Ukrainy z Unią Europejską. Jednak te kilka lat, które upłynęły od tego czasu pokazały, że nic podobnego się nie wydarzyło. Co więcej, de facto od 2008 r. nie mieliśmy do czynienia w ramach Partnerstwa Wschodniego z żadną większą inicjatywą, która zostałaby zrealizowana i zainteresowała naszych partnerów na wschodzie. Będąc złośliwym, można by wręcz powiedzieć, że to właśnie miniony szczyt Partnerstwa był jednym z najważniejszych wydarzeń i działań w jego ramach. Trudno się także oprzeć wrażeniu, że niektórzy politycy rządzącej partii postrzegali to wydarzenie jedynie jako okazję do podreperowania swojego poparcia politycznego, a nie w kategoriach realnego przełomu i rzeczywistego uruchomienia tego projektu. Mówiąc dosadnie Partnerstwo Wschodnie zajmuje się na razie wyłącznie sobą. Żadnych wymiernych rezultatów, poza kilkoma konferencjami i spotkaniami eurobiurokratów, do tej pory nie ma.

Co sądzi pan jednak o najgłośniejszym wydarzeniu szczytu Partnerstwa Wschodniego, czyli o złożonej przez Donalda Tuska ofercie dla Białorusi?

Pakiet rządowych pomysłów dla Białorusi można by w największym uproszeniu sprowadzić do tego, że Łukaszenka wypuści więźniów politycznych, a Unia Europejska znowu nawiąże z nim relacje i da tak bardzo oczekiwane kredyty. Świadczy to o bardzo krótkiej pamięci. Kilka lat temu mieliśmy już do czynienia z sytuacją w której chciano ucywilizować Łukaszenkę, w której za zwolnienie więźniów politycznych wprowadzono go na europejskie salony, udzielono pożyczek, spełniono ileś oczekiwań władz w Mińsku. Politykiem najbardziej gorliwie o to zabiegającym był minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Wszystko to skończyło się 19 grudnia 2010 r., w dniu wyborów prezydenckich na Białorusi. Dobrze pamiętamy jak ludzie trafiali wówczas do aresztów, do więzień. Cały czas płyną do nas niepokojące sygnały na temat tortur stosowanych wobec opozycji. Zrealizowanie tego pomysłu oznaczałoby wielką krótkowzroczności i trzeba by to zinterpretować jako chęć pozornego, łatwego sukcesu, bez żadnej refleksji nad konsekwencjami tak nieodpowiedzialnych działań. Należy też podkreślić, że bardzo sceptyczni wobec tego projektu są opozycjoniści białoruscy,

Jak natomiast ocenia pan sytuację polityczną na Ukrainie? Dochodzą do nas stamtąd niepokojące sygnały, takie jak aresztowanie Julii Tymoszenko, a ukraińska opozycja apeluje do Unii Europejskiej o wprowadzenie sankcji.

Nie można tej sytuacji oceniać jednoznacznie. Bez wątpienia jest ona bardzo złożona. Z jednej strony mamy bardzo niepokojące zjawiska, takie jak ograniczanie demokracji, wolności słowa. Oczywiście najbardziej znanym przykładem jest tu sprawa byłej premier Julii Tymoszenko, ale także wiele innych przykładów pokazuje, że coraz częściej dochodzi tam do zwalczania opozycji. Z drugiej strony musimy mieć jednak świadomość, że izolowanie Ukrainy, odwracanie się od niej, będzie siłą rzeczy popchnięciem jej w stronę Rosji. To bardzo trudny wybór. Wydaje się, że trzeba jednoznacznie i w sposób twardy rozmawiać z władzami w Kijowie, żeby standardy demokratyczne były tam przestrzegane, jednocześnie starają się cały czas przyciągać to państwo w stronę Europy. Nie możemy zapominać, że nastroje na Ukrainie nie są jednoznaczne. To nie jest tak, że wszyscy popierają tam integrację z Unią Europejską, nie mówiąc już o sympatiach, a raczej ich braku w kwestii członkostwa w NATO, a także to, że sankcje wobec Ukrainy mogą posłużyć za dogodny pretekst dla części zachodnich państw Europy, niechętnych rozszerzeniu UE na wschód. Byłoby bardzo źle gdybyśmy sami, swoimi działaniami, wepchnęli Ukrainę w ręce Rosji.

Rozmawiał: Jacek Zalewski („Kresy.pl”)

forma płatności